Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koyaanisqatsi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koyaanisqatsi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2026

Od Talii (Kaja) - "Pijany na koniec mesiąca" cz. 17

Kaj chciałby powiedzieć, że dobrze mu się w życiu powodzi i w ogóle, że ma świetne relacje ze wszytkimi wokół, ale to byłoby kłamstwo. Kłamstwo i oszczerstwo, bo jedyne co miałl dobre w tym życiu to pożycie z alkoholem. A to, moi drodzy, bardzo niewdzięczna kochanka. Nic tylko tobą miota po kątach i kłdzie spać w najdziwniejszych miejscach.

Kaj dobrze wiedział i znał to uczucie, więc nie zdziwiło go jak z rana przywitał go kac. No właśnie. Niektóre kochanki pozostawiały po sobie miłośc, inne dzieci, a alkohol - największy pod tym zasranym niebemm ból głowy. 

Kaj nie rozpaczł jednak, nie było bowiem po co. Przywykł. Tak patrzył się na te wszystkie słodkie rodziny wokoło i zastanawiał się czy z alkoholu mogą zordzić się dzieci i czy on w ogóle jakieś by chciał! Ale to myśl na kiedy indziej. Może lepiej żeby się w ogóle nie zagłębiał w ten temat? Oh.. ojcem? Za wiele zobowiązań!

W każdym razie. Każdy miał swój dołek .Mezularia spała w jednym z Raną. Miodełka zawsze znalazła sobie kąt pod tym szerokim niebem, a wraz z kątem wielu znajomych i przyjaciół. Ta to miała szczęście. Eilert też był udany. niby taki niezdara i trochę niepoukładane z głowie, a i tak lubią go bardziej niż Kaja. Jakaż to jest niesprawiedliwość! Misung ostatnio stracił swoją ukochaną to się go coraz rzadziej widuje poza jego norą, to chociaż tyle. Nie! Kaj! Nie ciesz się z czyjegoś nieszczęścia, to niedobrze wróży. biednak. Niech sobie odpłacze co potrzebuje i żyje sobie dalej i nóż może znajdzie sobie kolejną miłość. No.. W każdym razie. W tej watasze to nawet pies sobie miejsce znalazł. Jak on miał? nicpoń ,chyba. W każdym razie. Nawet psa! Tego wilka kuzyna, którego nikt nie kocha, ktoś pokochał! No patrzcie się ich wszystkich jak się kochają nawzajem, a Kaj sam...

Może miodełka skusi się na jajka... kiedyś. Na razie jedyna dobra i znana kochanka dla Kaja to spirytus z karczmy.





środa, 31 grudnia 2025

Od Delty - "Pijany na koniec miesiąca" cz.14


Kaj spędził święta sam. Sam samiutki jak paluszek. Jak to drzewko na środku wzgórza, które zapomniane tylko powiewa na wietrze i patrzy z tęsknotą na wszystkich wokół.

Misung miał wtedy jeszcze Atlę, przynajmniej przez chwilę, bo świąt nie doczekała i biedak się załamał. Kaj jemu akurat nie zazdrościł. Ale wszyscy inni? No dobra może Eilert nie miał też nikogo, ale u niego to normalne. To nie było normalne stworzenie, nie z takim kapeluszem.

Ale Mezularia i Miodełka? Spędziły ten czas razem w słodkim gronie. One dwie i Rana, partnerka Mezularii. Cóż za piękne święta. Niech się otrują! Bo Kaj też takie chciał, a nie mógł takich mieć.

A Szkliwo? Ten parszywy dziad siedział gdzieś za granicą i pewnie oczekiwał, że Kaj mu świąteczne listy przyniesie szybko. O co to, to nie! Nie będzie się szlajać po nieznanych mu krajach przed sylwestrem. Musi się przecież upić w trzy dupy!

A jakby tego było mało, ta wataha kompletnie oszalała i przyjęła psa! Jak mu było. Ćpun? Niśpon? Nicpoń! Właśnie! Nicpoń. I panoszył sie wszędzie i psuł Kajowi humor samą swoją obecnością, bo jak to że pies ma więcej szacunku niż on! Odrażające.

Więc Kaj na święta siedział sam pod drzewem i pił resztkę spirytusu jaka mu została.

<CDN>

niedziela, 30 listopada 2025

Od Dalii - "Pijany na koniec miesiąca" cz. 13

Za ciemnych, ciemnych nocy, 

Na polach, po północy, 

Za porannego wrzasku,

W lesie o słonecznym brzasku,

Ciało jedno w ziemi drgało, 

Pośród śniegu sobie spało.


Pióra we wszelkie strony,

Odstawały w wielkie piony,

Oczka uchylone słabo

"Niech cię słońce, stara babo."

Zebrać musiał siebie cały

A to przecież trud niemały!


Pijak marny w niedoborze

Wody, chęci, "Niech cię boże,

Niech cię za kac przeklną słoje,

Dajże żyć mi życie moje"

Mruknął do się Kaj zaspany,

wyglądajac jak bałwany.


Śnieg otrzepał z piórek swych,

Pozbywając myśli złych,

Ruszył dalej gdzie go nogi,

Ponieść mogły w znane drogi.

Co by  mógł się napić wiele

Zapić smutki w swoim ciele.


I tak w baru wstąpił progi,

Zakłucając spokój błogi.

Barman wzrok mu rzucił wrogi.

Ktoś go popchnął po podłogi.

I już zaraz wilcze słowa,

Zabawiały go od nowa.


Posadzili go przy barze,

Dali mu dwa drinki w parze,

Powiedzili "Pij do dna.

co byś dziś nie płacił cła"

"Ja zpałacę, pijże," pił.

"Bo inaczej będę bił."


I pod presją w środku dnia

Kaj upity był jak pchła,

Czkał, potykał się o szczudła

Picie, jego łaski źródła.

I tak znowu w śniegu dziób

Jakby jakiś marny drób.


I była też Miodełka

Piękna jak miotełka

I głos Mezularii

Bardzo dobrej partii

I obie stały nad nim, całkiem zawiedzione

I jego zachowaniem pióra najerzone


I potem opowiedzą, wszystko jak należy

Misungowi oraz Eilertowi, królowi talerzy

Jak to Kaj pijany w cztery świata strony

Mówił do nich "Kawko, jestem napalony."


Oh Kaj drogi nasz pijaku,

pijże więcej, stary ptaku.

Pijże miesiąc, a wątroba?

Niech nie tyka jej choroba.


<CDN>


piątek, 31 października 2025

Od Talii (Od Kaja) - "Pijany na koniec miesiąca" cz. 12

Koyaanisqatsi. Takie wdzięczne imię, które otrzymal od matki. Piękne, dźwięczne. Takie znamienite, jakby miała dla niego ta kobieta jakieś plany. A tu okazało się, że Kaj był nie tylko leniwy, ale też dureń. Eh. Sam siebie bym durniem nie zazwał! Ale sporo wilkow tak do mnie mówi. Parszywce. Nie dosięgają mi do moich pięknych stópek! Nie znają sie. Ja jestem wilki i ... ja jestem pijany.
Pijany jak zwykle i zamknięty we własnej głowie, w którą Misung wkładał magiczne wierszyki ostatnio, które teraz tak mi krązą tam i mnie męczą. Jak tak można! 
Znalazłbym Miodełkę, może. Kuci mnie żeby się z kimś przespać, ale ... mała szansa z tym niebieskim ptakiem. Ona jest wariatką i nie chce takiego przystojniaka jak ja! A szkodza, dzieci byłby ładne. Ładniejsze, niż dzieci tego... durnia Szkliwa. Ha!
Mezularia się nie da. Ona sypia z wilkiem. I niech ją by wilk zjadł na zawsze! Za to że mnie nie chce! Za to że nikt mnie nie chce.
Bo co mi jeszcze zostało? Spanie z tym... Eilertem? Z facetem?! I jeszcze czego! Brzydki i głupi jest. nie to co ja. Ja zasługuję na ładną kobietkę! Mezularia i Miodełka nie pasują do tego opisu, bądźmy szczerzy! Kawka... Kawka by sie nadawała. Dlaczego musiała kochać tego idiotę...

- Jeszcze jedno piwo! - zawołał do karczmarki. 
- Nie mamy piwa idioto! - podała mu spirytusu. Może być! 

wtorek, 30 września 2025

Od Bleu - (Od Kaja) -"Pijany na koniec miesiąca" cz. 11

 Latanie w tę w i we wtę jest naprawe nudne i męczące. Niech ten Szkliwo, darmozjad i dziad wsadzi sobie te listy w dupę. I to głęboko. Bez niego ten świat byłby lepszy. Piękniejszy. Jego barwy byłyby bardziej nazycone i wszystko żyłoby w wiecznej harmonii. Ale nie! Szkliwo musiał sobie być i prowadzić aktynie knowania polityczne z Agrestem. Oboje są siebie warci. Niech się kopną w dupy i niech im Misung na grobach wierszyki przeczyta to może się ogarną. 

Zresztą, co ja mówię. Bez Agresta to nie byłoby to samo. Z Admirałem może było trochę lepiej, ale teraz mam przynajmniej prcę co mi płacą nawet dobrze. I własną polankę. Tą samą gdzie spała kiedyś Kawka. Ona jeszcze czasem śni mi się po nocach, kochana. Pieprzony Szkliwo.

- Alkohol mi źle robi - odetchnąłem i wstałem z ziemi. Butelkę jak zawsze porzuciłem gdzieś daleko, zapomnianą pod jakimś krzakiem. Pewnie znowu znajdzie go Miodełka i będzie miała do mnie wąty, ale kto by o to dbał. 

Plaża była dla mnie uzdrowieniem. Może wytrzeźwiewiem? HAHA. Dobrze sobie. Ja nie trzeźwięję. Nigdy... 

Nigdy...

Po dordze spotkałem Eilerta. W koncu nauczyłem się jego imienia, ale jego samego ignorowałem. Nie ma chuja, który by mnie zmusił żeby z nim gadac jak jestem tak nachlany. Nie. Nie dzisiaj , nie nigdy! Na plaży jak zawsze była Mezularia. Ta "jestem lepsza od ciebie"  pieprzona ptaszyca. Phi! nie poznałą mnie od mojej najlepszej strony jeszcze to nie docenia takiego maczo pięknego ptaka jak ja!!!

W każdym razie. Wyłożyłem się na piasku. Tutaj dzisiaj śpię. Niech mnie woda ukołysze do snu. A jutro przestaję pić... Ha. Kogo ja oszukuję...


<CDN>

czwartek, 31 lipca 2025

Od Talii (od Kaja) "Pijany na koniec miesiąca" cz.10

 Lato. Cóż za paskudna pogoda. Paskudna ale jednocześnie ptak patrzy i aż przyjemnie. Słońce zagląda przez liście drzew, temperatura wysoka i w sam raz na przygody nad plażą dla każdego kto potrafi taki gorąc znieść. Ale to nie dla mnie. Ja lubię plażę ale jak słońce nie daje po łbie jakby chciało mnie upiec jakiemuś wilkowi na obiad. A jednak tu jestem. Moje nogi przywlokły mnie do dźwięku fal, które czasem koją moje nerwy. Do dźwięku rozmów i pisku szczeniąt. Dwa z nich są Kawki, pod opieką Agresta. Ah Kawka, gdyby tu była i ścigała się z tymi malcami po plaży. Byłaby może i moja, jakby nie ten Szkliwo burak jedany. Siedzi sobie tam i o nich pewnie nawet nie pamięta. 

Gdzieś na tle morza jest sobie Miodełka i Eliert. Stoją i rozmawiają jak starzy przyjaciele. Miodełka się nawet podśmiechuje pod nosem, a ja? Sam tutaj stoję. Pod drzewem gdzie mnie sięgają cienie. Te same, które co noc kładą mnie pijanego do snu. Może to czas rzucić picie? Może moja wątroba próbuje mnie przekląć i dlatego tak źle ostatnio się czuję. Bo ile taka wątroba może znieść ciągłego picia? Misung polecał mi za to coś innego. Lepszego podobno. Palisz to, nie pijesz i podobbno nawet alkoholu ci się po tym odechciewa. Może spróbuję. 

Ale na razie aż mi się rzygać chce z tęsknoty i zazdrości jak się patrzę na nich wszystkich. Miodełka i Eilert, Mezularia i Rana, Misung i Atla. Miłość wszędzie. Niech ich Huk przeklnie wszystkich. Niech im tę miłość wsadzi głęboko w gardła żeby się nią udusili.


Cdn

poniedziałek, 30 czerwca 2025

Od Bleu (od Kaja) - "Pijany na koniec miesiąca" cz.9

Ja! O ja! Wielki i niezawodny. Kolejny list – kolejna łza i kolejna butelka trunku. Ja! O Wielki Kaj listonosz!
Muszę przestać tyle pić, bo mi się Misung na myśl przychodzi i zaczynam jebać od rzeczy. A jeszcze na to wszystko Szkliwo jest niezwykle irytujący. Kolejne listy… Kim ja jestem żeby być tak szlajanym po całym świecie. Wolałbym pić, ale Agrest prosił to latam. Mają tyle szczęścia dupki że mi za to płacą. Że też musze pracować na własne utrzymanie. Już jak udawałem tego bociana to było lepiej!
Miodełka i Mezularia mignęły mi gdzieś na Sali. Gospoda była pełna jakiś wilków i jakieś małe przedstawienie się w niej odbywało.. czy tam czytanie wierszy. Mało mnie to obchodziło, ważne że lali do pełna i do pełna mogłem pić. Do ustatku, do zaboju. Niechaj świat się kręci, a może i ja myśleć przestanę.
Gdzieś tam w tłumie był jeszcze ten… Eilert, chińczyk. Ten jego kapelusz to szło poznać wszędzie i z daleka. Za tłoczno. Za wiele pysków i dziobów, które znam. Czas na mnie.
Księżyc taki ładny, świeci sobie. Ani chmurki na niebie, a i ciepło, bo to lato w sumie. Czemu miałoby być zimno. Chociaż jak nie ma słońca to jest znacznie przyjemniej. Latanie robi się męczące kiedy pocisz się pod piórami tak że toniesz we własnym pocie. Aż szkoda. Ale co ja zrobię, ja tylko biedny ptak, a słońce wielkie. Nie pokonasz, nie przeskoczysz takiej przeszkody, a latać tak po prostu nie mogę przestać. Czas znaleźć … o krzaczek. Idealnie. Świat się za mocno kręci. Tam sobie przysiądę i tam się wyśpię…
Pod krzaczkiem przed gospodą. Eh.. Znowu będą mnie wyzywać od pijaków…

 

<CDN>


sobota, 31 maja 2025

Od Bleu (Od Kaja) - "Pijany na koniec miesiąca" cz.8

Pić czy nie pić?! Nie lecieć czy lecieć? Tyle pytań, żadnej odpowiedzi.
—Powiedz mi Mezu… czy to dobrze, że mam tą pracę. To daleko tak latać. — mruknąłem. Niebieska rublia, która stała niedaleko rzuciła mi tylko niezbyt zadowolone spojrzenie.
—W końcu nie jesteś tylko mięsem leżącym i marniejącym na jakieś polanie. Moim zdaniem dawno coś powinno cię było zjeść. — Mezularia poprawiła swoje pióra. Cóż, przynajmniej była szczera. Nie to co inni.
—Oj. Meluzario… Aż tak brutalnie? — Miodełka zaśmiała się, jej skrzydło zakrywając dziób.
—Tak. Oczywiście. Życzcie sobie mojej śmierci! Jeszcze do mnie przyjedziecie jak będziecie chciały dzieci!!! — krzyknąłem i odeszłam od nich. Bo co mam zrobić innego. Pijany zataczałem się to tu to tam.  Nikt mnie już nie szanował w tym parszywym miejscu. Może po prostu rzeczywiście powinienem był być dawno zjedzony. Ale nie, Misung mówi, że warto żyć nawet jak się nie chce. A jego poezja to przecież prawda, schowana w ładnych słowach! Tak! Opłacało się żyć. Tak więc, moja polanka, a raczej polanka Kawki i Szkliwa, przyjęła mnie z otwartymi łapami. Poległem na środku, butelka spirytusu niedaleko ino raz wylądowała w moich szponach. I piłem. I piłem. I tak sobie myślę… jednak lepiej byłoby jakbym był takim Eilertem. Ten to ma dobrze. Wolny, bez pracy konkretnej. Tylko ja musze latać i czekać godzinami na tego debila –Szkliwo. Zostawiaj wiadomości pod kamieniem, dwa listy, dziesięć różnych miejscu, UGH. I mi się picie skończyło… Cudnie…

<CDN>

 


środa, 30 kwietnia 2025

Od Bleu (Kaja) - "Pijany na koniec miesiąca" cz. 7

Pić, żyć i nie umierać.

Wierszem białym pisać żeycie.

Czy ja wiem czy nie wiem, pytania do świata…

Nieodpowiedziane do  snu.

 

I tak spojrzałem sobie po niebie. Wczoraj rozmawiałem z Misungiem i jego podejście zostało mi jeszcze do dzisiaj mi zostało, chociaż poeta to ze mnie marny, naprawę. Jak niewiele mam wad i w ogóle jak perfekcyjny jestem to jednak poetyckość  nie moja silna strona. Misung mówi że białe wiersze też są pięknie, ale jednak ja widzę więcej słodyczy w rymowaniu, którego kompletnie nie ogarniam w życiu.  Ale co tam u nas? Miodełka lata gdzieś na południe czy tam północ, kto ją tam wie.  Mezularia dostała nowego ucznia ze skrzydłami i spędza z nią godziny, ucząc latać po czym wieczorami spacerkiem widuję ją ze swoim wilkiem. Aż tęskno mi do Kawki w takich momentach. A jej szczeniaki, ładne. Widzę je jak odbieram listy od Agresta i jak przychodzę po spirytus za zapłatę. Tak to bywa. Bywa że i Eilert ostatnio do mnie zagadał. Okazuje się że wcale nie taki głupi i banalny wiecie. Coś wie, może tylko trochę ale coś zawsze.  Ah… Ale plaża mnie teraz wzywa.

Morze nie odpowie na zapomniane sny

Wierszem zapomni jak kochało

Ukołysze na wieki

Utopi we łzach…

 

Chyba muszę przestać pić…

 

<CDN?


poniedziałek, 31 marca 2025

Od Delty (od Kaja) - "Pijany na koniec miesiąca" cz.6

Jako Kaj. Ten ja wyjątkowy i niesamowity, mógłbym powiedzieć że nie ma lepszego spędzenia zimnego wieczoru niż w karczmie. Gorzej jak cię z niej wywalą a ty na tych swoich szczudłach masz problem ustać, bo się trzęsą i w ogóle. Ale no. Jak mnie już tak wywalili to prawie się potknąłem o Miodełkę. Miodełka… zgrabna. Ostatnio wygląda coraz lepiej. Może jednak z tego jakieś jajka wyjdą. Jak już się przekona do moich pięknych piór i zgrabnych ruchów, które aktualnie zaprowadziły mnie w zaspę. Brrrr. Śnieg jest koszmarnie zimny. Parszywiec. Ale no, należy wstać. Dwa kroki, cztery i .. jak ja się znalazłem na polance Kawki. Chociaż czy to już jej. To nawet już nie Szkliwa, bo ten wylazł w świat jako polityczna zabawka Sekretarza i Agresta. Te dwa potwory rządzące tak nieumiejętnie tym całym terenem. Ja to bym się nadał lepiej od nich… jakbym wytrzeźwiał oczywiście. Ale co tam. Krok, dwa. Zwiedzam sobie po pijaku tereny i ledwo wiem jak ja przechodzę przez te lasy.  Plaża. Ona zawsze jest zimą taka nieprzyjemna, a jednak gdzieś tam na terenie widzę Mezularię z jej wilkiem u boku. Te dwa lowelasy wpychające tą swoją miłość prosto w moje bolące oczy. Ah księżycu, słodki księżycu, czy mi winne za winny zawsze samotnym? Kto wie… może. Kawka odeszła. Poetycko. Poezja. Może to czas znowu odwiedzić Misunga i jego wilczycy. Oni oboje mają trochę zioła i lepszych rzeczy niż alkohol i jeszcze ta poezja…
A najgorsze w tym wszystkim dzisiaj, dzisiaj jakoś wyjątkowo, że wpadam na własnych nogach w ptaka za ptakiem. Miodełka, Mezularia, ja! Nawet Szkliwo siedzi w mojej głowie i oczywiście. Eilert! Ten dzban zostawił… swoje ciało na ziemi. Em. Chyba spał, jak się o niego potknąłem. Cholera…

<cdn>


piątek, 28 lutego 2025

Od Bleu (Od Kaja) - "Pijany na koniec miesiąca" cz. 5

Noc, noc, noc. Jak jest się pijanym to wcale nie wydaje się tak ciemno. Ale wam powiem, że pomylić Miodełkę z drzewem to już była przesada z mojej strony. Ja rzadko to mówię, ale byłem przekonany że to była kłoda. A tu nie. Ta stara jędza jeszcze śmiała mnie dzióbnąć w nogę jak się o nią przewróciłem, więc nawet nie przepraszałem. Patrzyła się na mnie w końcu jak na pojebanego i w ogóle złodupca. Więc po co. I wiecie co? To najgorsza noc tego świata! Bo jak idiota zamiast skulić się gdzie stałem i pójść spać to szedłem dalej, w ciemności. Tylko księżyc mi przyświecał. W chuj zimno do tego. Nad morze zaszedłem, potknąłem się znowu i co! I dupa. Wszystko widziała Mezularia i ta jej wilczyca. Jak tak można. Przecież z wilkiem to nie wypada, a nawet dzieci se nie zrobią, bo dwie baby. Chociaż czy rublia może w ogóle dzieci z wilkiem? Chyba? Może nie. Szkliwo niby ma jakieś tam szczeniaki. Nawet mnie głosy doszły. Pewnie niedługo będę wysyłał te całe zasrane listy. Tylko dlatego tu jestem właściwie. Przysługa. A raczej praca, bo ja przysług nie robię. W każdym razie. Na to wszystko, ta niekończąca się noc zafundowała mi spotkanie z tym talerzem. Eilert był bardzo miły. Za miły. Musiałem go zlać w końcu bo by mi uszy zwiędły od tego debilizmu, a nawet nie słuchałem porządnie. Humor mam zły. Pewnie temu tak wyzywam. No i oczywiście jakby zła w tym świecie mało było pod nogi wylazł mi prawie już o poranku Misung i zaczął pierdzielić coś w rymach. Ja naprawdę lubię jego wiersze, ale nie o tej porze i nie na kaca. Ale jego to przynajmniej kulturalnie spławiłem. Pozostało mi nic tylko spić się ponownie. Tylko która droga to było do karczmy?

<CDN>


wtorek, 31 grudnia 2024

Od Bleu (Od Kaia) - "Pijany na koniec miesiąca" cz.3

Kai. Kai. Kai. Kai. Kai ty idioto. Sam siebie wyzywam bo mogę. Bo mi się wyjątkowo należy. Zazwyczaj moje pomysły są bardzo błyskotliwe, genialne bym powiedział, ale oczywiście, że nie. Tym razem to przeszedłem samego siebie i teraz siedziałem jak ten idiota skulony pod jakimś kamieniem trzęsąc dupą jak galaretką. No co ja ma powiedzieć. Miałem bardzo bliskie spotkanie z niedźwiedziem, bo jak idiota wlazłem mu do domu w deszcz. I teraz mam ogon nadgryziony. A jeszcze rano Miodełkę spotkałem i mówiła mi: „Nie pchaj się w kierunku gór, bo podobno niedźwiedzia widzieli.” Ah jak ona o niego dba. Co za los, co za los. Może zainteresowana. Ale tak właściwie to ja bym wolał jednak Kawkę. Tak se leżałem taki mętny i płaczący pod tym kamieniem, bo mnie ogon bolał jak gdzieś nad głową mi coś huknęło i z nieba spadła Mezularia. Tak tylko z widzenia ja znam, zazwyczaj mnie ignoruje, bo podobno działam jej na nerwy. HA! Latać nie umie ta menda parszywa, a mnie ignorować będzie!
—Do jasnej cholery! — zakrzyknęła sobie otrzepując się z ziemi i liści. No co ja zrobię, pachnąłem, a ona spojrzała na mnie i skrzywiła się tylko. I potem już jej nie widziałem. No cóż. Noc zapowiadała się długa i niezwykle bezsenna. Chociaż… czy ja wiem. Jak tak sobie głowę ułożyłem  na ziemi i pomyślałem o Szkliwie co pewnie błogo z Kawką w swoim łóżku śpi to we mnie trochę krew zawrzała i z bólu zdjęła myśli. O i to jak skutecznie. Ale należało spać żeby nie umrzeć z niedospania. Zmęczony ptak lata krzywo. Głodny też, ale jedzenia ni widu ni słychu. Więc tak sobie leżałem spokojnie w myśli recytując wierszyk, który zasłyszałem kiedyś od Misunga. Ten lis jednak wieszał jak słowa składać żeby się głowy trzymały na lata, po prostu! I jak tam leżałem sobie, i tak myślałem o dniu następnym. Może poszukam tego, jak mu tam, z tym talerzem na głowie. Podobno jakaś nowa rubila przybyła w te tereny. Kto wie może się akurat zaprzyjaźnimy… HAHA. Dobre sobie. Nie warto mieć przyjaciół, bo cię jak szmatę porzucą. Kawka pieprzona. Ale konkurencję zawsze warto oblukać. Eilert chyba… czy inne Ecio, jakieś takie chińskie imię. Tylko ślaczków mu w imieniu brakuje. W każdym razie, na razie niech ogon trochę się posączy i zatka, a jutro się pomyśli o tym kogo by tu tak przyoczyć i zaczepić.

 <CDN>


piątek, 29 listopada 2024

Od Delty (od Kaia) - "Pijany na koniec miesiąca" cz.2

Pobudka pobudkami, ale kac morderca bez serca powoduje że nadal bujam się na nogach. I to jak! Do tego stopnia, że moje wnętrze przewraca się jak gówno w betoniarce, powodując odruch wymiotny. Miodełka pochyliła się nade mną jak sęp nad zdobyczą, no ale co ja poradzę, że ona mnie tak przecież kocha! Chociaż czy to miłość, jak ona bardziej mną pomiata niż zimne wiatry zimowe jak się leci niewiadomo gdzie, albo piaski na pustyniach jak rzucają tobą po bokach. Czy ja wiem, czy ja wiem. No nie wiem, dlatego nie odpowiadam jak się pyta o coś. Jakoś nie słyszę, za zimno i za ciepło w tym samym momencie. Odwróciłem się na drugi bok nakrywając się skrzydłem, a Miodełka tylko odetchnęła i skrzydła za nią zatrzepały jak odleciała. Nie obchodzi mnie to już. Moja miłości nieskończona, jak ja cię nienawidzę, jak tak siedzisz w mym sercu nieskończona, jak przebrzydła choroba. Złapałem bakcyla na poezję od Misunga czy co? Ten lis bardziej psowaty od wilków, z którymi mieszkam i mieszkałem. Ciekawe co u Kawki?
Wstałem w końcu, noc już prawie, a w krzakach gdzieś kawał dalej jakieś zamieszanie. A tak. Ta cała turpa czy inne trupy mają jakieś przedstawienie. Najważniejsze że leją alkohol za darmo, pewnie żeby wszystko wyglądało i wydawało się mieć jakikolwiek sens. Ale co ja tam będę… sam nie mam stylu.  A nie, przepraszam. Mój styl jest najlepszy!
Spity w cztery dupy oparłem się o coś jak ja. Chyba Mezularia bo tylko odetchnęła i przerzuciła mnie z siebie na ziemię. Lepiej niż na jakiegoś wilka z WSJ. Te debile to By z chęcią mnie zjadły. Wiec trzeba było się zmywać zanim usnę. Lata się trochę tylko krzywo, prawie webłem w drzewo. O.. rymowało się haha!
Ah… łóżko. Niech się Szkliwo pieprzy z Kawką z daleka. Ale chwila.. to nie moje łóżko, a tam Kawka stoi, leży w sumie. Noc już. Piękna. Czy to nie trochę zboczone, że stoję na brzegu lasu obok jej polanki i gapię się. Może to alkohol. Ciekawe czy jest szczęśliwa z tym cepem?  Czy nie byłaby szczęśliwsza ze mną. Gdyby tylko Admirał wtedy wygrał…

<CDN>