poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Od Xiva

Rzadko zdarzało się Xivowi, by odwiedzać inne watahy w innych światach. Dokładniej mówiąc, rzadko zdarzało nu się, że mogło z takimi watahami wchodzić w interakcję. Zazwyczaj tylko obserwowało gdzieś tam z tyłu, przejęte w ten sam sposób, co Ty, czytelniku, możesz być zainteresowany serialem w telewizji. Ciekawa rozgrywka, ale nieszczególnie zmieniająca życie.

Tym razem było inaczej. Tym razem Xivo miało swoje ciało, którym dotykało, czuło i dzięki któremu mogło rozmawiać z tutejszymi wilkami. Na szczęście wilki te mówiły w tym samym dialekcie, co atramentowy basior.

Watasze przewodziła wadera Luna, piękna niczym pełny księżyc odbijający się w tafli zamarłego jeziora, z długimi, falistymi włosami i oczami o kształcie migdałów, w których tęczówki przypominały barwą mroźny lód, a także jej partner, Shadow, czarny w odmianie bezchmurnej nocy, wielki, umięśniony i proporcjonalnie do swojej żony przystojny. Pół twarzy Shadowa zakrywała grzywka z czerwonymi jak krew końcówkami, zresztą ten sam kolor wybijał się na ramionach basiora, tam przybierając kształt czaszek, oraz i końcówce ogona jako typowy pędzelek. Luna nie miała odmian, była całkowicie biała jak świeżo opadnięty śnieg, a jej delikatne kształty idealnie dopełniały ostre kanty partnera.

Alfy przyjęły podróżnika z uśmiechem na pyskach i przysłowiowo otwartymi ramionami. Nie pytali, skąd się wziął ani skąd pochodzi, ale najwyraźniej wcale nie zależało im, by to wiedzieć. Dla Xiva było to i lepiej. Z ogromną chęcią słuchał opowieści o Watasze Wiecznej Gwiazdy, jak nazywała się tutejsza społeczność, jednocześnie podziwiając nieznane wcześniej widoki. Wiele różnych jaskiń, miejsca wyznania wiary, wodospady, piękne polany, Xiv było zauroczone, choć oczywiście nie zapomniało o swoim domu.

Dzieci pary alfa także były przekochane – Lumine i Draco hasali dookoła przybysza, zadając setki ciekawskich, choć niezupełnie rozsądnych (jak to w przypadku szczeniąt bywało) pytań. Luna musiała w pewnym momencie je odgonić, bo zaczęły wskakiwać na grzbiet Xiva…

Wilczę przez moment poczuło ogromną potrzebę zostania rodzicem.

Gdy tylko wycieczka dobiegła końca, para nakarmiła swojego gościa kilkoma soczystymi królikami, które, jak Yir się dowiedziało, już dawno temu przeciążyły tutejszy ekosystem i Wieczna Gwiazda do teraz walczyła, by się z nimi uporać.

W końcu Xivo poczuło to znajome ciągnięcie i było zmuszone pożegnać się z nowymi znajomymi i gdyby nie to, że przenoszenie przedmiotów było niemożliwe, ratownik z chęcią zabrałby trochę marynowanego królika ze sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz