Xiv po raz pierwszy tego dnia usiadło, bo musiało.
Nie dlatego, że chciało odpocząć - odpoczynek był czymś odległym, niemal nieistniejącym - ale dlatego, że kiedy podniosło się zbyt szybko, świat na moment przesunął się w bok. Nie zniknął. Po prostu zrobił krok w tył, jakby dystans między nim a rzeczywistością nagle się zwiększył. Xiv odczekało chwilę, opierając się barkiem o chłodną ścianę nory, aż wszystko wróciło na swoje miejsce.
Yrsa leżała nieruchomo, zbyt cicho nawet jak na swoją osobę. Jej oddech był nierówny, płytki, a gorączka sprawiała, że jej ciało raz było lodowate, raz nienaturalnie gorące. Xiv podeszło do niej natychmiast, jakby sam ruch w jej stronę miał znaczenie ochronne. Przesunęło łapę pod jej kark, poprawiło ułożenie głowy, upewniło się, że oddycha swobodniej.
Dopiero wtedy poczuło ból w gardle.
Nie był ostry. Raczej tępy, nieprzyjemny, jakby ktoś zostawił tam coś obcego, drażniącego. Przełknęło ślinę odruchowo i skrzywiło się, ale zaraz odsunęło tę myśl. Teraz nie było na nią miejsca. Nachyliło się nad Yrsą, wsłuchując się w rytm jej oddechu, licząc go w myślach - powoli, uparcie, jakby to było zaklęcie, które utrzyma ją przy świecie.
— Jestem — powiedziało cicho, bardziej dla siebie niż dla niej.
Nie było pewne, czy słyszy.
Kiedy później sięgnęło po wodę, znów zakręciło mu się w głowie. Tym razem mocniej. Musiało przymknąć oczy na krótką chwilę, oprzeć pysk o kamień z zagłębieniem. Gardło zapiekło przy pierwszym łyku, a kaszel wyrwał się nagle, suchy i szorstki. Xiv odwróciło się od Yrsy, instynktownie, jakby chciało ukryć przed nią ten dźwięk. Kiedy kaszel ucichł, stało jeszcze przez moment nieruchomo, oddychając powoli.
Wróciło do niej, pomagając jej napić się tak ostrożnie, jak potrafiło. Każdy jej łyk był zwycięstwem. Każde przełknięcie kosztowało ją wysiłek, który Xiv widziało aż za dobrze. Gdy odsunęła pysk, nie nalegało. Nie było w tym rezygnacji - tylko akceptacja granic, które choroba stawiała coraz wyżej.
Położyło się obok niej ponownie, pozwalając, by ich ciała stykały się bokami. Jej gorączka była wyczuwalna jak żar pod skórą. Xiv poczuło, że własne czoło również jest cieplejsze niż zwykle, ale zignorowało to bez wahania. Ważniejsze było to, by Yrsa nie drżała.
Oddychało powoli, celowo, jakby próbowało narzucić rytm również jej ciału. Liczyło oddechy, nie wiedząc już nawet, czy liczy jej, czy swoje. Co jakiś czas unosiło głowę, sprawdzając, czy jej pysk nie opada w złą stronę, czy gardło nie pracuje zbyt ciężko. Delikatnie poprawiało jej ułożenie, przesuwając łapę, kładąc ją wyżej, niżej, aż oddech znów stawał się choć odrobinę spokojniejszy.
Zmęczenie narastało w nim powoli, ale nie było to zwykłe zmęczenie po długim dniu. Było lepkie, gęste, osiadające w stawach i mięśniach, sprawiające, że każdy ruch wymagał krótkiego namysłu. Gardło bolało coraz wyraźniej, a przy każdym głębszym wdechu czuło nieprzyjemne pieczenie w klatce piersiowej. Xiv wiedziało, co to oznacza.
Nie było głupie.
Rozumiało aż za dobrze, czym jest ta choroba i jak się rozprzestrzenia. Wiedziało też, że jeśli ono zaczyna czuć pierwsze objawy, to już jest za późno na cofanie czegokolwiek. Myśl ta pojawiła się w jego głowie spokojnie, bez paniki, bez dramatyzmu. Przyjęło ją jak fakt.
„To w porządku” - pomyślało. - „Tak miało być.”
Przesunęło pysk bliżej jej szyi, sprawdzając oddech, czując gorąco jej skóry. Yrsa poruszyła się niespokojnie, jej łapy drgnęły, jakby próbowała coś powiedzieć lub się odsunąć. Xiv natychmiast zareagowało, uspokajając ją delikatnym naciskiem łapy, cichym, niskim pomrukiem, który zwykle działał lepiej niż słowa.
— Cicho — szepnęło. — Odpoczywaj.
Jej oczy na moment się otworzyły. Spojrzała na nie nieostro, jakby przez mgłę, ale w tym spojrzeniu było coś jeszcze - cień zrozumienia, przebłysk świadomości. Zmarszczyła lekko brwi, a jej wzrok przesunął się po jego pysku, zatrzymując się na chwilę dłużej niż wcześniej.
Xiv wiedziało, co widzi.
— Nie — powiedziało odruchowo, zanim ona zdążyła cokolwiek wyrazić. — Nie teraz. Nie o mnie.
Jeśli próbowała zaprotestować, jej ciało nie było już w stanie tego zrobić. Gardło odmówiło posłuszeństwa, a zamiast słów pojawił się tylko cichy, chrapliwy dźwięk. Xiv nachyliło się bliżej, niemal zasłaniając jej pole widzenia własnym ciałem, jakby chciało odgrodzić ją od tych myśli.
— Skup się na oddychaniu — mówiło spokojnie, rytmicznie. — Resztą zajmę się ja.
Nie było w tym bohaterstwa. Nie było poczucia poświęcenia, które wymagałoby uznania. Była tylko prosta, jasna hierarchia rzeczy: ona była ważniejsza. Zawsze była.
Jeśli miało zapłacić za to własnym zdrowiem - zapłaci.
Poprawiło jej posłanie jeszcze raz, ułożyło się tak, by osłaniać ją przed chłodem nocy i przeciągiem przy wejściu do nory. Oddychało coraz ciężej, ale wciąż miarowo, pilnując, by jej oddech nie przyspieszał zbyt gwałtownie. Każdy jej ruch obserwowało uważnie, reagując natychmiast, zanim dyskomfort zdążył przerodzić się w panikę.
Na zewnątrz zapadła głęboka noc.
A w środku nory Xiv czuwało, chore, zmęczone, świadome tego, co się z nim dzieje - i całkowicie gotowe to zignorować.
Bo dopóki Yrsa oddychała, dopóty nic innego nie miało znaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz