Smoła leżała oparta o mokry od potu bok Szpaka. Wrócili do lekcji latania, gdy ich, lekko mówiąc nieporozumienie poszło w niepamięć. Najpierw epidemia, potem śmierć jej matki, a później jeszcze sroga zima sprawiła, że jakoś szukali kogoś, komu można było się wygadać. Niedobitki tego ciągu nieszczęść naturalnie szukały oparcia po tym wszystkim. Smoła w zasadzie zaproponowała ich ponowne schadzki…przyjacielskie oczywiście. Już jasno wiedziała, na czym stoi. A treningów nigdy za wiele.
- Widziałeś? Ptaki wróciły do lasu. Cały tabun gęsi.
- Ta. Myślałem że nas stratują powiem szczerze.- Uśmiechnął się.
- Rozwiązałeś sprawę z Daną? - Zaczęła niewygodny temat. Jej głos lekko spoważniał.
- Mhm. W zasadzie to już dawno. - I on podobnie sposępniał.- Musiała sobie dać w końcu spokój...
Poczuła przebłysk satysfakcji pod fasadą ze zmartwienia. Bardzo głęboko zakopała to cenne dla niej uczucie.
- Z resztą nieważne. Naprawdę, jesteśmy za młodzi na takie zobowiązania.- Machnął na to symbolicznie łapą.
- Mam ci przypomnieć, że jesteś staruch? - Zarzuciła haczyk.
- Pff.- Napuszył się.- A widziałaś ty kiedyś Agresta od przodu?
Prychnęła rozbawiona, mierząc go wzrokiem.
- Z przodu muzeum, z przodu…wykopaliska.- Wstała powoli z ziemi, obolała od wysiłku.- Zakład, że nastąpi rotacja władzy w tym sezonie?
- Hazard to trochę nie mój konik.- Wypowiedział to z taką wyższością, że aż Smole poszedł dym z nosa.
- O przekonanie tylko…to nie hazard jak nie jest na pieniądze.- Postanowiła zmienić temat.- Swoją drogą, kto według ciebie pójdzie następny na posadkę?
- Chyba oczywiste, że Legion.- Poszedł za nią.- Puchacz jest trochę nieogarnięty na przywódcę, nie?
- Nie wiem, Legiona też średnio lubię. - Machnęła skrzydłami.- Straszny buc.
- Ta, ty pewnie byś była idealna.- Posłał jej wieloznaczne spojrzenie.- Urodzona liderka, ulubienica młodzieży!
Nie umiała rozpoznać, czy tylko robi sobie z niej żarty, czy naprawdę tak o niej myśli. Nie mogła przebić się przez jego maski, ale ego podszeptywało jej, że może naprawdę sądzi o niej lepiej niż przypuszczała. Chciała tak myśleć.
- Z tylko jednym przydupasem.- Na ten komentarz dostała łapą pod bok. - Ała!
- Mam rozumieć, że te maślane oczy to tylko dla przydupasów?- Szpak oparł się o jej ramię, zawisł nad nią i karykaturalnie cmoknął w powietrze.
- Zamknij się.- Czuła się wyśmiana trochę zbyt dotkliwie.- Bo dostaniesz mocniej.
- Jakbyś umiała.- Rozszerzył kły w triumfalnym grymasie.
Szarpnęła jego przednie łapy, ale ten też zaparł się o ziemię. Do większych rękoczynów nie doszło, chociaż chwila przepychanki na gołe pięści potrafiło zmęczyć. Smoła dała sobie pierwsza spokój.
- No już, bo nie dojdę do tego jeziora.- Wstała z miękkiej, topniejącej zaspy.- A ty mógłbyś dać sobie spokój z takimi zagrywkami! Przecież ci jasno powiedziałam, po co mi to było. Już się pobawiłam, starczy. Nie robiłam nic więcej poza testowaniem granic.- Jej palec trafił prosto na środek piersi czarnego basiora.- A ty nie wiadomo co sobie wyobrażasz.
Pokiwał porozumiewawczo głową. Nie pospieszał się do odpowiedzi, nie chcąc najwyraźniej dolewać oliwy do ognia.
- Przodem zatem.- Machnął łapą w kierunku jaśniejącego świtu nad horyzontem. - Wybacz moje niezrozumienie. - Wysupłał spomiędzy zębów te wyartykułowane słowa dla uspokojenia znajomej.
Oboje rozumieli się jednak zbyt dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz