
sobota, 3 stycznia 2026
Odchodzą!

czwartek, 26 maja 2022
Od Agresta CD Nymerii - „Samotna wśród tłumu”
wtorek, 24 maja 2022
Od Nymerii CD Agresta - „Samotna wśród tłumu”
Krwawiąca
Miłosierny Boże, ty który
stworzyłeś Lucjana i ponoć cały nasz świat. Nie chce wierzyć w Twoje istnienie,
bo znaczyć to będzie, że jesteś mniej miłosierny i łaskawy niż tego potrzebuje.
A potrzebuje.
Sprawiedliwości. Właśnie tego.
Zabierz mnie, jedynie mnie.
Poczułam ból, ogromny.
Rozrywający moją skórę, mięśnie i wiele więcej. Jednak to nie ból był dla mnie obezwładniający.
To dzieci, strach o dzieci. Moje małe szczeniaki, które już za kilka lub
kilkanaście dni miały przyjść szczęśliwe na świat. Świat nieszczęśliwy i
zabójczy, jednak ja uczyniłabym wszystko by dla nich taki nie był.
Sprawiedliwości proszę…
Pomagająca
- No, Agrest, jaka decyzja. –
szybkie słowa puszczone z ust Delty odbijały się od ścian jaskini. – Nie mamy
czasu!
- Nie, ja…
Wstałam powoli z posłania,
słaniając się na nadal zmęczonych i zastałych łapach. Spojrzałam ze smutkiem na
ranną. Nymeria miałam zamknięte oczy, a jej pysk nie pokazywał zupełnie żadnych
emocji. Jej kres był blisko. Zbyt blisko.
Zdałam sobie sprawę, że nawet
szczeniaki mogły tego nie przeżyć. A nawet jeśli… urodzone przedwcześnie,
dwukrotnie bardziej potrzebowały matki i pokarmu od niej. Ich kres był równie
blisko, a szanse na przetrwanie nikłe. Nie mogłam jednak nic powiedzieć, moje
gardło jeszcze nie wróciło do normalności, a siły… Miałam trochę. Tak, miałam.
Mogę pomóc.
- Floro, nie! – usłyszałam znajomy
głos, ale już postanowiłam. Położyłam łapy na zranionym brzuchu ciężarnej
wadery i zobaczyłam tak wiele… - Jesteś za słaba!
Odpłynęłam dość szybko skupiając
się na leczeniu tego co najważniejsze, i tego co mogłam zanim Delta zacznie
ratować szczeniaki. To one musiały przeżyć, to nie ulegało wątpliwości, nawet
jeśli Agrest sam o tym jeszcze nie wiedział. Jednak może moja pomoc pozwoli na
uratowanie także Nymerii. Musiałam w to wierzyć. Zbyt długo siedziałam poza tym
miejscem, zbyt wielu zginęło przez moją nieobecność.
Ugryzienie było rozległe. Miot
który miał niedługo przyjść na świat zmniejszył się o dwie samiczki, które
znalazły się na trasie szczęk napastnika. Zatamowałam krwawienie, najpierw w mniejszych
miejscach, testując swoje możliwości i już miałam przejść do gorszych elementów,
gdy poczułam blokadę. Nie mogłam więcej. Gdzieś z tyłu usłyszałam swoje imię… Ale
gdybym tylko jeszcze złączyła tą naderwaną tętnice. Tylko tętnice.
Odrzuciłam ostrzeżenia z zewnątrz
i mojego własnego organizmu. Zaparłam się, żeby dotrwać do końca tej jednej
czynności. Trwało to najwyżej kilka minut, a później jedynie sekundę trwała
moja droga ku ziemi.
Decyzyjny
Ciało Flory padło na ziemię bez
życia. Medyk podbiegł do wadery ze strachem w oczach, by po kilku chwilach
odwrócić głowę i powiedzieć:
- Oddycha. – powiedział, na co
wszyscy obecni odetchnęli z ulgą.
- Co z nią? – spytał alfa patrząc
na swoją ukochaną. Delta podszedł teraz do Nymerii, wcześniej kiwając w stronę
Domino, która przyszła pomóc w trudnej sytuacji, aby zajęła się drugą chorą.
- Nie wiem jeszcze co Flora
zdołała zrobić, ale na pewno dała nam trochę czasu. – spojrzał na płowego
basiora, oczekująco. – Czasu, który może nam pomóc w pewnym uratowaniu
szczeniaków.
- A co z Nymerią?
- Nie widzę dla niej ratunku.
Po tych słowach świat jakby na
chwile się zatrzymał.
- Ratuj je.
Bohaterski
- CZEKAJCIE! – donośny niski głos
przerwał dyskusje, jeżeli można było tak ją nazwać.
Do jaskini weszła Tiska,
ewidentnie przemęczona i smutna. Zaraz za nią pojawił się właściciel głosu,
kulejący na jedną łapę Magnus, z żarem w oczach, lecz ewidentnie z ostatkiem
sił w ciele. Przeżył chorobę, przeżył wojnę… już dwa razy uchronił się od śmierci
w krótkim odstępie czasu. Czy Bóg miał na to plan?
- Ratuj wszystkich. – powiedział już
nie tak głośno, z lekko zasapanym oddechem.
- Nie dam rady.
- Dasz. Pomogę jej. – usiadł obok
córki i chwycił jej wiotką łapę. W tym czasie jego żona westchnęła ciężko i
usiadła obok niego.
- Magnus, nie masz tyle siły. Byłeś
chory, ranny… Ja wiem, że…
- Nie mam. – spojrzał jej w oczy
i na kilka sekund nastała niczym niezmącona cisza. Pojedyncza łza spłynęła po
pysku Tiski, gdy ta zdała sobie sprawę do czego może to wszystko doprowadzić. –
Nie mogę jej zostawić, Kochanie. Jedną córkę już straciłem. Tej stracie mogę
zapobiec.
Basior odwrócił wzrok od
ukochanej i spojrzał na medyka:
- Delta, szykuj się do operacji.
- Magnus... – jej uśmiech rozjaśnił
twarz basiora. Jego język szybkim ruchem zlizał z jej policzka tą jedną
niesforną łzę.
- Przeżyliśmy już razem wiele.
Teraz jej kolej.
Tiska pokiwała lekko głową i
przytuliła głowę do ramienia męża. Nie zamierzała go opuszczać do ostatniej
chwili.
Krwawiąca
Gdy ból znika, to znaczy, że się
umiera, prawda? Czułam się jakbym pływała na niezmąconej tafli wody, która
przed kilkoma chwilami podtapiała mnie i nie pozwalała złapać oddechu na swojej
powierzchni. Leżałam na plecach i patrzyłam na rozgwieżdżone niebo, jakbym nie
miała już żadnych zmartwień. Co się zmieniło? Umierałam prawda?
Jeszcze chwilę, Nymka. Jeszcze trochę.
Głos przeszył moją podświadomość
ciepłem i spokojem.
Tato.
Wszystko będzie dobrze. Tylko wyjdź z wody.
Obróciłam się na brzuch i rozejrzałam
dookoła.
Płyń.
Więc płynęłam. Nie widząc lądu,
nie wiedząc co robię i jedynie czując ciepło w poruszających się szybko łapach.
- No witaj, Nymerio. – obok mnie
zwinnie poruszał się Lucjan. – Ciężki okres, co?
- Co tu robisz? – spytałam lekko
już zasapana.
- Najwyraźniej po raz kolejny
masz problem… Tylko tym razem to ja przyszedłem do ciebie.
- Nie mam czasu na wycieczki.
Muszę…
- Płynąć? A dlaczego?
- Mój tata… on…
- Pewnie zaraz
straci życie, żeby Cię uratować. Jednak może umrzeć na marne.
- Dlaczego?
I wtedy to
poczułam. Okropny ból przyszywający mój brzuch. Skuliłam się, od razu wpadając
pod wodę. Nie mogłam złapać tchu, a ból narastał coraz bardziej. Woda zabarwiła
się karmazynem.
- Ponieważ
wracając ci siły, jednocześnie oddaje Ci ból. Który uniemożliwi Ci dopłynięcie
na miejsce.
- Nie! –
krzyknęłam zanim moja głowa ponownie znalazła się pod wodą.
- Więc płyń.
Szybko. Ile masz sił w łapach. Tutaj nie umrzesz, nie zemdlejesz, tutaj tylko
musisz dopłynąć na czas odczuwając ból, którego nigdy wcześniej nie odczuwałaś.
Więc płynęłam.
Z bólem, którego nigdy wcześniej nie odczuwałam. Z myślą, że jeszcze go
uratuje. Że mój ojciec przeżyje razem ze mną.
Ratujący
Delta uwijał
się z operacją jak najszybciej mógł, co chwila patrząc na coraz bardziej pochylającego
się nad córką Magnusa. Jego sierść, już wcześniej lekko wyblakła z koloru,
teraz przybrała barwę brudnej szarości z lekką domieszką chabru.
- Syn! –
Krzyknął Delta wręczając małe ślepe dziecię stojącej obok Domino. Tym razem to
on odbierał poród, nie tylko dlatego, że odbywało się przez cięcie podbrzusza,
ale także przez stan ciężarnej.
Domino zabrała
szczeniaka w głąb jaskini by go obmyć i pomóc w przystosowaniu w nowym miejscu.
- Córka! –
ledwie kilka minut dzieliło te dwa dźwięki, a wydawać by się mogło, że trwało
to całe wieki. Tym razem szczeniak został wręczony samemu ojcu, z braku kadry, nie
było innego wyjścia. – Zanieś go położnej. – usłyszał alfa rozkaz i bez
zająknięcia go wykonał. Patrzył tylko na córkę, przez całą drogę do
prowizorycznego posłania niemowlęcego, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
Z trzecim
szczeniakiem było gorzej. Minuty mijały, Delta robił co mógł, ale młody
zakleszczył się, a pępowina owinęła się wokół niego jak sznur wokół szynki. W
końcu jednak udało się i kolejny brzdąc szczęśliwie zdrowy, pojawił się na
naszej ziemi.
- Syn… - sapnął
z wycieńczenia medyk, wiedząc, że to jedynie część jego dotychczasowej pracy.
Szkraba zwinnie odebrała od niego Domino.
- Wróć tu
zaraz, będę Cię potrzebować. – powiedział pocierając łapą po czole, zostawiając
na nim krwawy ślad. – Zostaw młode z ojcem.
Delta nie
musiał się powtarzać. Po chwili nowa chwilowa asystentka medyka była już przy
nim.
Krwawiąca
Nie mogę już... ta jedna myśl nie
odchodziła ode mnie. Miałam ochotę zatrzymać się i pozwolić wodzie by mnie
połknęła, zabrała w głąb siebie, gdzie zaznam w końcu spokoju i braku bólu.
Jednak
musiałam przeć dalej, musiałam. W pewnej chwili, gdy jedna z większych fal
odsłoniła mi horyzont zobaczyłam ją. Małą wyspę pośrodku bezkresu wód. TAK! To
tam musiałam dopłynąć. Nadzieja rozgrzała mnie do czerwoności, dodając mi sił i
adrenaliny.
I gdy już myślałam,
że będzie już tylko dobrze, nade mną rozgorzał grzmot. Potężny i głośny,
któremu zawtórowała błyskawica uderzająca w cel mojej podróży. Siły opuszczały
mnie coraz bardziej i w końcu coś zrozumiałam… spokój na wodach przyszedł gdy
Magnus zaczął mi pomagać. To jego zasługa, byłam pewna.
Czy burza oznaczała,
że nie zdążyłam?
Bohaterski
- Kochanie… - szepnęła Tiska,
trzymając męża w ramionach, ledwie mogącego utrzymać głowę w górze.
- Kocham Cię.– powiedział tylko,
a później zgiął się w pół, w potężnym wrzasku i padł na ziemie. - Opiekuj się
nimi. – uśmiech zawitał na jego pysku, zupełnie jakby ból równie szybko zniknął
jak się pojawił. W następnej sekundzie jego oczy straciły żar.
<Agrest?>
sobota, 21 maja 2022
Od Agresta CD Nymerii - „Samotna wśród tłumu. Rdzeń” [2.9]
sobota, 16 kwietnia 2022
Od Nymerii CD Agresta - „Samotna wśród tłumu”
Jego słowa nadal odbijały się w moich uszach. Tak proste i dosadne, a jednocześnie wyszukane i pełne niedopowiedzeń. I choć minęły już od tego czasu dwa miesiące, ja nadal nie mogłam pogodzić się ze swoją odpowiedzią…
---
- Agrest ja… nie mogę. To zbyt
szybko, przecież nawet nie jesteśmy tak blisko. Przecież nawet mi nie ufasz. –
spojrzałam na niego ze strachem. Ze strachem, że zobaczę w jego oczach jedynie
żal. On jednak trzymał pysk nisko i patrzył na swoje łapy.
- Ufam Ci. – powiedział niemal od
razu i podniósł na mnie oczy. – Czasem bardziej niż sobie.
- A może ja sobie nie ufam? –
szepnęłam bardziej do siebie niż do niego.
- Słucham? – zapytał, a gdy
pokręciłam głową i odwróciłam wzrok, on znowu zaczął mówić – To była tylko…
propozycja. Do niczego Cię nie zmuszę. – poczułam jego łapę na ramieniu, co
wywołało we mnie nieznany dotychczas impuls. Dość pośpiesznie zrzuciłam jego
łapę i podeszłam do wyjścia.
- Pójdę się rozejrzeć po okolicy.
Widzimy się jutro.
Nie odwróciłam się, ponownie ze
strachu przed tym co zobaczę w jego oczach. Po prostu ruszyłam we wczesno
wiosenną noc.
---
No więc, już wiecie dlaczego
musiałam odejść. Mam nadzieję, że wojna szybko minie, Agrest beze mnie poradzi
sobie lepiej, a moja rodzina nie będzie za mną zbyt mocno tęsknić. Niestety te
dwa miesiące uświadomiły mi, że nie jesteśmy w stanie z Agrestem zapomnieć
wypowiedzianych przez niego słów. Gorycz jaką do mnie czuł i wstyd jaki czułam
ja, przeszkadzał nam w odpowiednim pełnieniu własnych stanowisk. Alfa nie może
zostawić swojej watahy, więc zrobię to ja.
sobota, 19 lutego 2022
Od Agresta CD Nymerii - „Samotna wśród tłumu”
czwartek, 17 lutego 2022
Od Nymerii – „Samotna wśród tłumu”, cz. 16
Dlaczego jestem tak samotna w swojej samotności?
Jestem?
Nie jestem?
Wilki otaczają mnie prawie zawsze. Te
bliskie, te dalsze, te nieznajome. Tylko czy to oznacza, że nie jestem samotna?
Mam kochających rodziców, wspierających
się nawzajem (pomimo burzliwych charakterów), wspierających mnie i mojego
brata…
Mam… miałam Ciri. Choć może wolę
myśleć, że nadal mam, że jeszcze jest szansa na jej powrót.
Kto jeszcze? Basiory… Enkas, chwile
zagościł w moim życiu, ale równie szybko zniknął. Zbyt dużo silnych emocji,
zbyt dużo niechcianych emocji. A Rubid? O nim… o nim nie wiem co dokładnie
myśleć. Sama nawet nie byłam w stanie stwierdzić, czego dokładnie ode mnie
chciał. Był fascynujący i odpychający jednocześnie. Jak był obok, ciągnęło mnie
do niego, jednak jak tylko znikał, nie potrafiłam zrozumieć swojego zachowania.
No a na koniec. Agrest. Agrest był
był wszędzie. W moich snach jeszcze
zanim oficjalnie się poznaliśmy. W pracy, zwłaszcza teraz gdy moja pozycja tak
znacząco wzrosła i przybliżyła nas do siebie. Czasem miałam wrażenie, że nasz
Alfa wykorzystuje wojskowe aspekty do kolejnych spotkań. Nymerio, co byś mi doradziła? Nymerio, jak myślisz? A może tak byśmy
zrobili?
Może mi się wydaje. Może to faktycznie
jedynie praca, ale… może też chciałabym, żeby nie była to tylko praca? Brakuje
mi, kogoś. Kogoś na zawsze?
Dobra Wystarczy Samotna Czy Nie…
Wojna nadeszła.
Chociaż chyba już wszyscy wiedzą, nic
nowego nie odkrywam.
A jak ja się w tym odnajduje? Głównie
postanowiłam skupić się na pracy. Ciri wybrała swoją stronę i siedzi teraz w
jaskini medycznej razem z Admirałem. Szkło także całkowicie skupiony na
zadaniach, zdaje się nie zauważać tego co dzieję się wokół niego. Nawet nie
byłam pewna czy wie, co jego córka postanowiła.
Agrest dopiero się ocknął z letargu,
co bardzo mnie ucieszyło. Podobnie jak z Ciri postanowiłam dać mu czas na
spokój i żałobę, jednak w tym momencie już bym tak nie uczyniła. Na Ciri to nie
podziałało… a kto wie, czy Agrest z większą dozą pomocy nie wyszedłby z tego
szybciej?
No dobra skończy ten wstęp. Opowiem
wam teraz o tym co działo się niedawno, niedługo po inwazji Admirała.
VCIG
- Słyszysz
mnie?
- Tak, słyszę. Dopóki jestem w środku
i się nie rozproszę, będziemy mieć połączenie. – powiedziałam patrząc na
niepewnego Agresta.
- Dobra,
odpowiedz mi. – Jego głos bardzo delikatnie roznosił mi się w głowie.
Brzmiał jego był gdzieś za ścianą, co miało sens, bo rozmawialiśmy przez jego
umysł. Na szczęście znalazłam sposób by łączyć się z nim w taki sposób, bez
ingerencji w jego myśli czy emocje. Choć Agrest musiał uważać i skupić się
równie mocno jak ja, by jego głowa nie była dla mnie jak otwarta księga. Na
szczęścia jak tylko odejdę dalej, moje możliwości skrócą się jedynie do
szybkich informacji.
- Na
pewno Ci to nie przeszkadza?
-
O ciekawe. Dotychczas słyszałem tylko Ducha w ten sposób, twój głos brzmi tak…
obco.
-
Mam nadzieję, że się przyzwyczaisz. Z czasem możliwe, że dojdziemy do takiej
wprawy, że będę mogła znaleźć twój umysł z wielu kilometrów.
- Może nie zapędzajmy się, aż tak. –
powiedział już na głos.
- W sytuacjach podbramkowych to super
wyjście. – basior westchnął niepewnie przyznając mi rację. - Nie martw się, nie
interesują mnie twoje sekrety. – drobne kłamstwo. Tylko drobne, w końcu moje
własne przekonania nie pozwalały mi na inwazję czyjegoś umysłu bez jego zgody. No
chyba, że dostanę odgórny rozkaz… jeśli moja moc miałaby pomóc watasze, zrobię
wszystko co potrzeba.
- Idź
już i wracaj szybko.
---
Pobiegłam w stronę jaskini medycznej.
Przy celu zwolniłam znacznie, chcąc najpierw z daleka spojrzeć na wszystko.
-
Jest tak jak mówiłeś. Dwa małe obozy, jeden u wejścia, jeden od
tyłu i strażnicy przy samym wejściu oraz patrol wokół. – wysłałam szybką
myśl po niewidzialnej linii łączącej mnie z umysłem Alfy.
- Co
się dzieję w środku?
-
Stracimy połączenie. Mogę spróbować znaleźć Deltę, ale nie chce go za bardzo
przestraszyć.
- Co tu robisz? – usłyszałam i
zobaczyłam przed sobą Szkła. Był daleko, z resztą jak każdy wojskowy.
Utrzymywali od siebie należną odległość bo zapobiec zarażeniom. Szkło leżał na
posłaniu razem z kilkoma innymi wilkami i zdecydowanie nie wyglądał najlepiej. Z
kilku małych ran, sączyło się osocze. Spojrzałam na niego z bólem. - Agrest wysłał Cię na przeszpiegi? Już nam nie
ufa? – zapytał z lekkim uśmiechem żartu na pysku. Który szybko jednak zniknął.
- Szkło, nie insynuuj takich bzdur. –
odwzajemniłam jego uśmiech, starając się podnieść go na duchu.
- Jesteś chory. – oznajmiłam i
wysłałam informację do Agresta. Trafiłam jednak w ścianę. Cholera, przestałam
utrzymywać połączenie.
- Od rana. – odsunęłam się nieznacznie
od odseparowanych wilków, co nie umknęło Szkłu. Basior westchnął ciężko
odwracając wzrok.
- Co wy tu jeszcze robicie? Przecież
już mamy jaskinię na chorych.
- Zaraz mają nas przenosić. Przykro mi
cię zasmucać, ale brakuje nam łap do pracy. A mimo tego, że jestem Plutonowym,
nie chcą nas puścić samych.
- Poinformuje Agresta o waszym stanie.
- Dzisiaj zachorował jeszcze Cyklamen,
Mikaela i Sigma. Przenoszą ich przed nami. A wczoraj wieczorem dostał Kamael,
Geral Daheski i ten nowy… Dante? – powiedział to tak spokojnie, jakby to wcale
nie była jedna z gorszych wiadomości jaką mógł mi podać. Pokiwałam tylko głową
i odeszłam.
Skierowałam się do jednej ze ścian
jaskini, mając nadzieję, że uda mi się znaleźć te wilki których szukałam. Wypuściłam
niewidoczną dla innych iskierkę ognia, która poszła w kierunku wejścia do
jaskini. Zakręcała ile mogła, ocierając się o przypadkowe umysły. Musiałam
robić to od nowa cztery razy zanim udało mi się odnaleźć znajomy umysł. Jednak
nie do końca ten, którego pragnęłam.
- Nymeria?
Co ty tu do cholery robisz? Od teraz jesteś szpiegiem, czy jak?
-
Nie. Szukam Delty. – odparłam starając się nie wnikać we własne
emocje, po usłyszeniu jej głosu w swojej głowie. Nigdy nie pozwoliła mi na taką zażyłość.
- Nie
waż się nawet zaglądać do moich wspomnień i myśli.
-
Z tej pozycji nawet nie mam jak, Ciri. Poza tym myślałam, że mnie znasz i
wiesz, że bez Twojej zgody bym tego nie zrobiła.
-
Chyba, że Twój Agrest by Ci kazał. – nie odpowiedziałam. Nie było żadnego
Mojego Agresta, ale Ciri nie myliła się całkowicie. Gdyby zaszła potrzeba… nie
miałabym skrupułów.
- Gdzie
znajdę Deltę. – To już nie brzmiało jak pytanie, a bardziej jak rozkaz.
Sama nie wiedziałam czemu.
-
Czemu miałabym Ci pomagać? Żebyś zaraz na nas napadła z wojskiem? Myslisz, że
jestem głupia.
-
Chcemy tylko wiedzieć, czy wszystko z nim w porządku. Nic wam nie grozi, dopóki
tam siedzicie.
-
Tak tylko VCIG… - westchnęła wadera i połączenie na kilka
sekund się zmieniło.
-
Ciri? Jesteście zdrowi? – zapytałam szybko, czując lekka panikę w sercu.
- Ciri?
– ponowiłam pytanie. Nie wiedziałam co może oznaczać jej brak odpowiedzi.
- Tak,
jesteśmy. Delta też. Admirał zauważył, że dziwnie się zachowuje przez rozmowę z
Tobą.
-
Macie co jeść?
-
Na razie tak. Przynajmniej my… dla chorych zaczyna brakować resztek.
-
Karmicie chorych resztkami? – zapytałam nie mogąc uwierzyć.
-
To tylko pionki. Są mniej ważni… - powiedziała, ale miałam prawie
pewność, że to nie były jej słowa. - Słuchaj,
powiem Ci gdzie jest Delta, ale bez żadnych gierek. Od razu jak się rozłączymy,
mówię o wszystkim Admirałowi i będziemy gotowi na wszystko co planujecie.
- Jasne.
– westchnęłam. – To gdzie on jest?
- W
izolatce.
-
Dzięki.
-
Nymka?
-
Słucham.
-
A ty jesteś zdrowa? I Kawka?
-
Tak. Nic nam nie jest. – powiedziałam wyrzucając słowa jednym tchem.
-
A Szkło? Irys i Cyklamen? – czułam ból w jej głosie co pozwalało mi
wierzyć, że może inni bliscy zdołają wyciągnąć ją ze szponów Admirała.
- Zachorował
dzisiaj. Razem z Cyklamenem. – odpowiedziałam i rozłączyłam się sapiąc z
wysiłku. Nie miałam już siły ani na jej odpowiedź, ani na dłuższe utrzymywanie
połączenia. Zbyt długo i zbyt dużo. Wiedziałam, że nie zdołam połączyć się już
z Deltą, ale wiedziałam już więcej niż wcześniej.
Cierp….
Słodki jak Agrest
Gdy wróciłam do jaskini alf, nie
zastałam już w środku Agresta. Mówił coś wcześniej, że jakby połączenie się
zerwało, to wróci do pracy, choć miałam nadzieję, że jeszcze go tu złapię. W
jaskini zastałam za to Kawkę, której od razu zakomunikowałam o kolejnych
chorych, którzy już znaleźli się lub zmierzają do nowej jaskini medycznej.
- Gdzie jest Agrest? – zapytałam
tylko by się upewnić.
- Poszedł do jaskini wojskowej. –
powiedziała Kawka, choć czułam, że byłą to automatyczna odpowiedź. Ciągle
trawiła wiadomość o chorobie jej bliskich.
- Nie martw się. Nie wiem jak
Cyklamen, ale widziałam się ze Szkłem i nie wyglądał bardzo źle. Nawet ze mną
żartował co ostatnio w ogóle się u niego nie zdarza. – wadera pokiwała głową w
niemym podziękowaniu.
- Idź już do niego, pewnie na
Ciebie czeka.
Tak też zrobiłam.
---
Gdy bieżące informacje zostały
przekazane, kilka niecierpiących zwłoki decyzji zostało podjętych, a w jaskini
wojskowej zostałam tylko ja i Agrest, mogłam przejść do tych bardziej poufnych
informacji. Nie za bardzo chciałam by wszyscy wiedzieli o tym czego i w jaki
sposób się dowiedziałam.
- Rozmawiałam z Ciri. – zaczęłam
siadając obok przeglądającego dokumenty Alfy. Jego gniewny wzrok od razu
skierował się na mnie, prawie wprawiając moją brew w drgnięcie. – Spokojnie…
przez przypadek. Niczego bym przed Tobą nie ukrywała.
- To czemu nie mówiłaś wcześniej.
- Bo Tobie ufam najbardziej. –
Agrest patrzył na mnie długo jakby szukając w moich oczach braku lojalności.
Najwyraźniej nie znalazł niczego co by miało go zaniepokoić bo westchnął i
wypalił:
- Mów.
- Chciałam znaleźć Deltę, ale
niestety schowali go w izolatce, a zanim się o tym dowiedziałam, opadłam z sił.
– czy ja właśnie powiedziałam mu o tym jak słaba jestem? - Dotarłam tylko do
Ciri, która powiedziała mi, że ona, Admirał i Delta nie zachorowali. Jak się
domyślasz nic więcej nie chciała mi przekazać.
- No dobrze, przynajmniej tyle
wiemy. Mają co jeść?
- Coraz mniej.
- O to już lepsza informacja.
- Lepsza?
- Jak skończy im się jedzenie
będą musieli stamtąd wyjść.
- Tak, o ile wcześniej VCIG nie
wybije nam całego wojska. – basior nie odpowiedział, zamyślił się jednak, jakby
próbował na szybko znaleźć rozwiązanie całego tego kryzysu.
- Pamiętajmy też, że w środku
jest Delta… i Ciri, która nadal ma szansę wyjść na prostą. – dodałam po kilku
chwilach ciszy
- Nie dla mnie.
- Co to znaczy?
- Dokonała już wyboru. Nie jest już
mile widziana na naszych ziemiach.
- I tak po prostu to
postanowiłeś? Bez żadnego sądu, bez argumentów?
- Jestem Alfą i mamy wojnę. Kto
ma to zrobić jak nie ja? – warknął lekko.
Naburmuszyłam się, ale nie
drążyłam tematu dalej. Położyłam się przybita myślami na środku jaskini.
Westchnęłam ciężko i zamknęłam oczy kładąc pysk na swoich łapach. Miałam dość
bycia po środku. Powiedziałam Ciri, że gdy wybierze, nie będę mogła być już po
jej stronie… jednak nie przyszło mi to tak łatwo jak myślałam. Nie potrafiłam
patrzeć na nią jak na wroga, była zmanipulowana, nie myślała trzeźwo, była
skrzywdzona. Tylko, że nadal to była w pełni jej decyzja. Nie wiedziałam już co
myśleć.
- Nic nie mogę Ci obiecać, ale
gdy po wszystkim dojdzie do sądu, wysłucham wszystkich za i przeciw. –
powiedział Agrest kładąc się niedaleko mnie. Otworzyłam oczy i spojrzałam na
niego zamyślona.
- Dziękuje. – odparłam i
odwróciłam wzrok, modląc się by nie zobaczył moich łez. Nie mogłam być tak
słaba, straciłam chyba najmniej z nas wszystkich, nie mam prawa się nad sobą
użalać.
- Wiesz, jest jeszcze jedno… -
zaczęłam uporczywie pragnąc by zmienić temat. -
Nie wiem czy powinnam Ci o tym mówić, może nie. Jednak ma to duży wpływ
na ciebie i watahę. – spojrzałam na niego, mając nadzieję, że załapie aluzję.
- Rozumiem. W takim razie masz mi
powiedzieć, to rozkaz. – uśmiechnęłam się lekko i kątem oka zobaczyłam smutny
uśmiech również na jego pysku. Czułam jak moje mury emocjonalne opadały coraz
bardziej. Nie chciałam już przy nim udawać… nie chciałam tego chować. Jednocześnie
też nie potrafiłam wyzbyć się nauczonych przez lata zachowań.
- Nie wiem co wiesz, ale Kawka
planuje szczeniaki. Już znalazłam jej kandydata do zapłodnienia i kto wie, może
już jest po wszystkim, może niedługo ogłosi, że jest w ciąże… jednak nie tylko
to…
- Poczekaj, poczekaj. – zatrzymał
mnie wprawiony w osłupienie Agrest. – Jakiego kandydata?
- Spoza watahy. Nie martw się,
gość jest sprawdzony. Nie dałabym jej jakiegoś oblecha.
- Do Wielkiego Huka, ale
szczeniaki!? – zaśmiałam się lekko.
- No tak! Ale nie to jest
najważniejsze Agrest!
- Dobra, no mów dalej. – uspokoił
się trochę, ale nadal kręcił głową z niedowierzaniem.
- Kawka mówiła mi, że ma jakiś
tam ewentualny plan na twojego potomka. Żeby jeden z jej szczeniaków mógł… no
wiesz. Zostać alfą.
- Jej szczeniak? Czemu nie ona?
- Nie wiem, Agrest. Sama jej nie
rozumiem. A no tylko wiesz, nie mów Kawce, że ci powiedziałam. I tak nie pałamy
do siebie sympatią, byłam w szoku jak się do mnie zgłosiła o te basiory.
- No zauważyłem, że nie rzucacie
się sobie na szyje. Z resztą sama wiesz, że Kawka ostatnio się do mnie nie
odzywa.
- A winisz ją? – spytałam bez
cienia zgryźliwości. Bardziej z istnej ciekawości co sam o tym myśli.
- Zdecydowanie nie. Tylko siebie.
Czy byłam zdziwiona czym stała
się ta rozmowa. Oj zdecydowanie. Czy przeszkadzało mi to? Zdecydowanie nie.
-Agrest? – zaczęłam po kilku
chwilach spokojnej ciszy. Tak potrzebnej po wróceniu kilku wspomnień ostatnich
dni. – A ty… - wahałam się. Aż sama nie wierzyłam w to co zaraz wypowiem. – nie
myślałeś o potomkach? Twój brat dorobił się już tylu.
Ostatnie zdanie poszło jako
przykrywka. To tylko ciekawość Agrest, tylko ciekawość, uwierz mi. Szkoda, że
samej sobie nie wierzyłam.
- Tak i zobacz do czego to
doprowadziło. – westchnął ciężko. Ten temat chyba nie był mu obcy. 0 Obawiam
się, że nasza krew jest… zanieczyszczona.
- Zanieczyszczona?
- Nasz ojciec. No wiesz, krótko
mówiąc nie należał do jasnej strony tego nieszczęsnego padołu. – Ojciec. Właśnie zdałam sobie sprawę, że nie
miałam pojęcia jaka była ich historia. Dlaczego Agrest został Alfą? Dlaczego
Szkło jest Śledczym? I skąd wziął się Nieświętej Pamięci Mundurek?
- I to jest powód by się nie
rozmanżać? Kawka także jest z waszej linii… tak jak Ry, czy…
- Admirał? Kanna? Kali? Ciri? –
dokończył za mnie, choć zdecydowanie nie o to mi chodziło. Spojrzałam na niego,
nie mrugając by nachodzące mi do oczu łzy nie dały o sobie znać.
- Ciri…
- Sama przyznasz, że nie jest przykładem
porządnego obywatela. – odwróciłam wzrok po raz kolejny w ciągu tej rozmowy.
- Nie, ale
- Dość, Nymeria! – podniósł głos,
jednak zaraz znowu go obniżył. Może właśnie tego potrzebowałam. Żeby ktoś mną potrząsnął
i sprowadził na ziemie. Moje przyszłe decyzje albo zaważą na jednym pojedynczym
życiu… albo zaważą nad całą watahą. – Wybrała stronę, nic na to nie poradzimy.
Ani ja, ani ty.
- Chyba… chyba masz tację. Sama
wybrała i wiedziała jakie będą konsekwencje. Nadal to jednak…
- Boli? – pokiwałam lekko głową.
- Tak. Najwyraźniej. – westchnęłam.
Ponownie postanowiłam zakończyć ten ciężki temat. – Słuchaj, pomyśl jednak o
tych potomkach. Kto wie, może dobre geny będą w stanie zabić ten pierwiastek,
który tak Ci przeszkadza. – Nie… wcale nie chodzi o moje, odczepcie się. *Naburmuszona
Nymka*
- A ty? Chciałabyś mieć
szczeniaki? – pytanie zbiło mnie z tropu. Moje szczeniaki nie dzierżyłby takie…
władzy. Chyba że…
- Ja? – udawaj głupią. Choć raz
Nymerio.
- Odpowiedziałem szczerze. Teraz
twoja kolej.
Sapnęłam ciężko.
- Właściwie nie zastanawiałam się
nad tym. Pewnie tak, pytanie tylko kiedy. Dobry moment może nigdy nie nadejść i
może właśnie Kawka dobrze robi? Nigdy nie wiemy co przyniesie przyszłość,
zwłaszcza w obecnej sytuacji. Układanie planów może nas zawieść, kto wie… może
ta pozorna lekkomyślność jest właśnie zbawienna?
Już właściwie nie mówiłam prosto
do Agresta. Mówiłam co czułam i to chyba pierwszy raz w życiu z taką
otwartością. Po skończonej odpowiedzi spojrzałam na swojego rozmówcę i
uśmiechnęłam się. On odwzajemnił uśmiech i poczułam się o wiele silniejsza. Może
nasze uczucia i emocje przeplatane były stratą, niepewnością i strachem o przyszłość.
Może mogłam stracić Ciri. Jednak chyba właśnie zyskałam coś nowego, kogoś kto
rozumie mnie bardziej niż Ciri kiedykolwiek wcześniej. Może jednak nie jestem
skazana na samotność wśród tłumu…
<Agrest?>











.jpg)













