poniedziałek, 30 marca 2026

Od Smoły

Smoła leżała oparta o mokry od potu bok Szpaka. Wrócili do lekcji latania, gdy ich, lekko mówiąc nieporozumienie poszło w niepamięć. Najpierw epidemia, potem śmierć jej matki, a później jeszcze sroga zima sprawiła, że jakoś szukali kogoś, komu można było się wygadać. Niedobitki tego ciągu nieszczęść naturalnie szukały oparcia po tym wszystkim. Smoła w zasadzie zaproponowała ich ponowne schadzki…przyjacielskie oczywiście. Już jasno wiedziała, na czym stoi. A treningów nigdy za wiele. - Widziałeś? Ptaki wróciły do lasu. Cały tabun gęsi. - Ta. Myślałem że nas stratują powiem szczerze.- Uśmiechnął się. - Rozwiązałeś sprawę z Daną? - Zaczęła niewygodny temat. Jej głos lekko spoważniał. - Mhm. W zasadzie to już dawno. - I on podobnie sposępniał.- Musiała sobie dać w końcu spokój... Poczuła przebłysk satysfakcji pod fasadą ze zmartwienia. Bardzo głęboko zakopała to cenne dla niej uczucie. - Z resztą nieważne. Naprawdę, jesteśmy za młodzi na takie zobowiązania.- Machnął na to symbolicznie łapą. - Mam ci przypomnieć, że jesteś staruch? - Zarzuciła haczyk. - Pff.- Napuszył się.- A widziałaś ty kiedyś Agresta od przodu? Prychnęła rozbawiona, mierząc go wzrokiem. - Z przodu muzeum, z przodu…wykopaliska.- Wstała powoli z ziemi, obolała od wysiłku.- Zakład, że nastąpi rotacja władzy w tym sezonie? - Hazard to trochę nie mój konik.- Wypowiedział to z taką wyższością, że aż Smole poszedł dym z nosa. - O przekonanie tylko…to nie hazard jak nie jest na pieniądze.- Postanowiła zmienić temat.- Swoją drogą, kto według ciebie pójdzie następny na posadkę? - Chyba oczywiste, że Legion.- Poszedł za nią.- Puchacz jest trochę nieogarnięty na przywódcę, nie? - Nie wiem, Legiona też średnio lubię. - Machnęła skrzydłami.- Straszny buc. - Ta, ty pewnie byś była idealna.- Posłał jej wieloznaczne spojrzenie.- Urodzona liderka, ulubienica młodzieży! Nie umiała rozpoznać, czy tylko robi sobie z niej żarty, czy naprawdę tak o niej myśli. Nie mogła przebić się przez jego maski, ale ego podszeptywało jej, że może naprawdę sądzi o niej lepiej niż przypuszczała. Chciała tak myśleć. - Z tylko jednym przydupasem.- Na ten komentarz dostała łapą pod bok. - Ała! - Mam rozumieć, że te maślane oczy to tylko dla przydupasów?- Szpak oparł się o jej ramię, zawisł nad nią i karykaturalnie cmoknął w powietrze. - Zamknij się.- Czuła się wyśmiana trochę zbyt dotkliwie.- Bo dostaniesz mocniej. - Jakbyś umiała.- Rozszerzył kły w triumfalnym grymasie. Szarpnęła jego przednie łapy, ale ten też zaparł się o ziemię. Do większych rękoczynów nie doszło, chociaż chwila przepychanki na gołe pięści potrafiło zmęczyć. Smoła dała sobie pierwsza spokój. - No już, bo nie dojdę do tego jeziora.- Wstała z miękkiej, topniejącej zaspy.- A ty mógłbyś dać sobie spokój z takimi zagrywkami! Przecież ci jasno powiedziałam, po co mi to było. Już się pobawiłam, starczy. Nie robiłam nic więcej poza testowaniem granic.- Jej palec trafił prosto na środek piersi czarnego basiora.- A ty nie wiadomo co sobie wyobrażasz. Pokiwał porozumiewawczo głową. Nie pospieszał się do odpowiedzi, nie chcąc najwyraźniej dolewać oliwy do ognia. - Przodem zatem.- Machnął łapą w kierunku jaśniejącego świtu nad horyzontem. - Wybacz moje niezrozumienie. - Wysupłał spomiędzy zębów te wyartykułowane słowa dla uspokojenia znajomej. Oboje rozumieli się jednak zbyt dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz