
sobota, 3 stycznia 2026
Odchodzą!

sobota, 9 października 2021
Od Apollo Anubisa Aina CD Szklanki "Rewia Dusz" cz. 13
-Wstawaj!-
Leżał nieposłusznie w skwarze i gorącu
Piach wokół niczym morze opływało falami jego ciało
Krótkie oddechy jakie brał nie wystarczały
-Wstawaj!-
Anubis uchylił jedno z oczu, ponieważ coś zawierciło się
przy jego boku pchając głębiej w futro. Ziewnął dość głęboko i zastrzygł
uszami. Szum Wodospadów Tysiąca Twarzy zagłuszał poranny gwar, który mimo
wszystko wybijał się gdzieś w tle niespokojnymi aczkolwiek pięknymi nutami
harmonii w tym chaosie. Jednak kiedy zawęszył jego spokojny i znudzony nastrój
rozwiał się z wiatrem, a muzyka natury przestała na chwilę mieć znaczenie i
odbijać się echem w jego głowie. Zapach, który już znał unosił się tuż przy jego
boku, wraz z niewielkim ciężarem i cichym pochrapywaniem. Niespokojnie uniósł łapę kładąc ją w tym
miejscu. Nie był w stanie określić czy śniło mu się to w dalszym ciągu czy
rzeczywistość po prostu zesłała na niego małego diabła i rzepa, który wracał do
jego ogona jak bumerang. Jednak kiedy
pod jego poduchami przejechała mięciutka, szczenięca sierść przeklął w myślach
porywiste ścieżki losu. Zrezygnowany ułożył się wygodniej, w końcu nie należało
budzić szczenięcia zanim samo nie wstanie, gdyż kończyło się to złym humorem i
Anubis wiedział to aż za dobrze. Dlatego siedząc tak nad wodą myślał nad
dalszymi krokami. Pozostawało mu jeszcze raz spróbować pozbyć się ciężaru u
Florki i może tym razem przywiązać ja sznurkiem do drzewa, szczeniaka
oczywiście nie medyczkę. Zrezygnowany jednak nie był pewien czy jego wybryk
przejdzie po raz drugi i nie będzie musiał całą swoją duszą zaprzeć się aby
wadera przyjęła małą pod swoje skrzydła.
Szczenię wstało zaskakująco szybko, ponieważ nie zdążył nawet ułożyć sobie poprawnego
dialogu, jaki odbędzie z medykami w ich jaskini. A kiedy tylko otworzyło oczy i
przeciągnęło się padło pytanie, którego Apollo nie życzył sobie słyszeć:
-Co robimy? - radosny głos
odbił się od jego głowy nieprzyjemnym bólem.
-Idziemy. Jak zawsze i
dzień w dzień idę. - odetchnął jednak ku swojemu zaskoczeniu nie spotkał się z
żadnym oporem.
-A dokąd? -
-Z powrotem. Już mówiłem
ci, że nie mogę się tobą zająć. - westchnął głęboko.
-Nie lubisz mnie.-
stwierdziła smutno, aż serduszko Anubisa zabolało na te słowa.
-Nie. Po postu nie mam
domu, znajomych, wzroku ani umiejętności wychowawczych. - odrzekł spokojnie
kładąc łapę na jej główce i przeczesując ją. Z zaskoczeniem spostrzegł, że mała
ma włosy, więc zapewne i fryzurę, którą nie umiałby się zająć.
-Nie szkodzi. Po co nam
dom i znajomi! Mamy kamienie. - jej zapewnienie zabrzmiało tak niewinnie, że aż
Anubis mógłby wziąć je na serio.
-Przykro mi, ale nie mogę.
Nie możesz przeżywać takich niedogodności taka...mała. - wzdycha ciężko.
-Nic mi nie będzie!-
zaszczekała wstając i tupiąc nóżką. - Wrócę do ciebie i tak! I tak! I tak! I
tak! - załkała, a Ain wręcz słyszał ponad wodospady jak jej łzy uderzają o
kamienie pod ich stopami. Bał się przyznać, jednak powoli zdawał się mięknąć i
ulegać temu słodkiemu głosikowi. Wahał się mimo to
-Nie... Nie mogę.
-Możesz!- kłóciła się
dalej. - Wrócę!- zagroziła, a Apollo wiedział, że te słowa nie były rzucane na
wiatr i w głuchą ciszę. -Proszę! B..braciszku? Tato? Ym... - zmieszała się, a
on wiedział że przegrał. Przegrał z własnym losem.
-Niedobrze...-
CDN
wtorek, 21 września 2021
Od Szklanki CD Apollo Anubisa Aina "Rewia Dusz" cz. 12
-Podłe-
Spojrzał za siebie
Miliardy oczu przeszywały jego sierść
Paliły serce i wyrywały oddech z piersi
A jedyne co widział to mrok
-Ale prawdziwe-
Zostawił ją tutaj samą. Patrzyła jak jego ogon znika w
krzakach, tych z których przyszli. Znowu było jej smutno i jej oczka zaszkliły
się łzami i zaszły żalem. W końcu nawet jeśli znała go taką chwilę był jak
mama. Zajął się nią, i rozmawiał i ... powiedział gdzie jest mamusia kiedy nie mogła jej znaleźć i tak bardzo chciała
zobaczyć. I obiecał jej, że ją zobaczy i... i... i teraz poszedł. Niby mówił,
że to jego wina że nie może się nią zająć, ale ona chciała żeby był jej tatą...
albo bratem. Lub chociaż pozwolić jej zostać przy swoim boku. Jednak odszedł i
nie wrócił się, a ona została przytulona jakąś inną łapą, obcą i już nie taką
przyjemną jak ta, która ochroniła ją wcześniej przed... psami?
-Gdzie
poszedł... on? - spytała nie mówiąc tata, bo przecież nim nie był, tak mówił.
Jednak łezki uciekły z jej oczek kiedy wtulała się w sierść miękką i gęstszą od
tej basiora.
-Oh.
Nie wiem skarbie, ale z pewnością znajdziemy i tobie cieplutkie posłanie.
DELTA!? - wadera była przyjazna i miała taki ładny uśmiech jednak obraz jej się
zamazywał. Na swoim nowym posłaniu leżała smutno i samotnie. Pomimo, że ten
cały Delta był równie miły co pani Florka to nie odpowiadało jej. Chciała
wrócić pod kamień z ...bratem. Tatą? Nie
ważne. Istotny pozostawał fakt samej osoby, a nie miejsca. Jednak ciepło
posłania ukołysało ją w jakiś sposób do snu. A śniła się jej mama. Jej kochana
rodzicielka, stojąca daleko poza zasięgiem jej łapek. Było jej zimno i smutno
tak z dala od niej. Jednak był i nowy przyjaciel gdzieś niedaleko, zaraz obok,
jednak kiedy podchodziła on się oddalał coraz bardziej. Nie podobało jej się
to, bo to oznaczało tyle co pozostanie całkiem samej wśród tego chłodu.
Otwierając oczy zauważyła, że dzień jeszcze nie wstał, a wszyscy spali w swoich
posłaniach. W jej głowie więc zrodził sie mały plan. Wstała i swoje małe łapki
przeniosła na zimną skałę pokrywającą podłogi jaskini powolutku i cichutku
uciekając w kierunku wejścia. Będąc już na zewnątrz zatrzymała się nie wiedząc
dokąd iść i gdzie się podziewa jej towarzysz. Zatem jej kroki skierowały się z
ciemność tak wszechobecną tej nocy. Wszystko zdawało się być takie inne,
mroczniejsze i straszniejsze, dlatego nie zwalniała tempa im głębiej w las
szła. I tak szła... I szła, a jej oczy i uszy nie słyszały nic poza
przerażającym hukaniem sowy i dalekim szumem nieznanego jej pochodzenia. Szła. Tyle
można było stwierdzić i tyle sama wiedziała. I jedyne co teraz chciała to w
końcu znaleźć kamień z przyjacielem, którego znała krótko, ale do którego jej
szczenięce serce przywiązało się niezwykle.
Swoje szczęście w nieszczęściu odnalazła zaskakująco szybko gdyż w dali, obok
spadającej wody leżał pewien wilk, którego zielonkawe futro błyszczało w
świetle księżyca na srebrno. Zamrugała parę razy jakby zdawało jej się co widzi,
jednak kiedy obraz pozostawał tak samo nieruchomy z machającym ogonem podbiegła
do towarzysza. Stojąc nad jego śpiącym ciałem nie chciała go budzić więc
grzecznie ułożyła się obok delikatnie przytulając głowę do jego boku.
-Dobranoc.- szepnęła jeszcze zanim usnęła przy tym ciepłym boku.
-Zbyt rzeczywiste-
<Anubis?>
Od Apollo Anubisa Aina CD Szklanki "Rewia Dusz" cz. 11
-Huh?!-
Wstał z piachu cały mokry
Pustynne słońce grzało jego ciało
Czuł się zagubiony
Jakby był i nie był
-Przeżyłeś?!-
Obudził się do tych słów. Nie przemyślał nic, ba! Nie myślał
już w ogóle. Jego umysł stał się niczym pusta kartka, pełna zgięć i miejsca na
zapiski.
-Nie,
nie , nie. - powtórzył kręcąc głową. Nie pomyślał, że mogłaby postrzegać go za kogoś
więcej niż obcego wilka, który prowadzi ją w bezpieczne miejsce. - Nie tatą!
-To
kim? - niezrozumienie w jej głosie mówiło mu, że łatwo nie będzie jej tego
wytłumaczyć.
-Nie
jesteśmy rodziną. Ja... szukam ci jej właśnie. Dlatego idziemy do jaskini
medycznej. Tam są ci którzy ci pomogą. Ja nie mogę mieć dzieci, nie sam, nie
teraz. Nie jestem twoim tatą. - wyrzucił z siebie na jednym oddechu. - Idziemy!
- dodał oschle. Musiał ją zniechęcić. Nie widział jej pyska, jednak nie słyszał
łez, zatem musiała jednak cos przyswoić w tej swojej główce, cichej i
milczącej, szczenięcej.
- Ale
je nie chcę innych! Ja chcę ciebie!- pisnęła doganiając go, gdyż zdążył
postawić już kilka długich kroków w kierunku, z jakiego zboczyli wczoraj.
Jednak słysząc te słowa zatrzymał się. Jego serce zabiło mocno i mało nie
wybiło się z jego piersi. Z jednej strony ucieszyło się z tych słów, z drugiej
wątpliwości odsunęły go od najdrobniejszych myśli. Wszakże nadal pozostawał
marginesem, samotnikiem oddalonym od społeczności. Nie miał ani jaskini ani
własnego kamienia, bez domu i lepszego pojęcia co na to poczynić. Niewygodnie
było mu pozostawać i wracać do jednego miejsca. Spał gdzie mógł i żył gdzie
chciał. Nie takie życie należy się szczenięciu.
-Nie
jestem odpowiednią osobą. Nie. Ze mną nie będzie ci dobrze. - odparł odrzucając
z cierpieniem tą odrobinkę nadziei jaka w nim istniała. - Chodźmy. Są wilki,
które dadzą ci lepsze życie. Z domem, z rodzeństwem i miłością. Będzie dobrze..
- ostatnie słowa wyszeptał. Jakby do siebie i na zagłuszenie tych ponurych
myśli, że mógłby nie być sam, mieć z kim pomówić i kogo uczyć świata. Jednak
ktoś taki jak on nie zapewniłby przyszłości innej osobie. Nie posiadając tyle
wad i tyle mankamentów.
-No...dobrze.
Ale dlaczego nie mogę z tobą? - spytała jeszcze raz po jakimś czasie marszu w
ciszy. - Będę grzeczna! Obiecuję!
-Nie
musisz być grzeczna. To nie twoja wina, że nie mogę się tobą poprawnie zająć.
To moje własne wybory w przeszłości. Nie zaprzątaj sobie tym głowy. - Odetchnął
wchodząc do jaskini medycznej.
-Floro?- rzucił w przestrzeń
jednak nie uzyskawszy odpowiedzi wszedł głębiej wraz z tym małym rzepem u
ogona. - Floro? -zapytał jeszcze raz zanim stracił nadzieję.
-Tutaj. Tutaj! Kto mnie wołał?- wadera wypadła skądś. Jej
kroki w milczeniu odbiły się w głowie Anubisa.- Oh! To ty! - nie wyczuł
zagrożenia ani niechęci.
-Tak
tak.. Znalazłem...szczenię...- przesunął małą, której imienia nawet nie znał w
jej kierunku. Odpowiedziało mu tylko smutne piśnięcie, kiedy odwrócił się i w
kilka susów zniknął w krzakach, pozostawiając malucha w dobrych rękach. Tak
przynajmniej wierzył, że było.
-Żałosne-
<Szklanka?>
niedziela, 19 września 2021
Od Szklanki CD Apollo Anubisa Aina "Rewia Dusz" cz.10
-Daleko to?-
Szedł więc w nieznane, w ciszy
Milczenie stanowiło jego bagaż
pozostawił w tyle dom
Właśnie? Ale czy on był jego?
-Nie podołasz-
Mała szła przy boku wilka cierpliwie i pytała się go o
wszystko. Nie miało dla niej znaczenia co, ponieważ odkryła, że kiedy z nim
rozmawia czuje się lepiej i brak mamy nie doskwiera jej tak bardzo. Nagle
zamiast smutku miała uśmiech na pyszczku, więc mówiła mu i zadawała pytania.
-A dokąd idziemy? - padło w końcu, gdyż znowu czuła się zmęczona. Może byli już
niedaleko i mogłaby w końcu odsapnąć, bo jej małe łapki miały problem nadążyć
za tymi starszego.
-Idziemy... Do jaskini.- odpowiedź jaka padła nie zaspokoiła jej ciekawości.
-Ale jakiej jaskini? Mojej? Twojej? Czyjej?- wypadło z jej ust jak wicher z
płuc świata.
-Medycznej, ponieważ twojej tu nie ma, nie ma taż mojej. - mruknął jakoś
dziwnym tonem. Nie przejęła się tym jednak. Nie zabrzmiał dla niej znajomo,
więc porzuciła o tym myśli bardzo szybko jak to w zwyczaju mają dzieci.
-A co tam się robi? - ciekawość dalej przemawiała przez nią. - I jak to daleko?
Łapki mnie booolą- zawyła.
-Jeszcze kawałek, do zmierzchu jeszcze dwie sowy, więc dłuższą. Dasz radę.-
ominął pierwsze pytanie co nie spodobało się małej.
-Ale co tam się robi?- powtórzyła.
-Leczy się wilki... - krótka odpowiedź. Za krótka jak dla niej i kompletnie bez
sensu.
-To po co tam idziemy! Ja jestem zdrowa! Już nie chcę dalej!- stanęła mierząc
go swoimi fioletowawymi oczkami. Tupnęła przy tym nóżką, aby podkreślić że nie
zmieni zdania. W odpowiedzi dostała tylko głębokie westchnięcie towarzysza.
Właśnie. Nawet nie znała jego imienia i kom on właściwie dla niej był? Mamą
nie! Może tatą... może bratem, ale z pewnością nie mamą.
-No dobrze. Zatrzymamy się na noc... tam- zmienił kierunek swoich kroków, a ta
pewna że będzie to przyjemny i miły mech w jakieś jaskini poszła za nim. Jednak
znowu spali pod kamieniem, a jej poduchą był sam starszy, nie żeby jej to
przeszkadzało.
Poranek był piękny, jak nigdy. I tym razem ponownie wstała
jako pierwsza wyskakując z cienia kamienia, prosto w poranną rosę. Jej łapki i
sierść delikatnie przemokły od tej wilgoci, jednak wszystko było takie śliczne.
Drzewa rosły wysoko, a pomimo to słońce wpadało między liście i schodziło
prosto do niej. Aż zastanowiła się, czy to może nie mama przytula ją tym
przyjemnym ciepełkiem promieni. Miała właśnie obudzić starszego jednak ponownie
uderzyło w nią, że nie wie jak do niego mówić. Szczenięce uczucia podpowiadały
jej tyle mylnych i konfudujących słów, których nawet nie znała do końca, a
których znaczenie nie znaczyło dla niej nic konkretnego.
-Wstawaj! Tata wstawaj. - w końcu doskoczyła do niego z szerokim uśmiechem.
Jego oczy otworzyły się i mała mogła przyznać, że miały ładny kolorek, taki
szary i inny od jego sierści.
-Kto?- spytał jakby zaspany. Ah.. no tak. Przecież dopiero co go obudziła.
-Tato? - odpowiedziała niepewna czy o to mu chodziło.
-Nie, nie, nie! Nie jestem twoim tatą. - westchnął ciężko. Jednak jej
szczenięcy umysł nie rozumiał. Przecież się nią zajmował jak mama.
-Już przegrałeś-
<Anubis?>
wtorek, 14 września 2021
Od Apollo Anubisa Aina CD Szklanki "Rewia Dusz" cz. 9
-Deszcz-
Przeszywające serce przerażenie
Lejąca się krew i przyjemne ciepło
Mieszające się ze sobą wspomnienia
I ten ból, którego nie mógł sobie przypomnieć
-A może to łzy?-
Apollo odetchnął z trudem. Śmierć. To pojęcie tak ciężkie,
że wręcz niemożliwe do wsadzenia w tak młodą główkę. Więc kroczył po gruncie
kruchym i niebezpiecznym, zapadając się w ziemię jak w błoto, gdyż sam nie do
końca pojmował śmierć. Ha! Czy był na tym świecie ktoś, do kogo to docierało?
Że w końcu i na niego przyjdzie czas. Że nigdy nie wie, kiedy umrze i w jaki
sposób do tego dojdzie. Czy w ogóle istnieje życie po śmierci, czy tylko łudzą
się i kłamią, aby to zjawisko wydawało sie mniej straszne. Czy może śmierć jest
tylko po to aby mieć po co żyć? No właśnie. Jak miał wytłumaczyć to komuś
innemu skoro ten termin każdy postrzega inaczej i doświadcza w innym czasie.
Dlatego wymyślił bajkę, starą jak świat i powtarzaną mu przez babkę, która
mawiała że zmarli kryją się w gwiazdach i patrzą z góry na świat, a za dnia
przybierają postacie chmur. I Anubis udawał że wierzy w te bzdury, gdyż nie
wiedział czy gwiazdy istnieją, a chmury nie stanowiły dla niego niczego
szczególnego i tak jak dla pełnosprawnych wilków to stanowiło doskonałe
wyjaśnienie i uspokojenie dla serca, dla niego stanowiło stek kłamstw, ale nie
miał siły tłumaczyć, że wie że nigdy nie zobaczy rodziny.
Po zjedzeniu posiłku postanowił udać w dalszą drogę tym razem pozwalając
szczenięciu podążać za nim. Opuścili więc Polanę Życia i udali się w dół
zbocza. Musieli wyjść z tych terenów i udać się do jaskini medycznej, co
powinni osiągnąć w zapadający zmierzch. Tam porzuciłby problem wiszący nad jego
karkiem jak ostrze gilotyny, gotowe spaść w każdej chwili. Jednak Apollo
jeszcze nie dostrzegł mankamentów w swoim planie przyzwyczajony do samotnych
podróży i dni. Szczenięce nogi bowiem
były zupełnie inne od tych jego poruszających się z gracją i powolną szybkością,
nadając krokom sprężystości i dalekości, jakiej brakowało tym małym
patyczkom. Dlatego już w południe
przysnęli na jednej z małych polanek, gdyż Anubis nie był w stanie znieść
dłużej zawodzenia o bolących łapkach i pustym brzuchu. Ponownie porzucając
maleństwo samemu sobie ruszył na mała polowanie. Sam mając żołądek pełen w zęby
pochwycił jedynie niewielką mysz wygrzebując ją z zacisza norki. Jednak gdy
wrócił zastał na polanie jeszcze jednego wilka, którego życiem i sercem nie
cierpiał. Admirał powiem stał przy szczenięciu mierząc je niezrozumiałym
spojrzeniem. Z głębokim żalem, że w ogóle los pozwolił mu znaleźć się z małym
bąblem na nosie i do tego dorzucił stertę śmieci pod jego nogi, podszedł do
nich zgarniając łapą małą do siebie, z uwagą aby nie przewróciła się.
-Czego tu chcesz?- głos miał spokojny, ale przeszył tą błogą ciszę. Ptaki jakby
na chwilę zawisły w nicości, milcząc przyglądały się jak pysk młodszego
rozszerza się w emocjach i zmienia z chwili na chwilę. Jednak Anubis jedyne co
słyszał to jego bicie serca i urywany oddech. Położył mysz przed małą, aby po
chwili nie zostało z niej nic.
-Co?- uciekło z gardła ich niechcianego towarzysza.
-O to samo mógłbym zapytać ciebie. Co? O co ci chodzi tym razem? Albo nie. Nie
mów, bo nie mam ochoty słuchać jakiegoś podrostka, ani chęci na takie bzdury. -
chwycił szczenię między zęby z całą ostrożnością swojego ciała i odszedł
powolnym tempem, pozostawiając wilka za sobą.
Szedł dłuższą chwilę w milczeniu zanim nie odezwała się ta kuleczka sierści
między jego zębami.
-Kto to był? - spytała, a żeby odpowiedzieć jej czytelnie i wyraźnie odstawił
ją na ziemię i ruszył dalej, wolniej, ale przynajmniej nie słuchając już o
odpadających łapkach.
-Admirał. Pewien wilk, który nie jest wart twojej uwagi. Najlepiej nie patrz
się w jego kierunku w ogóle.-
-Dobrze... - zapadła dziwna cisza, jakby pełna napięcia. Anubis jednak zbył to
obierając znany tylko sobie kierunek.
-Nie istotne...-
<Szklanka?>
czwartek, 9 września 2021
Od Szklanki CD Apollo Anubisa Aina "Rewia Dusz" cz.8
-Żarty jakieś-
Ale czy on kiedyś żartował?
Nie przypominał sobie szczęścia ani smutku
A żarty? Tak daleko w domu
Tam zostały, ale dom... gdzie był dom?
-Nie pamiętasz?-
Pisnęła cichutko, kiedy kły ostre jak brzytwy pochwyciły ją
za kark unosząc w górę. Poczuła się tak jakby znowu niosła ją mama, delikatnie
trzymając w pysku jej niebieskawą sierść. Jednak mama... mama została zjedzona,
a to był obcy wilk, do tego facet! Nie do końca wiedziała gdzie idą i co
zamierza z nią zrobić, dlatego milczała. Wilk obiecał jej nie zjadać,
aczkolwiek ona miała chęć coś zjeść.
-Jestem głodna- poskarżyła
się w końcu, gdyż słońce razem z nimi zdążyło już zajść spory kawał na niebie.
Wtedy też została odstawiona na miękką trawę. Wokół powoli zapadała cisza, a
ogromna woda jaka tu była zdawała się pachnieć i zachęcać do picia. Dlatego
niesfornie na swoich małych łapkach podeszła do brzegu chlipiąc i pijąc haustami,
a gdy skończyła i miała zamiar zmoczyć się w tej przyjemnie przeźroczystej
wodzie, aby pobawić się, jej osoba znowu została schwytana w zęby. Tym razem
została posadzona pod jednym z większych kamieni.
-Poczekaj tu na mnie.
Przyniosę ci coś do jedzenia. I nie wychodź... bo może cię coś zjeść. - i wilk
odszedł. Jego zielonkawy ogon zniknął w oddali. Tak więc Szklanka skuliła sie
pod kamieniem posłusznie.
Noc zapadła i cisza spowiła świat. Co prawda niekiedy jakaś sowa sprawiała, że
małej waderce szybciej biło serce ze strachu, ale jednak usnęła. Zdołała
zamknąć oczy, zmęczona tym wszystkim co ją spotkało. I śniło jej się ciepło i
mama. Jej ciemne futro, które tak przyjemnie otaczało jej osobę, a była w
stanie poczuć nawet zapach jej osoby, tak blisko siebie, że zdawało jej się to
rzeczywiste i prawdziwe. Dlatego była zaskoczona kiedy o poranku obudziła sie
nie u boku ukochanej mamusi, a leżąc wtulona w mięciutką sierść basiora,
którego spotkała wczoraj. Jej serce nagle zakłuło i zachlipała panicznie, nie
odsuwając się od poduszki, ale widocznie ją przebudzając, gdyż długawe uszy
wilka zastrzygły w powietrzu.
-Chcę do maaaaamy!- załkała głośno zanosząc się łzami.
-Hymm... - wilk zamilkł pozwalając jej zamoczyć swoją sierść.
-Gdzie jest mama?- z zarzutem w końcu wstała strosząc swoją sierść.
-Twoja mama? W niebie moja droga. W miejscu lepszym i cieplejszym niż tutaj. W miejscu bez psów, ludzi i cierpienia. - wilk wstał tak jak ona. Był większy i wyższy i w ogóle był starszy. Jednak uparcie nadal stała stabilnie żądając odpowiedzi.
-Chcę do mamy!- zażądała ponownie.
-To może być ciężkie do wykonania, wiesz?- wilk jakby nie chciał jej do niej zaprowadzić. - Przecież została zjedzona. Oszczędźmy sobie tego widoku. Twoja mam jest poza naszym zasięgiem. Zabrała ją śmierć. Nie wróci, ale zawsze będzie na ciebie spoglądać.- przygarnął ją bliżej siebie nakrywając łapą, w którą ta wtuliła się w ciszy, nie rozumiejąc, dlaczego ta cała śmierć zabrania iść jej do mamy.
-Ale... ja chcę do mamy.- szepnęła niepewna swoich słów. - Powiedz tej śmierci, że ja chcę do mamy! - krzyknęła.
-Hymm. To nie takie proste. Widzisz. Śmierć nie jest sprawiedliwa. Zabiera ze sobą tych, których kochamy i potem nie chce ich oddać. Jednak wiesz. Twoja mam nadal żyje, ale tam.- wskazał na niebo. - I tam nie da się wejść w twoim wieku. Kiedyś spotkasz ją na nowo i przytulisz się, a teraz pozwól jej na siebie patrzeć i ... nie przejmuj się tym na razie. Zobaczysz mamę, w swoim czasie. - zgubiła się w jego słowach, ale jej szczenięce serduszko starało się nadążyć.
-Czyli nie ma mamy?
-Nie. Jest, ale nie tutaj. Patrzy na ciebie z chmur. - mruknął odchodząc kawałek, a ta jak rzep podążyła za nim.
-Ale ... mama..- szepnęła.
-Wiem. Smutno ci że nie możesz jej spotkać, prawda? - pokiwała na tak przez co znowu została pogłaskana po włosach. - To normalne, ale przecież mówiłem ci już. Jak trochę poczekasz to ją spotkasz.
-A ile to trochę? - odetchnęła.
-Różnie bywa. Ja na spotkanie z mamą czekam już 6 lat, ale bywają tacy, którzy czekają tylko parę dni. - i podszedł jeszcze kawałek spod innego kamyka wyjmując zajączka. Waderka zbliżyła sie do niego przekrzywiając główkę.
-Byłaś głodna. - oderwał kawałek i podał jej pod pysk, a ta niewiele się zastanawiając pochłonęła w siebie kąsek.
-Baran-
<Anubis?>











.jpg)















