czwartek, 23 maja 2019

Od Joeny CD Rutena

Joena spojrzała zaskoczona na Rutena. Czuła się niepewnie. Można powiedzieć , że poczuła strach. Było to dosyć dziwne. Nie spodziewała się, że Ruten mógłby jej cokolwiek zrobić. Basior znajdował się blisko niej i trzymał jej łapę. Po jego słowach Joenę przeszedł dreszcz. 
- Ciało wadery różni się od ciała basiora. Jest znacznie delikatniejsze. Można to ujrzeć porównując nasze łapy. - odparł. 
- Ale co ty chcesz zrobić? - spytała przerażona. Mogła oczywiście zacząć się wyrywać, ale szok wbił ją w ziemię. 
- Cóż. Można powiedzieć, że chcę coś sprawdzić. - odparł. Joena przełknęła ślinę. Gdy poczułam ból w łapie wyrwała ją basiorowi. Ciepła ciesz zaczęła wypływać z rany. Joena spojrzała przerażona na Rutena, który trzymał w łapie kamień. Zaczęła się wycofywać. 
- Dlaczego to robisz? Przecież dobrze się bawiliśmy. - spytała. Nie uzyskała jednak odpowiedzi. Ruten zaczął iść w jej kierunku. Wadera zaczęła uciekać co było mocno utrudnione przez ranną łapę. Nie mogła pojąć dlaczego to się stało. Może jakoś go uraziła? Może czymś zdenerwowała? A może od początku Ruten chciał ją skrzywdzić. Bolało ją to. Myślała, że znajdzie sobie przyjaciela, kolegę, czy ogółem jakiegoś znajomego, który będzie chciał z nią pozwiedzać tereny. Po dłuższej chwili Joena zrozumiała, że się zgubiła. No tak. Wybrała się w nieznane z basiorem, a teraz zgubiła się uciekając przed nim. Dosyć ciekawie to brzmi. Joena nie wiedząc co robić znalazła jaskinię. Położyła się w niej. Musiała odpocząć. Łapa bolała coraz gorzej. Bała się, że Ruten znajdzie ją i skończy to co zaczął. Starała się jak najdłużej pozostać świadomą tego co się działo. Jednak zmęczenie i ból sprawiły, że jej powieki stawały się coraz cięższe. W końcu zasnęła z obawą. Ruten mógł ją znaleźć bez problemów nawet po śladach jej krwi.

Od Kivuli CD Ashery

Pzestąpiłam nerwowo z nogi na nogę. Nienawidziłam, kiedy ktoś mi dziękował w taki sposób. Wolałam zwykłe słowo...
— Nie ma za co — powiedziałam powoli. — Ale muszę odmówić, jadłam już...
Trochę nieswojo czułam się, okłamując ją, ale nie chciałam, żeby uważała, że jest mi coś winna. Podzieliła się ze mną przecież wcześniej.
Wadera jednak przyglądnęła mi się z ciepłym uśmiechem. On również przypominał mi dawno utracony dom...
Matka zawsze tak patrzyła na mojego brata. Kiedy przychodził na obiad, tuliła go czule, a ja grzałam się w blasku tego uczucia. Nigdy nie chciałam aż tyle uwagi, ile dostawał on.
— Musisz jeść dużo, kochanie — powiedziała Ashera, mierząc mnie badawczym wzrokiem. — Jesteś strasznie wychudzona.
— To nic takiego... — wymamrotałam. Owszem, często zapominałam o jedzeniu, ale przez to nie musiałam jeść zbyt dużo, żeby poczuć się pełna.
— To może przynajmniej mi potowarzyszysz? — zaproponowała.
Kiwnęłam więc głową i ruszyłyśmy obie. Wadera co jakiś czas zerkała na mnie z ciepłym uśmiechem, a ja wlepiałam wzrok w swoje łapy, udając, że tego nie widzę.
To nie tak, że miałam jej dość, czy cokolwiek. Po prostu nie byłam przezwyczajona do takiej ilości uwagi. Zwykle po prostu przemykałam bocznymi ścieżkami i nikt mnie nie zauważał.
Stanęłyśmy między drzewami, obserwując małe stadko zający. Z tego, co zauważyłam, była to po prostu samica z młodymi.
Zerknęłam na Asherę.
— Jeśli chcesz, mogę zrobić to sama — powiedziałam cicho.
Wadera pokręciła głową ze śmiechem i skoczyła na zające. Ja szybko zniknęłam.
Złapałam dwójkę młodych, podczas gdy Ashera goniła za samicą. Poddała się w końcu i rozejrzała do okoła.
Pojawiłam się i pokazałam moje zdobycze.

< Ashera? >

Od Azaira Ethala CD Asmiry

Azair pokiwał głową, zadowolony z jej słów. Zgadzał się z nią w stu procentach.
Spojrzał w nieprzeniknioną, błękitną taflę wody i westchnął głęboko.
Posiedzieli nad jeziorem jakiś czas, aż w końcu po Asmirę przyszedł jej ojciec. Azair mógł zostać dłużej, tak więc aż do późnej nocy rozmyślał nad niszczycielską, ale i niezbędną, mocą wody.

*Dorosłe lata*
Azair szedł spokojnie ze wzrokiem wbitym przed siebie. Oddychał głęboko świeżym, popołudniowym powietrzem.
W zasadzie nadchodził już wieczór, słońce zniżało swój poziom powoli, ale nieustannie, zmieniając kolor nieba na pomarańczowo- różowy.
Kierował się do jeziora, nad którym lubił leżeć i relaksować się. Tym razem jednak nie był tam sam.
W wodzie radośnie pluskała się wadera. Śmiała się donośnie.
Miała brązową sierść z fioletowo-zielonymi zdobieniami. Nie zmieniła się za bardzo od szczenięctwa, więc poznał ją od razu. Podszedł bliżej, położył się przy linii wody i uśmiechnął szarmancko.
— Witam panią — powiedział na tyle głośno, żeby go usłyszała. — Pamięta mnie pani jeszcze?
Wadera odwróciła się w jego stronę, zarumieniona. Przez chwilę milczała, ale zaraz w jej oczach pojawił się błysk sugerujący, że pamięta ich spotkanie za szczeniaka.
— Azair! — zawołała i podpłynęła bliżej. — Dawno cię nie widziałam...
Basior kiwnął głową.
Oczywiście, że go nie widziała. Za to on uważnie ją obserwował. Wiedział, gdzie chodziła, co robiła.
Najlepsze w tym było jednak to, że nie była niczego świadoma. To dodawało obserwowaniu dreszczyk emocji.
— Ja ciebie też — skłamał gładko. — Wyrosłaś na piękną waderę.
< Asmira? >

Od Serenity

Serenity, dorosła już od kilku dni w wymiarze strażniczym, wpatrywała się w niby taflę na ścianie. Alyss przekazała jej, żeby w wolnych chwilach pomyślała o swoim własnym wymiarze. Taka forma prywatnego kąta.
Jednak... Serek myślami wracała do rodzinnej watahy. W końcu odeszła od ściany i przeszła do dawnego miejsca, gdzie kiedyś uczyła się opieki nad myślami wilków. Tam dostrzegła bardzo wyblakłe i starte marzenia Naoru, w których dosłownie słyszała swoje imię. Jak gdyby jej istnienie w jego oczach zostało potraktowane jak sen, który nigdy się nie ziścił na jawie.
Ile to już było? Ile czasu minęło od jej odejścia przed Ceremonią? Tutaj, wydarzenie miało miejsce raptem pięć dni. Jak długo czasowo było to na ziemi?
-Martwienie się nie pomoże, wypadałoby to sprawdzić- odezwała się łagodnie Alyss w formie zwierzęcej, podobnie jak Serenity. Musnęła jej głowę.
-Jak myślisz, ile czasu minęło?- Spytała się cicho biała.
-Zapewniam cię, że dużo ale nie na tyle, by żałować. No idź- zachęciła ją różana pegazica.- Od niecałej godziny panuje noc.
-Mogę?
-Kochanie, jesteś teraz oficjalną Strażniczką, masz w zupełności prawo.
-Dziękuje Alyss- szepnęła wadera. Uśmiechając się do niej, otworzyła portal i wyleciała przez niego.
Powitało ją łagodna i ciepła noc, zupełnie jak ostatnim razem, gdy żegnała się z bliskimi kiedy nie wiedziała czy jeszcze kiedyś wróci. Rozpostarła szeroko już duże skrzydła i machnęła nimi rozglądając się. Dla pewności spojrzała w niego ku księżycowi, napotkała tam też swoją poświatę. Nie wiedziała, że stała się jeszcze bardziej kolorowa o łagodnych odcieniach, miłych dla oka. Nie mogła się nacieszyć widokiem na własne oczy bliskich widoków, z radością obleciała tereny, aż w końcu zaczęła zaniżać lot ku najbliższemu sercu miejscu, jeziorze.
Wylądowała z wdziękiem na miękkiej trawie, pozwoliła sobie również mieć rozłożone na ziemi skrzydła i rozejrzała się. Z tej perspektywy, okolice jeziora wydawały się bardziej porośnięte roślinnością a jednak było wszystko przejrzyste. Nachyliła się nad brzegiem dla nacieszenia się zapachem wody i trawy. Uniosła głowę i z lekkością wypuściła powietrze. Tęskniła za watahą, nawet jeśli w jej świecie minęło znacznie mniej czasu. Chociaż nie, mniej dni minęło, które wydawały się trwać kilkanaście razy dłużej niż dzień na ziemi.
-Brakowało mi tego- szepnęła do siebie przymykając oczy. Cisze nocną przerwał lekki szmer od strony lasu. Wadera uniosła i nakierowała uszy w stronę hałasu, dopiero sekundę później głowa podążyła. Ten ktoś, momentalnie wyszedł spomiędzy drzew, jak gdyby był na swoim spacerze. Dorosły basior o dobrej budowie. Zamrugał ze zdziwienia swoimi oczyma o tak charakterystycznej barwie, że poznała go. Zasłoniła lekko pyszczek ze wzruszenia.
-Co...- Wydał z siebie zszokowane niepełne pytanie głębokim głosem. Serenity uśmiechnęła się.
-Wróciłam, Naoru- powiedziała z takim wzruszeniem, że oczy jej się zaszkliły.

<Nao? :3>

środa, 22 maja 2019

Od Lucasa CD Joeny -”Mrok i cień, jako jedność”

Lucas spojrzał na Joenę. Wiedział, że to niebezpieczne, ale musieli odejść choć na parę dni. Ojciec basiora zrobi wszystko, by postawić na swoim. Słysząc jej słowa poczuł się jakoś dziwnie. Nie wiedział o co może chodzić. To uczucie było dziwne. Podszedł do niej i łapą dotknął jej pyszczka. 
- Nie bój się. Jestem tu i będę przy tobie. - odparł. Widząc, że wadera dalej czuję się niepewnie. Uśmiechnął się. Joena wyglądała na mocno zaskoczoną tym faktem. Cóż. Lucas nieczęsto się uśmiechał. 
- Nie masz się czego bać. - powiedział. Wadera uśmiechnęła się. Uczucie nasiliło się. Lucas odszedł od wadery i rozejrzał się. 
- Wega. 
- Tak? 
- Zaniesiesz nas na północny kraniec. 
- Dlaczego niby? - spytał smok. 
- Jestem twoim panem. - odparł Lucas. 
- Na noszenie cię się nie pisałem.  
- Może jak pomogę? - wtrąciła Joena. Lucas spojrzał na nią zaskoczony. 
- Jak chcesz pomóc? - spytał. Joena zagwizdała. Po chwili przyleciała znajoma smoczyca Rêve. Lucas spojrzał na to z lekkich zachwytem, ale niewidocznym. 
- Rêve? Pomożesz nam? - spytała Joena. Smoczyca z gracją przytaknęła. 
- W czym mogę wam pomóc? - spytała. Joena wyjaśniła, że muszą dostać się w pewne miejsce. Smoczyca spojrzała z pogardą na Wegę. 
- Zawiozę was, a tylko ten jeden raz. 
- Dziękuję ci kochana. - odparła Joena i polizałam smoczycę. Rêve uśmiechnęła się. Rozłożyła skrzydło by wilki mogły po nim wejść. Lucas przepuścił Joenę przodem, a następnie sam wszedł na gada. Rêve wzbiła się w powietrze, a za nią Wega. Smoki leciały koło siebie. 
- Dokąd lecimy? - spytała smoczyca. Joena spojrzała na Lucasa. 
- Dolina nędzy.- oznajmił. Smok przytaknął. 
- Lot zajmie nam kilka dni. - oznajmiła Rêve. Joena ziewnęła. Lucas widząc to położył się obok niej. 
- Nie spałaś za dobrze. - zauważył. Joena natychmiast zaczęła zaprzeczać. - Powinnaś się przespać. Dobrze ci to zrobi. - dodał. Joena po krótkim namyśle zgodziła się. Ku zdziwieniu basiora oparła się o jego bok. Lucas nie wiedział co ma zrobić. Po namyśle westchnął i położył głowę na waderze. W takiej pozycji zasnęli. 

<Joena?>

Od Asmiry CD Azaira Ethala

*Czasy szczenięce*
Asmira uśmiechnęła się. 
- Dobra. Liczę do dwudziestu. - odparła radośnie. Gdy zaczęła liczyć usłyszała kroki w kierunku prawej strony. Gdy skończyła poszła w tamtym kierunku. Ku jej zdziwieniu nie było tam Azaira. Szukała i szukała. Nie mogła go nigdzie znaleźć. Westchnęła ciężko. Po chwili zauważyła coś białego. Podeszła i dotknęła je łapą. Zza krzaków wyłonił się Azair. 
- Myślałam, że cię zgubiłam. - odparła z ulgą. - Jesteś dobry w tę grę. - przyznała. Uśmiechnęła się i rozejrzała. 
- Może pójdziemy teraz nad jezioro? 
- Czemu nie. - odparł basiorek. Asmirka podskoczyła radośnie. Dziwne, że miała jeszcze na to energię. Gdy dotarli na miejsce dużo rozmawiali. Asmirka bardzo polubiła Azaira. Wydał jej się bardzo miły. 
- A kim chcesz zostać w przyszłości? - spytała. 
- Jeszcze nie wiem. - odparł. - A ty? 
- Chciałabym być nauczycielką żywiołów. 
- Dlaczego? 
- Mój żywioł bardzo by się na to nadawał. 
- Na czym polega? 
- Na tym, że mogę uspokajać lub usypiać innych. Mogę również uspokajać ich moce. 
- Ciekawy. 
- A ty? - spytała, a Azair spojrzał na nią pytająco. - Czy masz żywioł albo moce?
- Mam. Mrok. 
- Brzmi mrocznie. - zaśmiała się Asmira. Po chwili zauważyła, że Azair spogląda na taflę wody. 
- Nie uważasz, że woda jest dosyć interesująca? Może nas zamrozić. Może nas poparzyć. Poprostu może nas zabić, ale mimo to nie możemy bez niej żyć. - odparła z uśmiechem. 



<Azair Ethal?>

Od Ashery CD Kivuli

Ashera wyszła z rozmowy z Alfą z szerokim uśmiechem. Została przyjęta. Cieszyła się, że będzie miała nowy dom. Nie zauważyła nigdzie Kivuli. Pewnie już odeszła. Może ma coś do zrobienia? Ashera miała nadzieję, że jeszcze spotka waderę, gdyż musi jej podziękować z całego serca. Gdyby nie jej pomóc mogłaby nie wiedzieć i nie dojść do nowej watahy. Udała się znaleźć jakąś przytulną jaskinię. Po dłuższym czasie znalazła nowe miejsce dla siebie. Położyła się w niej i przymknęła oczy. Obudziła się wczesnym rankiem, jak to ona. Pierwszym jej zajęciem było obejrzenie terenów. Jako, że chciała zrobić to w miarę szybko, rozłożyła skrzydła i wzbiła się w powietrze. Leciała i przyglądała się widokom z góry. Nagle coś przykuło jej uwagę. Wylądowała i podeszła do owej roślinki. Wyglądała naprawdę ładnie. Ashera uśmiechnęła się. Mała roślinka była chabrem. Ashera wpatrywała się w nią. Gdy uniosła głowę zobaczyła Kivuli. Od razu posłała ciepły uśmiech w jej kierunku. 
- Dzień dobry. - przywitała się.
- Dobry. - odparła cicho wadera. Ashera spojrzała ponownie na kwiatek. 
- Ładny, prawda? Macie tu ich dosyć sporo. 
- Stąd nazwa. 
- Jak spędziłaś noc kochana? Dobrze ci się spało?- spytała Ashera z troską. Kivuli przytaknęła tylko. 
- Jesteś może głodna? - spytała, a Kivuli spojrzała na nią. - Właśnie mam iść upolować sobie śniadanie. Sama pewnie i tak tego nie zjem. - odparła z uśmiechem. - Dodatkowo będziesz mogła potraktować to jak podziękowanie za twoją pomoc. Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna kochana. - dodała po chwili. 

<Kivuli?>