Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mino. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lutego 2022

Od Apollo Anubisa Aina CD Mino - ''Zawsze dwóch ich jest''

Jaskinia w której ich łapy raczyły spocząć jeszcze trzymała ciepło ogniska zionącego ogniem. Ciepło i światła migały na kamiennych ścianach, nadając temu miejscu z pewnością wyglądu i atmosfery lepszej niż ta która panowała na zewnątrz, w śniegu i śnieżycy. Apollo nie był zaskoczony płomieniem, niedawno sam dorzucał do niego ostałego się gdzieś w kącie suchego drzewca. Jaskinie szczeniąt. Tu siedział całe dnie kiedy na dworze szalały śniegi i niańczył dzieciarnię. Tutaj też jego myśli zaprowadziły małego Mino. Niespokojną kulkę, tak samo ślepą jak on sam, a tak odległą od podobieństwa między sobą. W końcu nawet dwie krople wody się od siebie różnią, molekularnie, strukturalnie, wielkością. Anubis mógłby spojrzeć na malca swoimi ślepymi oczami, jednak nie dojrzałby go pośród ciemności otaczającej go przez całe życie. Ciemności która dopiero niedawno ustępowała z jego serca. Uszami obserwując kroki swojego młodego towarzysza podążył za nim pyskiem, jakby śledząc jego ciało i najmniejszy ruch, chociaż niewiele by mu to dało. Malec przysiadł sobie niedaleko. Na co patrzył? Co czuł? Anubis cicho westchnął i wsłuchał się w jego słowa.
—To się działo odkąd pamiętam. Mój brat nie ma takiej mocy, może mu to przyjdzie jak dorośnie. Mama mówiła, że moim żywiołem jest śmierć, ale na razie nie umiem nic, poza tym, że widzę dusze.— szybkie, nieco niewyraźne słowa zawisły w powietrzu między ciepłem i wiatrem. Niemo utkwiły w sercu starszego, który uporczywie starał się je zrozumieć. Prawda. Nie każdy otrzymuje wiele mocy, a część nie otrzymuje żadnych. Szczęściem i nieszczęściem czasem jest dostać od losu ptaki prezent. Jego jest udręką jak i ulgą. Przekleństwem i ucieczką od rzeczywistości, której nikt nie rozumie. W końcu czemu uciekać?
Dwie małe łapki niespokojnie zaszurały o grunt. Gdyby mógł patrzeć i widzieć, może zobaczyłby tam małego siebie. Zagubionego w świecie nieposkromionych dusz. Jak dobrze, że on sam spoglądać na nie musi jedynie nocami. Słuchać ich udręk i wycia. Uderzenia serca, szybkie, niespokojne doszły do jego wyostrzonego słuchu. Gdyby zawęszył, kto wie. Może dotarłby do niego zapach stresu, może nawet strachu. Przymknął oczy jakby miało mu to dać coś więcej niż tylko ugięcie marnej rzeczywistości.
—Powiedziałem coś nie tak? Może nie powinienem się tak szybko zwierzać... Niektórzy moi przy... nie, po prostu inne szczeniaki z naszego poprzedniego stada. Bali się mnie przez mój żywioł. Przez mój kolor sierści. Wszyscy byli biali, ja i Luka byliśmy czarni. Ale on nadrabiał swoim charakterem, ja nie miałem nic do zaoferowania i...—
—Tu zaczynasz od nowa Mino. — spokojnie wciął się w ten nerwowy słowotok. Jego ton musiał być łagodny. Spokojny. W końcu przez swoją ucieczkę w myśli nieco zestresował malca najwidoczniej. Albo taki już był. — Twoja moc jest bardzo interesująca i chcę wiedzieć, jak się rozwinie. Powinieneś ćwiczyć, próbować rozmawiać z duszami. — jego porada była nieco pusta. W końcu nie każdy kto patrzy na martwych tułających się przy ziemi musi słyszeć ich prośby. — Któraś się już do ciebie odezwała? — on sam długo pozostawał głuchy i niemy w ich obecności.
—Zwykle nie, niektóre mówią jedno, najwyżej dwa słowa. Zazwyczaj po prostu za mną idą, nie wiem dlaczego. —
—Czuję, że dzieje się tu coś niedobrego. Coś wisi w powietrzu. Luka tego nie widzi, bawi się w najlepsze z innymi szczeniakami. Ale ja to czuję. Tak jakby … zapach śmierci...?— dopowiedział zaraz potem.
—Zapach śmierci? — powtórzył niemo na sekundę uciekając w wodospady własnych myśli. — Ten zapach towarzyszy tej watasze od czasów kiedy ty o niej nawet nie słyszałeś. Ile krwi przelało się przez tą ziemię i ile żyć uciekło przed moje oblicze, żeby nocami żałować swojego życia na ziemi, nawet nie wiesz. Ten swąd pewnie jedynie przybierze na mocy, ale może nie dosięgnie nas...—

 

Ile minęło od jego słów i jak trafne się okazały pokazał jedynie los. Walka nie przynosiła strat, aczkolwiek czas przynosił zmiany. Mino z pewnością dorastał, niczym słodki kwiatek na wiosnę. I może Anubis tego nie widział oczyma, jedna z pewnością słyszał. Kroki mu stężniały. To nie były te same małe łapki na kamieniu, które poznał w zamieci.
Wyrósł, ale nadal przychodził do niego jak duch i cień krążący po ścianach.
— Nadal nie wiem kim chciałbym zostać. — bok przy boku szli przez zaśnieżone jeszcze tereny watahy. Jeszcze szczenię, ale na przejściu w swoje najpiękniejsze lata. Szkoda tylko, że w takim momencie.
—Nie szkodzi. Każda praca jest ważna. — odparł krótko. Lakonicznie. Ciężko mu było przywyknąć do rozmów od kiedy Szklanki u jego boku zabrakło. — Kto wie. Może znajdziesz pracę taką jaka ci się zamarzy i spełnisz się w niej z mocami.—
— Tak mówisz?—
—Nie inaczej. —

—Poczułem że umarł już z dala. — oznajmił siadając i niespokojnie przesuwając łapami po twardym kamieniu. Anubis jedynie uniósł ucho w znaku, że słucha jakby na moment zapominając, że oboje widzą jedynie ułamek tego co inni. Noc miło owinęła ich światłem księżyca.
—To niespotykana umiejętność. Adekwatna do żywioły jak widzę. — odparł po chwili ciszy uchylając oczy. Taniec bieli rozlał się przed nim niczym morze przez statkiem. Powoli podniósł głowę. Dusze zdawały się być wyjątkowo niespokojne.
—Aczkolwiek. Nadal nie wiem kim chcę zostać. Luka jest tego już taki pewny, a ja...—
—Coś się znajdzie Mino. Czasu zostało niewiele, ale los ma swoje przekorne ścieżki, na które cię rzuci.—

—Grabarz? Interesujące. I potrzebne patrząc na niespokojne granice i czasy.— jego sierść obciekała od mokrego śniegu, który powoli sączył się z nieba. Ociepliło się i teraz wszystko zaczynało przylegać do futer.
—Tak. W ten sposób mogę wykorzystać moje moce... dobrze! — Mino zabrzmiał nawet trochę szczęśliwie...
—Ale...—
—Ale... Martwię się o brata. I o te granicę. O stan wyjątkowy. Czuję się niespokojny, że coś może się mu stać.—
—Tak. Troska to rzecz całkowicie naturalna. Musisz uwierzyć że nic mu nie będzie. Swoją droga. Kopanie dołków to całkiem przyjemna robota. —

—Trup za trupem, już niedługo. — Anubis pokręcił głową siadając przy czarnym i młodszym wilczku, który uporczywie wygrzebywał coś w rodzaju grobu. Miejsce na nadchodzące i nieuniknione ofiary wojny.
—Niestety. —
—Może i stety.  Świat w zaświatach jest dużo milszy sercu niż ten na tym padole nieszczęścia. Odejść stąd jak raz byłoby zaletą. Kto wie. Może i mi niedługo przyjdzie czas się pożegnać Mino. Wirus szaleje i chociaż trzymam się z dala od życia watahy, nie mam serca patrzeć na zmarnowane szanse. Granice zamknięte, więc może... nie ważne. — wylał z siebie nieco za wiele. Za wiele. Więc zamknął pysk nie odwracając nawet głowy w kierunku towarzysza. Jedyne co robił to zbijał wzrok w niebo, starając się dojrzeć szansę na odcięcie egzystencji przyziemskiej. Nie śmiercią, a zniknięciem. Na chwilę.
—To już nie dom. Znowu nie dom. — szepnął do siebie cicho.

<Mino?> 

poniedziałek, 7 lutego 2022

Od Luki CD Mino - ''Ciemność w południe''

Czarny wilk kluczył między drzewami. O zmroku bardziej przypominał cień niż żywe zwierzę. To był zdecydowanie jego atut – pozostawanie niezauważonym, i to bez większego wysiłku. Jego twarz też mało kto pamiętał - niczym specjalnym się nie wyróżniał. Pysk jak setki innych szarych obywateli, których mija się codziennie, nie zwracając na nich większej uwagi. Kiedyś mu to przeszkadzało, teraz - przekuł to w narzędzie do pracy.


 - Nie czekaj na mnie, dobrze? - rzucił do brata, który otworzył jedno oko i wbił je w biały strzęp duszy należącej do Luki. Większy z basiorów wyczuł lekkie rozczarowanie, pomieszane z dezaprobatą. Ten emocjonalny koktajl należał oczywiście do Mino.
 - Znów nie będzie cię całą noc - westchnął i przewrócił się na drugi bok, pyskiem do ściany.
 - To moja praca - odparł miękko Luka, nie chcąc rozdrażnić go jeszcze bardziej. Wiedział, że pochłaniał się swojemu nowemu zajęciu bez reszty. Patrolowanie terenów watahy, szczególnie w tak niespokojnych czasach, sprawiało mu dziwną radość. Wyszedł z jaskini i wciągnął ostre, zimowe powietrze przez nos, by zaraz wypuścić je w postaci gęstego kłębu pary, który zawisł na moment obok jak jego własna, prywatna chmurka. Nadchodziła jego ulubiona część doby, nocne patrole. Dreszcz emocji, przypływ adrenaliny, delikatne ukłucia strachu. Każdy cień, szelest, podejrzany dźwięk mógł być potencjalnym wrogiem, którego należy unieszkodliwić. Nie robił tego dla idei czy władzy, której chcąc nie chcąc podlegał. Tylko dla siebie. Choć miał duszę buntownika, a w głowie chaos myśli, nie chciał zapomnieć, że to stado przygarnęło ich, gdy byli w potrzebie. I teraz to stado potrzebowało każdej pary łap do pomocy w obronie ich domu


 - Idziecie na południe - głos Szkła przedarł się jakoś przez gwar rozmów, który nastąpił po rozdzieleniu zadań strażnikom i stróżom. Luka skrzywił się.
 - Ale … Towarzyszu Plutonowy! - krzyknął, przepychając się przez grupkę szeregowych, którzy obstąpili dowódcę. Płowy basior zerknął na młodego strażnika, który obrzucił go pełnym nadziei spojrzeniem, a przynajmniej miał nadzieję, że takie właśnie to spojrzenie było. Nie był zbyt dobry w rzucaniu sugestywnych spojrzeń, z wiadomych względów.
 - Jesteśmy gotowi, by patrolować zachodnią granicę. Proszę nam pozwolić. Od kilku tygodni już jesteśmy wysyłani na południe - powiedział pewnie, wypinając pierś. Mimo, że był całkiem sporym wilkiem jak na swój wiek, to dalej czuł wszystkimi zmysłami, że Szkło przewyższa go, co najmniej o głowę.
 - Odmawiam. Nie jesteście gotowi - odparł głosem nieznoszącym sprzeciwu.
 - Ale...
 - Wykonać, Towarzyszu!


 - Nie rozumiem tego! - prychnął któryś raz z rzędu naburmuszony Luka. Trącił kamień leżący na drodze, by zaraz podnieść go i cisnąć w dal. Towarzysząca mu wadera uśmiechnęła się lekko na widok tych wybuchów złości.
 - Jeszcze dadzą ci się wykazać. Jak mało kto wkładasz w to całe serce. Ja nie jestem pewna czy się do tego nadaję.
 - O czym ty mówisz?
Gdyby mógł, wbiłby w nią teraz wzrok, ale jedyne, co był w stanie zrobić, to zwrócenie pyska w jej stronę w niemym pytaniu. Usłyszał ciche westchnięcie.
 - Po prostu … nie wiem czy tego chcę. Czy to moja droga.
Luka zbliżył się do starszej koleżanki i trącił ją przyjacielsko barkiem.
 - Mówisz jakbyś miała już z 16 lat i zmarnowane życie - zachichotał, po czym spoważniał. - Nie musisz tutaj zostawać, choć uważam, że doskonale sobie radzisz. No i jesteś najlepszą partnerką jaka mogła mi się trafić - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, za który otrzymał lekkie pacnięcie w potylicę.
 - Jak myślisz, czemu przydzielili nas do patroli? W końcu to rola stróżów - rzuciła po kilku minutach milczenia.
 - To moja ulubiona część pracy! Trochę boję się, co będzie, gdy to się już skończy... Nie wiem czy dobrze wybrałem stanowisko - zaśmiał się niepewnie czarny basior. Takie były rozkazy generała, wszyscy świeżo upieczeni rekruci mieli zgłaszać się do pomocy stróżom podczas dziennych i nocnych patroli, a w międzyczasie odbywać uzupełniające szkolenia z zakresu ich stałych funkcji, które sami wybrali po dorośnięciu. Wolny czas w ciągu doby skurczył się do zaledwie paru godzin, które można było przeznaczyć na sen i jedzenie. Młodym żołnierzom czasem ciężko było przyzwyczaić się do takiego obrotu sprawy. Przecież jeszcze niedawno całe dnie spędzali na zabawach.
 - Patrzyłaś na rozpiskę z kim przyjdzie nam się użerać dzisiaj? - mówiąc to, Luka potknął się o wystając korzeń, rzucając w międzyczasie siarczyste przekleństwo. Wadera rzuciła mu współczujące spojrzenie.
 - Nie będzie tak źle. Dzisiaj jesteśmy z Domino. Ciekawe, czy kiedyś przydzielą nas do Pi - powiedziała lekko rozmarzonym tonem.
 - To się chyba nigdy nie stanie. Myślę, że w trójkę nie bylibyśmy w stanie się skupić - odparł z uśmiechem basior. Minęło kilkanaście minut od ostatniego wypowiedzianego słowa. Jakby instynktownie postanowili w tym czasie milczeć. Czy to świeżo zdobyte doświadczenie czy po prostu przypadek kazał im pozostać w ciszy?
 - Co to za dźwięk? - wrażliwe uszy Luki, wychwyciły stłumione wycie z ich prawej strony. - Czy to z WSJ?
Wadera zatrzymała się i z przymkniętymi oczami zaczęła nasłuchiwać. Luka słyszał, jak jednocześnie drapie pazurami w ziemi, jej spokojny oddech na moment wypełnił całą przestrzeń, nie pozostawiając miejsca nawet na bicie jego serca. Razem z nią wsłuchiwał się w odgłosy lasu.
 - Nic nie słyszę - powiedziała po chwili z rezygnacją. Luka potrząsnął łbem, rzucając niezobowiązujące ‘’może mi się przesłyszało’’. Czuł jednak w kościach, że to mogło być coś poważniejszego.


Noc spędzili na przemierzaniu terenów w okolicach wyznaczonego posterunku, na którym nie spotkali Domino. Zmartwiło ich to odrobinę, ale nie na tyle, by wracać i to zgłaszać. W tych czasach niczego nie można było być pewnym, nawet tego, że komuś nie wypadnie jakaś sprawa, która nie pozwoli wykonać powierzonych instrukcji. Nie narzekali jednak. To był ich pierwszy samotny patrol, coś jak nieplanowany rytuał przejścia. Na godzinę przed świtem postanowili wyruszyć w drogę powrotną.
 - Marzę, by wyciągnąć się już na legowisku - jęknął Luka, przeciągając się. Rozwarł pysk w szerokim ziewnięciu, pokazując całe uzębienie.
 - Brat nie zrobi ci znowu kazania? - mruknęła lekko złośliwie wadera, wyginając grzbiet w łuk, by rozruszać spięte mięśnie. Luka zwrócił w jej stronę zmarszczony pysk.
 - On się tylko martwi. Chodzę ciągle zmęczony, nie mam dla niego czasu. Musi czuć się samotny.
 - Przecież spotyka się z tym Anubisem - odparła szybko, kontrując jego argument.
 - To mu nie zastąpi starszego brata - warknął trochę zbyt agresywnie, przez co umilkli oboje, a napięta atmosfera skutecznie odbierała ochotę do podjęcia rozmowy. Maszerowali zatem ramię w ramię, Luka po odgłosach kroków towarzyszki, ona spoglądając na niego, co chwilę, by upewnić się, że nie zbacza za bardzo z drogi. Rozumieli się bez słów, żadne nie czuło się w tej parze gorsze. Słońce zalało znajomą dolinę wodospadem złotych odcieni. Warstwa śniegu skrzyła się w promieniach najbliższej nam gwiazdy, ptaki podniosły zwyczajowy krzyk w koronach drzew. Zawiał wiatr z zachodu, który przyniósł lekko metaliczny, niepokojący zapach. Jednocześnie słodki, dobrze znany, z drugiej strony sprawił, że wilkom ugięły się nogi.
 - Tam! - wadera wskazała łapą jakiś punkt, reflektując się szybko, że Luka i tak nie zobaczy tego, co się dzieje. - Ktoś ze sobą walczy przy zachodniej granicy. Jest ich pełno...
 - Biegniemy – basior zerwał się do biegu, spod jego stóp wzbił się tuman śniegu, który częściowo osiadł na czarnym grzbiecie. W głowie miał jednocześnie pustkę i plątaninę myśli. Kto to jest? Czy Mino jest bezpieczny? Czy ktoś już powiadomił resztę?
 - Jest Szkło! - dobiegł do niego zdyszany głos koleżanki, która zaraz trąciła go ramieniem, by naprowadzić w dobrą stronę. Po chwili poczuł jego zapach pośród mieszaniny wielu innych, już wiedział, gdzie biec. Plutonowy obrzucił ich kontrolnym spojrzeniem, jakby chciał tylko sprawdzić, czy mają sprawne wszystkie łapy i wskazał miejsce w szeregu. Było tu całe wojsko, wszyscy szeregowi, każdy niespokojnie drapał w ziemi, dyszał z wysuniętym językiem albo jeżył sierść na karku. Obok Luki stał ktoś o nieznanym mu zapachu. Zdecydował się jednak zapytać.
 - Co się dzieje? Co to za wilki na granicy?
Cisza. Potem lekki szelest sierści, gdy zapewne sąsiad z szeregu obrócił głowę w jego stronę. Lekko przyspieszony oddech.
 - To Admirał i jego ludzie. Tym, co zrobił, wypowiedział wojnę każdemu z nas - wycedził wilk, po czym mlasnął językiem, jakby przyszło mu przełknąć coś wyjątkowo obrzydliwego. Luka odwrócił się w drugą stronę, poczuł ledwie wyczuwalne drżenie towarzyszki.
 - Czy to wojna? - rzuciła w przestrzeń pytanie, którego zdawała się nie kierować do nikogo konkretnego. Basior uniósł pysk w niebo, na nos spadł mu samotny płatek śniegu. Mino, bądź bezpieczny, proszę.

<Mino?>

niedziela, 16 stycznia 2022

Mino i Luka dorastają!

 
Mino - grabarz

Luka - strażnik

środa, 5 stycznia 2022

Od Mino CD Apollo Anubisa Aina - ''Zawsze dwóch ich jest''

Niespodziewana propozycja skrępowała małego Mino jeszcze bardziej niż jego wcześniejsze wyznanie o duszy dopiero poznanego wilka. Milczał chwilę, lecz, o dziwo, tajemniczy basior nie popędzał go. Stali w ciszy parę długich sekund, by szalony galop myśli z kategorii “za i przeciw” nieco zwolniły w głowie wilczka.
- Chodźmy - powiedział poważnie młodszy z tej przedziwnej dwójki. Nieznaczne poruszenie odczytał jako nieme potwierdzenie i ruszył w ślad za odgłosami człapania w śniegu.
- Nie wiem, jak ma pan na imię... - szepnął wilczek, a zaraz po tych słowach serce zabiło mu szybciej. Przecież kultura wymagała, aby to on przedstawił się starszej osobie pierwszy! Struchlał całkiem, nie wiedząc czego się spodziewać po tajemniczym jegomościu z zadziwiającą duszą.
- Przepraszam, to ja powinienem najpierw, nie pomyślałem zupełnie, ja … ja - jąkał się szczeniak, a do oczu napłynęły mu łzy wstydu. - Ja jestem Mino! - powiedział trochę za głośno, a jego głos odbił się echem od wąwozu, w którym się znaleźli. Dusza przystanęła.
- Nie musisz przepraszać. Moje pełne imię to Apollo Anubis Ain, ale nazywaj mnie którymkolwiek z tych imion, jak ci będzie najwygodniej - dobiegł do niego ciepły ton towarzysza. - Miło mi cię poznać, Mino.
Było coś w tym głosie, co przypominało okrycie miękkim kocem. Jakieś poczucie bezpieczeństwa, stateczność, harmonia. Mino nie chciał stąd odchodzić, jego początkowa nieufność pękała jak skorupka jajka, z którego ma zaraz wyjść na świat pisklę. Uśmiechnął się mimowolnie prawdziwie szczerym uśmiechem. Zanim dotarli do jaskini, szczeniak zdążył wypowiedzieć płynącą z głębi serca prośbę.
- Czy pan mógłby mi opisać, co pan teraz widzi?
- Po pierwsze, nie jestem żaden pan. A po drugie, obawiam się, że muszę cię rozczarować, bo nie widzę nawet czubka własnego nosa. Z twoich słów wnioskuję, że widzisz jedynie dusze?
Mino kiwnął głową, po czym szybko dodał słowne “tak”, zdając sobie sprawę, że Anubis przecież też go nie widzi. Szkoda, dawno nie spotkał nikogo, kto by chciał jednocześnie z nim przebywać i opisać mu, co widzi. Śnieg rozpadał się na dobre, a wiatr dął przeraźliwie od północy, przywodząc na myśl mroźny oddech jakiegoś lodowego króla, który skrywa się gdzieś w górskich szczytach. Po dłuższej chwili cichego pochodu łapki Mino napotkały na gołą skałę. Wiatr przestał dokuczać, więc zrobiło się też cieplej, a uczucia błogości dopełnił nagły trzask ognia, który otulił szczeniaka przyjemnym gorącem, gdy ten podszedł bliżej ogniska. Usiedli naprzeciw siebie, żaden z nich nie śmiał zburzyć otaczającej ich ciszy. Dusza Anubisa była jakby na wpół przezroczysta, mieniła się jednocześnie szarością, czernią i bielą, co było dla małego wilczka niebywałym zjawiskiem. Nie były to ciapki, o nie. Ani cętki, ani łaty. To po prostu kompozycja stworzona z jedynych barw, które znał. Była inna niż wszystkie, może dlatego, że też widział dusze, tak samo jak on. Małej główce Mino ciężko było to pojąć, ale przynajmniej doszedł do najbardziej, jak mu się wydawało, prawdopodobnego wniosku.
- Tak się działo, odkąd pamiętam. Mój brat nie ma takiej mocy, może mu to przyjdzie jak dorośnie. Mama mówiła, że moim żywiołem jest Śmierć, ale na razie nie umiem nic, poza tym, że widzę dusze - wyrzucił z siebie szczeniak na jednym wdechu, jakby bał się, że jego słowa mogą sprawić, że zapadnie się ziemia pod ich łapami. Bardzo pragnął teraz zobaczyć wyraz twarzy basiora, a mógł jedynie czekać na słowną reakcję. Czasami ślepota była wyjątkowo niekomfortowa, uwierająca jak za ciasny but. Ograniczała jego percepcję, a właśnie teraz chciał się przekonać, co jego rozmówca myśli, zanim wypowie pierwsze słowo, zanim usłyszy ton jego głosu. Anubis dość długo milczał, co napawało serduszko Mino coraz większym przestrachem.
- Powiedziałem coś nie tak? Może nie powinienem się tak szybko zwierzać... Niektórzy moi przy... nie, po prostu inne szczeniaki z naszego poprzedniego stada. Bali się mnie przez mój żywioł. Przez mój kolor sierści. Wszyscy byli biali, ja i Luka byliśmy czarni. Ale on nadrabiał swoim charakterem, ja nie miał nic do zaoferowania i...
- Tu zaczynasz od nowa, Mino. Twoja moc jest bardzo interesująca i chcę wiedzieć, jak się rozwinie. Powinieneś ćwiczyć, próbować rozmawiać z duszami. Któraś się już do ciebie odezwała?
Wilczek zmarszczył pyszczek w wyrazie zamyślenia.
- Zwykle nie, niektóre mówią jedno, najwyżej dwa słowa. Zazwyczaj po prostu za mną idą, nie wiem, dlaczego.
Powiedzenie o tym, nawet jeśli to tylko czubek góry lodowej jego stłamszonych uczuć, było ulgą. Luka zwykle mógł go tylko wysłuchać, a teraz, zdaje się, że trafił na wilka, który będzie potrafił mu wyjaśnić parę rzeczy, a może nawet poprowadzić?
- Czuję, że dzieje się tu coś niedobrego. Coś wisi w powietrzu. Luka tego nie widzi, bawi się w najlepsze z innymi szczeniakami. Ale ja to czuję. Tak jakby … zapach śmierci...? - szepnął Mino, wbijając w Anubisa poważne, dojrzałe spojrzenie niewidzących oczu. Wyobraźnia skleciła pokraczny obrazek rozmazanej twarzy, której przecież nigdy nie zobaczy. Była to tylko plama szaro-białego cienia, lecz miała więcej wyrazu niż kiedykolwiek.

<Anubisie?>

poniedziałek, 27 grudnia 2021

Od Apollo Anubisa Aina CD Mino - ''Zawsze dwóch ich jest"

Dzień. Dzień. Czyż to nie tak, że wszystko się zaczyna i kończy. I życie. I dzień. I każda godzina. Nie ważne jak bardzo się tego nie chce, kończy się nawet czas. Dobry i ten zły także. I to była pocieszająca myśl. Zważając na każdą zaistniałą w watasze sytuację, pocieszało Anubisa to, że kiedyś wszystko się ustatkuje. Nie będzie takie samo dla nikogo, może poza nim samym. W końcu zawsze samotny, niekiedy tylko opiekujący się szczeniętami w tym okresie, będzie dalej samotny. Z dala od tłumów, znający pobieżnie najważniejsze zapachy i głosy. Ie ważne gdzie by go życie porzuciło, zawsze będzie jak ta jedna wyspa pośrodku morza. Omiatany falami niesprawiedliwości i uczuć, zawsze stojący twardo w swoich ramach.
Dzień. Ten zaczął się jak każdy inny. Zajrzeć czy ktoś nie chce porzucić mu swoich szczeniaków, dzisiaj nie? Cudownie. Potem spacer. Jego długie nogi brodziły w zimnym śniegu słuchając jego słodkiego chrupotu. Może zima nie była najgłośniejszą porą roku pod względem harmonii i ptasich śpiewów, jednak ten dźwięk uginającego się w zwartą masę puchu pod łapami był kojący wystarczająco aby dać mu odrobinę spokoju. Od popadnięcia w wir całkowitej nudy ratowały go jeszcze nocne przechadzki, słuchanie słów i wbijanie pyska w górę. Ku niebu, jakby kiedykolwiek miał w nim zobaczyć coś więcej niż tylko przegniłą czerń. No i dusze. Zmarli tańczący po ziemi swoimi zimnymi krokami. Migrujący z kąta w kąt tak samo zagubieni w świecie co on sam. Widział trochę tej analogii, że spędzając z nimi swoje życie przybrał wiele ich cech. Jednak nie dbał o to, bo nigdy mu to nie przeszkadzało.
—Dzień dobry. — cichy głos odbił się od jego uszu niczym słodka melodia słowików. Westchnął głęboko.  Od razu zawęszył. Zapach młodego futra, które nie przesiąkło jeszcze milionem zapachów innych wilków. Nieco zmarznięte łapy dreptające dziurę w miejscu, w którym stał. Przed nim, stał szczeniak, a Anubis przecież lubił szczenięta. To właściwie jedyne towarzystwo które dobrze znosił.
—Dzień dobry. — odpowiedział zwracając się przodem do rozmówcy. Głowę nadal trzymał dość wysoko niepewny jak nisko ma ją opuścić aby jego zimne ślepie wbiły się w niewielkie ciało. Za mało dotarło do niego jeszcze głosu aby wiedział to tak dokładnie. Za mało i zbyt niespodziewanie.
—Twoja dusza jest bardzo ciekawa. — uchylił głowę. Zamrugał dwa razy i rozchylił pysk. Czyżby jego dusza na prawdę była ciekawa? Skąd taka konkluzja? Nietypowy to był rodzaj komplementu, jednak kiedy rozmawia się ze szczeniakami w rachubę trzeba brać wszystkie możliwe sytuacje i słowa.
—Dusza powiadasz? — jednak zaciekawiło go spostrzeżenie nieznanego mu malca. Czyżby wśród żywych stąpał ktoś poza nim, komu przypadł zaszczyt przyglądania się życiu w zaświatach? — Skąd możesz to wiedzieć? —
—Widzę ją. — odparł drugi głos po chwili ciszy, ewidentnego zawahania i zastanowienia. — Jest inna niż wszystkie, które widziałem. Nawet te martwe. Jest taka... nie wiem jak to opisać...—
—Martwe ... — powiedział dość głośno chociaż słowa miały być skierowane wyłącznie do niego samego. Szczeniak poruszył się przed nim niespokojnie wprawiając śnieg w ruch. — Wybacz. Miałem to powiedzieć do siebie, a chyba wyszczekałem się odrobinę za głośno. Widzisz dusze tak?
—Tak? — dzieciak chyba był zestresowany, chociaż jego głos nie drżał tą emocją za mocno. Jednak nuty tych tonów Anubis doskonale znał.
—Nietypowa moc. Bardzo nietypowa. Pierwszy raz spotykam wilka, który widzi duchy, a który nie jest mną samym .— przyznał nieco pokrętnie, jak miewał niekiedy w zwyczaju, kiedy zapominał, że jego rozmówcą jest ktoś młodszy, kto niekoniecznie przywykł do takiego sposobu ubierania swoich myśli w słowa.
—Ty... Ty też widzisz dusze? — słowa te nieco odbiły się w jego umyśle echem. Cichym i sączącym się powoli ponownie przez umysł aby dotrzeć w jego najgłębsze zakamarki.
—Można tak powiedzieć. Tak. — przytaknął słysząc jak malec pochodzi bliżej. Nieco może za blisko , jednak ślepemu w zupełności to nie przeszkadzało. Jednak mimo wszystko zdawało mu się jakby mróz i wiatr stały się nieco bardziej uporczywe.  — Czuję, że chcesz pogadać. Może usiądziemy, gdzieś pod kamieniem, żeby wiatr nie dręczył tak naszych ciał? — skrócił swoją wypowiedź znacznie, aby znowu nie wyszła bezsensowna plątanina słów w równie bezznaczeniowym zdaniu. Teraz tylko znaleźć kamień, a zimą jak zimą. Wszystko zdawało się być zupełnie inne, a jego wydeptane ścieżki zacierały kiedy na przeszkodzi nie stawały krzaki, a jedynie pnie drzew. —Albo jaskini. Będziesz mógł pytać o co tylko zechcesz...

 

<Mino? >

tak wiem, daleko nie pociągnąłem ale... małymi kroczkami do celu. Muszę jeszcze wyczuć twojego wilczka... 

niedziela, 26 grudnia 2021

Od Mino - ''Zawsze dwóch ich jest"

Coraz częściej przebywał sam. Luka od rana do późnego popołudnia biegał i poznawał każdego wilka w watasze. Mino nie spodziewał się, że jego brat może tak bardzo potrzebować obecności innych wilków, ale czemu właściwie miałoby go to dziwić. Byli zwierzętami stadnymi, tak ich urządziła matka natura.
- Wyjdź wreszcie się z kimś zapoznać – Luka pacnął młodszego wilczka łapą w głowę, a ten skrzywił się z niesmakiem. Nie miał ochoty. Szczeniaki zawsze były dla niego niemiłe, nie był dość silny, by im się przeciwstawić, a ostatnie czego chciał to kolejna nieprzyjemna konfrontacja, która skończy się nadwyrężoną psychiką.
- Podziękuję – odparł cierpko i zwinął się na legowisku z jeleniej skóry. Co by nie mówić, inne wilki bardzo się nimi zaopiekowały. Ale coś nie pozwalało Mino myśleć, że są naprawdę bezpieczni.
Tak minął pierwszy tydzień bez nowych znajomości. Otoczony duszami nie czuł się samotny, choć zawsze z utęsknieniem oczekiwał powrotu tej jednej, najbliższej jego sercu. Czy to nie dziwne, że z bratem pasowali do siebie jak dwie połówki jabłka, którym miłosierny los pozwolił razem współistnieć? Mino miał wiele czasu na przemyślenia, a bardzo lubił rozmyślać. Nie wiedział jak wygląda otaczający go świat, ale starał się nadrabiać to wyobraźnią, której granice są, jeśli nie nieskończone, to bardzo odległe. Liść jest czasem owalny, czasem podłużny, z brzegiem gładkim, ząbkowanym lub karbowanym. Nie potrafił wyobrazić kolorów, a i tak miał szczęście, bo w przeciwieństwie do Luki znał chociaż odcienie bieli, czerni i szarości. Po dodaniu pozostałych zmysłów to było już naprawdę wiele i pomagało młodemu wilczkowi w odbieraniu otoczenia. Z jaskini wreszcie wywlokła go ciekawość, która zdominowała tlącą się jeszcze gdzieś z tyłu głowy niepewność. Promienie słońca padały na niego z przodu, co przy uwzględnieniu ptasiego gwaru w koronach drzew i odległego echa wilczych rozmów dawało praktycznie pewność, że było około południa. Zresztą, Luki znów nie było w domu, co najpewniej oznaczało, że jest dzień. Wilczek ostrożnie stawiał kroki w miękkim śniegu, czując jak na nosie lądują mu raz za razem płatki śniegu. Za nim szły trzy albo cztery dusze, które zwabiła latarnia na jego szyi. Nie działo się to pierwszy raz, a ten jasny, bezkształtny płomień zamknięty w lampionie był również jedynym źródłem światła dla niewidomego Mino. Lecz, na co mu się zdało to światełko w bezkresnej ciemności poprzecinanej jedynie cieniami żywych i umarłych? Kroczył po materialnej ziemi, a widział strzępy obu równoległych sobie światów. Mimo, że brzmi to na skomplikowane, on żył tak od zawsze i zdążył się do tego przyzwyczaić, a nawet rozróżniać, które dusze zdążyły już opuścić ten ziemski padół. Bez brata u boku czuł się niekomfortowo. On pewnie wyczuł już jego emocje, ale mógł nie zwrócić uwagi na te subtelne sygnały. Mino czuł, że Luka dobrze się bawi i jest szczęśliwy, a to go uspokoiło. Jest bezpieczny, żaden głupi pomysł nie wpadł mu na razie do głowy. Odetchnął, po czym z uniesioną do góry głową począł brnąć dalej przez śnieg.
Dusza. Dziwna, niepodobna do żadnej innej, którą widział wcześniej. A to już spotęgowało ciekawość w małym włóczykiju. To był żywy wilk, więc raczej powinien mu odpowiedzieć.
- Dzień dobry... - rzucił cicho i z zapartym tchem zaczął czekać na odpowiedź. Dusza zatrzymała się gwałtownie, zupełnie jakby jej właściciel dopiero zdał sobie sprawę z jego obecności.
- Dzień dobry – odpowiedział mu spokojny, aksamitny niemalże głos. To już dało Mino bardzo wiele informacji. Basior, prawdopodobnie ciężko go wyprowadzić z równowagi, nie zareagował irytacją na jego nagłe pozdrowienie. Wilczek postanowił nie owijać w bawełnę, w końcu ta jedna rzecz sprawiła, że odezwał się wreszcie do kogoś innego niż brat.
- Twoja dusza jest bardzo ciekawa – wyznał szybko, czując jak skóra na policzkach zaczyna go palić. Gdyby nie ciemna sierść pewnie widać byłoby po nim jak bardzo się zawstydził. Dziękuję ci, wszechświecie, za ciemną sierść – pomyślał szybko.
- Dusza, powiadasz? - odparł zamyślony głos. - Skąd możesz to wiedzieć?
Mino nie wiedział od czego zacząć, choć sprawa wydawała się prosta. Taka jest moja moc, wystarczyło powiedzieć. Jednak nikomu dotychczas przyznał się, że ma taką umiejętność, przynajmniej w tej watasze. Nie wiedział, czy to dobry pomysł, by zdradzać swoją tajemnicę. Ale wykonał już pierwszy krok.
- Widzę ją. Jest inna niż wszystkie, które widziałem. Nawet te martwe. Jest taka … nie wiem jak to opisać... - wilczek pogubił się. Jego uszy oklapły lekko, było mu głupio, że zaczepia kogoś z powodu tak błahej sprawy. 
 
<Apollo Anubisie Ain? Nie wiem, które imię wybrać, za dużo szczęścia XD>

środa, 15 grudnia 2021

Od Mino CD Luki - ''Ciemność w południe''

Dusza należąca do brata znikła z pola widzenia. Mino zamknął oczy i zatonął w kompletnej ciemności, przez którą nie przebijał się najmniejszy promień światła. Osłabione chorobą ciało ciążyło mu coraz bardziej. Ta ziemska powłoka była jak kula u nogi niewolnika, ograniczająca wolność, której tak bardzo teraz pragnął. Rosnąca rozpacz Luki, która docierała do jego otumanionego gorączką umysłu wcale mu nie pomagała. Minęła pełna niepewności godzina, a brat nie wracał. Mino czuł, że jest cały i zdrowy, lecz nie potrafił stwierdzić czy jest daleko, czy zaraz wróci, a może już znalazł pomoc? Wilczek przewrócił się na drugi bok i rozchylił powieki. Przed nim stał szaro-biały cień, czyjaś dusza. Milczący strzęp przypominający obłok dymu lub wyjątkowo rzadką mgłę, siedział zwrócony w jego stronę, jakby na coś czekał.
- Potrzebujesz pomocy? - szepnął Mino, podnosząc powoli głowę. Zakaszlał ciężko i westchnął ze zrezygnowaniem. Choć chciał, nie mógł nic zrobić. Dusza zadrżała i zniknęła mu z oczu, wtapiając się w naprzeciwległą ścianę nory. Luka, pospiesz się.
Obudziło go energiczne potrząsanie. Mruknął niezadowolony, że ktoś wyrwał go z bardzo przyjemnego, pozbawionego bólu snu.
- Żyje! - dotarł do niego jak przez mgłę wesoły głos brata. Oczywiście, że żyję, nie udawaj, że nie wyczułeś tego od razu – pomyślał lekko poirytowany bohater całego zamieszania. Luka chwycił go za skórę na karku i, mimo jawnych protestów, wywlókł na zewnątrz.
- Puszczaj, co ty sobie myślisz w ogóle! - zapiszczał Mino, machając łapami, wzbijając w górę tuman śniegu. Dopiero, gdy uścisk na szyi zelżał, a szczeniak mógł się podnieść na własne nogi, zauważył dwie, spore dusze naprzeciwko nich. Ostatni raz widział takie w rodzinnej watasze. To były dorosłe, żywe wilki. Wilczek skulił się i schował za bratem. Umarli go nie przerażali, bo tak naprawdę niewiele mogli mu zrobić. Co innego żywi.
- Nie bój się, głuptasie. Oni przyszli nam pomóc. Zaprowadzą nas do swojej watahy – powiedział z dumą w głosie Luka. A czy tam jest bezpiecznie, braciszku? Jak zwykle myślisz nierozważnie. Wcale nie potrzebujemy pomocy... To była ostatnia rzecz, którą Mino zdążył pomyśleć. Wysiłek i nadmiar emocji to było zbyt wiele dla schorowanego, małego ciała, które ograniczało jasność umysłu.
Dużo dźwięków. Tyle bodźców nie atakowało go odkąd opuścił miejsce, w którym się urodził i dorastał dotychczas. Położył po sobie uszy. Nie chciał jeszcze wracać do rzeczywistości, tu było mu dobrze. W śnie pozbawionym marzeń, ciepłym i spokojnym.
- Wyliże się. Ale było blisko – to był ładny głos należący z pewnością do wadery. Taki głos miała mama jak opatrywała mu stłuczoną łapkę. Trochę zatroskany, ale przynoszący ukojenie. Mino otworzył oczy, pragnąc zobaczyć jak wygląda ta dusza. Może na pierwszy rzut oka nie widać dużych różnic, ale ten wilk musiał być bardzo dobry. Był jak latarnia wśród ciemności.
- O, obudziłeś się – ten sam ciepły głos zbliżył się i pogłaskał po głowie. Jak bardzo Mino brakowało takiego prostego wyrazu uczucia! Nawet nie zdawał sobie tego sprawy. Odkąd mama wyprawiła ich w świat i poniekąd odrzuciła, wyparł swoje potrzeby bliskości.
- Gdzie Luka? - zapytał cicho, szukając obecności brata. Stwierdził, że w pomieszczeniu musi być jeszcze co najmniej trójka innych wilków, ale nigdzie nie dostrzegał znajomej duszy.
- Twój brat jest na zewnątrz z Yirem i Pakim. To oni was tu przynieśli – wadera uśmiechnęła się i skierowała do wyjścia, zapewne by ich znaleźć i zaprosić do środka. Atmosfera była raczej przyjazna, ale Mino wyczuwał dziwne napięcie wiszące w powietrzu. Jakby każdego z obecnych tutaj przepełniał niepokój.
- Mino! Jak się czujesz? - do jaskini wpadł drugi ocalony wilczek. Chwilę szukał nosem swojego brata aż w końcu namierzył jego obecność na jednym z legowisk pod ścianą. Nie myśląc wiele rzucił się na niego, prawie miażdżąc mu żebra w żelaznym uścisku.
- Tak się martwiłem! Z tobą to zawsze są same problemy. Doprowadzisz mnie kiedyś do szału – trajkotał Luka, a umysł Mino zaczęły zasnuwać coraz to czarniejsze myśli. Czy aby na pewno byli tu bezpieczni? Jego brat wydawał się już zaaklimatyzować, ale on zwykle nie widział drugiego dna nawet w najbardziej oczywistych sytuacjach, gdzie tego drugiego dna można było się doszukiwać.

<Luka?>

Od Luki - ''Ciemność w południe''

Świat dookoła zmienił się. Ten zimny, puszysty w dotyku puch, który wszyscy dookoła nazywali śniegiem, sprawiał, że dwójce wędrujących szczeniaków odmarzały łapki. A sięgał im prawie do szyi w najpłytszych miejscach. Panowała cisza, przerywana tylko urywanym oddechem mniejszego z braci. Mino zachorował parę dni temu.
- Dajesz sobie radę? - zapytał Luka poważnie. Według mamy był starszy od drugiego wilczka o całe dwie minuty, a już poczuł się w obowiązku chronić młodszego brata i pomagać mu w każdej przeciwności, która mogłaby stanąć mu na drodze.
- Tak, nie martw się – Mino pozwolił sobie na słaby uśmiech, na który wcale nie miał siły. Zadrżał konwulsyjnie i zaniósł się okropnym kaszlem, który męczył go odkąd poczuł się gorzej. Luka posłał zmartwione spojrzenie w stronę, gdzie miał nadzieję napotkać niewidzącym wzrokiem brata. Z doświadczenia tej relatywnie krótkiej wędrówki wiedział, że nie mogą się zatrzymać. Gdzieś musiał być ktoś, kto im pomoże.
Rankiem następnego dnia niezawodny nos Luki wychwycił słabą woń innego wilka. Podekscytowany tym faktem wskoczył do nory, którą łut szczęścia podsunął szczeniakom poprzedniego wieczora.
- Chyba jesteśmy niedaleko jakiejś watahy! - pisnął, powstrzymując się od przyjacielskiego uszczypnięcia ucha Mino. Młodszy wilczek leżał zwinięty w kłębek, wciśnięty w najdalszy kąt legowiska. Otworzył na chwilę pokryte bielmem oczy, po czym z powrotem je zamknął, nie odnajdując siły, by podzielić radość brata.
- Hej, wszystko dobrze...? - Luka po omacku przypadł w końcu do jego boku i szturchnął go nosem w policzek. Usłyszał nieregularny, chrapliwy oddech Mino, poczuł drżenie jego niewielkiego ciałka pod swoim pyszczkiem.
- Wytrzymaj jeszcze chwilę, braciszku – szepnął rozpaczliwie i, bezbłędnie odnajdując drogę do wyjścia, wypadł jak pocisk na zewnątrz. Węszył chwilę, robiąc okręgi w śniegu, aż wreszcie udało mu się złapać trop. To ten sam zapach, który wcześniej wypełnił jego serce nadzieją. Z pyszczkiem przy ziemi ruszył pędem w stronę, w którą prowadziły ledwo widoczne ślady wilczych łap. Biegł jak mógł najszybciej, czując podświadomie, że stan brata coraz bardziej się pogarsza.
- Hej, jest tu ktoś?! - krzyknął najgłośniej jak potrafił, jego głos echem mknął w głąb doliny. Stanął na chwilę jak wryty, starając się odnaleźć wśród mieszaniny zapachów ten jeden prowadzący do Mino. Z ulgą stwierdził, że wciąż pamięta drogę do nory.
- Słyszy mnie ktoś? Proszę... - wydał z siebie piskliwy krzyk, o wiele słabszy od poprzedniego. Po raz pierwszy poczuł się tak bardzo sam, w kompletnej nicości, otoczony masą sprzecznych sygnałów, które prowadziły donikąd. Zawył rozpaczliwie i ruszył za śladami, których delikatne wgłębienia czuł pod swoimi łapami. Skakał przez zaspy jak zając, zapadając się, co rusz w głębokim śniegu. Do oczu napłynęły mu łzy bezsilności. Czy tylko mu się wydawało, że ktoś tu jest, a tak naprawdę umysł płatał mu jakieś okrutne żarty? Nieopodal mignął jakiś rudy strzęp sierści, a za nim drugi, ciemniejszy. Dało się słyszeć cichy szelest. Luka zastrzygł uchem i padł na ziemię, węsząc. To ten zapach! Jeszcze silniejszy niż wcześniej. Gdyby tylko miał tę umiejętność, co Mino... On by od razu wiedział, gdzie ich szukać.
- Gdzie jesteś? Nie widzę cię! - zawołał żałośnie, obracając głowę we wszystkie strony.
- Nie widzisz? - usłyszał ciepły, zdziwiony głos. Zapach zbliżył się do Luki, śnieg zachrzęścił pod jego łapami. Wilczek wyprostował się, a na jego pyszczek wpełzł wyraz żelaznej determinacji.
- Musisz mi pomóc! Mój brat jest chory, został sam! - powiedział głośno, chcąc nadać tej wypowiedzi jak najbardziej władczy wydźwięk. Zwrócił się w stronę drugiego zapachu, którego wcześniej nie czuł.
- Dwa szczeniaki potrzebujące pomocy! Yir... - choć Luka nie mógł tego zobaczyć, oczy rudego basiora zabłysły. Pysk drugiego nieznajomego, którego pierwszy nazwał Yirem, stężał.
- Ani mi się waż... - wycedził, lecz zaraz zwrócił się do małego. - Gdzie dokładnie jest twój brat?

<Mino?>

Nowi członkowie!

Luka - elew
Mino - uczeń