czwartek, 30 kwietnia 2026

Od Dalii (Od Miodełki) - "(nie) Pijany na koniec miesiąca" cz. 18

Noce były długie niebo szerokie,  moje skrzydła sięgały dalej niż jakikolwiek inny ptak, kiedykolwiek próbował sięgnąć.  Lata podróży, setki kilometrów i nic tylko ja i nocna bryza znajomych mi terenów. Morze było jeszcze kawałek stąd, jeszcze trochę zanim dotrę do granicy, a pomimo to powietrze tak wysoko już było pełne soli. Moje serce rzadko, kiedy ma dom. W końcu nie bez powodu opuściłam rodzinne strony. Wolna dusza szuka wolności, dopóki jej nie znajdzie. I nawet WSC tego nie zmieni. Dobrze jednak jest czasem tutaj powrócić. W końcu większego skupiska nieznajomych sobie Robli nie idzie znaleźć w żadnym innym miejscu. Chociaż ciężko mówić tu o skupisku, kiedy żaden z tych ptaków do siebie nie przemawia.

Mezularia, bywa dobrą rozmówczynią, jednak jest naiwna. Głupiutka wręcz… i zakochana w wilku, co jest wręcz niepoważne. Jednak wiem dobrze, że taka już krew Rubli, która woła do serca gatunku innego niż swój. W końcu jak kochać kogoś, kto ma pióra jak ty?

I zarówno Mundus jak i Szkliwo zdawali się podzielać tę myśl całymi sobą. Mundus jednak czasami zdawał się być bardziej wilkiem niż ptakiem. Przypłacił to życiem… Nieszczęśnik, ale taka jest dola tego kto zbyt mocno przekracza granice własnego gatunku. A Szkliwo? Poganiał się za dziewczyną trupa, aż nie zgodziła się go przyjąć jak bezdomnego psa. Aż przykro się na to patrzyło jak to wszystko się tu działo. I ona potem do ego trupa dołączyła i Szkliwo zniknął do tego całego… Niklu, gdziekolwiek to jest.

I Kaj. A raczej Koyaanisqatsi. Łeb ma nietęgi i wyporność na alkohol wyjątkowo słabą. Jego wątroba błaga o pomstę do wszelakich bogów jakich możemy znać. Stary pijak i tyle. Jeszcze kolejny co się do wilków łasi, a jak dziób otworzy to same głupoty wygaduje. Przykry widok. Nie dziwne, że go wtedy ta dziewczyna truposza przyjęła do siebie. Jakby miała tak niewiele szacunku do samej siebie to może też bym to zrobiła.

No i jest jeszcze Eilert. Interesujący ptak, chociaż jak na moje gusta zbyt gadatliwy. Wszędzie zdaje się wściubić ten swój długi dziób i mnie tym irytuje. Przyjazny, aż nadto! Chociaż wszyscy lepsi niż Kaj. Jak dobrze, że to pobocznik mojego gatunku i spokrewniony jest ze mną tylko częścią genów. Jakby był jednym z nas, porządnych Rubli to chyba bym mu wszystkie pióra wyrwała, aby się nie dało poznać że to nasze.

Wataha Srebrnego Chabra przywitała mnie jak zwykle szumem fal. To na plaży lądowało mi się najlepiej, bo było tam najwięcej miejsca na takie manewry. I tam też spotkałam innego bywalca watahy. Nie wilka, nie ptaka, a lisa. Lisy i te wilki miały jakieś swoje własne konszachty, które tak blisko zawiązywały ich więzy. Misung, jeśli dobrze pamiętam imię, siedział na brzegu morza i się w nie wpatrywał. Obok niego… pies, Nicpoń. Nowy nabytek. Ach.. ta wataha rozszerza się w kierunki mi doprawdy nieznane. Jeszcze chwila a będą obywateli robić z jeży czy myszy! Ale jednak Dorze tu wrócić. Zwłaszcza o tak pięknej porze roku!

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz