niedziela, 4 stycznia 2026

Od Całki - "O Krok bliżej - ostatki" cz. 4

 

Wyruszyli nocą. Wszyscy już spali sobie cichutko, kiedy czwórka wilków wymsknęła się pod osłoną cieni. Strażnicy, którzy pilnowali tego miejsca spali słodko. Całka spojrzała na jednego z nich z niesmakiem. Jej kły pokazały się wszystkie i miała wielką ochotę ich użyć. Jednak to nie był odpowiedni czas.

 Otaczała ich cisza, kiedy tak szli. Ich łapy odbijały się od trawy w ogłuszających mlaśnięciach. Rosa nie była ich współpracownikiem. Całka zmarszczyła brwi. Nikt nie powinien ich usłyszeć tak czy siak, ale ostrożności nigdy za wiele. Sigma szedł u jej boku, jego oczy przerażone duchami skrytymi pomiędzy konarami drzew, które szeptały słodkie słówka w jego uszach.

– Gdzie dalej?– Mediana podrapała się po łapie niespokojnie. Jej głos był tylko szeptem, ale brzmiał jak wystrzał pośród nocnego milczenia.

– W prawo. I długo prosto. Góry zbliżą się do nas jak będziemy blisko rana. Nikt już nas nie dogoni. –  Całka odpowiedziała równie cicho, ale ich rozmowa i tak nastroszyła sierść na szyi Pi. Samiczka obejrzała się za siebie i podrapała po uchu, które wyjątkowo mocno ją tej nocy swędziało.

Droga znikała pod ich łapami szybciej i szybciej im dalej od watahy tych pomieszańców byli. Wkrótce młodzież rozpędziła się biegiem, na tyle ile mogła. Mediana nie była najszybsza, Pi kulała na tylną łapę, a Całka nadal czuła się jakby łapy jej oprawców przyciskały jej ciało do ziemi. Było im ciężko, ale parli naprzód. Prosto przed siebie.

– Po co my tam w ogóle idziemy? –  Mediana w końcu stanęła na chwilę aby złapać oddech. Słońce malowało już horyzont na pomarańczowo. Wilki w watasze prawdopodobnie właśnie wstawały. Ktoś musiał już odkryć, że ich nowe nabytki zniknęły.

– Odkryć tajemnice naszego pochodzenia, oczywiście. – Całka odetchnęła ciężko. Sama była już tym wszystkim zmęczona. – Jeszcze kawałek. Już teraz tylko pod górkę.

– Tylko pod górkę. – Sigma powtórzył niezadowolony. Przeskoczył z łapy na łapę, ale ruszył przed siebie. Wkrótce znaleźli ścieżkę. Tę samą, której mieli się trzymać aż do rozdroża.

 

W górze, im dalej szli tym więcej śniegu przybywało. Przybywało tez dziwnego zapachu spalenizny i śmierci, pomimo braku jakichkolwiek ciał czy ognia.  Całka czuła jak jej krew zawrzała z ekscytacji. Wszystkie tajemnice, wszystko to co robili zbliżało ich coraz bliżej do prawdy, której tak poszukiwała. Kim jest, skąd, po co. Wszystko to co pamiętała i czego jeszcze nie wiedziała, było na wyciągniecie łapy.

– To tu. – Pi w końcu się odezwała. Przed nimi ścieżka rozwidlała się na boki. Drewniany znak, stary i zmrożony zimnem gór, wskazywał w dwie strony, które zupełnie ich nie obchodziły. Szczyt taki czy siaki – to nie miało już znaczenia. Całka podeszła do znaku i przekroczyła obok niego wsadzając obie łapy po tors do śniegu. Czując grunt pod nimi ruszyła dalej. Sigma była zaraz za nią, jego ciało rozpychając zaspy na boki dla reszty jego rodzeństwa. Pi i Mediana spojrzały po sobie i powoli ruszyły za nimi. Pi z wyjątkowym trudem. Jej tylna łapa coraz bardziej bolała i wadera nie wiedziała za bardzo jak na to zareagować. Pustka w jej sercu nie pomagała. Po co oni tu w ogóle przyszli?

Szli długą chwilę, a zapach dymu i spalenizny nasilał się z każdym krokiem. Gdzieś po ich prawej zimny strumień stopił zaspy śniegu i porwał je ze sobą w dół. Jego szum prowadził zmysły rodzeństwa przed siebie. Pchać, pchać, iść. Do celu. Wszystko wyglądało identycznie, a mimo to Całka poruszała się tutaj jakby mieszkała tu całe swoje życie. Widoki z koszyka powracały do niej z każdym korkiem, a jej determinacja paliła w gardle i sercu. Była gotowa zabić aby osiągnąć swój cel.

I nie musiała długo czekać aby ta myśl stała się rzeczywistością. Całka zatrzymała się w pół kroku. Przed nimi pojawiła się dolina. Wielkie spadlisko ze stromymi ścianami przywitało ich łapy. Tam, w dole, stał stary i obumarły budynek. Z jego wnętrza migotały resztki szkła, które łapały promienie słońca. Mizerna i rozpadająca się brama zapraszała ich do wejścia, a marne druciane ogrodzenie nie wydawało się zbyt ciężkie do przejścia. Wszystko zdawało się być… dobrze. Ale było za spokojnie. Krajobraz stał nieruchomo. Wiatr nie odzywał się swoim donośnym głosem, jak to ma nawyk w dolinach gór. Cisza jaka wisiała nad tym widokiem była niecierpliwa, jakby czekała aż ktoś ją przerwie. Całka postąpiła parę kroków  wprzód, Sigma za nią. I wtedy oboje najeżyli się, kiedy w kącie ich oczu mignęła czarna masa. Wielki   czarny pies stanął po ich prawej. Śnieg roztapiał się wokół jego ciała, jakby zwierzę było zrobione z ognia i buchało od środka ciepłem na tyle silnym, że paliło je od środka. Dym uciekał z jego pyska, kawałki jego futra i ciała topiły się w czarnych smugach ropy i uderzało w martwą ziemię wokoło jego łap.

Całka zamarła, napinając wszystkie mięśnie. Zwierze nie miało oczu, zamiast tego spoglądało w ich kierunku pustymi oczodołami, w których zbierały się resztki ropy z jego ciała. Pies miał nastawione uszy, ale nie ruszał się. Tylko słuchał.

– Co to jest? – Mediana szepnęła, jej łapy wsparte na plecach brata.  Zwierzę spojrzało w jej stronę i zrobiło parę kroków. Całka zareagowała szybko, za szybko dla tego masywnego stworzenia. Jej kły wbiły się w jego szyję. Zaraz i Sigma był przy gardle stworzenia.

Pies nie odezwał się słowem, a jego ciało upadło nieruchome na ziemię.  Całka poczuła jak jej usta pieką delikatnie, a kiedy się oblizała zdała sobie sprawę, co właśnie zrobiła. Nie wiadomo nawet czy ten pies był dla nich niebezpieczny czy szkodliwy. No cóż. Nic jej teraz nie przeszkodzi w zdobyciu swojego celu. Swoich tajemnic.

Nic. Poza cała sforą tych stworzeń powoli zbliżającą się w ich kierunku. Całka oblizała się ponownie. Na ciele psa były widoczne jej zęby, jej łapy, które teraz nosiły na sobie resztki spalonego ciała. Czarna smoła ściekała z łap Całki. Inne psy reagowały na to omijając ją, jakby była częścią ich sfory. Oh… Mediana zareagowała od razu. Położyła łapy na martwym ciele, czując tylko jak pali ją mocno.  Martwe już stworzenie musiało mieć bardzo kruche kości, gdyż te zapadły się pod nią i pozwoliły jej wpaść do stworzenia po łokcie. Od razu odskoczyła. Palące płomienie zapaliły martwe ciało. Ups. Mediana spojrzała na to i wytarła jedną  łap o Pi. Sfora zatrzymała się. Jakby wilki przed nimi zniknęły.

–Ciekawie… – Sigma odetchnął ciężko. Wszystkie psy zwróciły głowy w jego strony. Parę obnażyło kły. Młody wilk zamknął pysk ino raz i odsunął się na parę kroków w tył. Psy rzuciły się na miejsce w którym był, jakby… zniknął. Reagują na dźwięk – cale rodzeństwo doszło do tego wniosku jednocześnie. Nieprzyjemne milczenie zapadło ponownie.

Całka machnęła ubrudzoną łapą na swoje rodzeństwo i wtarła maź w ich pyski. Bolało, pozostawiało nieprzyjemny zapach, ale było bezpieczniejsze tak wysoko ponad śniegiem. Rodzeństwo ruszyło dalej. Byli już tak daleko od domu, tak blisko tajemnic schowanych w porzuconych ścianach laboratorium.

Wejście przez bramę było… problematyczne. Sigma był nieco za duży na dziurę stworzoną przez przekrzywione rury trzymające to wszystko w kupie. Całka ledwo się przecisnęła. Mediana nie miała problemu. A Pi? Pi straciła kawałek ogona, który lekko zahaczył o wystające na bramie druty.

– Szlak. – Sigma mruknął i z wielkim hałasem przedarł sie przez dziurę. Rodzeństwo zaraz odsunęło się od źródła ich hałasu, gdzie zaraz zjawiła się sfora. Ich pyski wykrzywione były w gniewie, w furii, ale nie zauważyły złodziei, którzy wkradli się na ich tereny. Rodzeństwo było już na betonowych chodnikach przed laboratorium. Tutaj śnieg nie sięgał. Całka patrzyła z zafascynowaniem jak jeden z psów podążył w ich kierunku, najmniejszy, rozpadał się w kupkę smoły, która zajęła się intensywnym ogniem, kiedy tylko wystąpił ze śniegu o krok za daleko. Pies nie wstał, jego ogień powoli wygasł.  Mediana machnęła ogonem. Śnieg musiał utrzymywać te stworzenia przy życiu w jakiś sposób. Może zamrażał tę smołę, która tak z nich wyciekała.

Sigma dźgnął siostrę z bok. Mediana uniosła na niego wzrok. Basior machnął głową w kierunku wyważonych drzwi. Stare drewno już dawno rozmyło się w coś co przypominało bardziej papkę niż drewno. No cóż. Czas zabierał wiele rzeczy. Zabrał tez szkło w oknach, zabrał roślinność rozsadzoną na bokach ścian, pozostawiając tylko gałązki, smutne w tym zimnym klimacie. Całka weszła do środka jako pierwsza. W środku było małe pomieszczenie, ze ścianami pokrytymi czarnymi smugami, jakby wiele lat temu pożar przeżarł się przez środek tego miejsca. Wszystko pachniało stęchlizną i śmiercią. Całka zmarszczyła nos. Nie podobało jej się tu, ale … byli tak blisko.

Wilki wtoczyły się do środka.

–Czy… – mediana zaczęła, jej oczy zaraz zwracając się do wejścia. Sfora patrzyła w jej kierunku, ale stała na skraju śniegu, zaraz za bramą. Żadne nie odważyło się przekroczyć bezpiecznej linii trzymającej je przy życiu – Na pewno coś tu znajdziemy?

– Coś na pewno. – Całka machnęła ogonem i odetchnęła cicho. Jej łapy nie wiedziały dokąd iść.

–Gdzie teraz? – Sigma zajrzał w jedno w wejść. Ciemność nie przeszkadzała mu za bardzo zazwyczaj, ale tutaj wszystko zdawało się mieć oczy, które tylko na nich patrzyły.

– Nie wiem. – odparła Całka. – Już nie wiem. Nie… wszystko wygląda inaczej. Tego pomieszczenia… nie było. Nie ma… ja… nie w mojej pamięci.

– Czyli musimy szukać na własną rękę. – oznajmiła Pi. Nadal patrzyła się na ten kawałek ogona gdzie jeszcze niedawno był on w całości. Dlaczego… co było nie tak? Takie delikatne targnięcie nie powinno kosztować jej części ciała. – Rozdzielamy się dwa na dwa? Czy wcale?

–Dwa na dwa. Sigma z Medianą, Ja i ty idziemy na lewo. – Całka ruszyła przed siebie wnikając w jednym z dwóch wejść w pomieszczeniu. Pi ruszyła za nią.

 

︾︾︾︾︾︾︾︾︽︽︽︽︽︽︽︽︾︾︾︾︾︾︾︾

Całka czuła się jakby chodziła po szkle. Jej łapy piekły od tego dziwnego czarnego osady, jej płuca bolały od ohydnego zapachu wokół nich. Ale szła dalej, nie dla niej było poddawanie się.

Jej kroki odbijały się od ciemnych ścian i wracały do niej echem. Nieprzyjemne mrowienie w jej umyśle mówiło jej że coś jest nie tak, ale upartość pchała ja dalej. Pi towarzyszyła jej u boku. Z siostrą czuła się pewniej, bezpieczniej. Pomieszczenie za pomieszczeniem, szukały. Zwiedzały. Stoły krzesła, wszystko było osmolone. W jednym z pokoi znalazły stary szkielet, którego kości już przeżarły się przez drewno i zaczęły rozkładać same siebie, z jakiegoś powodu. Były ciepłe w dotyku i emanowały delikatnym światłem. Całce się to nie podobało.

Te dziwne psy tu nie przychodziły, ale podobna do ich ciał maź leżała co któryś krok w rogach i pod oknami. Nie ruszała się. Była też chłodna w dotyku, w przeciwieństwie do tej, która nadal grzała dwie samiczki na pyskach.

– Nie podoba mi się tutaj. – Pi stwierdziła bardzo spokojnie. – A tym miejscem jest coś nie tak.

– Wiem. – Całka zmarszczyła nos. Kolejne pomieszczenie wyglądało zupełnie inaczej. Dziwne urządzenia i wajchy pokrywały wiele szarych, zardzewiałych pudeł. Całka przeszła obok jednego z nich. Ciche buczenie wypełniało to miejsce, a do jej głowy wróciły zamazane wspomnienia. Przechodziła obok tego miejsca, jej głowa wystawiona kawałek ponad brzeg koszyczka, kołysana na boki jak na rwącej rzece. To było tak dawno, a jednak wspomnienie było tak żywe. Jedna z dźwigni była położona w dół. Teraz była w górze. Całka położyła na niej łapy i pociągnęła w dół. Pomieszczenie zawyło i zaszumiało intensywnie i nagle nad nimi zapaliło się światło. Jasność zapadła we wszystkich pomieszczeniach. Gdzieniegdzie żarówki migały z nieprzyjemnym dźwiękiem.

– Oh…  Światło. – Pi spojrzała na sufit gdzie ledowe żarówki burczały i mruczały w swoim własnym języku. Jakby szeptały zapomniane tajemnice.

– Światło i energia zgaduję, że. Idziemy dalej… – Całka pogoniła siostrę z tego miejsca. Ten dźwięk przyprawiał ją o palpitacje serca i skręcał jej żołądek. Następne parę pomieszczeń nie było zbyt ekscytujące, dopóki wadery nie doszły do starych metalowych drzwi. Te wypadły z zawiasów i spadły na jakiegoś nieszczęśnika. Ludzka czaszka patrzyła się na nie pustymi oczami. Było to z pewnością lepsze niż tamte żywe potwory, które czekały na nich na zewnątrz, i które teraz wyły jak oszalałe. Przez okno dało się dostrzec jak biegały wzdłuż linii śniegu, która topniała coraz to dalej. Całka przemknęła obok drzwi i weszła do ogromnego pomieszczenia. Tam, w podświetlonych kapsułach było parę ciekawych widoków.

– Umiesz czytać, chodź tu. – Całka machnęła łapą na siostrę. Pi podeszła do niej, obok jednej z kapsuł i spojrzała na tabliczkę.

– Ek… Eksperyment „Wilk”, próbka 359 – oświadczyła Pi, kiedy jej siostra rozglądała się wokoło. Na stołach i stolikach leżały różne próbówki, a niegdyś zamknięte sejfy stały otworem. Niektóre szkiełka były zamknięte, niektóre stłuczone. Wszystko to wyglądało jak jeden wielki pośpiech w ucieczce. Całka sięgnęła po jedną z próbówek i obróciła ją w palcach. W środku była czerwona ciecz, a an szkle przyklejona była nieco wypłowiała karteczka z imieniem „Wenus”.

Pi za to Szla dalej od kapsuły do kapsuły patrząc się na dziwne mazie zamknięte w bulgoczącej wodzie. Wszystkie były podpisane nazwą projektu „Wilk”.

– Ludzie są dziwni. – Pi w końcu stwierdziła. – Robią własne wilki? Nie mogą po prostu sobie ich złapać?

– Ludzie myślą, że są bogami. – Całka znała odpowiedź na to pytanie. – Bogami i myślą, że mogą. Że mogą po prostu sobie to życie stworzyć po swojemu.

– To się na nich odbiło. – mruknęła Pi przesuwając łapą kolejną ludzką czaszkę. Ta także była nieco ciepła w dotyku. Łapa Pi zapiekła nagle, tam gdzie się dotknęła kości. Kawałki jej skóry opadły na podłogę. Pi zamrugała. Niedobrze… raczej… chyba.

︾︾︾︾︾︾︾︾︽︽︽︽︽︽︽︽︾︾︾︾︾︾︾︾

Sigma i Mediana krzątali się to tu, to tam. Wszystko wyglądało identycznie. Każda ściana była posmarowana pożarem, każdy wdech pachniał śmiercią i dymem. Wszystko wokół było konfundujące i mieszało Sigmie w głowie. Głosy mówiące do niego wcale nie pomagały, ale siostra u jego boku była pewnym gruntem, którego był pewien. Nie bał się aż tak.

– Co teraz? – Mediana mruknęła pod nosem.

– Szukamy dalej. – Sigma odpowiedział jej bez zawahania.

– Nie o to mi chodzi. Chodzi mi.. co potem? Co po tym wszystkim? – Mediana zacisnęła zęby trochę zbyt mocno.

–Nie wiem. Zależy co odkryjemy. – stwierdził basior. W końcu nie było sensu gdybać bez wiedzy o tym co dokładnie się tutaj stanie. –Może wrócimy do domu. Może nie przeżyjemy. Może nie wrócimy do domu. Może… nie dowiemy się nic.

— To ostatnie jest… smutne.  Jak już tu jestem to chciałabym się chociaż dowiedzieć po co opuściłam mój piękny, komfortowy dom. – mediana zmarszczyła nos. Jej wnętrze zawrzało z wściekłości na samą myśl że przyszłaby tu po nic. Aż jej żołądek zaburczał głośno z wrażenia, a gardło zapiekło.

– Wszystko okej? – Sigma spojrzał na nią ze zmartwieniem.

– Tak. Już tak. – Mediana odetchnęła ciężko. Nie chciała martwić brata, nie tutaj. Nie było na to miejsca ani czasu.  –Chodźmy daaaaaa… – Mediana nastroszyła się, kiedy cale pomieszczenie nagle zapaliło jak jakby ktoś wstawił w nie małe słońce.

– Oh… Chyba nasze siostry zapaliły nam światło. – Sigma sam był ustawiony w pozycji bojowej, gotowy do ataku. Jednak żaden atak nie przyszedł, tylko nagły wrzask na dworze. Warczenie i szczekanie  tych stworów, które tak uparcie pilnowały tego miejsca ,jak własnego grobu.

Bo to było grobowisko w pewnym senesie. W świetle żarówek i ludzkiego obeznania z energią dwa wilki mogły obejrzeć to piękne pomieszczenie. Kości wszelkiej długości i wielkości leżały pod ścianami i wspinały się do sufitu w małych górkach. Co jakiś czas z tych gór pełnych śmierci wystawały puste oczodoły ludzkich czasek.

To był smutny widok, ale i przerażający.

– Są … ciepłe w dotyku.  – Mediana skrzywiła się i odsunęła kość którą złapała w łapę jak najdalej od siebie.

– Ciepłe? – Sigma zaufał siostrze na słowo, chociaż było to… dziwne. Czemu kości, które – patrząc na stan budynku, leżały tu od pewnie wielu lat, nadal były ciepłe. I co? Może jeszcze miękkie. Ale Sigma nic nie powiedział. Zamiast tego poruszył się w kierunku dalszych drzwi.

Chwilę szkli od pomieszczenia do pomieszczenia, aż nie zaszli do małego miejsca. Wyglądało to jak ślepy zaułek, ale Mediana i jej uważne oko śledczej od razu zauważyło papierzyska jakie pokrywały to miejsce. Wszystko było w nieładzie i porozrzucane w pośpiechu, ale to co było na półkach nadal było śliczni poukładane.

– Tu możemy coś znaleźć. – Mediana oświadczyła i weszła do środka. Zapach był przyjemniejszy tutaj niż gdziekolwiek indziej. Po przeszukaniu wielu i jeszcze więcej niż wielu kartek Mediana w końcu dokopała się do plików kartek podpisanych „Projekt Wilk”. Zainteresowana otworzyła ten zbitek kartek i wbiła wzrok w literki. Na początku nie było w tym nic ciekawego. Wertowała je, przewracała, znudzona naukowym tekstem i liczbami jakie wyskakiwały przed jej pyskiem – do czasu.

Łapa mediany zatrzymała się w połowie ruchu do przełożenia kolejnej kartki. Przed nią, przed jej oczami, przed jej świadomością leżała kartka. Kartka z podkreślonym zapiskiem. „6 wilków stworzonych z krwi połączonej dna i magią. Doktor Jaques nadał im imiona: Wenus, Mars, Jupiter, Neptun, Saturn i Merkury. Wilki te stworzone zostały z krwi pojmanego wilka z nazwą „Chedar” o niebieskim futrze. Dwa z sześciu wilków odziedziczyło jego kolor. Cztery z sześciu odziedziczyło heterochromię. „ Ale nie to było dziwne, nie. Pod nim, przypięta agrafkę była fotografia. A raczej bardzo dobrze wykonany rysunek. Rysunek który wyglądał jak jej ojciec. Młodszy i zdrowszy. Te same oczy, jen sam zawijający się kawałek włosa. Pod nim były jeszcze dwa rysunki. Nieznany jej wilk i jakiś pies, który z pyska bardzo… przypominał Pi. Wadera doczytała resztę kartki szybciutko i zjeżyła się.

– Hej Sigma. – mruknęła do brata. Ten podniósł oczy znad kartek, które sam trzymał w łapach. – Znajdziesz szafkę 37, sekcję 50.

– Okej? Coś znalazłaś? – jej brat podszedł do szafek i podniósł się na tyle łapy aby sięgnąć pożądanej półki. Operowanie bez kciuków nie było proste, ale dawał radę.

– Tak. Coś… Można powiedzieć. Ale potrzebuję tych plików. – powiedziała ponaglająco. W jej sercu narastała niepewność i przerażenie. A tak się martwiła, że nic nie znajdą, że przyszli tutaj po nic. Łzy zebrały się w końcówkach jej oczu.

– A co … w nich j.. jak ich jest dużo, czekaj. – Sigma zaczął wyjmować wiele kartek i odkładać je przed nią. Mediana spojrzała na kartki. Na każdym z nim znajdował się rysunek, fotografia czy cokolwiek to było. A na nich ich pyski. I pyski dwóch nieznanych im wilków.

– Eksperyment „Wilk”, próba… 189. Imię… Mars. – Mediana wzięła jedną z kartek w ręce. Jej oczy były wielkie, pełne coraz większej ilości łez. – Nie dożył 4 dni. Geny wzrostu nieudane. Powód śmierci… rozpad narządów wewnętrznych.

– Oh. Tworzyli wilki? Ciekawie. – Sigma dorzucił więcej kartek, nawet na nie, nie spoglądając. Po prostu próbował pomóc siostrze jak najszybciej.

– Tak… Tworzyli… wilki. – szepnęła wadera i podniosła swoje oczka na brata, który zatrzymał się w swojej pracy. Podała mu kartkę. Ten chwycił ją i przyjrzał się tekstowi. Dopiero po paru sekundach do jego zmysłów doszło zdjęcie. Tam, wpatrzony w kamerę był on sam. Młodszy, ale tylko odrobinę. Miał te same oczy, te same włosy i ten sam wyraz twarzy. Skonfundowane przerażenie i ten błysk w oczach, który świadczył o widoku, którego normalne wilki nie widziały.

– Mocne nieznane. – przeczytał pod nosem po czym odłożył tę kartkę. – Czyli co… jesteśmy eksperymentem? – Sigma położył po sobie uszy. – Jesteśmy w ogóle spokrewnieni?

Mediana od razu zaczęła szukać odpowiedzi na to pytanie. Przewracała kolejną i kolejną kartkę. Kartka za kartką. Kartka za kartką. W końcu, z pomocą brata znalazła ostateczne kartki dla każdego z nich.

– Z tego co widzę… to… ja mam w sobie 20% genów taty, 40% tego psa i 40% wilka, który był dodatkowo w to wszystko wmieszany. Całka ma … 40 % psa, 50% wilka i 10% taty. Pi ma 70 % psa, 20% wilka i 10% taty, a ty masz… 50 % taty, 40% psa i 10 % nieznanego wilka, innego niż nasza trójka. – Mediana odetchnęła ciężko.

– Chociaż tyle, że nadal jesteśmy rodzeństwem. – Sigma odłożył kartkę w swojej łapie. – I … mieliśmy jeszcze dwójkę rodzeństwa. Ciekawe czy jeszcze żyją.

– Nie wiem. Ciężko stwierdzić. Z tych kartek wynika, że wiele eksperymentów umierało bardzo szybko. Zdaje mi się że… aha. Merkury jest oznaczony jako porzucony. Ostatni numerek na jego kartce to… 93. Jupiter… czyli ja! Oh… 567.  „Samica wilka, grube kości, wytrzymała. Moce niszczycielskie. Uważać – poprzednie wybuchały bez ostrzeżenia… – Mediana podniosła oczy na brata. – No.. .to ciekawie. „567 to najlepsza receptura do tej pory. „ I pod tym czerwony dopisek o tym że… wilk zniknął niedługo po stworzeniu. I od tamtej pory nie ma więcej numerów.

– O! Ja miałem na imię Mars. Ha! Dobre imię…. Numer eksperymentu… 505 wersja. Mniej od Ciebie. „Wilk jest niestabilny i zdaje się widzieć rzeczy których nie ma… „ – pysk Sigmy wygiął się w niezadowoleniu – „Najczęstsza śmierć powodowana była przez samobójstwo na różne sposoby. Szaleństwo.” Okej… „Wilk nie ma innych wyróżniających go cech. Propozycja porzucenia prób… „ Okej. To jest nie fair! Porzucenia!? – Sigma odrzucił swoją kartkę. Miała ten sam dopisek co Mediany. „Wilk zniknął po stworzeniu.”. Mediana była prawie pewna, że to był dzień, który Całka pamiętała tak dobrze.

– Merkurego porzucili szybciej. „Wilk rozpadał się w stawach. Brak znalezionego powodu. Projekt porzucony.” A… Oh… Neptun. Zdaje się że nasz brat miał więcej szczęścia. „Numer 892. Wilk umiera po podaniu hormonów wzrostu z powodu zawału serca. Wilk umiera bez podania hormonów wzrostu na zapaść obturacyjną. Brak innych powodów śmierci. Wilk… zniknął w dniu jego … stworzenia.”

– Ciekawe czy… Ciekawe czy Całka go pamięta. Bo.. poszedł z nami nie? – Sigma podrapał się po głowie. Na obrazku wyglądał bardzo podobnie do ich taty. Różniły ich tylko oczy i kolor nosa. Wydawał się być taki… wesoły.

– Wydaje mi się że tak. Jak zniknęliśmy wszyscy na raz… Musimy spytać się Całki. – Mediana odłożyła kartkę na bok, zaraz na swojej i Sigmy. Potem sięgnęła po kartki swoich sióstr. – Wenus. Całka… „próba 612. Stabilna. Wilk szybki, wytrzymały. Obciążony genami kruchości kości. Wilk umiera z powodu złamań i straty krwi. Możliwe zaniki pamięci – obserwacja.” I Pi. Pi to…. Saturn? Oh… – mina Mediany nieco zrzedła. – „Próba 135. Wilk umiera na rozpad. Rozpad ciała. W proch. „ A na tym napisane jest jedno wielkie, „CO?”. „Wilk niestabilny, niebezpieczny. Wilk bez emocji i większego poczucia bólu.”

– Nasza siostra jest niebezpieczna? – Sigma pokręcił głową. Jego oczy nadal przesuwały po kolejnych kartkach.

–Tak…. Na to wygląda. A przynajmniej niestabilna. Nie chce mi się w to wierzyć. – Mediana odłożyła jej kartkę na resztę i zaczęła je pakować. Zwinęła je w rulonik i zawiązała gumką, którą ukradła z innego zwitku kartek.

– Patrz na to. Nasz brat Merkury chyba… narozrabiał. – Sigma skrzywił się i podał Medianie kartkę. Na niej podpisana była próba 94. Tekst na niej urywał się w połowie słowa, a jej treść była ledwo czytelna gdyż połowę kartki zajmowała plama. Plama czarnej smoły, która nadal śmierdziała spalenizną.

– „Wilk dokonał… samozapału. Wilk niebezpieczny, ugasz…” Zgaduję, że ugaszony i.. .że chyba im się jednak nie udało. – Mediana spojrzała na Sigmę. – Wiesz co bracie. Chodźmy już… Nie chcę myśleć o tym, że jeden z tych pso-stworów to nasz brat.  To… trochę za dużo.

—Myhymm… – Sigma pokiwał głową.

︾︾︾︾︾︾︾︾︽︽︽︽︽︽︽︽︾︾︾︾︾︾︾︾

Całka i Pi, były całe najeżone, kiedy Mediana i Sigma do nich podeszli.

– Coś znalazłyście? – Sigma zagadnął. Jego uśmiech nie sięgał jego oczu.

– Ta… Naszą krew w próbówkach… I krew ojca. A.. i ją. –Całka wskazała głową na wilka zaglądającego na nich z wejścia. Dwoje błękitnych oczu wpatrywało się w nich z przerażeniem. Wilk był dorosły, wielkości Całki i… wilk był Całką. Dosłownie. Kiedy tylko wyszedł w odrobinę światła Mediana mało nie padła, pomimo że wiedziałą, że istnieje taka możliwość. – A wy?

–Nasze akta. – Mediana podała jej zawinięte kartki i podeszła do nowego nabytku. – Hej We…Wenus…

–Wenus? – wilk powtórzył jak echo. Mediana skrzywiła się. Wadera pachniała i brzmiała dokładnie jak ich siostra. Śledcza chwyciła jej pysk bardzo delikatnie i zbliżyła do swojego. Z tak bliska mogła dopatrzeć się numeru nadrukowanego na jej uchu. „504” – poprzednik ich kochanej Całki. Ich genetyczna siostra.

–Tak. Twoje imię. – oznajmiła mniejsza wadera i zwróciła się do Pi. Ze smutkiem w oczach patrzyła jak ta czyta swoją kartkę i spogląda na własne łapy z dozą emocji jaką tylko ona mogła okazać. Czyli barku emocji. Braku emocji wpisanych w jej geny.

– Moje imię. –wilk powtórzył.

  Możemy się stąd wynosić? – Sigma w końcu zapytał. Jego mina była nietęga. Jego rodzeństwo pokiwało głową, wszyscy poza… Pi. Wszystkie oczy poszły na nią.

– Ja… chyba tu zostanę. Kupię wam czas od tych potworów. – oświadczyła, jej oczy wyjątkowo smutne.

–Co…? Nie… Nie ma mowy. Wracamy do domu. Wszyscy! – Całka mruknęła niezadowolona.

– Nie… Nie zdążę wrócić do domu. –Pi odetchnęła ciężko i potrząsnęła jedną z łap. Sierść i kawałki skóry posypały się z niej jak igły ze starego świerku. Całka zmarszczyła nos. – Czas się pożegnać.

– Ale…  – Mediana zakrztusiła się na własnych łzach, które polały się z jej oczu. Już nic więcej nie powiedziała. Decyzja zapadła jak gilotyna. Wszyscy zamilkli na chwilę.

– Pi… Ja… Nie mogę ci na to pozwolić. Obiecałam wam że wszyscy wrócimy bezpiecznie do domu. – Całka mówiła trzęsącym się głosem.

– to nie ma już znaczenia. Teraz musisz skupić się na… Sigmie… na Medianie. Na… Wenus? Na nich. Ja… Nie wiem czy w ogóle wyjdę żywa z tych gór. Moja tylna łapa… Od dwóch dni poddaje się powoli. Dzisiaj już usypał mi się ogon. Nie chcę was zostawiać, ale muszę. Nie ma dla mnie ratunku.– podała im swoją kartkę i wzięła głęboki oddech. I potem spojrzała na drzwi. Tam, na brzegu, przy bramie, te dziwne psy krążyły z dziką wściekłością. – Wyłączmy energię. To chyba je irytuje.

Atmosfera była grobowa, tragiczna. Wszystkie wilki, może poza Wenus, widziały co nadchodzi potem. Pi znikała z ich życia czy tego chcieli czy nie. Rozpadała się w oczach, kawałek po kawałku, ale zapewniała im bezpieczną drogę do domu. Daleko. Bez niej. W trójkę. W czwórkę, ale Całki nie obchodziła jej kopia. Nie bardziej niż jej siostra, która właśnie umierała na jej oczach

–To jest jakiś mroczny uśmiech od losu, naprawdę. – szepnęła do brata, który poszedł z nią tam gdzie Pi i Całka włączyły wcześniej energię. Kiedy wajcha poszła w górę wszystko zgasło. Dźwięki warczenia na zewnątrz powoli ucichły.

Wszyscy spotkali się przy wyjściu. Wenus dostała własną plamę na pysku ,sycząc przy tym z bólu. Całka prychnęła na nią żeby przestała, bo bez tego będzie gorzej. Znacznie gorzej. Sigma za to stał obok Pi, jego łapa na jej ramieniu, łzy w jego oczach.

–Jesteś pewna? Na pewno … ktoś będzie wiedzieć co z tym zrobić. –mruknął do niej.

– Kto? – Pi spytała. Sigma nie miał dla niej żadnej odpowiedzi. Nie miał pojęcia, kto mógłby pomóc jego siostrze. Jego nadzieja rozsypywała się razem z jej ciałem. – Wiem, Sigma. Może nie jestem najstarsza, najinteligentniejsza i najlepsza i… ja… – Pi zmieszała się nieco. – Ale… Wiem że mnie kochacie. Na swój sposób ja was też. Wiem że będziecie tęsknić. Ja chyba też. Na swój… własny sposób, prawda? – Pi spojrzała na niego. Kiedy Sigma zabrał łapę z jej ciała pozostawił po sobie jej odbicie. Kawałki futra opadły na podłogę laboratorium – Czas się pożegnać. – dotknęła nosa brata swoim. Potem Medianę, która zapłakana odwzajemniła ten gest. Całka pochyliła się ku siostrze zanim ta zareagowała. Ich nosy były zimne i mokre. Cała ta sytuacja była… smutna.

– Dobra. Płakać będziemy potem. Jak… już będziemy bezpieczni... – Całka wyszła z laboratorium. Psy nadal kręciły się przy wyjściu. Pi odetchnęła i podeszła do dziury wymykając się przed nią. Stwory nie zareagowały, w końcu nadal pachniała jak one. Minęła je, z trudem przedzierając się przez śnieg. Stres narósł w reszcie wilków,  zwłaszcza w Wenus. Wadera nie miała pojęcia co się dzieje, gdzie i jak. Po co. Te wilki wpadły do jej domu, wyjęły ją ze snu, który nigdy się nie kończył, nadały jej imię i teraz zabierały ją w świat którego nie znała.

I kiedy Pi szczeknęła w oddali i psy zwróciły się w jej kierunku Całka rzuciła się do wejścia. Za nią Sigma, a Mediana za to poczekała na Wenus, która nieco spanikowana podążyła w kroki reszty. Cała czwórka z bólem w sercach biegła przed siebie przez śnieg. Tam skąd przyszli tam uciekali. I tylko szczeknięcie Pi świadczył o jej spotkaniu  z losem. Wszyscy zatrzymali się na chwilę. Całka, zapłakana, odwróciła głowę, aby zobaczyć jak psy zwracają się w ich kierunku. Mediana dyszała ciężko, jej serce bijąc jak powalone w jej klatce.  Psy zbliżyły się z wściekłością. Wenus najeżyła się jak dzika. Sigma pchnął Całkę do dalszego biegu.

– Dalej! – pociągnął Wenus za ucho powodując ze ta zawyła cicho z bólu. Ale ruszyła. Obiegła Sigmę i pobiegła za Całką. Sigma za to spojrzał na siostrę, zamarłą w miejscu i wpatrzoną w nadciągający tłum.

–Uciekaj. – Mediana mruknęła chrapliwym głosem. Jej oddech był nierówny. Mediana wpadła w panikę i nie mogła się ruszyć. Jej krew wrzała, jej serce biło jak szalone, wzrok rozmył się od łez i nagłego krzyku jaki robił się w jej głowie, chociaż żaden więcej dźwięk nie wydobył się z jej gardła. Nie słyszała już Sigmy. Pchnęła go tylko łapą aby biegł. Intuicja podpowiadała jej, że to niedobrze żeby z nią został. Że…        chyba dołączy do Pi.

Sigma wycofał się od dwa kroki i załkał. Odwrócił się i zostawił siostrę gdzie stała. Głosy w jego głowie krzyczały na niego aby się pospieszył, więc włożył w ucieczkę całą swoją energię, jeszcze doganiając swoje siostry. Siostrę? Ciężko powiedzieć. Całka i Wenus już spoglądały na nich ze stromego spadliska, którym wcześniej zeszli do doliny. Stanął obok nich i odwrócił się akurat aby oberwać śniegiem po mordzie. Otrzepał się zaskoczony i spojrzał przed siebie. Tam, gdzie stały potwory, gdzie była jego siostra… Nie było nic. Śnieg, smoła, ogień  i ziemia rozsypały się na boki. Całka przymknęła oczy i zacisnęła zęby mocniej na kartkach od siostry.

–Wybuchowa… – Sigma powtórzył do siebie słowa Mediany, które powiedziała do niego jeszcze tego dnia.

– Wybuchowa czy nie. Ruszaj się. – Całka wpadła w jego bok. – Lawina! – warknęła i ruszyła dalej biegiem. Sigma podniósł oczy na górskie szczyty i zjeżył się. Pchnął Wenus do dalszego biegu.

 

Zmachani, zmęczeni i wycieńczeni emocjonalnie zatrzymali się dopiero u stóp gór. Ziemia nadal delikatnie trzęsła się pod ich łapami, a śnieg wpadał z oddali z hukiem, większym niż ten, który spowodowała Mediana.

– To było… – Sigma musiał wziąć bardzo głęboki wdech żeby powstrzymać się od wybuchnięcia płaczem.

–GŁUPIE. – jednak obcy głos przerwał ich rozpoczynającą się konwersację. Całka podniosła oczy na waderę, która cała nastroszona spoglądała na nią z nienawiścią. Wader podała kartki ich nowej siostrze i sama nastroszyła się jak paw. Nagła złość zapaliła krew w jej żyłach. Strzyga stała przed nią, w całej swojej okazałości, jej dzielni wojownicy u jej boku, Bruno i Skunks, oboje wpatrzeni w nowy nabytek u ich boku jak na ducha. No tak… Wenus była… specyficzna.

– Głupie? Co było w tym takiego głupiego co? – Całka wycedziła przez zęby.

– Ucieczka? Przeciwstawiane się nam… Teraz lawina? A gdzie reszta z was?!  – samica warknęła, jej kły błyszcząc się w zachodzącym słońcu. Całka na jej pytanie zobaczyła świat na czerwono. Jej ciało zareagowało zanim zdążyła w ogóle o tym pomyśleć. Odbiła się od ziemi jak piłeczka wpadając w alfę jak ta nieszczęsna lawina w drzewa. Powaliła ją na ziemię i wbiła kły w jej szyję. Na swoim karku poczuła obce kły, ale nie puszczała. Nie było mowy, aby odpuściła tej wariatce. Nie, nie, nie. Jej kły przebiły się przez skórę, przez mięśnie. Strzyga za to wepchnęła swoje pazury w jej brzuch powodując wielki ból. Nie szkodzi, nie szkodzi. Kły na jej karku też po chwili zniknęły zostawiając tylko piekącą skórę i ściekającą krew.  Całka skupiła się na zaciśnięciu swojej szczęki mocniej, mocniej. MOCNIEJ! Aż łapy Strzygi opadły na ziemię nieruchomo. Świat zamilkł na chwilę.

Cała w końcu puściła waderę. Smak krwi w jej pysku  dotarł do niej nagle.

– Całka? – Sigma spoglądał na nią z niepokojem.

– Jest okej. Będzie okej… –mruknęła i spojrzała na brata. Jej pysk był czerwony, podobnie jak klatka piersiowa. Pod łapą Sigmy leżał pobity Bruno, a Skunks patrzył na nich przerażony, jego oczy jakoś dziwnie świadome. – Chyba na nas czas… – wadera minęła zszokowanego wojownika i ruszyła przed siebie. Sigma był zaraz za nią, a Wenus nie mogła zrobić nic innego jak pójść za nimi. W końcu była w zupełnie w obcym miejscu. Skunks obejrzał sie za nimi z uszami położonymi po sobie i zdawał się zastanawiać nad czymś intensywnie.

– Czekajcie!  – zawołał za nimi. Całka zatrzymała się i posłała mu wściekłe spojrzenie. – Wo… Wojowników nie ma już w obozie, może… niech… niech Szafira was trochę opatrzy. – powiedział.

–skąd taka dobroć serca co? – Całka najeżyła się i pokazała mu wszystkie swoje czerwone od krwi kły. Skunks zawahał się.

– Bo… Szafira nie żyje…

–I?! – Całka nalegała.

– Już… już mnie nie kontroluje… Mogę… Mogę robić i mówić co chcę!! – krzyknął w odpowiedzi, zakasując samego siebie swoją stanowczością. Całka opuściła po sobie uszy i spojrzała na brata.

 

Jak się okazało w drodze do obozu, Strzyga miała nad nimi bardzo wielką kontrolę. Jej martwe ciało na plecach Całki już ją dawno straciło, jednak. I zdawało się że wszyscy to poczuli, bo część wilków przywitała ich z uśmiechami. Szafira, tak jak mówił Skunks, opatrzyła Całkę i pochowała nieszczęsną Strzygę. „Prosto do piekła.” Prychnęła, chociaż brzmiało to trochę sztucznie. Jednak wszyscy jej zawtórowali wesoło.

– Dobra. Uciekajcie zanim jej rodzina wróci. Jak się dowiedzą co jej zrobiliście to będzie z wami źle. Shooo!! – Szafira machnęła na nich łapą, irytacja w jej oczach. Już czuła na swojej skórze jak to się skończy. Całka odetchnęła. Przed nimi była długa droga.

 

︾︾︾︾︾︾︾︾︽︽︽︽︽︽︽︽︾︾︾︾︾︾︾︾

Całka westchnęła ciężko. Noce i dnie spędzali na dążeniu do celu. A gdy go osiągnęli pozostało nic. Sigma załamał się niedługo potem. Jego oczy zamgliły się permanentnie. Całka mogła tylko spać u jego boku i patrzeć jak się stacza, bo jej słowa omijały jego umysł. Może chociaż tyle, że jej „kocham cię” czasami sprawiało, że jego serce przyśpieszało odrobinę.

Całka tez zapłaciła pewną cenę za to wszystko. Ciąża. Niechciana, niepewna. Jak wrócić do domu, kiedy nie wie się czy dom nadal na nią czeka? Zwlekała. Sigma i tak już tylko chodził trzymając koniec jej ogona, podskakując na każdy widok cienia którego tam nie było.

Czas mijał. Wenus nauczyła się tego i owego.  Polowała całkiem dobrze, całkiem zgrabnie. Jakaś wataha przyjęła ich do siebie. Całka w końcu potrzebowała miejsca na chwilę. Czegoś w miarę bezpiecznego. Co prawda nie było idealnie, nie  był to dom gdzie każdy pracował na rzecz wspólnoty. Nie… Tutaj raczej polegało się na sobie, ale obecność innych wilków pozwalała na spokojny sen. Na tyle ile spokojny sen u boku oszalałego brata mogła być. Sigma coraz częściej miewał koszmary, żyjąc ten sam dzień, tę samą tragedią, noc w noc.

Całka odetchnęła ciężko. Księżyc spojrzał na nią, a ona na księżyc. Dom może… może jeszcze poczekać, prawda?

︾︾︾︾︾︾︾︾︽︽︽︽︽︽︽︽︾︾︾︾︾︾︾︾

 

I musiał poczekać. Całka urodziła dwójkę zdrowych szczeniąt. Trzecie urodziło się martwe, jego pysk zdeformowany. Było to smutne, ale takie było życie. Ze szczeniakami pobyła w pierwszej watasze tylko chwilę, przenosząc je do innej kiedy tylko miała szansę. Druga wataha była znacznie lepszym wyborem. Przypominała nieco jej stary dom. WSC, nawet jeśli tylko to o którym słyszała z historii przed wojennych. Była ciekawa co działo się w domu, ale nie czuła się na siłach żeby jeszcze tam wracać. Jeszcze nie.

Jej dzieci otrzymały imię Plus i Minus. Bliźnięta niemal identyczne do siebie i z wyglądu i z charakteru. Zanim Całka się obejrzała zdążyły dorosnąć. A Sigma stoczyć. Jego zdrowie było koszmarne i zadawało się że każdy oddech sprawiał mu cierpienie.

– Wenus… Myślę że to czas wracać do domu. – stwierdziła Całka któregoś wieczoru. – Może jeszcze zastanę ojca żywego…

–To.. .Twój dom. – oświadczyła Wenus, jej niebieskie oczy pełne niepewności.

– Mój dom, jest Twoim domem, ale nie zatrzymam cię jeśli chcesz zostać tutaj ze swoimi siostrzeńcami. – Całka mruknęła cichutko.

– Nie.  Pójdę z Tobą. –

Tej nocy Całka pochyliła się nad bratem i ucałowała jego czoło. Sigma spał niespokojnie, koszmary męcząc jego głowę. Po czym otworzyła szczękę i jednym porządnym ruchem wbiła kły w jego szyję. Sigma zastygł, wziął ostatni chrapliwy oddech i odszedł. Szybko. We śnie.

I tylko księżyc towarzyszył Całce i Wenus kiedy wracały do domu… Do domu, który nie wiadomo jak je przywita…

 

<CDN>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz