środa, 1 kwietnia 2026

Od Delty - " Nie ma to jak życie" (prima aprilis post)

















Delta poprawił okulary na nosie i rzucił książkami o łóżko. Właśnie w tym momencie miał ochotę rzucić się z okna, ale trzecie piętro, na którym mieszkał, raczej nie pozbawi go życia poprawnie. Zresztą, to tylko stan studencki, a dla studenta medycyny wyjątkowo silny, zwłaszcza przed egzaminami.
Gdzieś w tle trzasnęły drzwi. Delta  zdjął z uszu słuchawki, które wylądowały obok książek. Zaraz potem znajoma głowa zajrzała do jego pokoju. Xiv uśmiechnęło się szeroko.
– Szybko Cię dzisiaj puścili. – mruknęło, opierając się barkiem o framugę.
– Egzaminy. – Delta za to wyjął telefon z kieszeni spodni, zupełnie niewzruszony. – Ty za to, jesteś też trochę… za wcześnie, w domu. – po czym rzucił przyjacielowi podejrzliwe spojrzenie.
– Wykładowca się pochorował. Rozłożyło go cokolwiek Dana miała zapewne. Nakichała na niego na wczorajszych ćwiczeniach. – Xiv wzruszyło ramionami obojętnie. Zapadła cisza przerywana tylko klikaniem literek na telefonie Delty.
– Będę gotowało fasolkę w sosie pomidorowym, chcesz trochę?
– Pewnie. Zaraz do Ciebie dołączę, tylko… skończę rozmawiać z Agrestem. – odparł Delta, prawie całkowicie skupiony na telefonie.

SMS
Agrest
Delta! Tragedia!
Delta
Co znowu?
Agrest
Jak to co? Egzamin! Ten stary pryk znowu zrobił tylko 3 pytania.
Delta
Typowe. Zachowujesz się jakby nie robił tego za każdym razem.
Agrest
Nie rozumiesz. Nie odpowiedziałem na jedno poprawnie.
Delta
Tak myślisz czy to wiesz? Sprawdziłeś?
Agrest
ja miałbym nie sprawdzić!?
Delta
Tak często siedzisz we własnej głowie gotując się we własnych myślach, że tak… łatwo cię o to posądzić.
Agrest
No dobra. Nie sprawdziłem, ale jestem pewny. Odpowiedź nie mogła być taka prosta!
Delta
A może właśnie o to chodziło. Żeby była prosta
Agrest
...
Agrest
może…
Delta
idź otwórz książkę, albo na huka, masz w ręce telefon!
Agrest
Dobra, dobra! Sprawdzę. Nic nie pomagasz!
Delta
...
Agrest
Brunch jutro nadal aktualny?
Delta
Raczej tak. Kto będzie? Mówiłeś coś o nowej znajomej…
Agrest
Ach tak! Kalina się nazywa. Rok młodsza, ale całkiem przyjemna. A Xiv z tą swoją będą?
Delta

Delta podniósł wzrok na okno. Słońce sączyło się przez nie leniwie. Jeszcze parę godzin jasności czekało na to ponure miasto. Ciepły i słoneczny dzień był taką słodką rzadkością, że aż szkoda było siedzieć w domu. Ale Delta był zmęczony, wyczerpany wręcz. Egzaminy wyciągały z niego resztki chęci do życia. 
– Xiv? – Delta wkroczył powoli do kuchni. Osoba, której szukał stała przed ich marną kuchenką gazową wlewając sos pomidorowy z puszki do garnka. Mniam. Fasolka po studencku – po taniości.
– Co tam? – Xiv nawet nie spojrzało na swojego rozmówcę. Zajęło się zamiast tego mieszaniem swojego wyrobu, jakby to w ogóle było potrzebne.
– Jutro jest ten lunch z Agrestem. Pyta się czy idziecie?
– Idziecie? – Teraz, nagle Xiv raczyło się odwrócić i porzucić swoje jakże istotne zajęcie.
– No… Ty i Yrsa? – Delta wzruszył ramionami.
– A kto będzie oprócz tego narzekacza?
– Jakaś Kalina, nowa znajoma Agresta. Smoła miała też przyjść. No… i ja, oczywiście.
– To miało być w tej nowej kawiarni z kotami, nie? Pewnie. Yrsa uwielbia koty! – Xiv machnęło łyżką  rozchlapując sos pomidorowy po podłodze. Delta zmarszczył nos i uniósł brew. – Zaraz posprzątam…
– Dobra, dobra. Ogólnie, wychodzę. – Delta poinformował przyjaciela.
– Eh? To nie będziesz jeść? – Xiv znowu machnęło łyżką, jakby niczego się nie nauczyło jak to może się skończyć. Tym razem sos zaszczycił swoją pięknością bluzkę Delty. Ten tylko odetchnął ciężko.
– Nie. Zjem na mieście, a teraz idę się przebrać…

Delta wyszedł z tego rozpadającego się nieco budynku. To tutaj, w stolicy tego parszywego państwa, mieszkali sobie spokojnie on i Xiv na trzecim piętrze, starego PRL-owskiego bloku. Delta studiował od trzech lat medycynę, z nadzieją zostania w przyszłości chirurgiem lub kardiologiem. Dla Delty serce było najciekawszym elementem ludzkiego ciała.
Delta tak jak powiedział poszedł na spacer. Znacznie dłuższy niż miał początkowo w zamiarze. Jego nogi zaprowadziły go do jego ulubionego baru mlecznego, gdzie pożywił się co by nie umarł w drodze powrotnej z niedożywienia. A kiedy wrócił, ciemność przykrywała powoli ten świat.  Delta porzucił swoje buty w przedpokoju i wszedł do kuchni. Tam zastał  tragedię jaką Xiv pozostawiło po swoim gotowaniu. Typowe. Delta zdecydował się zignorować fasolkę, która zaatakowała kuchenkę i sos pomidorowy rozlany na podłodze, aby zrobić sobie herbatę. W końcu sięgnął też po swój telefon, który aktywnie ignorował na swoim cichym spacerze. Na tyle cichym na ile szum i huk miasta na to pozwalał.

Tam, na nieco rozbitym ekranie wisiały wiadomości od Agresta.

SMS
Agrest
Słuchaj! Kalina mówi, że przyjdzie spóźniona jutro.
Agrest
A ja za to będę trochę wcześniej, masz ochotę pójść do biblioteki przez tym lunchem?
Agrest
A i w końcu Yrsa będzie? Xiv? Przyjdą. Dawno ich nie widziałem! Zeszli się w końcu?
Agrest
Wiesz ty co… tak mnie ignorować!
Agrest
Oburzające!
Agrest
Dobra. Niech ci będzie, odpisz mi kiedyś. Ja idę spać. Po tym egzaminie mam dość.
Agrest
A. I no.. miałeś rację. Ten stary pryk napisał to pytanie takie proste na serio i chyba na złość nam wszystkim!
Delta
Dobranoc.
Delta
Yrsa z Xivem będą.
Delta
Widzę cię o 10 pod biblioteką.

Po tym Delta odrzucił telefon na swój stolik nocny i zabrał się do łazienki. Po prysznicu, wymyciu zębów i okularów, w końcu położył się do łóżka. Sen przyszedł do niego szybko i zabrał go w błogie krainy niepamięci, gdzie wszystkie egzaminy były już zdane, rezydencja i rundy zaliczone, a praca spokojna i dobrze płatna. Ach, jakieś pobożne życzenia się mu śniły.

Oczywiście, że jego odpoczynek przerwał budzik. A raczej to, co Delta zawsze za takowy uważał. Xiv w kuchni.
Coś huknęło i stuknęło. Znajomy Delcie głos wyklął wszystkie znane światu przekleństwa pod nosem, tylko po to aby znowu coś upuścić. Przyszły lekarz podniósł się z pościeli i zrzucił nogi z łóżka. Najpierw odwiedził toaletę, a potem zaryzykował wejscie do kuchni. Tam zastał Xiva z patelnią w ręce. Pobita szklanka była już ładnie pozamiatana, chociaż nadal leżała na zmiotce w rogu, z dala od delikatnych stópek mieszkańców mieszkania.
– Śniadanie? – Xiv uśmiechnęło się szeroko.
– Skoro oferujesz. – Delta wzruszył ramionami i wyminął mężczyznę w tym ciasnym pomieszczeniu, aby sięgnąć jednego z niewielu luksusów jakie mieli w tym marnym miejscu, które wyglądało jak wyjęte z obrazka jakiejś gazety zatytułowanej „dom mojej babci”. No cóż. Przynajmniej było tanio i  w miarę blisko do tramwajów na uniwersytet i do szpitala. Tylko pół godzinki dojazdu. W porównaniu do niektórych studentów, to był także luksus. W każdym razie, Delta kliknął parę guziczków na ich pięknym i zadbanym ekspresie do kawy. Ich małe cudeńko, miłość studencka i ocalacz życia. Urządzenie zabuczało i po chwili Delta trzymał w rękach kubeczek ciepłego naparu.
– Co podajesz dzisiaj, szefie kuchni? – zapytał sie jak siadał przy niedużym stole pod oknem.
– Jajka i bekon. – odparło Xiv. Delta tylko kiwnął głową, nawet jeśli jego przyjaciel nie miał prawa tego widzieć. Kawa była ważniejsza.
–Jakieś plany na dzisiaj oprócz obiadu w kawiarni z kotami? – w końcu Xivo podało im śniadanie na posklejanych talerzach. Delta też zbił co swoje i dobrze wiedział, które naprawy były z jego powodu, dlatego też nigdy nie wypominał Xiv’u destrukcji w kuchni. Oboje byli siebie warci.
– Ta. Idę na dziesiątą do biblioteki. Potrzebuję podręcznika od kości i posłuchać jak Agrest narzeka na swojego profesora. – mruknął. Xiv tylko pokiwało głową i skupiło się na jedzeniu. Jak na dwie niezdary w kuchni oboje na szczęście nie umierali z głodu. Jeszcze…

Biblioteka była ogromna i często przerażała pierwszaków. Delta sam pamiętał, że miał problemy odnaleźć się w tym miejscu, a teraz, po trzech latach, odnajdywał wszystko czego potrzebował bez problemu.
– Dobra… gdzie on jest. – Delta odetchnął opierając się o barierkę schodów. Wyjął swój mało używany telefon i w końcu go włączył. Wieczorem wkurzała go ilość powiadomień jaka wibrowała i przeszkadzała mu w uśnięciu, więc wyłączył to ustrojstwo. To też oszczędza baterię! Wytrzyma dłużej.
Kiedy go włączył zaatakowała go ilość wiadomości jaką otrzymał od swojej matki. Jeszcze jakby go to interesowało. Zignorował je. Przeczyta to kiedy indziej, bo pewnie znowu się spiła i zaczęła pisać do niego głupoty. Odszukał za to Agresta w swoich wiadomościach.

SMS
Agrest
O dziesiątej?! No dobra… Niech ci będzie.

To była wiadomość z wczoraj. A więc nie położył sie spać tak od razu. Typowe. Pewnie siedział nad książkami. Ten człowiek się kiedyś zamęczy w tej swojej pogoni do perfekcji.

SMS
Agrest
Spóźnię się z dziesięć minut, cierpliwości.
Agrest
Komunikacja miejska mnie dzisiaj nie lubi, wybacz. Autobus mam spóźniony.
Agrest
Zaraz będę!
Delta
Czekam pod lwem, w środku.

Delta wygasił telefon i schował go w kieszeni swoich luźnych spodni. Poprawił sweterek, który założył i wszedł do środka. Odnalazł ten mały pomnik, który wszyscy nazywali lwem, chociaż to obok lwa nie stało. Ta zniekształcona kupa brązu straciła swoją formę wiele lat temu w bardzo intensywnym cieple dnia. A przynajmniej taka była o tym legenda. Delta przypuszczał, że ktoś po prostu bawił sie w modernistycznego artystę i stworzył to gówno, a wszyscy wokół okrzyknęli to lewem od odwagi tego kto śmiał to w ogóle wystawiać. Jak dla młodego mężczyzny to ten kawałek metalu nie był wart z wiele.
– Jestem! – Agrest ogłosił swoją obecność jeszcze zanim Delta go zauważył.  I oczywiście zwrócił na siebie wiele oczu i jeszcze więcej uwagi. No tak. Przewodniczący Koła Politycznego, Członek Rady Studenckiej i Rzecznik Praw Studenckich to niecodzienny widok. Do tego podobno przystojny. Delta nie był co do tego pewien, ale on się nie powinien wypowiadać. Jego typ osoby do kochania nie istniał, a określanie przystojności i piękności nie było jego silną stroną.
– Okej, co w związku z tym? – Delta przywitał go kiwnięciem głowy.
– Miły jak zwykle…
– Za to mnie kochasz. Idziemy. Muszę odebrać moją książkę o kościach. – mruknął student medycyny i zaraz ruszył przed siebie, prosto w labirynt schodów i korytarzy.
– Ewwww.. O kościach, serio? – Agrest skrzywił się nieco, poprawiając wolną ręką swoje ciemne włosy.
– Niestety. Muszę wiedzieć co ciąć i co leczyć, nie? – Delta rzucił mu zirytowane spojrzenie. Agrest trzymał  jednej z rąk torbę z książkami do oddania. – A ty co dobrego czytałeś?
– Dobrego? Proszę cię. – jego przyjaciel przewrócił oczami. – Trochę o relacjach między państwowych i historii wojennej.
– I co… to nie ciekawe?
– Ciekawe, tylko jakby było zrobione trochę inaczej. Nudno się to czytało. Żmudnie. Zwłaszcza z ilością wejściówek jaka nas witała z tych lektur na każdych zajęciach przez ostatnie tygodnie. – Agrest  już zaczynał swój ulubiony sport - narzekanie. – Nienormalnym jest robić takie niespodzianki trzy razy w tygodniu i oczekiwać, że przeczytamy 200 stron w jeden tydzień!
– I co? Nie zdałeś przez to czegoś?
– Oh no proszę cię! JA! Nie zdać?! Mam same najwyższe oceny. Stypendium dziekana i rektora i szanse na doktorat oraz  zakończenie tych studiów z honorami! 200 stron to nic…
– Ale ponarzekać musisz…
– No muszę! – odparł Agrest wzruszając ramionami. Ich słodką rozmowę przerwało podejście do ich celu. Delta wypożyczył książkę, która na niego czekała a Agrest wymienił wypożyczone już książki na nowe. No cóż. Takie życie studenta.
– Jedna z nich jest na czytelni tylko dostępna. – rzekła bibliotekarka podbijając ich karty. – Nie AM wynoszenia jej. Tam se idź, zdjęcie zrób.

Oboje odetchnęli ciężko i ruszyli na czytelnię. Pozbyli się swoich rzeczy w szafkach i po chwili już szukali odpowiedniej lektury. Oczywiście Agrestowi cały czas usta się nie zmykały.
– Jak Nymeria z tobą wytrzymuje, ja nie wiem…– Delta przerzucił kolejne karty w tej papierowej kartotece. Za jakie grzechy to jeszcze istnieje… Elektronicznie byłoby prościej.
– Bo mnie kocha! – Agrest prychnął na przyjaciela. – Mam ją. – oświadczył sekundy potem. W ręku trzymał karteczkę z książka której szukał.

Po zrobieniu zdjęć książki, oboje wycofali się z czytelni. To miejsce było pełne studentów i nieszczęścia. Zresztą, zbliżał się czas spotkania ze znajomymi, a kawiarnia była kawałek od biblioteki.
– Spacer, czy…
– Autobus. Definitywnie autobus. Za zimno jest na spacer. – Agrest zadrżał na wietrze. Na sobie miał tylko cienki sweterek.
– Trzeba było się lepiej ubrać. Dobra. Chodźmy. Bo wszyscy będą na nas czekać.

A i tak czekali. Xiv wysłało Delcie parę wiadomości nawet, ale co można poradzić na stojący w korku autobus.

SMS
Xiv
Gdzie wy jesteście?
Delta
W autobusie. Jedziemy.
Xiv
a jak daleko? Zamawiać wam coś?
Delta
Sam zamówię. 10 minut.
Xiv
No dobra. Czekamy w środku, zajmiemy wam miejsce.

I rzeczywiście. Delta i Agrest przeskoczyli przez kolejkę, ku niezadowoleniu innych i usiedli przy stoliku ze swoimi znajomymi. Xiv z jego czarną fryzurą ułożoną przez sen i nienawiść do wilgoci siedział praktycznie na kolanach swojej dziewczyny, równie ciemnowłosej Yrsy, ozdobionej pierciengiem i tatuażami. Obok nich, nieco niezręcznie siedziała dziewczyna z jasnymi włosami i ciemnymi oczętami. Na jej szyi wisiała harmonijka. Ciekawa persona.
– O… są i spóźnialscy! – oświadczyła nieznana Delcie kobieta. – Miło was w końcu widzieć!
– To ty miałaś się spóźnić! –  Agrest rzucił książki obok krzesła i przysiadł się blisko niej.
– Miałam… – kobieta wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się. – Ale udało mi się skończyć moje sprawy szybciej, wiec jestem!
– Dobra, dobra… Słuchaj.  To tu masz Deltę, co ci tyle o nim mówiłem.  – Agrest machnął ręką na mężczyznę, który właśnie przysiadł się do nich z niezbyt zadowoloną miną. – Nie martw się, to jego szczęśliwa twarz.
– Miło poznać.
– tu jesteście! – jeszcze jeden kobiecy głos przerwał ich przywitania i przedstawianie się. Smoła usiadła na ostatnim wolnym krześle z impetem. Poprawiła czarne włosy, które próbowały aktywnie uciec z jej kucyka i machnęła na kelnerkę ,aby podała im dodatkowe menu.
Delta zmierzył wzrokiem wszystkich wokół. Xiv, student pielęgniarstwa, siedziało sobie przyciśnięte nadal do boku Yrsy, studentki filozofii. Agrest, ta wielce ważna persona studiował sobie stosunki międzynarodowe i politologię. Dwa kierunki, szaleniec. Delta czasami zastanawiał się, kiedy ten człowiek śpi? Smoła studiowała edukację wczesnoszkolną, a Kalina?
– Kalina… przyznaj się. Co ciekawego studiujesz? – Delta spojrzał jednym okiem na menu.
– Politologię. Tam poznałam się z tym wariatem. – wskazała na Agresta, który odpowiedział tylko prychnięciem. – I Relacje międzynarodowe!
– Relacje międzynarodowe?  Agrest studiuje stosunki… to jakaś różnica? – Smoła odłożyła menu i zerknęła na nich z uniesioną brwią.
– Oczywiście, że tak! – Klina zaczęła, ale Delta już nie słuchał. Nie miał ochoty zagłębiać się w ten wywód ponownie. Słyszał go tak wiele razy, kiedy sam mylił sie co dokładnie studiował Agrest i wielokrotnie  otrzymywał lekturę na ten temat.
–Czy mogę już wziąć zamówienia? – całą rozmowę przerwała im kelnerka. Wszyscy złożyli swoje zamówienie i zapadła chwila ciszy, przerwana przez jednego z kotów, który bezczelnie wszedł im prosto na stół. Oczywiście większość osób od razu zabrała się do dawaniu mu całej ich uwagi. No cóż… tak to bywa. Delta mógł się tego spodziewać. Odetchnął ciężko. Jego bateria społeczne wrzeszczała na niego, ale on ja aktywnie ignorował. Jednak dobrze było spotkać się ze swoimi znajomymi… Delta za tym tęsknił.

<END>

Wesołego prima aprilis !!!

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz