środa, 1 kwietnia 2026

Od Kaliny CD Agresta "Melodia zapomnianych dusz" cz. 2


All alone
Why do I need friends when I've got plenty of enemies?

— Paskudną? Pogoda jak każda inna. — odparł żuraw z anielskim wręcz spokojem, jak gdyby spotkali się w hangarze przy kieliszku wina i dzielili troską o stare płuca przewodniczącego na tym mrozie. Nie odrywali od siebie wzroku. Każdy starał się wyglądać na twardy kąsek do zgryzienia. Zeskanowawszy postać wilczycy w poszukiwaniu znaków rozpoznawczych z negatywnym wynikiem, jego berberysowe ślepia zwęziły się lekko. Dopytał ze zniecierpliwieniem — Masz do mnie jakąś sprawę? — czy te oczy mogą kłamać? Komiczna wręcz obojętność Szkliwa na otaczającą ją aurę śmierci świadczyła o tym, że doświadczał jej nie po raz pierwszy. Wszystko można sfingować; słowa da się przekręcić, rozedrgany ogon schować pod siebie, grymas na pysku wywrócić na lewą stronę, ale oczy prawdę ci powiedzą. Dostrzegła w nich na pierwszym miejscu podejrzliwość, a na drugim pierwotny strach o własną krew.

Od Delty - " Nie ma to jak życie" (prima aprilis post)
















Od Hiekki CD Całki

- W każdym razie. Jak u ciebie?
Basior zastukał niezręcznie pazurem w szkło ciemnobrązowej butelki, zastanawiając się, czym w ogóle mógłby się podzielić. Zabolało go jej brak melancholii względem…kogo, siebie? Czy watahy ogółem. Podał jej drugą butelkę, którą trzymał w łapach, za co ta podziękowała cicho.
- Cóż, sporo tych, których znałaś, dawno odeszło.- Zamyślił się.- Niewiele zostało starych twarzy. Nie pamiętam czy odeszłaś jeszcze zanim wojna się skończyła, czy już po, ale bywało gorąco.- Wstał i zaczął gestykulować na tle kamiennej ściany.- Jakieś grupy buntownicze, protesty, obalanie alf, nożownicy, zamachowcy, ruch oporu, wioski renegatów, okropne rzeczy, jak to wojna. Mieliśmy nawet bitwę, krwawa sieczka. - Splunął w bok.- Byłem wtedy na flance, przymusowo nas brali na mięso armatnie. Poległo kilku honorowych. Później Admirała, tego idiotę, przewrotowca, w końcu sprzątnęli.
- Nie nudziliście się.- Całka usadowiła się wygodnie na dywanach wyłożonych na przepołowionej kłodzie. 
- Krótko po tym przylazł jakiś nowy doradca alf, kolejny ptak, co ich tak do nas ciągnie to sam bym chciał wiedzieć, naprawdę.- Westchnął i łyknął z butelki.- I cóż, trochę się tu pokręcił, szybko znikł mi z oczu. Nie zanudzam cię mam nadzieję.
- Nie, nie, mów. - Ponagliła go.Hm, no to cóż. -Pociągnął za warkoczyk z wplecionym koralikiem na brodzie.- Gdybyś spytała, czy jest mi lepiej czy gorzej, to bym się zawahał. Każdemu tutaj się wiedzie jakby trochę gorzej, więc w końcu się rozumiemy.- Zaśmiał się.- Myślałem o otworzeniu browaru gdzieś tu, widziałem nawet stare, puste drzewo, idealne na ladę z zapleczem. - Widział kątem oka jak jej źrenice rozświetlają się zaintrygowaniem. 
- Patrząc na to, że zawsze masz zapas…może nie jest to taki zły pomysł. Zawsze lepsze to niż sprzedawanie opium w biały dzień. - Powiedziała to jako oczywisty, absurdalny żart.
- Heh, próbowałem, nigdy więcej.- Zaśmiał się, a jego oczy zatonęły we wspomnieniach gdzieś w oddali. 
Wadera chrząknęła głośno jakby z dezaprobaty, ale również z niepohamowanej ciekawości.
- To co, więcej polityki?- Szybko zmienił temat, uśmiany w głębi duszy.
- ...N-nie możesz zarzucać czymś takim, a potem tak po prostu…proszę cię. 
Wzruszył ramionami nadal rozbawiony jej irytacją i popił winem. 
- Może pozwolę ci usłyszeć to innym razem.
-Ha. - Nie brzmiała na zadowoloną.
- Choróbsko mieliśmy jakoś na zimę. - Tym razem jego zmianie tematu nie protestowano.- Em, co jeszcze, młoda Alfa nam zmarła. Trochę szkoda. Ale mamy też drugi miot, że tak powiem, królewski. Złote dzieci, które zostawiła jakaś krewna Agresta, nie pamiętam już od kogo strony. Agrest tak się wokół nich kręci, że zaczynam podejrzewać, że chce wsadzić jedną z nich na tron, gdyby nie fakt, że są jeszcze na to za młode. - Rozlał sobie trochę wina na pierś przypadkiem.- Och, cholera... No, ale pomyśl tylko, co by na to powiedział Legion.  
- Wyobrażam sobie. - Pokiwała głową zmartwiona, ale przejęta.- Myślisz, że by się postawił?
- Wiesz, to on w końcu jest pierwszy w kolejce. - Hiekka zbliżył się, żeby mógł ściszyć głos.- Co z tego że trochę średnio się do tego nadaje. Ja bym go widział na miejscu generała, może stratega. - Podał jej swoją butelkę, widząc, że jej jest pusta.- Możliwe, że czekają nas kolejne buntownicze zamieszki. Słaby czas na stawianie browaru...
- Sporo musisz myśleć o tym browarze.- Wyłożyła się wygodnie, widocznie już spojona procentami.
- Jest naprawdę mało rzeczy, które są warte tak intensywnej kontemplacji.
- Kiedyś pisałeś. - Przypomniała sobie, a co pasowało jako przykład w rozmowie.
- Tak, to prawda.- Spochmurniał.- Nikt i tak nie chciał tego czytać. Kiedyś nawet, dobre kilka lat temu próbowałem wystawić to na deski teatru, ale nie zebrało to zainteresowania, nawet wśród, pożal się boże, naszych aktorów.- Zupełnie zrezygnowany położył głowę na łapach. Ile można było pchać się na świecznik, kiedy nikt wokół nie wiedział, do czego służy świeczka?
Całka milczała, lustrując swoimi wielkimi oczami szybko zmieniające się rysy basiora. Lata bólu odcisnęły się na jego licu głębokimi bruzdami i posiwiałym podszerstkiem. Różowy nos falował rytmicznie.  
- Ech, i tak kartek brakowało co chwila.- Mruknął gorzko.- Wygasło to tak naturalnie, że nie spostrzegłem się nawet, kiedy przestałem potrafić pisać. 
- Wiem, że to w niczym nie pomoże, ale tak mi przykro.
Wzruszył ramionami, nadal unikając jej wzroku, zażenowany swoim wyrazem słabości. 
- Chcesz więcej tego wina? Sam tłoczyłem. Z lokalnych jabłek. 
- Skąd?
- Nikt nie pilnował.- Kąciki ust basiora wróciły na swoje miejsce.

(Całka?)

Nasz Głos — nr.55

Aktualności

No cześć~ Kopa czasu, co nie? Pozwólcie, że przejrzymy, co się zmieniło w naszych progach,

  • Dotarli do nas: Kalina, Venus – w sumie 2 postaci
  • Dorośli w naszych progach:Dalia, Talia – w sumie 2 postaci
  • Odeszli od nas: Laponia, Almette, Domael, Oliwia, Alta, Szklanka, Mi, Frezja, Konstancja Krzemkowa, Brzoza, Nymeria, Kali, Ruka, Szalka, Piwonia, Cykoria, Domino, Tiska, Falvie, Kamael, Yolotl, Olivier, Theodore, Miguel, Harpia, Kezuko, Mikaela, Arteus, Xochicoatl, Szalej, Mediana, Pi, Sigma, Variaishika – w sumie 34 postaci (epidemia zebrała potężne żniwa

Żart numeru

Co ma tata?

Hakuna

Coś ze świata

Szczęśliwych świąt wielkanocnych i smacznego jajka! Czy wiedzieliście, że Słowianie również posiadali swoje wiosenne święto? W końcu wiosna to okres narodzenia na nowo, koniec śmiertelnej zimy, a początek nowego roku. To dlatego niegdyś mówiło się, że ktoś ma X wiosen, a nie lat – przeżycie zimy było okazją do świętowania! Nadejście wiosny świętowano poprzez Jare Gody, które miały miejsce w dzień równonocy wiosennej. Ważną tradycją było palenie bądź topienie ręcznie robionej Marzanny, czyli bogini zimy i śmierci; miało to zapewnić obfite plony w nadchodzącym sezonie.

Związany z Jarymi Godami jest także Śmigus-dyngus, czyli tradycja oblewania się wodą albo smagania po nogach wierzbowymi witkami. Miało to służyć oczyszczeniu duszy, a kobietom zapewnić płodność w nowym roku.

Mlecz i Bławatek dziękują za przeczytanie!

wtorek, 31 marca 2026

Podsumowanie marca!

Kochani!
Skończył nam się marzec - nasz watahowy miesiąc wiosenny. Czas więc, w WSC oczywiście, powitać pierwszy dzień lata. Jako że w naszej ziemskiej rzeczywistości jeszcze sobie na nie poczekamy, życzę Wam wielu ciepłych dni i pięknego, wiosennego słoneczka, aby radowało i dawało nam wszystkim witaminkę D.
A teraz do rzeczy. Podium miesiąca!

Na miejscu pierwszym tym razem widzimy... mnie, czyli Agresta, z 3 opowiadaniami,
na miejscu drugim plasuje się natomiast w przenośni i dosłownie silne trio, CałkaKataraktaSmoła i Talia z 1 opowiadaniem.

Innymi postaciami, które mogliśmy podziwiać w naszych opowiadaniach, były Mezularia, Miodełka, Eilert, Misung, Nicpoń, Koyaanisqatsi i Szkliwo.

Pozdrowienia ze słonecznej WSC!

                                                                    Wasz samiec alfa,
                                                                       Agrest

Od Talii (Kaja) - "Pijany na koniec mesiąca" cz. nie wiem

Kaj chciałby powiedzieć, że dobrze mu się w życiu powodzi i w ogóle, że ma świetne relacje ze wszytkimi wokół, ale to byłoby kłamstwo. Kłamstwo i oszczerstwo, bo jedyne co miałl dobre w tym życiu to pożycie z alkoholem. A to, moi drodzy, bardzo niewdzięczna kochanka. Nic tylko tobą miota po kątach i kłdzie spać w najdziwniejszych miejscach.

Kaj dobrze wiedział i znał to uczucie, więc nie zdziwiło go jak z rana przywitał go kac. No właśnie. Niektóre kochanki pozostawiały po sobie miłośc, inne dzieci, a alkohol - największy pod tym zasranym niebemm ból głowy. 

Kaj nie rozpaczł jednak, nie było bowiem po co. Przywykł. Tak patrzył się na te wszystkie słodkie rodziny wokoło i zastanawiał się czy z alkoholu mogą zordzić się dzieci i czy on w ogóle jakieś by chciał! Ale to myśl na kiedy indziej. Może lepiej żeby się w ogóle nie zagłębiał w ten temat? Oh.. ojcem? Za wiele zobowiązań!

W każdym razie. Każdy miał swój dołek .Mezularia spała w jednym z Raną. Miodełka zawsze znalazła sobie kąt pod tym szerokim niebem, a wraz z kątem wielu znajomych i przyjaciół. Ta to miała szczęście. Eilert też był udany. niby taki niezdara i trochę niepoukładane z głowie, a i tak lubią go bardziej niż Kaja. Jakaż to jest niesprawiedliwość! Misung ostatnio stracił swoją ukochaną to się go coraz rzadziej widuje poza jego norą, to chociaż tyle. Nie! Kaj! Nie ciesz się z czyjegoś nieszczęścia, to niedobrze wróży. biednak. Niech sobie odpłacze co potrzebuje i żyje sobie dalej i nóż może znajdzie sobie kolejną miłość. No.. W każdym razie. W tej watasze to nawet pies sobie miejsce znalazł. Jak on miał? nicpoń ,chyba. W każdym razie. Nawet psa! Tego wilka kuzyna, którego nikt nie kocha, ktoś pokochał! No patrzcie się ich wszystkich jak się kochają nawzajem, a Kaj sam...

Może miodełka skusi się na jajka... kiedyś. Na razie jedyna dobra i znana kochanka dla Kaja to spirytus z karczmy.





poniedziałek, 30 marca 2026

Od Smoły

Smoła leżała oparta o mokry od potu bok Szpaka. Wrócili do lekcji latania, gdy ich, lekko mówiąc nieporozumienie poszło w niepamięć. Najpierw epidemia, potem śmierć jej matki, a później jeszcze sroga zima sprawiła, że jakoś szukali kogoś, komu można było się wygadać. Niedobitki tego ciągu nieszczęść naturalnie szukały oparcia po tym wszystkim. Smoła w zasadzie zaproponowała ich ponowne schadzki…przyjacielskie oczywiście. Już jasno wiedziała, na czym stoi. A treningów nigdy za wiele. - Widziałeś? Ptaki wróciły do lasu. Cały tabun gęsi. - Ta. Myślałem że nas stratują powiem szczerze.- Uśmiechnął się. - Rozwiązałeś sprawę z Daną? - Zaczęła niewygodny temat. Jej głos lekko spoważniał. - Mhm. W zasadzie to już dawno. - I on podobnie sposępniał.- Musiała sobie dać w końcu spokój... Poczuła przebłysk satysfakcji pod fasadą ze zmartwienia. Bardzo głęboko zakopała to cenne dla niej uczucie. - Z resztą nieważne. Naprawdę, jesteśmy za młodzi na takie zobowiązania.- Machnął na to symbolicznie łapą. - Mam ci przypomnieć, że jesteś staruch? - Zarzuciła haczyk. - Pff.- Napuszył się.- A widziałaś ty kiedyś Agresta od przodu? Prychnęła rozbawiona, mierząc go wzrokiem. - Z przodu muzeum, z przodu…wykopaliska.- Wstała powoli z ziemi, obolała od wysiłku.- Zakład, że nastąpi rotacja władzy w tym sezonie? - Hazard to trochę nie mój konik.- Wypowiedział to z taką wyższością, że aż Smole poszedł dym z nosa. - O przekonanie tylko…to nie hazard jak nie jest na pieniądze.- Postanowiła zmienić temat.- Swoją drogą, kto według ciebie pójdzie następny na posadkę? - Chyba oczywiste, że Legion.- Poszedł za nią.- Puchacz jest trochę nieogarnięty na przywódcę, nie? - Nie wiem, Legiona też średnio lubię. - Machnęła skrzydłami.- Straszny buc. - Ta, ty pewnie byś była idealna.- Posłał jej wieloznaczne spojrzenie.- Urodzona liderka, ulubienica młodzieży! Nie umiała rozpoznać, czy tylko robi sobie z niej żarty, czy naprawdę tak o niej myśli. Nie mogła przebić się przez jego maski, ale ego podszeptywało jej, że może naprawdę sądzi o niej lepiej niż przypuszczała. Chciała tak myśleć. - Z tylko jednym przydupasem.- Na ten komentarz dostała łapą pod bok. - Ała! - Mam rozumieć, że te maślane oczy to tylko dla przydupasów?- Szpak oparł się o jej ramię, zawisł nad nią i karykaturalnie cmoknął w powietrze. - Zamknij się.- Czuła się wyśmiana trochę zbyt dotkliwie.- Bo dostaniesz mocniej. - Jakbyś umiała.- Rozszerzył kły w triumfalnym grymasie. Szarpnęła jego przednie łapy, ale ten też zaparł się o ziemię. Do większych rękoczynów nie doszło, chociaż chwila przepychanki na gołe pięści potrafiło zmęczyć. Smoła dała sobie pierwsza spokój. - No już, bo nie dojdę do tego jeziora.- Wstała z miękkiej, topniejącej zaspy.- A ty mógłbyś dać sobie spokój z takimi zagrywkami! Przecież ci jasno powiedziałam, po co mi to było. Już się pobawiłam, starczy. Nie robiłam nic więcej poza testowaniem granic.- Jej palec trafił prosto na środek piersi czarnego basiora.- A ty nie wiadomo co sobie wyobrażasz. Pokiwał porozumiewawczo głową. Nie pospieszał się do odpowiedzi, nie chcąc najwyraźniej dolewać oliwy do ognia. - Przodem zatem.- Machnął łapą w kierunku jaśniejącego świtu nad horyzontem. - Wybacz moje niezrozumienie. - Wysupłał spomiędzy zębów te wyartykułowane słowa dla uspokojenia znajomej. Oboje rozumieli się jednak zbyt dobrze.