sobota, 13 grudnia 2025

Od Delty - "Na Dobre dni i Spokojne noce - Epidemia" cz. 11

Winnych i niewinnych osądzać mogą tylko w zaświatach. I Delta to doskonale wiedział. Zdawał sobie sprawę z całego tego przedstawienia rozgrywającego się pod jego łapami.

Chorych przybywało coraz więcej. Ledwo jacyś zdrowi wyszli to już jakiś inteligent chory stawiał się w progu. Jeden drugiego przepychał w wejściu aby tylko pierwszym być na lepszym łóżku, co by się wygodnie dogorywało.

Deltę odwiedzały nie tylko wilki z WSC z powodu epidemii. Co to, to nie. Ktoś inteligentny musiał udać się na zebranie do WWN, ponieważ sporo wilków z tamtych stron także zjawiło się u jego progów, błagając o pomoc. I kim byłby nasz stary sceptyczny Delta, gdyby ze złością nie kazał im siadać na dupach i czekać aż przygotuje więcej łóżek.

Z samego WSC do listy chorych najpierw dołączyła Mi. Starsza wadera miała się dobrze na początku, jednak szybko wyszła w śnieg. Od razu do grobu, zamknięta w zimnej ziemi, ostatnim świadku jej cierpienia.

Potem był Byczeq. Ale jemu poprawiło się bardzo szybko. Wyjątkowo szybko. Ale to był szczeniak, Delta nie miał na co narzekać. Bez niego w jaskini zrobiło się o wiele decybeli ciszej.

Bleu – nieszczęśnik zaatakowany chorobą przez swoją córkę, która niedługo potem sama dołączyła w progi jaskini medycznej. Alta, Myszka i Bleu. Wszyscy razem w jednym miejscu. I wszyscy wyszli zdrowi, na różne sposoby. Myszka i Bleu wrócili do domu. Alta wyzdrowiała duchem i opuściła ten świat.

Dally i Szklanka zjawili się pewnego pochmurnego wieczorku, oboje z nalotem na gardle. Oboje z bardzo poważnymi minami. Dally wkrótce wrócił do swojego pisania w kronikach,  w końcu tę epidemię należało udokumentować, jednak Szklanka, już nigdy nie otworzyła oczu.

Oliver i Olivia nie przetrwali długo. To była najszybsza śmierć jaką do tej pory Delta widział. Te dwa wilki po prostu rozsypały mu się w łapach. Ale nie było co się dziwić. Ich … przedziwne ułożenie ciała i organów nie pomagało im w przeżyciu tak ciężkiej infekcji.

Hyarin pozostawał chory i słaby pomimo wszelkich starań Delty. Jego wiek nie sprzyjał jego zdrowiu.

Podobnie jak Duch. Ten staruszek także miał już problemy z radzeniem sobie z chorobą, jednak trzymał się przy życiu, jakby mu na nim zależało. Delta skrzywił się nieco. Sam mógłby już pójść w odwieczny sen, ale coś go jeszcze przy tym świecie trzymało.

Yrsa… Była u siebie. Na kwarantannie. Zakaz wychodzenia, zakaz wchodzenia. Nie chciała siedzieć w jaskini medycznej dwa tygodnie to spędzi z miesiąc jak nie dłużej w swoim własnym zakamarku świata. Z Xivem czy bez, nie miało to dla Delty znaczenia. Ale jak z, to niech oboje siedzą zabici dechami i na dupie. I obiecał jej Delta, że jeśli odkryje, że wyłażą na zewnątrz jak im się podoba, to osobiście zaciągnie oboje do izolatki i tam ich zamknie. Będą mieć swoją prywatność, prawda?

Domael i Sasanka, zjawiły się u Delty przyniesione przez Agresta. Obie wylądowały na opiece, ale tylko jedna wydobrzała. Sasanka mogła wrócić do domu, Domael pogrzebali obok jej ojca.

Aiden chorował za to długo i po dwóch tygodniach dalej leżał w kącie jakini medycznej i zniesmaczony łypał okiem na każdego wokoło.

No i pacjent zero. Osoba, u której wykryto zalotnika na samym, samiutkim początku tego chaosu. Poległa w boju. Jej stare ciało poddało się i wkrótce mogła zostać zakopana w ziemi, jej pamięć na zawsze w sercach wszystkich.

 

<CDN>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz