wtorek, 13 stycznia 2026

Od Agresta CD Kaliny - "Melodia zapomnianych dusz"

Cień wśród krzewów nie był przywidzeniem. Nie był też halucynacją, choć rzeczywistość aż się prosiła o dyskusję. Do tej pory zakrwawione wilki nawiedzały Szkliwo tylko w koszmarach, względnie w odległych już migawkach wspomnień, które zostały gdzieś bardzo daleko.
Może pomyślałby, że to tylko pierwszy lepszy mieszkaniec ceglanej dziury, który zgłodniał przed kolacją i właśnie wracał ze zwycięskich łowów. Może miałoby to jakiś sens, gdyby nie splamione czerwienią ostrze, na którym wilczyca zaciskała zęby. Może. Gdyby nie oczy rozwarte w nagłej obawie.
- Co cię tu sprowadza w taką paskudną pogodę... Szkliwo? - Jej ślepia lekkim ruchem zahaczyły o kamień, pod którym chwilę wcześniej spoczywał list od Agresta.
Czy mógł mieć tego dnia większego pecha?
Wiedział, że wilk, który się obawia, to zły wilk; zwierzę pełne agresji, skłonne do podejmowania nieprzemyślanych decyzji. W takim przypadku pozostają tylko dwie ścieżki: uspokoić albo przepłoszyć, dokładając przy tym wyrazistych wspomnień na resztę życia. Żadnej polemiki, dopóki lęk jest w niebezpiecznej fazie przejściowej. Niestety czasem obie opcje wydają się równie trudne do przeprowadzenia. Wtedy zazwyczaj szuka się najkrótszej z dróg umożliwiających nieprzerwany ruch w przeciwnym kierunku.
- Paskudną? Pogoda jak każda inna. - Nie miał pojęcia, jakim cudem zachował taki spokój. Życie wystarczająco skutecznie wbiło mu już do głowy, jak niebezpieczny potrafi być przeciwnik z nożem. Był przerażony.
Uważniej przyjrzał się jej rysom. Czy mogli się znać, czy też po prostu przypadkiem obiło jej się o uszy imię jedynego ptaka w siedzibie NIKL-u? Nie wykluczał, że ten pysk mignął mu kiedyś gdzieś w tłumie, ale za nic nie mógł sobie takiego momentu przypomnieć. A już na pewno nie zamienili ze sobą słowa.
Kim ona była? Przede wszystkim: wilczycą. A więc nie urzędniczką. W remizie też nie pracowała.
- Masz do mnie jakąś sprawę? - rzucił w końcu, przyłapując się na wyjątkowo długim wydechu. Pytanie było skrajnie nonsensowne i grząsko prowokatorskie, ale jednocześnie tak kusząco bezpośrednie, że napięcie wywróciłoby go na lewą stronę, gdyby zamiast niego wybrał kluczenie. Poczuł ulgę, gdy wreszcie wybrzmiało. Co więcej, gdy tylko miał już je za sobą, jakiś głos z głębi duszy zaczął uparcie podszeptywać, aby na tym nie poprzestawać.
- Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że poczta nawet w okresie końcoworocznym działa w zwykłym trybie. - Uśmiech, który przyozdobił jej pysk, był prawie jak fizyczny nacisk. - Czy coś mi się pomieszało?
- „W zwykłym trybie” to trafne określenie.
- Zatem to pewnie jakieś wyjątkowo pilne listy, które nie mogą czekać w kolejce? Może razem to ocenimy? - Jej przednie łapy zanurzyły się w przeręblu. Krew spływała z nich razem z wodą i znikała pod ośnieżoną taflą.
- Dziewczyno, wiesz, czym jest prywatna korespondencja? Ja cię nawet nie znam.
- Myślę, że najistotniejsze już o mnie wiesz. - Wilczyca potrząsnęła jedną, potem drugą nogą, rozbryzgując wokół odbarwione kropelki. Zrobiła krok naprzód. Dzieliła ich już tylko wąska wstęga rzecznego meandra. - Ale czy to bezpieczna wiedza dla kogoś, komu zapodziały się kły i małżowiny uszne... 
- Groźbami strasz szczenięta. - Odetchnął ciężko. Powoli i trochę niezgrabnie zaczął przedzierać się bokiem przez zaspy, dopóki nie poczuł pod nogami śniegu ubitego na ścieżce. Zatrzymał się, strzepnął z ramienia garść białych drobin, które opadły na nie z gałęzi porzeczki, po czym usiadł na ziemi.
- To tylko drobna sugestia, że czasem warto odwdzięczyć się ciekawostką za ciekawostkę.
- Powiedz lepiej, kim jesteś i co się stało. - Poklepał skrzydłem miejsce obok siebie. Jej ogon poruszył się nieśpiesznie, ale z pewną, trudną do przeoczenia sztywnością. Szkliwo odczekał jeszcze chwilę.
- No co, mam zadeklamować ci poemat? Daruj, nie pamiętam żadnego.
- Dlaczego chcesz to wszystko wiedzieć? - warknęła, z gracją ślizgając się po lodzie. Zastygł, uważnie śledząc ruchy szarej postaci, która lada chwila miała znaleźć się tuż obok. Jej kozik zniknął pod wodą, ale w razie konfrontacji miała godziwy arsenał w obrębie własnego ciała. Może trzeba było zwiewać, póki była na to pora? Tylko co dalej? Nie znał nawet jej imienia, a dopóki znajdował się w siedzibie NIKL-u, ona z łatwością mogła wyśledzić każdy jego krok. Okazji do likwidacji świadka miała aż nadto.
Cóż, żadna to nowina, że w Najwyższej Izbie trzeba umieć dogadywać się nawet z tałatajstwem pokroju morderców.
„Ach, Szkliwo. Ta relacja nie ma przyszłości, jeśli będziesz o niej myślał aż tak źle. Zupełnie, jakbyś sam nigdy nie trzymał w szponach zakrwawionego noża”.
- Muszę wiedzieć, co mam mówić, jeśli ktoś zapyta.
- W takim razie dlaczego chcesz mi pomóc? - Wreszcie stanęła po jego stronie zaspy, na wydeptanym trakcie i zniżyła głowę, aby znaleźć się na jego poziomie. Jej ślepia były uważne; pozbawione żądzy mordu. Dobrze wróżyło to pertraktacjom.
- Bo nie chcę przez resztę życia uciekać przed tobą jak szczur - mruknął, czując, że luźne pióra na jego piersi zadrżały, gdy odetchnęła głębiej. Dopilnował, by nie odsunąć się nawet o długość pazura. - Co ci takiego zrobił ten nieboszczyk? Oszukał, wykorzystał, zabił szczenięta?
Umilkł na chwilę, szukając na jej pysku choć jednej wskazówki. Nie, chyba nie o to chodziło... Jednak o coś bezsprzecznie chodziło. I to bardzo. Przypadkowość ofiary spadła już na ostatnie miejsce pod względem prawdopodobieństwa.
Gwałtowny wydech w jego gardle przez chwilę chciał być śmiechem, ale ucichł, zagłuszony skupieniem.
- Czyli nie wiem jeszcze o wielu ciekawych rzeczach, które się tu dzieją.
- Najpierw daj mi swój list. Nie mamy całego dnia.
„Twarda negocjatorka. Niedobrze”.
- Porozmawiamy i wrócimy razem. Każdy świadek, który da ci alibi, jest cenny, prawda?
Tylne nogi wadery drgnęły lekko, najwyraźniej jeszcze decydując, czy zgiąć się do końca, czy wyprostować. Wreszcie usiadła naprzeciwko niego. Jej łapy poruszyły się delikatnie, jakby szukały czegoś wokół siebie.
„Koleżanko, to bardzo zły pomysł. Dobrze wiesz, że jeśli teraz wybierzesz napaść, czeka nas walka na śmierć i życie”.
Ona jednak poruszyła ramionami i na powrót wyprostowała się szybko, jakby chciała tylko poprawić pozycję.
- No dobrze. - Chrząknęła. Jej pysk pozostawał rozluźniony i chyba znowu powrócił na niego łagodny uśmiech, bo oczy pojaśniały. Szkliwo nie był pewny, czy ma poczytać ten wyraz za przyjazny, czy za wyzywający, ale czy jedno musi wykluczać drugie? Chyba nie. - Na imię mi Kalina. A ta sprawa... nie, nie wynika z tego, o czym wszyscy zawsze myślą. On był tylko wyjątkowo niegodziwym trybikiem maszyny, która mieli dalej. Resztę na pewno doniesie ci miejscowa poczta pantoflowa, jeśli korzystasz z usług jakiejkolwiek poczty, oprócz tej pod kamieniem - mówiła, z zadowoleniem obserwując, jak kartka powoli rozkłada się w chudych palcach ptaka. - A teraz...
- Trybikiem, tak? - Kiwnął głową, już na nią nie patrząc. „Zaczynasz mi się podobać”.
Posłał listowi ostatnie, długie spojrzenie.

Szkliwo.
Wszystko, o czym piszesz, jest rzeczywiście niepokojące. Zamieniłem o tym słówko z sekretarzem, niestety nie doszliśmy do porozumienia. Moim zdaniem w każdym przypadku zbyt silna WSJ to zła WSJ! Powinniśmy skupić się na własnym wojsku, a tam nie szukać ani wsparcia, ani nawet narzędzi. Znam ja dobrze to barachło... Całe szczęście, że nie przyjęli ich na szkolenia w Najwyższej Izbie.
Ableharbin za to twierdzi, że obecnie wszystko, co na łapę NIKL-owi, nam tylko zaszkodzi. Cytuję: „To doskonale, że żołnierze z WSJ chcą się doskonalić!”. Już naradza się z tą swoją zgrają, jak najlepiej wkroczyć do Watahy Jabłoni, żeby przejąć ją bezkonfliktowo. Jak tylko pozna ich choć w połowie tak dobrze jak ja, zaraz przejdą mu te jednoczeniowe zapędy.
Działajcie tam, zwłaszcza Ty, mój wierny Przyjacielu. Zawsze wierzyłem w Twój intelekt, nawet jeśli nie zawsze się do tego przyznawałem. Chcę wiedzieć, co się tam u Ciebie dzieje.
Chcę Cię wreszcie zobaczyć w domu!
Agrest

„Ech, Agrest. Tak, tak, ja ciebie też”.
Kalina przejęła list, jeszcze zanim zdążył wyprostować kończynę. Również przebiegła wzrokiem po tekście.
- „Działajcie” - wymamrotała. - Już zaczynałam myśleć, że prawdziwie zorganizowane szpiegostwo tutaj to już tylko miejskie legendy. Może jednak w każdej jest ziarno prawdy.
- Daleko idące wnioski. Tylko nie zgub tego papierka z łaski swojej.
- Będzie u mnie bezpieczny niczym dziecko przyjaciela. - Wstała i przeciągnęła się rozkosznie. - Pora się zbierać, jeśli nie chcemy się tłumaczyć z tej wycieczki.
- Mam nadzieję, że gdy sprawa zostanie zamknięta i będziesz już bezpieczna, list do mnie wróci. - Również się podniósł i otrzepał ze śniegu. Wilczyca roześmiała się serdecznie.
- Sprawa zamknięta? Nie wyglądałeś na takiego optymistę. Chyba cały NIKL musiałoby najpierw piekło pochłonąć. Chociaż, z tego co widzę, wtedy nie byłby ci już potrzebny.
Ruszyła przodem, w o wiele lepszym nastroju.
„A może powinienem zostać terapeutą?”. Przechylił głowę, przyglądając się jej ogonowi, który z pełną swobodą kiwał się przy każdym kroku. „Całe szczęście, że nie ma pojęcia o liście w mojej kieszeni. Wyślę go następnym razem, nie pali się. Może zresztą jeszcze coś do niego dopiszę? W każdym razie czas przenieść urząd pocztowy Pod Kamieniem pod inny kamień”.
Im dłużej szli, tym bardziej Szkliwo miał ochotę zadać jakiekolwiek pytanie, byleby pociągnąć rozmowę i dowiedzieć się czegoś więcej o swojej wyjątkowo skrytej rozmówczyni. Było to już coś pomiędzy zachcianką a obowiązkiem.
Mimo to nie odezwali się do siebie, aż do ich uszu nie dotarło skrzypienie starego płotu, który kiwał się na chłodnym wietrze, przy jednym z domów, do połowy przewrócony.
„Przy okazji warto byłoby się zorientować, gdzie ona mieszka i gdzie może przechowywać list. Co by nie mówić, zniszczony byłby bezpieczniejszy”.
- Tu się żegnamy - oświadczyła nagle, zanim weszli między budynki. - Dopóki mam szansę nie tłumaczyć się z niczego, wliczając w to włóczenie się po polach z urzędnikami. Praca czeka. Miło było poznać!
- Do zobaczenia. Mam nadzieję.
„Idzie w stronę poligonu. Wojskowa? Całkiem logiczne”. Odwrócił się za nią i na dłuższą chwilę zawiesił wzrok na jej malejącej sylwetce. „Zresztą pal sześć list. Ma wystarczająco dobry powód, żeby go pilnować, przynajmniej jeszcze przez chwilę. A teraz są inne rzeczy do zrobienia...”.

< Kalina? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz