Delta poprawił okulary na nosie i rzucił książkami o łóżko.
Właśnie w tym momencie miał ochotę rzucić się z okna, ale trzecie piętro, na
którym mieszkał, raczej nie pozbawi go życia poprawnie. Zresztą, to tylko stan
studencki, a dla studenta medycyny wyjątkowo silny, zwłaszcza przed egzaminami.
Gdzieś w tle trzasnęły drzwi. Delta
zdjął z uszu słuchawki, które wylądowały obok książek. Zaraz potem
znajoma głowa zajrzała do jego pokoju. Xiv uśmiechnęło się szeroko.
– Szybko Cię dzisiaj puścili. – mruknęło, opierając się barkiem o framugę.
– Egzaminy. – Delta za to wyjął telefon z kieszeni spodni, zupełnie niewzruszony.
– Ty za to, jesteś też trochę… za wcześnie, w domu. – po czym rzucił przyjacielowi
podejrzliwe spojrzenie.
– Wykładowca się pochorował. Rozłożyło go cokolwiek Dana miała zapewne.
Nakichała na niego na wczorajszych ćwiczeniach. – Xiv wzruszyło ramionami obojętnie.
Zapadła cisza przerywana tylko klikaniem literek na telefonie Delty.
– Będę gotowało fasolkę w sosie pomidorowym, chcesz trochę?
– Pewnie. Zaraz do Ciebie dołączę, tylko… skończę rozmawiać z Agrestem. –
odparł Delta, prawie całkowicie skupiony na telefonie.
Delta podniósł wzrok na okno. Słońce sączyło się przez nie
leniwie. Jeszcze parę godzin jasności czekało na to ponure miasto. Ciepły i
słoneczny dzień był taką słodką rzadkością, że aż szkoda było siedzieć w domu.
Ale Delta był zmęczony, wyczerpany wręcz. Egzaminy wyciągały z niego resztki
chęci do życia.
– Xiv? – Delta wkroczył powoli do kuchni. Osoba, której szukał stała przed ich
marną kuchenką gazową wlewając sos pomidorowy z puszki do garnka. Mniam.
Fasolka po studencku – po taniości.
– Co tam? – Xiv nawet nie spojrzało na swojego rozmówcę. Zajęło się zamiast
tego mieszaniem swojego wyrobu, jakby to w ogóle było potrzebne.
– Jutro jest ten lunch z Agrestem. Pyta się czy idziecie?
– Idziecie? – Teraz, nagle Xiv raczyło się odwrócić i porzucić swoje jakże
istotne zajęcie.
– No… Ty i Yrsa? – Delta wzruszył ramionami.
– A kto będzie oprócz tego narzekacza?
– Jakaś Kalina, nowa znajoma Agresta. Smoła miała też przyjść. No… i ja, oczywiście.
– To miało być w tej nowej kawiarni z kotami, nie? Pewnie. Yrsa uwielbia koty!
– Xiv machnęło łyżką rozchlapując sos
pomidorowy po podłodze. Delta zmarszczył nos i uniósł brew. – Zaraz posprzątam…
– Dobra, dobra. Ogólnie, wychodzę. – Delta poinformował przyjaciela.
– Eh? To nie będziesz jeść? – Xiv znowu machnęło łyżką, jakby niczego się nie
nauczyło jak to może się skończyć. Tym razem sos zaszczycił swoją pięknością bluzkę
Delty. Ten tylko odetchnął ciężko.
– Nie. Zjem na mieście, a teraz idę się przebrać…
Delta wyszedł z tego rozpadającego się nieco budynku. To
tutaj, w stolicy tego parszywego państwa, mieszkali sobie spokojnie on i Xiv na
trzecim piętrze, starego PRL-owskiego bloku. Delta studiował od trzech lat
medycynę, z nadzieją zostania w przyszłości chirurgiem lub kardiologiem. Dla
Delty serce było najciekawszym elementem ludzkiego ciała.
Delta tak jak powiedział poszedł na spacer. Znacznie dłuższy niż miał początkowo
w zamiarze. Jego nogi zaprowadziły go do jego ulubionego baru mlecznego, gdzie
pożywił się co by nie umarł w drodze powrotnej z niedożywienia. A kiedy wrócił,
ciemność przykrywała powoli ten świat. Delta porzucił swoje buty w przedpokoju i
wszedł do kuchni. Tam zastał tragedię
jaką Xiv pozostawiło po swoim gotowaniu. Typowe. Delta zdecydował się zignorować
fasolkę, która zaatakowała kuchenkę i sos pomidorowy rozlany na podłodze, aby
zrobić sobie herbatę. W końcu sięgnął też po swój telefon, który aktywnie
ignorował na swoim cichym spacerze. Na tyle cichym na ile szum i huk miasta na
to pozwalał.
Tam, na nieco rozbitym ekranie wisiały wiadomości od Agresta.
Po tym Delta odrzucił telefon na swój stolik nocny i zabrał
się do łazienki. Po prysznicu, wymyciu zębów i okularów, w końcu położył się do
łóżka. Sen przyszedł do niego szybko i zabrał go w błogie krainy niepamięci, gdzie
wszystkie egzaminy były już zdane, rezydencja i rundy zaliczone, a praca
spokojna i dobrze płatna. Ach, jakieś pobożne życzenia się mu śniły.
Oczywiście, że jego odpoczynek przerwał budzik. A raczej to,
co Delta zawsze za takowy uważał. Xiv w kuchni.
Coś huknęło i stuknęło. Znajomy Delcie głos wyklął wszystkie znane światu przekleństwa
pod nosem, tylko po to aby znowu coś upuścić. Przyszły lekarz podniósł się z pościeli
i zrzucił nogi z łóżka. Najpierw odwiedził toaletę, a potem zaryzykował wejscie
do kuchni. Tam zastał Xiva z patelnią w ręce. Pobita szklanka była już ładnie
pozamiatana, chociaż nadal leżała na zmiotce w rogu, z dala od delikatnych
stópek mieszkańców mieszkania.
– Śniadanie? – Xiv uśmiechnęło się szeroko.
– Skoro oferujesz. – Delta wzruszył ramionami i wyminął mężczyznę w tym ciasnym
pomieszczeniu, aby sięgnąć jednego z niewielu luksusów jakie mieli w tym marnym
miejscu, które wyglądało jak wyjęte z obrazka jakiejś gazety zatytułowanej „dom
mojej babci”. No cóż. Przynajmniej było tanio i
w miarę blisko do tramwajów na uniwersytet i do szpitala. Tylko pół
godzinki dojazdu. W porównaniu do niektórych studentów, to był także luksus. W
każdym razie, Delta kliknął parę guziczków na ich pięknym i zadbanym ekspresie
do kawy. Ich małe cudeńko, miłość studencka i ocalacz życia. Urządzenie
zabuczało i po chwili Delta trzymał w rękach kubeczek ciepłego naparu.
– Co podajesz dzisiaj, szefie kuchni? – zapytał sie jak siadał przy niedużym
stole pod oknem.
– Jajka i bekon. – odparło Xiv. Delta tylko kiwnął głową, nawet jeśli jego
przyjaciel nie miał prawa tego widzieć. Kawa była ważniejsza.
–Jakieś plany na dzisiaj oprócz obiadu w kawiarni z kotami? – w końcu Xivo
podało im śniadanie na posklejanych talerzach. Delta też zbił co swoje i dobrze
wiedział, które naprawy były z jego powodu, dlatego też nigdy nie wypominał Xiv’u
destrukcji w kuchni. Oboje byli siebie warci.
– Ta. Idę na dziesiątą do biblioteki. Potrzebuję podręcznika od kości i posłuchać
jak Agrest narzeka na swojego profesora. – mruknął. Xiv tylko pokiwało głową i
skupiło się na jedzeniu. Jak na dwie niezdary w kuchni oboje na szczęście nie
umierali z głodu. Jeszcze…
Biblioteka była ogromna i często przerażała pierwszaków.
Delta sam pamiętał, że miał problemy odnaleźć się w tym miejscu, a teraz, po
trzech latach, odnajdywał wszystko czego potrzebował bez problemu.
– Dobra… gdzie on jest. – Delta odetchnął opierając się o barierkę schodów. Wyjął
swój mało używany telefon i w końcu go włączył. Wieczorem wkurzała go ilość powiadomień
jaka wibrowała i przeszkadzała mu w uśnięciu, więc wyłączył to ustrojstwo. To
też oszczędza baterię! Wytrzyma dłużej.
Kiedy go włączył zaatakowała go ilość wiadomości jaką otrzymał od swojej matki.
Jeszcze jakby go to interesowało. Zignorował je. Przeczyta to kiedy indziej, bo
pewnie znowu się spiła i zaczęła pisać do niego głupoty. Odszukał za to Agresta
w swoich wiadomościach.
To była wiadomość z wczoraj. A więc nie położył sie spać tak od razu. Typowe. Pewnie siedział nad książkami. Ten człowiek się kiedyś zamęczy w tej swojej pogoni do perfekcji.
Delta wygasił telefon i schował go w kieszeni swoich luźnych
spodni. Poprawił sweterek, który założył i wszedł do środka. Odnalazł ten mały
pomnik, który wszyscy nazywali lwem, chociaż to obok lwa nie stało. Ta zniekształcona
kupa brązu straciła swoją formę wiele lat temu w bardzo intensywnym cieple
dnia. A przynajmniej taka była o tym legenda. Delta przypuszczał, że ktoś po
prostu bawił sie w modernistycznego artystę i stworzył to gówno, a wszyscy wokół
okrzyknęli to lewem od odwagi tego kto śmiał to w ogóle wystawiać. Jak dla
młodego mężczyzny to ten kawałek metalu nie był wart z wiele.
– Jestem! – Agrest ogłosił swoją obecność jeszcze zanim Delta go zauważył. I oczywiście zwrócił na siebie wiele oczu i
jeszcze więcej uwagi. No tak. Przewodniczący Koła Politycznego, Członek Rady
Studenckiej i Rzecznik Praw Studenckich to niecodzienny widok. Do tego podobno
przystojny. Delta nie był co do tego pewien, ale on się nie powinien wypowiadać.
Jego typ osoby do kochania nie istniał, a określanie przystojności i piękności
nie było jego silną stroną.
– Okej, co w związku z tym? – Delta przywitał go kiwnięciem głowy.
– Miły jak zwykle…
– Za to mnie kochasz. Idziemy. Muszę odebrać moją książkę o kościach. – mruknął
student medycyny i zaraz ruszył przed siebie, prosto w labirynt schodów i
korytarzy.
– Ewwww.. O kościach, serio? – Agrest skrzywił się nieco, poprawiając wolną
ręką swoje ciemne włosy.
– Niestety. Muszę wiedzieć co ciąć i co leczyć, nie? – Delta rzucił mu
zirytowane spojrzenie. Agrest trzymał
jednej z rąk torbę z książkami do oddania. – A ty co dobrego czytałeś?
– Dobrego? Proszę cię. – jego przyjaciel przewrócił oczami. – Trochę o
relacjach między państwowych i historii wojennej.
– I co… to nie ciekawe?
– Ciekawe, tylko jakby było zrobione trochę inaczej. Nudno się to czytało.
Żmudnie. Zwłaszcza z ilością wejściówek jaka nas witała z tych lektur na każdych
zajęciach przez ostatnie tygodnie. – Agrest
już zaczynał swój ulubiony sport - narzekanie. – Nienormalnym jest robić
takie niespodzianki trzy razy w tygodniu i oczekiwać, że przeczytamy 200 stron
w jeden tydzień!
– I co? Nie zdałeś przez to czegoś?
– Oh no proszę cię! JA! Nie zdać?! Mam same najwyższe oceny. Stypendium
dziekana i rektora i szanse na doktorat oraz
zakończenie tych studiów z honorami! 200 stron to nic…
– Ale ponarzekać musisz…
– No muszę! – odparł Agrest wzruszając ramionami. Ich słodką rozmowę przerwało
podejście do ich celu. Delta wypożyczył książkę, która na niego czekała a
Agrest wymienił wypożyczone już książki na nowe. No cóż. Takie życie studenta.
– Jedna z nich jest na czytelni tylko dostępna. – rzekła bibliotekarka
podbijając ich karty. – Nie AM wynoszenia jej. Tam se idź, zdjęcie zrób.
Oboje odetchnęli ciężko i ruszyli na czytelnię. Pozbyli się
swoich rzeczy w szafkach i po chwili już szukali odpowiedniej lektury.
Oczywiście Agrestowi cały czas usta się nie zmykały.
– Jak Nymeria z tobą wytrzymuje, ja nie wiem…– Delta przerzucił kolejne karty w
tej papierowej kartotece. Za jakie grzechy to jeszcze istnieje… Elektronicznie
byłoby prościej.
– Bo mnie kocha! – Agrest prychnął na przyjaciela. – Mam ją. – oświadczył
sekundy potem. W ręku trzymał karteczkę z książka której szukał.
Po zrobieniu zdjęć książki, oboje wycofali się z czytelni.
To miejsce było pełne studentów i nieszczęścia. Zresztą, zbliżał się czas
spotkania ze znajomymi, a kawiarnia była kawałek od biblioteki.
– Spacer, czy…
– Autobus. Definitywnie autobus. Za zimno jest na spacer. – Agrest zadrżał na wietrze.
Na sobie miał tylko cienki sweterek.
– Trzeba było się lepiej ubrać. Dobra. Chodźmy. Bo wszyscy będą na nas czekać.
A i tak czekali. Xiv wysłało Delcie parę wiadomości nawet, ale co można poradzić na stojący w korku autobus.
I rzeczywiście. Delta i Agrest przeskoczyli przez kolejkę,
ku niezadowoleniu innych i usiedli przy stoliku ze swoimi znajomymi. Xiv z jego
czarną fryzurą ułożoną przez sen i nienawiść do wilgoci siedział praktycznie na
kolanach swojej dziewczyny, równie ciemnowłosej Yrsy, ozdobionej pierciengiem i
tatuażami. Obok nich, nieco niezręcznie siedziała dziewczyna z jasnymi włosami
i ciemnymi oczętami. Na jej szyi wisiała harmonijka. Ciekawa persona.
– O… są i spóźnialscy! – oświadczyła nieznana Delcie kobieta. – Miło was w końcu
widzieć!
– To ty miałaś się spóźnić! – Agrest
rzucił książki obok krzesła i przysiadł się blisko niej.
– Miałam… – kobieta wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się. – Ale udało mi się
skończyć moje sprawy szybciej, wiec jestem!
– Dobra, dobra… Słuchaj. To tu masz
Deltę, co ci tyle o nim mówiłem. –
Agrest machnął ręką na mężczyznę, który właśnie przysiadł się do nich z niezbyt
zadowoloną miną. – Nie martw się, to jego szczęśliwa twarz.
– Miło poznać.
– tu jesteście! – jeszcze jeden kobiecy głos przerwał ich przywitania i przedstawianie
się. Smoła usiadła na ostatnim wolnym krześle z impetem. Poprawiła czarne
włosy, które próbowały aktywnie uciec z jej kucyka i machnęła na kelnerkę ,aby
podała im dodatkowe menu.
Delta zmierzył wzrokiem wszystkich wokół. Xiv, student pielęgniarstwa,
siedziało sobie przyciśnięte nadal do boku Yrsy, studentki filozofii. Agrest,
ta wielce ważna persona studiował sobie stosunki międzynarodowe i politologię.
Dwa kierunki, szaleniec. Delta czasami zastanawiał się, kiedy ten człowiek śpi?
Smoła studiowała edukację wczesnoszkolną, a Kalina?
– Kalina… przyznaj się. Co ciekawego studiujesz? – Delta spojrzał jednym okiem
na menu.
– Politologię. Tam poznałam się z tym wariatem. – wskazała na Agresta, który
odpowiedział tylko prychnięciem. – I Relacje międzynarodowe!
– Relacje międzynarodowe? Agrest studiuje
stosunki… to jakaś różnica? – Smoła odłożyła menu i zerknęła na nich z
uniesioną brwią.
– Oczywiście, że tak! – Klina zaczęła, ale Delta już nie słuchał. Nie miał
ochoty zagłębiać się w ten wywód ponownie. Słyszał go tak wiele razy, kiedy sam
mylił sie co dokładnie studiował Agrest i wielokrotnie otrzymywał lekturę na ten temat.
–Czy mogę już wziąć zamówienia? – całą rozmowę przerwała im kelnerka. Wszyscy
złożyli swoje zamówienie i zapadła chwila ciszy, przerwana przez jednego z
kotów, który bezczelnie wszedł im prosto na stół. Oczywiście większość osób od
razu zabrała się do dawaniu mu całej ich uwagi. No cóż… tak to bywa. Delta mógł
się tego spodziewać. Odetchnął ciężko. Jego bateria społeczne wrzeszczała na
niego, ale on ja aktywnie ignorował. Jednak dobrze było spotkać się ze swoimi
znajomymi… Delta za tym tęsknił.
<END>
Wesołego prima aprilis !!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz