środa, 14 stycznia 2026

Od Katarakty do Puchacza - „Powrót z Wygnania”

 Nad jaskinią śledczych zapadł wieczór, kiedy do jaskini wojskowej wszedł Puchacz z grobową miną. Kolorowa wilczyca pochylała się sennie nad stosem papierów. Słysząc chrząknięcie podniosła na niego pytający wzrok.
– Co tam braciszku? – mruknęła, przekładając kolejną kartkę ze starych akt. Nudziło jej się. Niemiłosiernie. 
– Delta mnie wysłał. – odpowiedział basior i podrapał się po nosie. – Bo Domino umarła w dziwny sposób i… są przypuszczenia, że to morderstwo. 
–Morderstwo? – Sohea nastawiła uszy z ciekawością. – No to na co czekamy!
***
Ktoś mógłby powiedzieć, że Sohea była młoda i niedoświadczona i nie powinna prowadzić tak poważnego śledztwa, ale śledczych było dzisiaj jak na lekarstwo. Weszła w progi jaskini medycznej i uśmiechnęła się do taty.
–Sohea. Czekałem –mruknął Delta, kiedy podeszła bliżej. – Ciało Domino nadal jest w izolatce. 
–Dotykane? – Spytała. Delta posłał jej znużone spojrzenie. 
–Nie. – prychnął sarkastycznie. – Zbadałem ją kijem. Oczywiście, że dotykane! Chodź. – wyraźnie zirytowany pytaniem zaprowadził swoją byłą podopieczną do miejsca spoczynku starszej. – Jeszcze przy południu była żywa, jak zajmowałem się resztą chorych. – Delta usiadł sobie niedaleko wejścia. Sohea spojrzała na marne ciało leżące na legowisku z mchu i słomy. – Przy czym przychodzę, a ta martwa. 
– Domino była starsza, prawda? – Sohea dopytała. 
– Tak. Bliska śmierci ze starości czy ze swoich ran, ale nie to ją zabiło. Nie… utrata krwi i przebite płuco. – stary medyk zamlaskał po tych słowach. – Czekałem na ciebie żeby sprawdzić co dokładnie pozbawiło ją życia. Bo widzisz tą strużkę krwi na jej futrze? – Wskazał skalpelem na jej pierś. Obok na ziemi były już przyszykowane narzędzia do sekcji zwłok.
I chwilę tylko Delcie zajęło wyjęcia z nieszczęśniczki kawałka szkła, otarł je z krwi kawałkiem futra zmarłej
– Oczywiście, że to nie była śmierć ze starości. – mruknął Delta niezadowolony. – Życie byłoby za piękne, gdyby przyjaciele odchodzili spokojnie. Szkło w piersi. Domino miała się dobrze, nawet mogłaby wydobrzeć, gdyby nie to.
–Czy ktoś ją odwiedzał?– Sohea się zamyśliła. 
– Tak. Jej córka. Ta jasna. – Delta odłożył swoje narzędzie i bardzo smutno spojrzał na swoją córkę. No tak. Przecież przyjaźnił się bardzo z Domino. Pewnie już tęsknił. – Nikt inny nie wchodził tutaj dzisiaj poza mną i nią. Pory dnia podawane przez nich obu również były ze sobą zgodne.
–Nikt inny. Na pewno? 
– Na pewno. Każdy kto pragnie tu wejść spotyka się ze mną lub Talią w drzwiach i ma badane gardło. Nikt nie wchodzi bez naszej wiedzy, nie w trakcie epidemii. Poza najbliższą rodziną. – Odparł medyk. 
Sohea zanotowała te słowa i opuściła oczy. Żeby zabić własną matkę… jakim trzeba być potworem? 
 ***
Śledcza upewniła się co do wydarzeń tego dnia pytając się o wszystko ponownie i Talii. Wszystko się zgadzało. Delta wszedł rano, podał leki. Po południu przyszła podejrzana. Wieczorem Domino była martwa. Nie mógł to być nikt inny. No cóż. Jej zeznania również trafiły na dokumenty.
O zachodzie słońca odwiedziła stanowisko wypoczynkowe łowców, kilka zwalonych pni ułożonych w coś na kształt legowisk.
– Hej Myszko. –  Sohea przywitała się z poganiaczką. Ta obudziła się z drzemki. – Potrzebuję pomocy w wytropieniu kogoś, a nasz tropiciel umarł.
– Już, tylko..– Wadera kiwnęła łebkiem i pozwoliła sobie siewnąć.- O kogo chodzi?
– Potrzebuję znaleźć córkę Domino. Kataraktę. Wróciła z wygnania. Powinna pachnieć jeszcze trochę podobnie, co jej matka, skoro spędziła z nią trochę czasu. – Sohea przesunęła przed siebie kawałek materiału nasączony odrobiną krwi i zapachu zmarłej. – Powiedz, czy coś da się zrobić.
– Nie no, będzie okej. –Myszka pokiwała głową i zabrała się za pracę. Od jaskini medycznej przeszły przez sporą część watahy, tropicielka cały czas trzymała nos przy ziemi, oglądała ślady walki śniegu, połamane gałęzie. Przeszli tak spory kawałek lasu aż dotarły na plażę Kroki śledczej zrobiły się nagle ciche i ostrożne, jakby trafiła na wrogie terytorium. Szum fal nieco złagodził tą ciszę. Wiatr wiał tu nieco mocniej niż w lesie, dlatego myszka nie mogła polegać już na węchu, trop się urwał. Ślady na piasku i wgniecenia w szronie nadal były widoczne, prowadziły slalomem wzdłuż brzegu morza aż nad zwalone drzewo, całe zwęglone, chociaż już lodowate w dotyku.
 Ślady wiły się wstęgami dookoła pnia, śledcza postanowiła więc zajrzeć do środka. Spalone kawałki drwa wyrywały się z trzaskiem z zawiasów, gdy Sohea czyściła sobie drogę. “Spalone przybory domowe, zabawki, szmaty, przedmioty…cholera, to musiał być czyjś dom!”- pomyślała rozwścieczona. Pośród tego pobojowiska odkopała nieprzytomne ciało wilka, całe ciemne od sadzy. Wyciągnęła ją z widocznym zdenerwowaniem na śnieg i zaczęła wcierać w jej pysk zamarzniętą wodę.  Rozchyliła ściśniętą powiekę, a oko pod nią poruszyło się oślepione światłem. 
- Katarakta? Katarakta czy mnie słyszysz?- Potrząsnęła ciałem Sohea. W odpowiedzi usłyszała niewyraźny pomruk. - Dobrze. Wstawaj, jesteś zatrzymana.
Sprzedała jej cios w policzek, a biała aż odskoczyła, nadal walcząc z wycieńczeniem i niedotlenieniem. 
- Jesteś podejrzana pod kątem morderstwa bliskiego członka rodziny, podpalenia mienia watahy.- Zmierzyła wzrokiem zwalone drzewo, potem na poparzoną, ledwo żywą wilczycę.- oraz usiłowania samobójstwa jak mi się zdaje. Myszko, pomóż no.
– Dokąd ją niesiemy? Szara wgramoliła się pod uprowadzoną.
– Do jaskini alf.  Tam wszystko powinno już być gotowe.
-Ale na co?
-Na skazanie oczywiście.
***
Gdy dotarły do jaskini, na niebie wisiała już dawno srebrna tarcza, a cały las przybrał lodowato chłodny odcień. Wprowadziły podejrzaną pod dom Agresta, ten czekał już w gotowości u boku Puchacza i Legiona. Pod ich stopami paliły się dwa mniejsze ogniska po obu bokach, żeby nieco ogrzać chłód zimowej nocy, ale też nadać sali poważniejszy wyraz. Braki w rodzinie widać było w ich posępnych minach gołym okiem, bo głębokie zapadliska pod oczami były nie do przeoczenia w tym świetle. Sohea wymieniła spojrzenia z Puchaczem i poznała, że on poinformował już rodzinę o całej sprawie z wyprzedzeniem, a jej wizyta była bardziej niż spodziewana. Proces można było zaczynać. Zrzuciła sobie Kataraktę z pleców prosto pod ich stopy, a Myszce szepnęła, by przyniosła wody z jeziora.
- Wszczyna się postępowanie przygotowawcze w sprawie podejrzenia popełnienia czynu
z Księgi Czynów Niedopuszczalnych, polegającego na pozbawieniu życia wadery Domino, do którego miało dojść w dniu dzisiejszym na terenie Watahy Srebrnego Chabra. - Sohea przyjęła posągową sylwetkę, wczuła się w pełni w swoją rolę.
Agrest, nieco zmęczony, może ze starości, może z własnej oceny moralnej, nieco wsiąknął pomiędzy swoją prawicę i lewicę, przynajmniej udawał, że słuchał uważnie. Śledcza kontynuowała
-Wszczęcie postępowania uzasadnia uzyskana informacja o ujawnieniu zwłok
osoby zmarłej w jaskini medycznej, a także okoliczności wskazujące
na popełnienie czynu zabronionego. Dowody zbrodni zostały zabezpieczone.- Podała Legionowi kawałek szkła zawinięty w szmatkę.
- Alfo, po przeanalizowaniu zeznań świadków mogę potwierdzić, że ich relacje pozostają ze sobą spójne.- Ku uciesze Legiona, te słowa były skierowane do niego, a nie do Agresta.-  Zespół śledczych szczegółowo odtworzył przebieg wydarzeń z tamtego dnia i relacje świadka Delty pokrywają się z zeznaniami świadka Talii. - Wyjęła z małej torby pliki dokumentów.- Zgodnie z ich oświadczeniami, rano do pomieszczenia wszedł Delta, aby podać leki. W godzinach popołudniowych pojawiła się osoba wskazywana jako podejrzana. Wieczorem stwierdzono, że Domino nie żyje. Zbieżność czasowa oraz brak innych osób mogących mieć dostęp do miejsca zdarzenia wskazują, że (według świadków) nie było możliwości, aby sprawcą był ktoś inny. Takie są ustalenia wynikające z ich zeznań.
- Dobrze już dobrze.- Przerwał jej Agrest machnięciem ręką.- Dlaczego oskarżona jest nieprzytomna?
W tej chwili do kręgu wbiegła Myszka z wiadrem wody i po poleceniu śledczej wylała jego zawartość z chlustem na łeb białej wilczycy. 
- Tak lepiej?- Sohea parsknęła.- Oskarżona próbowała się podpalić razem z jej rodzinnym domem. Drewno jednak paliło się lepiej niż wychudły wilk.
- Dlaczego tak brutalnie... -Puchacz zmarszczył brwi, nie mógł na to patrzeć. Złapał za koc ze swojego posłania i zarzucił go na waderę. Legion nawet nie drgnął.
- P-p-p- Język Katarakty plątał się w spazmach. - Potwory!
Jej twarz przeszywał co chwilę ścisk bulu, gdy podnosiła się do pozycji siedzącej i odkrywała kolejne płaty poparzeń na swoim ciele. Pomimo tego, dygotała z zimna. Puchacz próbował głaskaniem po plecach przywrócić ją do spokoju. Otuliła się ciaśniej kocem.
- Czy to wszystko musi dziać się dzisiaj?- Zapytał ojca Puchacz.- Nie widzicie, że ona nie może się teraz obronić? Jak ma składać zeznania?
- To zbędne, mamy niezbite dowody.- Agrest wskazał na szkło w łapie syna.- Oświadczam z pełną mocą i konsekwencjami, że uznaję tu oto waderę za winną matkobójstwa.- Splunął tym plugawym zlepkiem słów oskarżonej pod nogi.- Legionie, jako mój zastępca możesz wybrać karę.
- Ale ojcze, ja?- Wlepił w niego wzrok zbity z tropu, jakby właśnie zmuszono go do czegoś plugawszego niż zbrodnia. Szybko przywołał się do porządku, zważając na atmosferę rozprawy i po chwili namysłu podniósł wzrok na Kataratkę.
- Sąd, po rozpoznaniu sprawy oraz ocenie zgromadzonego materiału dowodowego, uznaje oskarżoną za winną zarzucanego jej czynu.
Biała nie wydawała się poruszona tą wiadomością, nawet nie śmiała spojrzeć mu w oczy. Jedynie martwo wodziła pokrwawionymi oczami po posadzce i obserwowała falujące w ogniu cienie. Puchacz badał owe spojrzenie i nie dostrzegł, by jakikolwiek promyk nadziei tlił się jeszcze tam w środku. Jego serce ściskała litość i współczucie, co musiała przeżywać teraz ta młoda wilczyca.  Mogła mieć przecież jeszcze całe życie przed sobą. 
Ona natomiast nie mogła się podnieść spod przygniatającego ciężaru wspomnień i konsekwencji własnych czynów. Jedynie zamknięcie ich i przykrycie płachtą otępiającej umysł obojętności powodował, że w tej chwili nie pragnęła wskoczyć znów w płomienie. Ich ciepło szeptało jej obietnicę bólu tak niewyobrażalnego, że przestanie ona myśleć o tym psychicznym, który drążył ją na wylot. Odparła kuszenie, zamykając oczy. Kiwała się na boki, kierowana kojącym dotykiem Puchacza.
- Mając na uwadze stopień społecznej szkodliwości czynu, dotychczasową niekaralność oskarżonej oraz jej wątpliwą poczytalność, Sąd wymierza jej karę pozbawienia wolności w wymiarze dwóch lat.- Legion zerknął na ojca, by wydobyć jakąś aprobatę z jego spojrzenia.-  Ponadto Sąd orzeka wobec oskarżonej obowiązek wykonywania przymusowej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w postaci pracy jakoo...gońca, jako środek probacyjny mający na celu wychowawcze oddziaływanie oraz odpłacenie się w służbie watahy w stopniu adekwatnym do popełnionego czynu. 
Tym razem spojrzał na Puchacza, zamyślił się, jakby kalkulował potencjalny bilans zysków i strat oraz możliwe zagrożenia tego, co zamierza zaraz powiedzieć. Brat jednak skupiał się bardziej na podtrzymywaniu wilczycy, niż na obserwowaniu młodego alfy.
- Ponadto, mając na uwadze stan zdrowia oskarżonej oraz konieczność zapewnienia jej właściwego wsparcia w okresie wykonywania orzeczonych środków probacyjnych, Sąd postanawia przydzielić jej opiekuna rehabilitacyjnego. Puchacza, pomocnika. - Puchacz nastroszył uszy nieco przerażony.- Do obowiązków opiekuna należeć będzie monitorowanie przebiegu procesu readaptacji, udzielanie wsparcia oraz składanie okresowych sprawozdań do właściwego organu nadzorującego.
-Ale bracie, nawet nie spytałeś mnie o..- Chciał mu wejść w słowo, ale Agrest uciszył go łapą.
- Spokój, przyjmij swoją misję z pokorą i grzecznością. Słowa Legiona są w tej sytuacji ostateczne. - Stary podparł autorytet swojego zastępcy.
Skinął głową na kolorową waderę z ciepłem i serdecznością.
- Dziękuję ci Soheo za sprawne i skuteczne przywrócenie bezpieczeństwa w naszej watasze. Twoja pomoc jest nieoceniona. 
Tymi słowami śledczej pozwolono opuścić teren jaskini.
- Mam spisać protokół Sekretarzowi? - Legion wrócił do ojca.- Żeby był powiadomiony o naszych decyzjach?
- Wstrzymywałbym się z tym. Wolę, jak nasze decyzje pozostają istotne, moja latorośli. Jeśli Sekretarz będzie chciał poznać szczegóły, sam o nie wystąpi.

<Puchacz?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz