Gorączka narastała powoli, podstępnie, jak coś, co najpierw sprawdza, ile może sobie pozwolić. Yrsa czuła ją w kościach, w karku, w skroniach, gdzie puls stał się zbyt wyraźny, zbyt natarczywy. Leżała nieruchomo, oddychając płytko, bo każdy głębszy wdech kończył się bólem, a każde przełknięcie było świadomym wysiłkiem.
Xiv nie spało.
Czuwało, opierając się bokiem o jej grzbiet, uważnie, niemal zbyt uważnie. Co jakiś czas unosiło głowę, jakby nasłuchiwało zmian w jej oddechu. Liczyło je w myślach, choć samo nie wiedziało po co - rytm był jedyną rzeczą, nad którą miało jakąkolwiek kontrolę.
Gdy Yrsa poruszyła się niespokojnie, natychmiast zareagowało. Delikatnie przesunęło się bliżej, tak by jej było cieplej, ale nie duszniej. Jej ciało było rozpalone, a jednocześnie drżała z zimna - sprzeczność, którą Xiv wyczuwało pod łapami. Przesunęło pysk ku jej karkowi, ostrożnie, niemal pytająco, i zostało tam, oddając jej swoje ciepło.
— Spokojnie — szepnęło, choć wiedziało, że ona i tak ledwo je słyszy. — Jestem.
Woda stała przy wejściu do nory, w zagłębieniu płaskiego kamienia, który Delta zostawił tam wcześniej, nie podchodząc bliżej, zgodnie z zasadami. Xiv uniosło się powoli i ostrożnie podniosło kamień pyskiem, starając się nie rozlać ani kropli. Krótki zawrót głowy przemknął przez nie jak cień, ale zignorowało go bez namysłu. Ważniejsza była Yrsa.
Wsunęło kamień głębiej do nory i ustawiło go tuż obok posłania. Najpierw nachyliło się samo, biorąc kilka oszczędnych łyków - gardło zapiekło nieprzyjemnie, lecz nie zatrzymało się nad tym dłużej. Potem delikatnie przesunęło kamień bliżej Yrsy. Pomogło jej unieść pysk, pozwalając, by napiła się tyle, ile była w stanie. Każde przełknięcie było dla niej wysiłkiem, więc nie nalegało, cofając kamień przy pierwszym sygnale zmęczenia.
Gdy skończyli, Xiv wyniosło kamień z powrotem i odłożyło go dokładnie tam, gdzie stał wcześniej, przy wejściu do nory, tak, by Delta mógł go później bezpiecznie zabrać lub uzupełnić. Dopiero wtedy wróciło do Yrsy i ułożyło się obok niej ponownie, osłaniając ją swoim ciałem, jakby ten prosty gest miał wystarczyć, by zatrzymać chorobę na zewnątrz.
Czas płynął dziwnie. Świat poza norą niemal przestał istnieć. Docierały tylko stłumione dźwięki lasu i echo własnych myśli. Yrsa raz po raz zapadała w płytki sen, z którego wyrywał ją kaszel lub nagłe uczucie duszności. Za każdym razem Xiv reagowało natychmiast, podnosząc jej głowę, układając ją tak, by łatwiej było oddychać, mrucząc cicho, bez słów.
Nie pytało, czy coś ją boli. Widziało to.
Czasem jej spojrzenie stawało się nieobecne, jakby patrzyła gdzieś obok, przez ściany nory, w miejsce, którego Xiv nie mogło dostrzec. Wtedy czuło niepokój, taki cichy, gęsty, ale nie pozwalało mu dojść do głosu. Zamiast tego przesuwało łapę po jej boku, powoli, jednostajnie, jakby chciało zakotwiczyć ją tu i teraz.
— Zostań — powiedziało raz, nie wiedząc nawet, czy mówi do niej, czy do samego siebie.
Odpowiedzi nie było. Tylko jej oddech, nierówny, gorący.
Dopiero później, gdy samo usiadło na chwilę przy wejściu do nory, poczuło, że coś jest nie tak. Gardło zapiekło przy przełykaniu. Krótki, suchy kaszel wyrwał się z jego pyska, niekontrolowany. Zmarszczyło brwi, zaskoczone, ale niemal natychmiast wróciło do niej, jakby to nie miało znaczenia.
Nie teraz.
Położyło się z powrotem obok Yrsy, osłaniając ją własnym ciałem. Gorączka nie ustępowała. Wręcz przeciwnie, zdawała się wypełniać całą norę, zagęszczając powietrze. Xiv czuło, jak jej ciało drży, jakby walczyło z czymś, czego nie potrafiła jeszcze nazwać.
— Wytrzymasz — szepnęło, tym razem pewniej. — A ja… ja nigdzie się nie ruszam.
Na zewnątrz zapadła noc.
A w środku, w ciasnej przestrzeni nory, dwoje wilków oddychało tym samym powietrzem, nie wiedząc jeszcze, że choroba nie zna pojęcia poświęcenia i że cisza, którą dzielą, dopiero zaczyna nabierać znaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz