Od jakiegoś czasu jej dni wyglądały bardzo podobnie. Wstawała, ciągle w tym samym miejscu, w tej zasranej jaskini medycznej. Witala się z ojcem i kłóciła się z siostrą. Potem wychodziła, ćwiczyła i odnajdywała Dannego.
I on prowadził jej kolejne ćwiczenia, tym razem walki. Potem trochę pracowała, ale na razie w watasze szpiek był zbyteczny, niepotrzebny. Mogła skupić się na swoich pasjach.
A jej największą pasją na ten moment było naparzanie się z Dannym, oglądanie zachodów słońca oraz analizowanie podziemnych walk, kiedy nikt nie patrzył.
Podrosła od czasu, kiedy pierwszy raz odwiedziła arenę. Jej skrzydła urosły, jej mięśnie stwardniały, a i ona sama nieco spoważniała. Jej wybuchowy charakterek dobrze jej służył w codziennych treningach. Jej złość w końcu znalazła ujście.
Jednak nigdy jeszcze nie walczyła.
Od Dannego nauczyła się czytać ludzki zegar, który wisiał w jaskini do walk. Było to ciekawe doświadczenie, gdyż niewiele wilków przyznawało się do tej umiejętności, jednak każdy w środku zawsze wiedział kiedy chce wyjść.
Od Dannego nauczyła się też jak na pierwszy rzut oka rozpoznawać wilki, którym może ufać. Poznała parę imion, parę sztuczek i jeszcze więcej informacji.
Od Belli nauczyłą się wiele o frakcjach. Było ich pięć. Frakcja Psów, była prowadzona przez nią. Znajdowały się w niej psy oraz parę okazjonalnych wilków lub mieszańców. Bella sama w sobie opiekowała się bardzo dobrze swoimi podopiecznymi. Ufundowała im treningi, opiekę medyczną i tak jak Danny mówił, przyjmowała pod swoje skrzydła każdego kto czuł się zagrożony w tym miejscu.
A jej reputacja zapewniała jej pewnego rodzaju immunitet. Jedno jej spojrzenie uspokajało walki i płoszyło wilki napastujące innych. Bella była łagodna… do czasu.
Potem były Ognie. Najbardziej znana frakcja wśród nich wszystkich, jednak najmniej liczna w prawdziwych środkach. Zawierała w sobie wilki dobrze zbudowane i przyozdobione krwią i czerwoną farbą. Robili za pewnego rodzaju ochroniarzy i posiadali wewnętrzną hierarchię. Ognie mieli swoich praktykantów. Wilki, które jeszcze nie zostały zaakceptowane i robiły to co im się każe. A potem im wyżej się wchodziło tym więcej walk dany wilk miał wygranych, a na samym szczycie siedział Hades “Pożar”. Był to wilk bardzo milczący i brutalny w swoim rządzie. Jednak jeśli ktoś zaczepiał jego “dzieci”, Pożar upewniał się, że to nie stanie się już nigdy więcej.
Potem były Diamenty. Błyszczące, zdobione kryształkami i kamieniami, z kolczykiem w nosie i błyszczącymi się zębami. Przerażające wilki, gdyż próże i pewne siebie. Ich przywódczynią była “Szafir” Ruda. Piękna wadera o płomiennym umaszczeniu z intensywnie niebieskimi oczętami. Wadera, która flirtuje z każdym z kim może. Która jest próżniejsza niż ktokolwiek inny i jak sroka napalona na błyskotki. Naiwna, głupiutka, ale zabójcza. Zabójcza na tyle wystarczająco, aby jej frakcja nadal miała prawo istnienia.
Orły były trochę inne. Znacznie bardziej śmiałe, ale łagodniejsze dla swojego otoczenia. Ozdobione białymi znakami i piórami, są najszybszą frakcją wśród nich wszystkich. Chude, zwinne i zabójcze, a dowodzone przez “Mamę” Orlikę. Mamę, gdyż jak mamusia trzyma swoje dzieci blisko swojego serca i walczy o ich dobre imię, jednocześnie trzymając je w rygorystycznej dyscyplinie.
I byli jeszcze Wolni. Wilki, które nie miały frakcji. Walczyły kiedy chciały i jak chciały. Zarabiały jednak mniej, nie miały opieki częściej niż ją miały i wszelkie zabójcze rany, często kończyły się grobem, nie blizną. Takich wilków i innych stworzeń było najwięcej. Ta frakcja zapisywała się u głównego organizatora jako wolny i walczyła. po prostu walczyła.
I Dalia zastanawiała się czasami, po co w ogóle powstały frakcje. Jednak nie komentowała na głos. Frakcje czyniły wszystko… ciekawszym.
A kiedy Dalia osiągnęła jeden rok i mogła być zaklasyfikowana jako wilk w miarę dorosły poznała także alkohol. Ten gorzki, palący gardło trunek, który niebyt jej posmakował. Jednak żeby wtopić się w tłum, upewniła się, że z każdym kolejnym napitkiem będzie wzdrygać się coraz mniej.
Ale na tym się skończyło. Danny nie zabierał jej tam zbyt często. Jakby się czegoś obawiał, a Dalię niezwykle to wkurzało. Więc wyładowywała swoją frustrację na nim.
I po roku treningów udało jej się nawet wygrać parę razy.
I w końcu nadszedł dzień, który zmienił wszystko.
Dalia wstała o poranku, jak zwykle do zapachu ziół i choroby, przylegającej do każdego kamienia tych ścian. Podniosła się z miękkiego posłania i rozciągnęła. Upewniła się, że jej skrzydła nie przewrócą niczego w pomieszczeniu i wysunęła się do głównej jamy.
— Dzień dobry tato. — przywitałą się z Deltą.
— Dzień dobry. – starszy wilk nie rzucił jej nawet spojrzenia. Skupiał się na dodawaniu ziół do jakiejś maści. — Mogłabyś mi sięgnąć rumianek z tamtej półki? Suszony. — wskazał jej odpowiednie miejsce.
— Pewnie. — Dalia dla swojego taty zrobiłaby właściwie wszystko. Do tej pory była tak wdzięczna, że wziął je pod swoje skrzydła, kiedy nikt inny ich nie chciał. Jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej gdyby nie Miodełka i Delta.
— Dziękuję. Jakieś plany na dzisiaj? — zapytał medyk.
— Tak. Dzisiaj melduję się na chwilę w jaskini wojskowej i … może poszukam dalej jakiegoś miejsca do wyprowadzki. Mogę wrócić późno… albo rano.
— Dobrze. Baw się dobrze. — odparł Delta. — Daj znać czy znalazłaś coś ciekawego.
— Pewnie…
Wychodząc w progu minęła się ze swoją siostrą. Talia rzuciła jej zdenerwowane spojrzenie i odłożyła koszyk z ziołami, który niosła.
— Znowu wybywasz na cały dzień co? — odetchnęła. — Nie chce ci się nam pomóc co?
— Macie wystarczająco łap. Ja wam nie jestem potrzebna do niczego. Mam swoją pracę. — zmarszczyła nos niezadowolona.
— Ach… ta twoja ciężka praca. — Talia przewróciła oczyma — Bardzo dużo w niej robisz co?
— Na ten moment może niewiele, a jednak robię coś. — Delia wzruszyła ramionami. — Nie twoja sprawa. Mam pracę, muszę ją wykonywać, tak? Zupełnie jak ty. Za to mnie tu karmią. A to co mi każą robić to nie twoja sprawa. Lepiej trzymaj się swoich własnych obowiązków, co? Zamiast ciągle wciskać się w moje życie.
— Phi! Twoje życie… Jesteś moją siostrą, więc wciskać się będę gdziekolwiek chcę. Bo się o ciebie martwię. Wstajesz i znikasz na całe dnie. Wracasz poobijana i z bliznami.
— Martw się lepiej o swoje własne futro nie o to co ja robię. Bo ja… przynajmniej mam co i z kim robić. — odgryzła się Dalia. Talia wkurzała ją niemiłosiernie. I po tych słowach odeszła. Rozłożyła skrydła i wzbiła się w powietrze.
Wylądowała dopiero przed jaskinią wojskową i odetchnęła ciężko. Jej praca na razie nie była wymagająca, ale fakt że w ogóle musiała się tutaj stawiać było denerwujące.
— Dzień dobry nikomu… — odparła samica po tym jak weszła do środka i okazało się… że jest w nim całkowicie pusto. — No i co? I jak zwykle… pustka. — prychnęła do siebie i usiadła sobie w rogu. Czasami pojawiali się szeregowcy po treningach, okazjonalnie posłowie czy śledczy, ale każdy był zajęty swoim życiem. Wojna nie zapowiadała się żadna na ten moment, więc nikt nie pofatygował się żeby trenować kto wie jak ciężko, a cała ta mgiełka spokoju uśpiła chęci szeregowców do samodoskonalenia. Dalia sama byłaby szeregowcem w miarę aktywnym, jednak nie cierpiała kiedy ktoś kazał jej coś robić.
Posiedziała chwilę w ciszy po czym i jej się znudziło. Wstała i wyszła z tego zapyziałego miejsca. Po drodze minęła się z Soheą, witając się z nią pobieżnie. Po czym udała się w swoją własną drogę.
Przez część dnia szukała miejsca, gdzie mogłaby sobie upleść mały i ciepły domek, jednak nic ciekawego nie rzuciło się jej w oczy. Jakaś dziura w ziemi jej nie wystarczała. Nie chciała też mieszkać pod gołym niebem, gdyż jej pióra marnie znosiły wilgoć.
Skończyło się na tym, na czym zawsze się kończyło. Dalia zaczęła szukać Dannego. Chciała poćwiczyć, chciała wyżyć się na czymś co przyniosłoby jej też pewne korzyści. Aż się nie zawahała. Jej łapy po prostu zatrzymały się w pewnym momencie pozwalając jej myśleć w spokoju. Po co ona tak właściwie miałaby go szukać? Dzisiaj pewnie i tak go nie znajdzie. Wilk ostatnio zaprzyjaźnił się z jakimś psem, z który się tu kręci. Dalia nie była pewna o czym rozmawiają, ale ten pies zaczął zajmować większość czasu starszego wilka.
Nie szkodzi. Dalia znajdzie sobie coś sama do roboty. Tylko co?
Dalia nastroszyła się na własne myśli, wyraźnie zirytowana. Nie chciała już szukać domu, zniechęciła się na ten dzień. nie mogła trenować bo nie miała z kim, więc co? Co teraz?
Odpowiedź przyszła do niej jak piorun i sprawiła że jej kości zadrżały w ciele. Bo mogłaby… mogłaby. Tak. To nie był dobry pomysł, ale to był jej jedyny pomysł. Na ten moment przynajmniej.
— Minęła wiosna, lato i część jesieni… — mruknęła Dalia do siebie, a jednak mimo to jej nogi poprowadziły ją przed siebie. — Ciekawe czy ktokolwiek mnie jeszcze pamięta…
Jej łapy zaprowadziły ją pod pewne wzgórze. Bez śniegu wszystko wyglądało znacznie bardziej dziwnie, jednak nadal w miarę niepozornie. Dalia przesunęła się do ukrytego wejście i rozejrzała dokładnie. Wsunęła się do środka i zsunęła w głąb.
Zjazd nadal był zaskakujący, jednak nie taki przerażający jak za pierwszym razem. Dalia zgrabnie wylądowała na ziemi i rozejrzała się po tym miejscu. O tej godzinie, tłum już zlewał się w masę, przed walkami. Wilki w nagolennikach kursowały między nimi zbierając pieniądze i zakłady, podając alkohol i zachęcając wszystkich do zbliżenia się do areny. Dalia uśmiechnęła się pod nosem i z całą pewnością ruszyła przed siebie. Czuła na sobie wzrok wielu osób, jednak zignorowała to dzielnie.
Nigdy wcześniej nie stawiła się tu sama. Danny upierał się jak była młodsza, że ma chodzić tylko z nim, a potem że w ogóle, bo “nie ma czasu”. Cóż… trudno. Dalia poszła sama.
— Dzień dobry. — Dalia odwróciła się, żeby zmierzyć wzrokiem wysokiego basiora z szerokim uśmiechem. Przypominał jej kogoś z wyglądu. Szara mętna sierść, kucyk upięty złotymi, drogimi pierścieniami…
— Zobaczymy czy taki dobry. — odparła wadera i odwróciła się całkowicie. — Kto zaszczycił mnie swoją rozmową?
— Moje imię Kono! — odparł młodzik i puścił jej oczko. — Pierwszy raz cię tu widzę, piękności. — Dalia puściła jego komentarz mimochodem. Wolała na razie nie zadzierać z nikim, zwłaszcza nie wiedząc kim jest. mierzyła wielka wzrokiem ponownie i zastanowiła się. Nie należał do żadnej frakcji, więc szansa była, że był Wolnym. Nie nosił nagolenników, nie miał wpiętych w ucho pierścieni dziwek, więc… może był po prostu gościem.
— Okej… I czego ode mnie chcesz?
— Muszę czegoś chcieć, żeby zagadać do pięknej damy? — machnął łapą i poprawił swoje bujne loki ozdabiające jego głowę.
— Tak. A skoro nie chcesz nic, to do widzenia. — odparła uskrzydlona wadera i odeszła od niego. Wilk wydał z siebie przedziwny dźwięk, jakby nie dowierzał że został zbyty w taki bezczelny sposób. Jednak nie zatrzymał jej, a jedynie wbił w nią swoje ciekawskie oczka i zacmokał.
Dalia poruszała się w tłumie jak taran. Tam gdzie chciała pójść, po prostu szła. Nie była jedyną, która przepycha się w ten sposób, ale była jedną w niewielu, która dawała radę.
— Zakładzik? — jeden z pracowników zagrodził jej drogę wystawiając koszyczek z “datkami” przed jej nos.
— Nie dzisiaj. Nie wiem kto gra. — odparła.
— Dzisiaj sześć zestawień. — odparł wilk szerokim uśmiechem i już miał jej mówić, ale Dalia machnęła łapą.
— Nie wie kto gra i mało o to dbam… Lepiej mi powiedz gdzie się zapisać. — uśmiechnęła się szeroko. Pracownik zamilkł na chwilę, a potem zaśmiał się pod nosem. W końcu codziennie mieli jakiegoś świeżaka, który sądził, że ma jakieś szanse w ringu.
— Tam. Ten czerwony i żółty parasol. Pod nim znajdują się zapisy dla nowych i starych. Każdy kto chce walczyć dzisiaj tam się wpisuje. Jak jest miejsce to cię wrzucą do dzisiejszej rotacji. — wilk wzruszył ramionami i poszedł dalej. Dalia zajrzała w kierunku, który jej wskazał i od razu ruszyła przed siebie. Przepchnęła się przez tłum i stanęła w niewielkiej kolejce do biureczka. Podobne stały w jaskini wojskowej. Porządne kamienie, płaskie na szycie aby wygodnie układać na nich papiery i korę. Tutaj nie było inaczej. To biurko było pokryte kartkami, zapiskami i korą na której wpisywane były imiona chętnych i ustawiane w rosterze walczących na ścianie niedaleko. Były wsuwane na wystające drewienka, tak aby każdy kto pragnął mógł przeczytać kto danego dnia walczy z kim.
— Witamy. — za biurkiem siedziała młoda wadera. Nie miała na sobie żadnej blizny, żadnego kolczyka, nic. Była tutaj najnormalniej wyglądającym wilkiem w całym tym miejscu. Miała piękne brązowe futro, delikatnie kręcone z piękną grzywą opadającą na jej pysk. Miała prześliczne zielone oczy i wyglądała na bystrą. — Większy zakład czy zapiski?
— Zapiski. — odparła Dalia i kopnęła wilka za sobą. Jego łapy zawędrowały na jej tyłek i się jej to nie spodobało. Basior za nią sapnął i niezadowolony wycofał się o dwa kroki, tak jak powinien stac od samego początku. Grzecznie i w kolejce.
— Dobrze. Już chwilę… — wadera wyciągnęła czystą korę i wybiła w niej dwie dziurki z pomocą ostrego kamienia. — Frakcja?
— Wolni.
— Wolni? — uniosła na nią wzrok. — Okej. — wyjęła kartkę. — Koszt zapisu to… — Dalia rzuciła parę drobnych kamyczków na stolik. Pamiętała ile, pamiętała jak je zdobyć. Sprzedała swoja kolację, więc lepiej aby to było warte. — Widzę, że jesteś przygotowana!
— Tak.
— Imię? I przezwisko. Preferencje, płeć, data urodzenia.
— Dalia, Jaskółka, nie mam preferencji, jestem waderą, nie pamiętam, około 2 lata temu, z paroma tygodniami.
— Nie pamiętasz swojej daty urodzenia? — wadera uniosła na nią wzrok.
— Nie. Nie urodziłam się w tasze, która zapisywała takie rzeczy. Wiem że dwa lata i dwie wiosny minęły od kiedy przyszłam na świat.
— I jesteś pewna?
— Tak. – Dalia kiwnęła łbem.
— Dobrze. Wpiszemy… późną zimę?
— Może być. Coś jeszcze? — Dalia podrapała się za uchem.
— Tak, twój poziom?
— Nie wiem. Gdzieś bliżej dołu. — przyznała Dalia. Wadera pobierająca jej dane podniosła na nią zaskoczone oko.
— Bliżej dołu? Cenię sobie szczerość. — pokiwała łbem. — Znasz swoje możliwości, co?
— Znam swoje, nie znam innych. — odparła zimno Dalia. Nie była tutaj aby prowadzić jakieś zbędne rozmowy.
— Dobrze. Twoje imię będzie na dzisiaj obok Duriana. Walczysz … zaraz, więc podejdź do Borysa – wskazała na wielkiego basiora siedzącego na wzniesieniu obok areny. — Wpuści was na arenę we właściwym momencie, po tym jak zbierzemy zakłady. Po prostu słuchaj się pracowników, a wszystko będziesz wiedziała. Nie bój się zadawać im pytań.
— Dziękuję… — kiwnęła jej głową.
— Na imię mi Sasha! — odparła wadera biorąc jej zawahanie za zaproszenie do przedstawienia się. Dalia miała ochotę odetchnąć ze zirytowanym, jednak się powstrzymała. — Powodzenia!
— Dziękuję, Sasha. — i z tymi słowami odeszła od biurka. Jej kroki były pewne jak zbliżyła się do Borysa. Spojrzała na niego z dołu, a on na nią z góry. Wilk był bardzo potężnie zbudowany i miał cztery nagolenniki, nie tylko na przednich łapach lecz i na tylnych. Był wysoki, pokryty bliznami i miał zamknięte jedno oko, jakby wcale go tam jednak nie miał. To miejsce na jego pysku było także nieco zapadnięte. Jego pysk nie wyrażał żadnych emocji, a jednak wydawał się być niezbyt niebezpieczny. Wyglądał na typa, którego określają jako łagodnego giganta. I Dalia wiele w swoich odczuciach nie była. Borys nie uśmiechnął się, ale kiedy nadszedł jej czas podał jej łapę i poprowadził w odpowiednie miejsce w milczeniu.
— Wyjdziesz… jak cię przedstawią. Tymi drzwiami. — pokazał jej dziurę w ścianie zasłoniętą zasłoną. — Powodzenia.
— Zanim uciekniesz… Wiesz kim jest ten Durian może?
— Hymm… Gdyby miał należeć do frakcji, należałby do Diamentów. — i na tym skończyły się porady Borysa. Jednak Dalii to wystarczyło. Usiadła sobie blisko kurtyny i zatrzęsła uszami.
I ta walka zakończyła się wygraną Brutusa! nieokiełznany jak zwykle! Poproszę o zawycie dla naszego chempiona! Tłum na zewnątrz zawył na rozkaz. I niech ktoś wyniesie Jaskra z areny.
Przez kurtynę wkroczył wysoki i dobrze umięśniony wilk ze świeżą raną na piersi. Basior rzucił jej ciekawskie spojrzenie i zatrzymał się na chwilę.
— Hej… — przywitał się. Dalia uraczyła go swoim własnym spojrzeniem. Szare futro, dwa kozie rogi i brązowe oczy. Nic wyjątkowego, poza tymi nietypowymi naroślami na jego czole.
— Hej.
— Nowa?
— Nowa.
— Jak cię wołać?
— Jaskółka.
— Pasuje ci. — wskazał na jej słowa. — Przeciw komu walczysz?
— Durian
— Ach… — i zapadła chwila ciszy. — Uważaj na jego ogon. Jest twardszy niż myślisz. I śmierdzi… stąd imię.
— Durian?
— To taki owoc. Naprawdę ochydnie pachnie, ale jest słodki. Zupełnie jak ten wilk. Śmierdzi z wierzchu, ale w rzeczywitości to słodziak. Nie pobije cię za mocno.
— Ktoś go tutaj kocha? Mocniej niż normalnego Wolnego? — Dalia miała przeczucie, że zna odpowiedź.
— Och tak… Tak. Ktoś się w nim podkochuje, i wiele wilków go szanuje.
— Nie bić go za mocno?
— Pewna siebie, co? — uniósł brew. — Tak. Nie bić go za mocno.
— Dzięki. — odparła Dalia i wsłuchała się znwou w ogłoszenia, które właśnie wybrzmiały.
Następny an arenie król zapachów i skunksich trików, twardy ogon i twarda głowa Durian! Tłum zawył nieco słabiej niż przy okazji Brutusa i jego wygranej, jednak nadal było w tym trochę powietrza.
A naprzeciw niemu, nowość, nowinka, ubrana w kolorowe pióra Jaskółka!
Dalia wybrała to imię na poczekaniu. Nie była pewna dlaczego akurat ten ptak przyszedł jej do głowy. może powinna była wybrać Rublię? Miałoby to mniej sensu, ale więcej sentymentu. Jednak co się stało to się stało. Dalia wyskoczyła zza kurtyny i miękkim krokiem podeszła do wyraźnie zaznaczonego miejsca startowego. Dwa kamienie na dole areny stały naprzeciw siebie, oczekując na jej przybycie. Jej przeciwnik już siedział na swoim z szerokim, naiwnym uśmiechem. I rzeczywiście, jego zapaszek było czuć od razu jak tylko młoda wadera się do niego zbliżyła.
— Hej! — przywitał się. Arena zagłuszała wiele rozmów odbywających się ku ziemi. Dalia nigdy właściwie nie słyszała o czym dokładnie rozmawiają zawodnicy. Krzyki na górze były za głośne. Najwyraźniej z Durianem rozmowa zaczynała się słodko.
— Hej. — odparła. Durian uśmiechnął się szeroko.
— Słyszałem, że to twój pierwszy raz w arenie! — Wilk przeskoczył z łapy na łapę podekscytowany.
— Tak. — potwierdziła wadera i poprawiła swoje skrzydła. Musiała uważać, żeby mu nimi za mocno go nie uderzyć. — Nie ograniczaj się.
— Och? Chcesz walki na serio, serio? Tak szybko? Zawsze dajemy trochę forów początkującym!
— Nie trzeba. Im szybciej się nauczę tym lepiej. Pokaż mi jak się w to gra. — oznajmiła z pełną pewnością. — Bez forów.
— Nie ma dzisiaj na stanie aktywnego medyka. — Durianowi zrzedła trochę mina.
— No cóż… Poradzę sobie bez. Na ziołach znam się wystarczająco dobrze. — wzruszyła ramionami.
— Och? — basior przekrzywił głowę. — Na pewno?
— Wychowałam się w jaskini medycznej. Dam sobie radę. Dawaj… — Dalia podniosła się na nogi, gdyż zdążyła sobie usiąść.
— Dobra. Ty też nie idź na łatwiznę, okej. Ja wiem że niektórzy nigdy nie biją mnie za mocno, ale to frustrujące. Dawaj… wpierdol mi!
— Nie krakaj. — Dalia zaśmiała się pod nosem.
START!
I się zaczęło. Durian od razu wypadł do przodu. Był zwinny, jednak niezbyt szybki. Przewidywalny. Dalia odstąpiła na bok i otworzyła skrzydło, którego zgięcie zderzyło się z głową basiora. Oba wilki mruknął z bólu i zachwiały się. Durian sobie przysiadł, Dalia złożyła skrzydło i nastała chwila ciszy.
— Twarda głowa…
— Twarde skrzydła!
I oba wilki zaśmiały się. I walka kontynuowała się. Unik tu, uderzenie tu. Ale nic nie zdawało się zatrzymywać ani jednego z walczących. Oboje atakowali jednak ich mocne strony wykluczały siebie nawzajem, więc żadne nie mogło wydzielić odpowiednio silnego uderzenia żeby wygrać.
W końcu Dalia stanęła zrezygnowana i spojrzała na Duriana. A Durian na nią.
— Dobra jesteś. — podrapał się po głowie, poobijanej, ale nadal myślącej.
— Ty też. — odparła wadera. — Ale chyba czas to zakończyć.
— Dokładnie… — Durian kiwnął głową i napięcie na a renia się zmieniło.
Dalia zmieniła strategię, Durian szybko to załapał. Jednak mimo wszystko odrobinę za późno. Do tej pory wadera prawie wcale nie używała swoich skrzydeł. Teraz jej ataki były szersze, trudniejsze do uniknięcia. Jednocześnie nie traciła na szybkości, wznosząc się na swoich lotkach.
W końcu udało jej się trafić Duriana odpowiednio mocno aby się zachwiał, aby mogła podstawić mu łapę i… sobie na nim usiąść.
Jej tyłek wylądował na jego żebrach. Durian sapnął cichutko i spojrzał na nią zaskoczony.
— Teraz musisz się poddać. — oznajmiła bezczelnie. — Bo ja nie zamierzam nigdzie iść.
Basior próbował się wykręcić, jednak Dalia miała sporo mięśnia na sobie pod tym niepozornym futrem. Jej skrzydła były potężne i równie silne aby unieść jej masę. Jej pazury były wbite ciężko w ziemię, a ona sama nie reagowała na zęby i pazury Duriana jakimi ją potraktował. Nie ruszała się nigdzie. Zwłaszcza że wilk był od niej nieco mniejszy i chudszy. Nie miał szans się wyrwać.
— Dobra…. Wygrałaś. — basior machnął wściekle ogonem a potem wydał odpowiedni dźwięk do sędziego.
Kto by pomyślał proszę państwa! Durian przegrał z nowinką poprzez… najbardziej niekonwencjonalną strategię jaką do tej pory widziałam! Komentatorka wrzasnęła ze śmiechem. Poproszę o wycie dla naszego zwycięzcy! Jaskółki! Trochę wilków zawyło, ale nie obchodziło to Dalii. Wybrała jedną walkę. Zażyła tej adrenaliny. Nie pokazała wszystkich swoich kart, nie mogła. Jeszcze nie czas. Walczyła lekko i dawała fory Durianowi. W końcu rok wak z Dannym sprawił, że mogłaby Duriana powalić w paru ruchach. Bawiła się w ten cały taniec wyłącznie dla swojego stanowiska. Zależało jej żeby się jeszcze nie wychylać.
— Dalia! — znany jej głos zbliżył się do niej kiedy tylko wyszła z areny. Uskrzydlona wadera podniosła wzrok. Bella, ten piękny Borzoi, podeszła do niej z wielkim uśmiechem. — Gratuluję pierwszej wygranej. To była ciekawa taktyka!
— Nie chciałam go… za mocno pokiereszować.
— Tak. Dobry wybór. Sasha, córka założyciela tego miejsca, jest w nim zakochana po szczyt swojej głowy. — pies zaśmiał się w głów. — Ale teraz jesteś pogryziona. Chodź… wezmę cię do naszej medyczki.
— Nie trzeba.
— Trzeba! Trzeba! Zanim złapie cię jakieś chróbsko. — Bella pchnęła ją łapą i zaprowadziła w kierunku usytuowania swojej frakcji. Była to mała wnęka w jaskini ozdobiona roślinnością i oświecona świeczkami. Kręciło się tam wiele psów, ale Bella od razu pokierowała ją do jednego konkretnego. Był to mały piesek krzątający się pośród kupek ziół.
— Pedro. Miśku! — Bella schyliła się prawie do ziemi żeby spojrzeć mu w oczy.
— Tak, moja droga? — Pedro szczeknął szczęśliwy.
— Zająłbyś się moją koleżanką? Jest trochę poobijana?
I tak też było. Ten nieduży piesek zaczął krzątać się wokół niej. Dalia musiała się schylić i położyć aby ten mógł na niej pracować. nie szło mu to też bardzo dobrze, ale było wystarczające.
— Dziękuję. — mruknęła Dalia jak skończył.
— Nie ma sprawy! Dla przyjaciół Belli zawsze!
— chciałabyś obejrzeć jak walczy Księżniczka? — belle uśmiechnęła się do młódki. Ten dzień nie był wcale stracony, jak wydawał się na samym jego początku…
<CDN>





.jpg)