Basior zastukał niezręcznie pazurem w szkło ciemnobrązowej butelki, zastanawiając się, czym w ogóle mógłby się podzielić. Zabolało go jej brak melancholii względem…kogo, siebie? Czy watahy ogółem. Podał jej drugą butelkę, którą trzymał w łapach, za co ta podziękowała cicho.
- Cóż, sporo tych, których znałaś, dawno odeszło.- Zamyślił się.- Niewiele zostało starych twarzy. Nie pamiętam czy odeszłaś jeszcze zanim wojna się skończyła, czy już po, ale bywało gorąco.- Wstał i zaczął gestykulować na tle kamiennej ściany.- Jakieś grupy buntownicze, protesty, obalanie alf, nożownicy, zamachowcy, ruch oporu, wioski renegatów, okropne rzeczy, jak to wojna. Mieliśmy nawet bitwę, krwawa sieczka. - Splunął w bok.- Byłem wtedy na flance, przymusowo nas brali na mięso armatnie. Poległo kilku honorowych. Później Admirała, tego idiotę, przewrotowca, w końcu sprzątnęli.
- Nie nudziliście się.- Całka usadowiła się wygodnie na dywanach wyłożonych na przepołowionej kłodzie.
- Krótko po tym przylazł jakiś nowy doradca alf, kolejny ptak, co ich tak do nas ciągnie to sam bym chciał wiedzieć, naprawdę.- Westchnął i łyknął z butelki.- I cóż, trochę się tu pokręcił, szybko znikł mi z oczu. Nie zanudzam cię mam nadzieję.
- Nie, nie, mów. - Ponagliła go.Hm, no to cóż. -Pociągnął za warkoczyk z wplecionym koralikiem na brodzie.- Gdybyś spytała, czy jest mi lepiej czy gorzej, to bym się zawahał. Każdemu tutaj się wiedzie jakby trochę gorzej, więc w końcu się rozumiemy.- Zaśmiał się.- Myślałem o otworzeniu browaru gdzieś tu, widziałem nawet stare, puste drzewo, idealne na ladę z zapleczem. - Widział kątem oka jak jej źrenice rozświetlają się zaintrygowaniem.
- Patrząc na to, że zawsze masz zapas…może nie jest to taki zły pomysł. Zawsze lepsze to niż sprzedawanie opium w biały dzień. - Powiedziała to jako oczywisty, absurdalny żart.
- Heh, próbowałem, nigdy więcej.- Zaśmiał się, a jego oczy zatonęły we wspomnieniach gdzieś w oddali.
Wadera chrząknęła głośno jakby z dezaprobaty, ale również z niepohamowanej ciekawości.
- To co, więcej polityki?- Szybko zmienił temat, uśmiany w głębi duszy.
- ...N-nie możesz zarzucać czymś takim, a potem tak po prostu…proszę cię.
Wzruszył ramionami nadal rozbawiony jej irytacją i popił winem.
- Może pozwolę ci usłyszeć to innym razem.
-Ha. - Nie brzmiała na zadowoloną.
- Choróbsko mieliśmy jakoś na zimę. - Tym razem jego zmianie tematu nie protestowano.- Em, co jeszcze, młoda Alfa nam zmarła. Trochę szkoda. Ale mamy też drugi miot, że tak powiem, królewski. Złote dzieci, które zostawiła jakaś krewna Agresta, nie pamiętam już od kogo strony. Agrest tak się wokół nich kręci, że zaczynam podejrzewać, że chce wsadzić jedną z nich na tron, gdyby nie fakt, że są jeszcze na to za młode. - Rozlał sobie trochę wina na pierś przypadkiem.- Och, cholera... No, ale pomyśl tylko, co by na to powiedział Legion.
- Wyobrażam sobie. - Pokiwała głową zmartwiona, ale przejęta.- Myślisz, że by się postawił?
- Wiesz, to on w końcu jest pierwszy w kolejce. - Hiekka zbliżył się, żeby mógł ściszyć głos.- Co z tego że trochę średnio się do tego nadaje. Ja bym go widział na miejscu generała, może stratega. - Podał jej swoją butelkę, widząc, że jej jest pusta.- Możliwe, że czekają nas kolejne buntownicze zamieszki. Słaby czas na stawianie browaru...
- Sporo musisz myśleć o tym browarze.- Wyłożyła się wygodnie, widocznie już spojona procentami.
- Jest naprawdę mało rzeczy, które są warte tak intensywnej kontemplacji.
- Kiedyś pisałeś. - Przypomniała sobie, a co pasowało jako przykład w rozmowie.
- Tak, to prawda.- Spochmurniał.- Nikt i tak nie chciał tego czytać. Kiedyś nawet, dobre kilka lat temu próbowałem wystawić to na deski teatru, ale nie zebrało to zainteresowania, nawet wśród, pożal się boże, naszych aktorów.- Zupełnie zrezygnowany położył głowę na łapach. Ile można było pchać się na świecznik, kiedy nikt wokół nie wiedział, do czego służy świeczka?
Całka milczała, lustrując swoimi wielkimi oczami szybko zmieniające się rysy basiora. Lata bólu odcisnęły się na jego licu głębokimi bruzdami i posiwiałym podszerstkiem. Różowy nos falował rytmicznie.
- Ech, i tak kartek brakowało co chwila.- Mruknął gorzko.- Wygasło to tak naturalnie, że nie spostrzegłem się nawet, kiedy przestałem potrafić pisać.
- Wiem, że to w niczym nie pomoże, ale tak mi przykro.
Wzruszył ramionami, nadal unikając jej wzroku, zażenowany swoim wyrazem słabości.
- Chcesz więcej tego wina? Sam tłoczyłem. Z lokalnych jabłek.
- Skąd?
- Nikt nie pilnował.- Kąciki ust basiora wróciły na swoje miejsce.
(Całka?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz