niedziela, 4 stycznia 2026

Od Hiekki do Całki

Postawili na pieńku kolejną flaszkę żołądkowej gorzkiej.
-Jak dobrze, że została mi jeszcze jedna.- Hiekka zatarł zziębnięte łapy.- No, to kto nalewa?
Z Szeregowcami siedziało mu się nawet przyjemnie. Nie mieli problemów z alkoholem tak długo jak sami się nimi częstowali, a na nocnej warcie nawet trzeba sobie ogrzać bebechy. 
- Ja mogę.- Danny nieśmiało podniósł butelkę.
Hiekka stuknął go zachęcająco łokciem. Danny pił ostrożnie, ale był w tym jakiś dziwny savoir vivre. Pelasza przesiadywała z nimi głównie dla towarzystwa, traktowała swoją pracę zbyt “na poważnie” żeby się upijać do nieprzytomności, ale kolejki nie odmówi. Moss był największą miękką fają, ale skoro już przyniósł czarki to niech zostanie.
Wadera Zaśmiała się wesoło na żart Dannego, jak tylko alkohol rozpalił im gardła. Moss szybko wpakował głowę w śnieg żeby czymś to popić.
-Ej, Danny.- Goniec pochylił się zagadkowo nad pieńkiem- O ile zakład, że tego walnę bez użycia łap?
- Chyba sobie żartujesz.- Prychnął lovelas. 
Hiekka golnął swoją czarkę trzymając ją tylko zębami, podniósł pysk do pionu żeby wszystko spłynęło jednym haustem. Wypluł ją w śnieg i runął plecami z rechotem w zaspę, a Danny rzucił w niego śnieżką, żeby śmiał się z niego ciszej.
Alkohol powoli się kończył a z tym ich pogaduszki, od rozpicia przysypiali na warcie. Hiekka kiwając się sennie nagle usłyszał znajomy głos, odwrócił łeb i zmarszczył nos. Na polnej drodze oddalonej od nich jakoś 30 kroków wędrowały dwie białe postacie…albo jedna postać, bo obie wyglądały praktycznie identycznie.
-Wiecie co.- Zamlaskał goniec.- Ja może lepiej spasuję. Zaczynam widzieć podwójnie.
***
Następny ranek przywitał go bólem głowy. Potrzeba  NAGŁEGO pragnienia wyrzuciła go z jaskini prawie pędem, lekko chwiejnym, ale sprawnym. Dotarł nad rzeczkę i walnął się w nią, nie zważając na temperaturę. Niewiele go już obchodziło. Kilka wilków mignęło mu kątem oka, jak leżał przy szemrzącej wodzie, próbując uspokoić błędnik. Jeden z nich dziwnie mruknął tuż nad nim, otworzył więc jedną powiekę.
- Całka…?- Wymówił niemrawo, niedowierzając własnym oczom.
- Ha, to ty. Kopę lat.
 - Kopę.- Wygramolił się z pozycji leżącej.- Jakoś tak z 5 wiosen co najmniej. Byłem pewny, że nie żyjesz.
- Jeszcze dycham, jak widać.- Wzruszyła ramionami, uśmiechając się sztucznie.
- Hm.- Obejrzał ją od stóp do głów W każdym centymetrze.
- Coś nie tak?- Wadera skrzywiła wargi, widząc, jak odpływa myślami.
- Nic nic.- Wrócił na wysokość wzroku.- 5 lat. Już zdążyłem zapomnieć jak wyglądasz. 
- Cóż, ty się nic nie zmieniłeś.
- Doprawdy?- Parsknął urażony.- Rzuciłem prochy.
Całka uniosła brwi.
- Zmyślasz.
- Trochę coś czasami wypiję…
- Wiedziałam..
- Ale niech pierwszy rzuci kamieniem!- Przysunął się nieco.- Mogę się zarzec, że jakbyś spróbowała tego wina z piwniczki, co go trzymam na specjalne okazje, to byś zrozumiała.- Spojrzał bokiem pod jej grzywkę, prosto w złote oko, pesząc ją.
- Może nie dzisiaj. Nadal jestem skołowana po podróży.
- No tak, wielka wyprawa.- Odsunął się powoli.- Nie powiesz nic więcej? Bym miał dobry materiał na wiersze.
- Może później, naprawdę. Chcę jeszcze dzisiaj odwiedzić Deltę
- Hiekka pokiwał głową nieco rozczarowany, ale zrozumiał.
- Powinienem cię w takim razie odprowadzić.- Uśmiech wrócił mu na pysk.
Całka znów zrobiła to śmieszne coś z brwiami.
-Może jednak trochę się zmieniłeś.
***
Mały spacer basiorowi nawet dobrze zrobił. Skryty w cieniu drzew nie dostawał tak bardzo słońcem po oczach, które przyprawiało go o mdłości.
Dużo się pozmieniało jak cię nie było. - Szedł od jej boku, starając się nie patrzeć na nią zbyt często.- Mnóstwo wilków odeszło. Część zabrała wojna, część choroba…naprawdę paskudna sprawa. Ale są jeszcze większe tragedie. Ja na przykład zostałem gońcem.
- Naprawdę.- Słuchała go ze skrywanym rozbawieniem.
- No wiem, głupio się przyznać, ale myślałem, że jak dołączę do wojskowych to będę czasami wpadać do was, no wiesz, do pracy. - Zaśmiał się, myślami uciekając wstecz.- A tu proszę, taka niespodzianka.
Dało się wyczuć w jego głosie dotąd niespotykaną nutę: szczerość. Minęła chwila zanim zebrał myśli na nieco posępniejszy monolog.
- Mam do ciebie jakiś żal.- Spochmurniał.- Nawet nie przyszłaś się pożegnać, po prostu znikłaś bez słowa. Pewnego dnia się budzę i słyszę od pierwszej lepszej osoby że poszłaś w długą. Zniknęłaś i tyle cię widzieli. Rozumiem, jakby to było na chwilę, ale…- Uderzył się w czoło słodko-gorzko. - Chyba sobie ubzdurałem połowę z tych moich wspomnień, skoro ty tak łatwo o nich zapomniałaś.
Odwróciła się jakby odmieniona.
- …nie mów tylko, że tęskniłeś.
Na te słowa napuszył się jak paw. 
- Teraz ty sobie coś ubzdurałaś.- Parsknął, próbując jakoś ukryć wstyd. - Nawet nie odebrałaś swojego koca. 
- Odbiorę, jak ci tak zawadza. Nadal mieszkasz tam gdzie wcześniej?
- Czyli pamiętasz drogę. - Napłynęła go fala triumfu.
Przewróciła oczami nadal rozbawiona. Podniosła nos do góry, czując znajome zapachy. Las przerzedził się, a oni wyszli na polanę.
- Dobrze było się zobaczyć.- Odparła na pożegnanie.
- Znowu brzmi jak pożegnanie na 5 lat. Do zobaczenia brzmiałoby dużo łagodniej.
- Dobrze, do zobaczenia.
- Dziś po zachodzie koc będzie do odbioru. - Dygnął paradnie i odprowadził waderę wzrokiem w kierunku jaskini Delty, a sceniczny uśmiech momentalnie zszedł mu z pyska.- Po tym czasie przesyłka trafi do ogniska. - Nie był pewny czy to ostatnie dosłyszała.

<Całka?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz