Całka zasłoniła oczy przed słońcem. Kiedy była tutaj ostatnio śnieg przykrywał całą watahę, podobnie jak teraz. Może nie było już tak zimno jak pamiętała, ale dom wyglądał jak … dom.
Kiedy ostatni raz tu była, nie miała siwych włosów na pysku i tych zmęczonych oczu spoglądających na świat z wagą tego co ją spotkało. Całka wyszła spomiędzy drzew i spojrzała przed siebie. Wenus dołączyła do niej po chwili opierając swój bok o jej.
–To tutaj? – spytała, a jej wzrok opadł na samotną jaskinię.
–Tak. – odparła Całka i po chwili już szła w jej kierunku. W jej piersi narastał stres i napięcie. To pozytywne, to piękne. Nie mogła się doczekać. Przed przyjściem tutaj spotkała Hiekkę, potem Ry. Wiele się dowiedziała. Mieli tutaj kolejną epidemię, która żachnęła się na wiele wilków, które Całka znała, chociaż pamiętała jak przez mgłę. Dowiedziała się, że jej tato zdążył zaadoptować jeszcze parę szczeniąt po drodze. Podobno te alfy też się pod jego skrzydłem znalazły. Potem jakiś jedynaczek i potem dwójka podrosłych szczeniąt. Cóż… Co mogłaby Całka powiedzieć. Jej tato …Delta zdawał się mieć dryg do tego.
– Halo? – Całka weszła do środka i rozejrzała się. Nikogo nie było na sali, a zapach jaki się unosił pachniał absurdalną świeżością. Nowa słoma, nowy mech, świeże maści. Całka nie pamiętała tego zapachu za dobrze.
– Tak? – Jakiś młody wilk wyszedł w jej kierunku z miejsca medyków. Była dobrze zbudowana, chociaż trochę cienka. Jej kremowe futro było nieco potargane jakby dopiero wstała. Jednak jej oczy patrzyły się na nią z wielką uważnością. – chore? – spytała.
–Nie. Szukamy Delty. – odparła Całka bez zawahania.
– Wyszedł na grób Frezji. – Talia machnęła swoim puchatym ogonem. – A kto szuka? Może przekażę.
–Nie. Nie trzeba. Poczekam, to ważne, ale tylko pysk w pysk. – powiedziała. Wenus przestąpiła z łapy na łapę. W niej narastała wielka niepewność.
– No dobrze. Możecie usiąść przy wejściu. – Talia machnęła swoją … trzecią łapą? Całka dopiero teraz zauważyła tę nietypowość w waderze przed nią.
Całka usiadła na tyłku, zaraz na wejściu. Zawiesiła wzrok na niebie w oddali.
– Gdzie chciałabyś mieszkać? – zapytała kiedy Wenus przysiadła się do niej. Ta spojrzała na swoją siostrę z zamyśleniem.
– Nie wiem. – odparła. – Co tu jest?
– Mamy las… Możemy znaleźć sobie jakąś polanę. – Całka wymieniła jedną z opcji.
– Nie lubię moknąć.
– Możemy znaleźć sobie skałki w górach, albo jakąś jaskinię.
–Zimno i mokro… i pod górkę…
– Dziura? Norę zawsze można wykopać…
–… … Możnaby?
– Albo… jakiś kąt na plaży? – Całka wymieniła to co znała.
–To… To brzmi bardzo… chyba najlepiej. – Wenus zawinęła ogon na łapach.
– Nie będzie za mokro i za zimno? – zażartowała sobie Całka. W odpowiedzi dostała tylko ciche fuknięcie.
Niedługo czekały tak przekomarzając się po cichutku. Obie były uśmiechnięte, jakby ich duet był doskonale dobrany. Bo był. W końcu były prawie doskonałymi kopiami samych siebie.
– Całka? – głos Delty przerwał ich obrady. Całka spojrzała na swojego ojca. Był trochę inny niż go pamiętała. Jego oczy były nadal tak jasne jak kiedyś, błyszczące się w południowym słońcu. Nadal był drobny, mniejszy od wszystkich wokoło. Miał dołki pod oczami, cienie, pewnie spowodowane latami pracy. No i… nie miał połowy jednego z uszu i …kulał na tylną łapę.
– Kto to? – obok niego stała potężna, ale ewidentnie młoda wadera. Jej plecy zdobiły skrzydła , a jej niebieskie futro było potargane przez wiatr. Samica wyraźnie napuszyła się wojowniczo na widok nieznajomej. Ale Delta machnął na nią łapą.
– Moja… córka. Córki? – Delta przetarł pysk łapą.
– Ah.. No tak. To jest… Wenus. – Całka wstała ze swojego miejsca. – Tylko trochę mnie przypomina. Młodsza jest. Znalazłam sierotę w podróży i się przylepiła. – Wenus tylko zmrużyła oczy na te słowa. Ukrywają prawdę? No dobrze… niech będzie.
– Ah… No dobrze. Wejdźcie do środka. Wszyscy, szybciutko . – stary medyk poklepał waderę obok siebie po ramieniu. Ta z niezadowoleniem przeszła obok nieznajomych z odsłoniętymi zębami.
–Ma charakterek… – Całka mlasnęła pod nosem, a Wenus jej tylko przytaknęła.
Przywitania, powitania i poznania. To wszystko było ciekawym i trochę dziwnym doświadczeniem dla Całki. Wadera pamiętała jeszcze Puchacza, Legiona i Frezję, ale ostatni raz jak ich widziała byli maluchami. I jak się okazało tylko dwójka z nich przeżyła, bo ostatnio watahę przygniotła epidemia, która już na szczęście ich opuściła.
I potem do Delty przypałętały się jeszcze dwa szczeniaki, które dopiero co dorosły. Całka musiała przyznać, że nie zaskoczyło jej to nic a nic. Gdyby tylko jej tato mógł pewnie zaadoptowałby całą gromadkę dzieci. Może wiek mu już nie przeszkadzał. Chociaż podobno perła odmłodzenia miała trafić w jego łapy, całkiem niedługo. Dziwnie będzie mieć ojca w swoim wieku. Chociaż nie dziwniej niż być eksperymentem z tubki i mieć własnego klona.
Talia i Dalia poszły w swoje strony, Puchacz do pracy, a jaskinia medyczna była pusta. A więc Całka miała szansę w końcu opowiedzieć Delcie całą prawdę.
– Czyli jednak zgadłem dobrze. Mam dwie córki… I … Reszta…
–Nie żyją. Pi… rozsypała się. Jak mówiłam, ona… była chyba najbardziej niestabilna z nas wszystkich. Mediana… po prostu wybuchła. Sigma… oszalał, w końcu żachnął się na własne życie i … no. Zostałyśmy tylko my. – Całka mruknęła smutno.
– Oh… Rozumiem. Cieszę się że wróciłaś. I… Wenus. Mam nadzieję, że spodoba Ci się w naszej watasze.
– Dziękuję. – Wenus machnęła ogonem.
Następnego dnia Całka wybrała się znowu w kierunku jaskini medycznej. I po drodze… spotkala starego przyjaciela. Pamiętała jeszcze Hiekkę. Tego nieszczęsnego, chudego wilka, na którego tyle krzyczała i który ją tak irytował. Wiek złagodził jej trochę charakter, wychłostał jej język, wzmocnił kręgosłup.
I po dobrym spacerze, po trochę sarkastycznej wymianie zdań zjawiła się pod bramą jego domu.
–Hiekka! Jesteś w środku. Przyszłam po ten kocyk. – przewróciła oczami. Cóż to była za cudowna wymówka żeby się z nim spotkać i nadrobić odrobinę życia. W końcu Delta widział tylko to co medyk wiedział o życiu w watasze. Hiekka mógł wiedzieć coś więcej.
– Jestem, jestem. Nie spodziewałem się ciebie tutaj tak szybko. – odparł basior. Jego futro było nieco zmierzwione a źrenice rozszerzone.
– Pijesz tak wcześnie? – Całka mruknęła jakby trochę do siebie.
– Tak, tak. Chcesz trochę? – wilk zaprosił ją do środka.
– Czemu nie. – kiedy była młoda to za taką propozycję odgryzłaby mu palce u łap. Wszystkich czterech. Teraz nie pogardziłaby odrobiną alkoholu. Tak na ocieplenie! Oczywiście. – Polej mi sporo. Muszę się zrelaksować po tak długiej podróży.
– Zrelaksować, huh? Na relaksację mam jeszcze parę lepszych sposobów. – Hiekka rzucił jej rozbawione spojrzenie.
– Tak tak… Wystarczy mi alkohol. – zmierzyła go niezbyt radosnym wzrokiem. Alkohol – okej, ale narkotyki? A może proponował seks? W każdym razie, nie była to propozycja, która Całka chciałaby przyjąć. – Gdzie mogę sobie usiąść?
– Gdziekolwiek! – mruknął basior i po chwili wrócił do niej z kubeczkiem dobrego trunku. Znaczy.. dobrego byłoby kwestionowanym określeniem jakości alkoholu w watasze siedzącej w centrum gęstego lasu.
– Powiem ci. Stęskniłam się za tym. Za piciem kwestionowanego alkoholu ze starymi znajomymi o poranku!
– Już żaden poranek. Późne popołudnie mamy! Zresztą kiedy ty piłaś alkohol ze starymi znajomymi o poranku, co? – Hiekka rzucił jej pełne zainteresowania spojrzenie.
– No wiesz. Jestem stara… miałam znajomych w podróży i piliśmy gówniane wino. – odparła. Czasem w tej parszywej watasze, w której spędziła marne lata swojego życia zdarzały się dobre momenty – Chociaż nie żałuję że stąd odeszłam.
– Nic a nic?
– No ja nie. Mediana jeszcze za życia ciągle narzekała, że tęskni. W każdym razie. Jak u ciebie?
<Hiekka? Jak tam u ciebie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz