wtorek, 6 lipca 2021

Od Kawki CD Kanny - "Promyki Letniego Świtu. Złoty Środek."

Czasem rozmawiam z kimś i nie wiem co powiedzieć. Widzicie, mogę patrzeć mu w oczy i nawet jakimś wyrazem pyska dać do zrozumienia, że jego słowa wzbudzają we mnie konkretne emocje i przemyślenia, ale ubranie tego w słowa wykracza poza moje możliwości. No bo co powiedzieć? „To co mówisz... jest bardzo ciekawe to co mówisz”? „Słuchałam cię uważnie, ale daj mi chwilę na znalezienie jakiejś celnej riposty”? Przecież to wszystko brzmi jak ironia.
Czasem jest też odwrotnie, bardzo chciałabym o czymś pomówić, podyskutować, albo nawet się pokłócić. Czuję w sobie ogromne pokłady energii, które za wszelką cenę chciałabym wykorzystać na udział w słownych potyczkach. A nie mam nikogo, z kim mogłabym porozmawiać. To w takich właśnie chwilach przypominam sobie w pełni świadomie, dlaczego postanowiłam związać swoje życie z... no, polityką.

Zaczęło się jednak całkiem niewinnie, nie było ni dalekosiężnych planów na przyszłość, ni żelaznych postanowień. Tylko mały szczeniak, który dopiero wychodził z wieku nosa białego od mleka i nowi znajomi, których poznał na wskroś przypadkiem, kiedyś, gdy na niewinnym spacerze po lesie zawędrował pod tak zwaną „jaskinię alf”. Tamten dzień obfitował we wspaniałe przygody. Okazało się bowiem, że oprócz rozmówców, w jaskini alf można było znaleźć inne, intrygujące skarby. Na przykład szeleszczące papiery, koce, o które nie zadbał ojciec w naszej jaskini i kolorowe, słodkie, trochę krzywe piłeczki. Te ostatnie spodobały mi się najbardziej, a pokochałam je miłością bezgraniczną, gdy tylko basior - nazywał się Agrest i jak się okazało, był jakimś tam moim stryjkiem, kuzynem czy innym pradziadkiem - powiedział, że są skarbem tej ziemi.
- Litości, chcesz? - rzuciłam beznamiętnym tonem, odwracając się na chwilę w kierunku szarego lotnika i wyciągając ku niemu łapę z ułamaną ćwiercią jabłka.
- Mówiłem ci już, Kawko, że to nie koń czy osioł, tylko mój asystent. - Siedzący obok mnie wilk jednym ruchem zebrał leżące przed sobą papiery i z westchnieniem podniósł się ze swojego miejsca. - Wszyscy zasługujemy na jednakowy szacunek. Zresztą nie ma na imię...
- Chcesz? - Łapa wyposażona w owoc powędrowała w jego kierunku, a przez pysk jej właścicielki przebiegł lekki uśmiech. Doprawdy, ładnie kontrastował z oburzeniem jego odbiorcy.
- Nie, podziękuję.
- A ja nie pogardzę! - Zamaszystym ruchem wcisnęłam sobie jabłko do pyska. Wydało mi się, że dopiero ten gest trochę go udobruchał. - A co tam masz?
- Czytałem sobie... - Zerknął na trzymane pod pachą kartki. - Spis stanowisk.
- Iii? - Z zaciekawieniem wstałam i podeszłam do niego, delikatnie przejmując dokumenty, by otworzyć je na przypadkowej stronie. Jeszcze niewiele potrafiłam przeczytać. To znaczy... właściwie tylko pojedyncze litery, które widziałam kilkukrotnie w jakichś starych zapiskach taty.
- Nie wiem, dlaczego prawie wszystkie stanowiska medyczne są pozajmowane - mruknął Agrest, ponownie sadowiąc się obok mnie. - Tymczasem wśród szeregowców mamy niedobory.
- A dlaczego? - Wlepiłam w niego ciekawskie spojrzenie.
- Nie wiem. - Wzruszył ramionami.
- Bo widzisz, Agrest - nagle do rozmowy wtrącił się szary ptak.
- Ach, zapomniałbym zapytać kogoś, kto wie - przerwał basior, niepostrzeżenie przewracając oczyma. Przez krótką chwilę przyglądałam się im z zastanowieniem. Poniekąd fascynował mnie ten ich świat, świat pełen zagadek i niedomówień, z których niczego nie rozumiałam.
- Bo widzisz, Agrest - kontynuował myśl jego towarzysz - gdyby wybuchła wojna, wolałbyś być wśród tych, którzy giną w pierwszej kolejności, czy wśród tych, którzy ich leczą? A teraz, gdy wojny nie ma, jak myślisz, czy nie ciągnie większości bardziej do pełnej życia jaskini medycznej, niż gnuśniejącej rezerwy?
Szary wilk skrzyżował ramiona.
- Co zatem powinniśmy zrobić?
- Nie zaszkodziłoby wprowadzić tam trochę życia. Jakie obłożenie może mieć dane stanowisko, jeśli wszyscy już zapomnieli, że jest potrzebne?
- Pamiętasz, jakiego krzyku narobili przy ostatnich szkoleniach dla szeregowców sojuszu watah? Ja chcę spokoju. I tylko tyle.
- A więc masz spokój, ale brakuje ci szeregowców. I nie tylko. Zdajesz sobie sprawę, że powinniśmy mieć generała?
- Tak, tak. - Agrest skrzywił się z niezadowoleniem. - Ale to decyzja, którą trzeba podjąć z rozwagą.
- Nie kwestionuję tego. - Z lekkim uśmiechem skinął głową. - Ale żeby myśleć z rozwagą, trzeba najpierw myśleć. - Zanim rozsierdzony Agrest po raz kolejny fuknął z oburzeniem, ptak dodał szybko - o tym. Myśleć o tym. A nie lekceważyć sprawę, a gdy zabraknie czasu, zdawać się na mylne natchnienie przypartego do muru.
Każda wymiana zdań, którą mój mały mózg zdołał dopasować do kategorii „ważna, światopoglądowa sprawa”, nawet jeśli jeszcze nie potrafiłam wyciągnąć z niej wniosków, była dla mnie jak najpiękniejsza melodia. Bez tekstu. A że basior używał w nich mniej złożonych porównań i bardziej oklepanych słów, niż jego asystent, to właśnie on, zrozumiały i zwyczajny, z marszu stał się moim guru. Jednakże, ponieważ  byłam delikatnym, malutkim szczenięciem, rozmowy, zwłaszcza te bardziej abstrakcyjne, dość szybko mi się nudziły.
- Dziadku, wujku... no, Agreście. - Lekko szarpnęłam go za przednią łapę. Basior popatrzył na mnie jak na muchę, lecz mimo to, ukontentowana, że udało mi się skutecznie zwrócić jego uwagę, oświadczyłam - głodna jestem.
Wilk westchnął ciężko i ponownie zabrał mi swoje dokumenty.
- Mundus, odprowadź ją do domu. Ja nic u siebie nie mam.
Objęłam ich krótkim, porównawczym spojrzeniem, by bez ostrzeżenia, raz jeszcze skoczyć na szarego basiora i zarzucić mu łapy na szyję.
- Ja chcę z tobą, dziadku!
- Ojej, jak mi miło - rzucił sucho - ale innym razem, Kawko. Daj odpocząć dziadkowi po pracy.
Poszliśmy więc we dwoje, skrzydlaty i ja. Zadeklarował, że odprowadzi mnie aż do domu, ale w odpowiedzi popatrzyłam na niego z wyższością, wzruszyłam ramionami i z myślą „Co może się stać?” mruknęłam:
- Wrócę sama.
Tak naprawdę nie miałam zielonego pojęcia, co mogło się stać. Byłam po prostu zawiedziona, że Agrest nie mógł lub nie chciał odprowadzić mnie sam, tylko wysłał tego swojego pachołka.
Na próżno skarżyłam się i burzyłam, ptak zgodził się zostawić mnie dopiero u podnóża gór, wcześniej wymuszając danie słowa, że pójdę prosto do domu. A w domu trafiłam na niemały zamęt. Ojciec, próbując wczytywać się w niedbale porozrzucane przed sobą notatki, burczał coś ze zdenerwowaniem na matkę, krążącą po całej jaskini i owładniętą czymś pomiędzy silnym niepokojem, a wściekłością. W kącie leżeli przestraszeni Irys i Cyklamen.
- Gdzie te dzieci? nic nie powiedziały, poszły...
- To masz teraz i się martw! - warknął na nią ojciec - jesteś bezmyślna i tyle, jak można było nie zauważyć! A może ja mam pracować i ich pilnować?
- Pracować? Byłoby wspaniale, gdybyśmy wreszcie zobaczyli jakieś efekty tej pracy!
Zatrzymałam się w wejściu i skuliłam nieznacznie, nie mogąc zdecydować, czy lepiej wejść, czy się wycofać.
- Jeszcze raz to usłyszę, to inaczej pogadamy. - Gdy odsłonił kły, na ziemię skapnęło kilka kropel spienionej śliny. Matka już miała odpowiedzieć równie groźnym tonem, a jednak powstrzymała się, widząc mnie, stojącą u wyjścia.
- O, Kawka, no wreszcie. A gdzie reszta?!
- Nie... nie wiem, nie widziałam ich od rana. - przeszłam przez całą jaskinię i z westchnieniem położyłam się obok rodzeństwa. Oczy kleiły mi się już od dłuższej chwili, a gdy tylko zetknęłam się z ziemią, poczułam nieprzemożoną potrzebę prawdziwego, głębokiego snu.

< Kenai? >

poniedziałek, 5 lipca 2021

Od Kanny CD Kawki - "Promyki Letniego Świtu. Nierozłączni."

Spragniona przygody młoda dusza

Ruszyłam naprzód zostawiając za sobą skonfundowane rodzeństwo. Poczułam niesamowitą siłę, której nie czułam jeszcze nigdy. Musiałam odnaleźć to stworzenie i dowiedzieć się co ma do powiedzenia. Może jakąś pradawną prawdę? Może sekret tych ziem, albo żyjących tu wilków? A może miejsce ukrytego skarbu!? Opcji było tak wiele, a ja nie wiedziałam na którą się przygotować.

- Na pewno w tamtą stronę odleciał? – usłyszałam za sobą i zatrzymałam się raptownie.

- Czemu idziesz za mną? – zapytałam szczerze zaciekawiona patrząc na swojego brata szeroko otwartymi oczami.

- A nie mogę?

- Mieliśmy się rozdzielić… - szepnęłam nieśmiało, na co Kenai przysunął się do mnie.

- Jesteś świetną przewodniczką i ty widziałaś to stworzenie! Stwierdziłem, że lepiej iść za Toba niż w nieokreślony kierunku, gdzie mógłbym nie trafić w dobre miejsce.

- Naprawdę tak uważasz? – spytałam patrząc na niego zdziwiona.

- Oczywiście. A ty nie? – spytał jakby wszystko co mówił było tak pewna jak słońce na niebie. Nie myślałam nigdy, że jestem w czymś dobra, albo że mogę komuś pomóc. Skoro Kenai wierzył w moje umiejętności to może faktycznie powinien pójść ze mną…

- Okey, pozwolę Ci pójść, ale pod jednym warunkiem! – nagła pewność siebie zadziwiła nas oboje, jednak ja postanowiłam tego nie okazywać.

- Jakim?

- Cokolwiek powie nam to stworzenie, ja mam pierwszeństwo we wszystkim!

Kenai wydawał się zastanawiać nad moimi słowami przez kilka chwil, ale w końcu uśmiechnął się szeroko i zgodził na moje warunki. Skoro byłam taką dobrą przewodniczką to niech teraz mnie słucha!

Szliśmy wśród drzew, nie zważając na nic po drodze. Czułam, że idziemy w dobrą stronę, jakby coś… albo ktoś w mojej głowie prowadził mnie prosto do określonego przeze nie celu. Czy to może być los? Albo przeznaczenie? Tata mi opowiadał, że to los złączył jego i mamę, i że nawet jakby chcieli nie byliby w stanie żyć osobno. Chociaż razem też nie jest im łatwo. Czy to właśnie los mnie teraz kierował? Czy nieważna była obrana przeze mnie droga? Czy ostatecznie zaprowadzi mnie w to samo miejsce, niezależnie od sytuacji? Chciałam wierzyć, że tak. Bałam się odpowiedzialności, wolałabym, żeby moje decyzje nie wpływały na otaczającą mnie rzeczywistość, nieważne czy moją czy kogoś innego.

Dotarliśmy do dużej polany, której środek przecinał niewielki strumyk. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy przy chłodnej wodzie stała istota którą widziała wcześniej. Od razu wiedziałam, wystarczyło kilka sekund bym znalazła się u boku stworzenia, z oczami w górze i uśmiechem na pysku. Opierzone „coś” zerknęło w dół i podleciało na sekundę do góry, jakby w wyrazie zaskoczenia lub strachu. Przestraszyłam je?

- Oh… to wy. Myślałam, że dłużej wam zajmie dotarcie tutaj. – istota wygładziła swoje pióra skrzydłami, zupełnie jakby czuła się zawstydzona. Odkrzyknęła.

- Nazywam się Madeline Niline Zeria Anabe, ale możecie do mnie mówić Miodełka. – uśmiech opierzonej istoty wyglądał dziwnie, ale poczułam ogromny podziw i zachwyt gdy patrzyłam w górę.

- Ja jestem Kenai, a to Kanna. – powiedział mój brat widząc, że odjęło mi mowę. Wpatrywałam się w wysokie stworzenie jak w obrazek, a wszystko o co chciałam zapytać nagle rozpłynęło się w nicości mojego umysłu.

- Dlaczego masz tak długie imię? – spytałam ni stąd ni zowąd, jakby to to było teraz najważniejsze.

- Nadałam je sobie jako dziecko. Nigdy nie lubiłam swojego pierwotnego imienia, ale udało mi się do niego przyzwyczaić. Dlatego właśnie przedstawiam się obydwoma. Krótkim Miodełka i długim, który nadałam sobie bardzo dawno temu. – jej głos był uspokajający i

- Nam rodzice nadali imiona, czy ja tez mogę je zmienić?

- Jeżeli bardzo chcesz, to nie widzę przeszkód. – postać zniżyła się do nas i poklepała mnie po głowie swoim wielkim błękitnym skrzydłem. – Wielkie osoby rodzącą się wraz z nadaniem nowego imienia.

Moje oczy powiększyły się o dobre dwa razy gdy udało mi się zrozumieć te słowa. Chciałam być wielka. Większa od wszystkich i każdego z osobna.

Opiekuńcza bratnia dusza

Kanna wydawała się tak zaabsorbowana nową znajomością, że zapomniała o całym świecie. Odsunąłem się lekko na bok, żeby nie przeszkadzać jej w rozmowie, jednocześnie jednak czujnie obserwując całą sytuację aby w razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa wkroczyć do akcji.

- Nadamy sobie imiona!? Kenai, no proszę. – głos skierowany do mnie wyrwał mnie z dziwnej zadumy.

- Możemy. Za chwilę. – powiedziałem i podszedłem do wysokiego ptaka, skupiając na nim całą uwagę.

- Kim jesteś? – zapytałem przechylając lekko głowę.

- Już mówiłam Madeli…

- Nie, nie… gatunkowo mi chodzi.

- Ah… widzę, że mam do czynienia z inteligentnym osobnikiem. – uśmiech ponownie rozlał się na jej dziobie, po to by za chwile zniknąć.

- Należę do gatunku Rublia caerulea. Jesteśmy rzadkością, zwłaszcza na tych terenach. Lepiej nie mylić nas z czaplami… a tym bardziej z bocianami. Bardzo tego nie lubimy.

Pokiwałem głową, rozumiejąc, a przynajmniej starając się zrozumieć jej wypowiedź i odwróciłem się do siostry. Patrzyła nadal na opierzoną postać jakby musiała nacieszyć oczy jej pięknem przed odejściem.

- Czyli nie jest legendą. – powiedziałem cicho, po czym dodałem głośniej. – To jak chcesz się nazwać?

- Kanna Nita! Albo nie! Za krótko… Kanna Madeline Nita! Nie… nie… To imię Miodełki. Może…

Słowotok z jej pyska nie miał końca, w końcu po kilku minutach przerwał jej spokojny acz dosadny głos.

- Kanna Ermine Nita. – powiedziała Miodełka przybliżając się do niej i zniżając się do naszego poziomu. – To do Ciebie pasuje.

Uśmiech na pysku Kanny rozszerzył się jeszcze bardziej, choć sądziłem że bardziej już się nie dało.

- A ty roztropny młodzieńcze od dzisiaj będziesz Kenai Lianthony Sitka. Oczywiście jeżeli Ci to pasuje.

Pokiwałem głową i uśmiechnął się lekko i ledwo zauważalnie.

- Musimy wracać. – powiedziałem do siostry, a ona spojrzała na mnie z zawodem w oczach. – Zaraz będzie ciemno, a musimy jeszcze znaleźć Kawkę.

- Ja też już muszę lecieć. Spotkamy się znów mi mili.

Tajemnicza Miodełka jak powiedział tak zrobiła. Kilka sekund później szybowała na rozpiętych skrzydłach najdostojniej jak kiedykolwiek wiedziałem. Kanna się nie myliła. To była najpiękniejsza istota jaką kiedykolwiek widziałem.

<Kawka?>

niedziela, 4 lipca 2021

Wyniki konkursu "Oczukąpiel"!

Kochani!
Nadszedł wyczekiwany przez wszystkich dzień, gdy to możemy podsumować wyniki konkursu "Oczukąpiel". Nie muszę chyba mówić, jak udany był to konkurs. Ten konkurs był tak udany:
No, czyli to jedno mamy już ustalone. Nadesłanych zostało wiele wspaniałych opowiadań, toteż nietrudno stwierdzić, że wybór był nadzwyczaj ciężki. A jednak ankietę mamy już za sobą i nawet jeśli ktoś nie widział jeszcze, kto tym razem był faworytem głosowania, dowie się tego właśnie... teraz.

Uczestnikami byli (według kolejności wysłania opowiadań konkursowych):
Yir
Tora

Głosowanie wyłoniło zwycięzcę. Został nim Delta z 6 głosami, który umarł. i zgodnie z zapowiedzą otrzymuje aż 4 ng!

Na miejsce drugie natomiast bezapelacyjnie zasłużył Satomi z 5 głosami, od dziś szczęśliwy posiadacz 3 ng!

Ponieważ pomiędzy trzecim miejscem a pozostałymi uczestnikami wystąpiła wyraźna różnica, należy uhonorować także opowiadanie Domino, które otrzymało 4 głosy, dzięki czemu jego autorka zdobywa 2 ng!

Wszystkim uczestnikom dziękujemy za inicjatywę, pomysłowość i zaangażowanie w tworzenie historii nowego konkursu! A jest pewne - zapamiętamy go, choć w zupełnie inny niż pozostałe sposób.

                                                                                               Wasz samiec alfa,
                                                                                                 Agrest

czwartek, 1 lipca 2021

Od Kawki - 6 trening siły i zwinności

Dzień, jako wspomnienie dnia poprzedniego, był nieco chłodniejszy, niż cały ostatni tydzień. Podreptałam przed siebie, jak zwykłam robić to każdego kolejnego poranka, zbiegłam z góry, omijając leżące mi na drodze kamienie i skacząc po płaskich, wystających z podłoża kawałkach skał. Szybko przedostałam się na łąkę, a następnie przecięłam ją szybkim i równym tempem, by jak najprędzej dotrzeć do lasu.
Później truchtałam już spokojniej, ciesząc oczy, uszy, nos i rozgrzaną od silnego słońca skórę wszystkimi cudami, które przygotowała puszcza, jakby specjalnie dla mnie.
Na chwilę przysiadłam pod młodą brzózką, znowu ruszyłam kłusem. Moje młode nóżki jednak dość szybko się zmęczyły i zanim dotarłam do miejsca, które było moją ostatnią znaną przystanią, spróchniałego, zwalonego przez burzę drzewa, moje myśli zaczęły odruchowo wędrować w stronę domu. Niedługo potem musiały podążyć za nimi drżące z wysiłku łapy.
Wspięcie się pod górkę było tym razem trudniejsze, niż wcześniej, gdy pokonane przeze mnie odległości były mniejsze. A jednak czułam w sobie tyle wewnętrznej siły, że starczyłoby spokojnie na dwie lub trzy takie wyprawy.

Od Kawki - 5 trening siły i zwinności

Chociaż poprzedni wieczór spędziłam na śnie i wylegiwaniu się w kącie, nie żal mi było tego czasu. Wraz z nowym dniem, minęły wszystkie nieprzyjemne dolegliwości spowodowane, jak dowiedziałam się od ojca, najprawdopodobniej przetrenowaniem i poranek powitałam z uśmiechem na pyszczku.
Zjadłam śniadanie, które podsunęli nam rodzice i wyszłam z jaskini.
- Hej, gdzie znowu idziecie? - rzuciłam w kierunku Kanny i Kenai'a, którzy jak zwykle poruszali się razem i znikali gdzieś na całe dnie, zajmując się swoimi sprawami. Zdążyłam zawołać, zanim uciekli gdzieś jak zawsze.
- Idziemy na Polanę Życia! - odkrzyknął Kenai - jak chcesz to chodź z nami, ale niedługo wrócimy!
On podążył za siostrą, a ja własną drogą. Nie chciało mi się nadganiać ich tempa, zresztą za wszelką cenę chciałam sama wyznaczyć kierunek swojej wędrówki.
Tego dnia bowiem, w końcu udało mi się dotrzeć do lasu. Lubiłam las. Było tam dużo spokojniej, przyjemniej i chłodniej, niż na łące u podnóża gór. Przynajmniej w lato. A jednak zanim się spostrzegłam, słońce zaczęło chylić się ku zachodowi i trzeba było wracać do domu. Najwyraźniej mój poranek zaczął się później, niż myślałam.

Od Kawki - 7 trening siły i zwinności

Truchtałam przed siebie, pozwalając swoim małym łapkom nieść się wolno i jednostajnie, wciąż przed siebie i przed siebie. Ponieważ moja szyją, która musiała wszak całymi dniami dźwigać dużą, szczenięcą głowę, pełną najróżniejszych pomysłów, była tamtego przedpołudnia już trochę zmęczona, ostatni kilometr swojej trasy przebyłam z głową lekko opuszczoną ponad przednie łapy i językiem zwiększonym niemalże do nadgarstków. Kropelka po kropelce, kapała z niego lekko spieniona ślina. Wokół było gorąco. Najgoręcej na otwartej przestrzeni, na łące i w górach, ale w godzinach szczytu także i las był niemożebnie rozgrzany.
Przyspieszyłam kroku, obiecując sobie, że przy następnym krzywo rosnącym drzewie zwolnię, a może nawet pozwolę sobie na krótką chwilę wylegiwania się pod drzewem.
Byłam już naprawdę zmęczona, toteż gdy upragniony moment nadszedł, zaległam pod drzewem jakby jego kojący cień i szum był czystym zbawieniem. Z biegiem czasu, gdy zaczynałam coraz lepiej poznawać swoje ciało, zauważałam jak przyjemne były niektóre czynności. Leżenie pod drzewem w letni dzień, tarzanie się w miękkim mchu, wygrzewanie na słońcu. Ciarki przebiegały po grzbiecie na myśl, że to dopiero początek moich przygód na tym wielkim świecie, że tyle jeszcze do odkrycia i poczucia!

Gratulacje!

Nasz Głos nr. 16 - "Nieco żywiej, nieco żwawiej"

DOWCIP NUMERU

Wąż mówi do węża:
- Sssłuchaj, czy my jesssteśmy jadowite?
- Śśśśśśśmiertelnie, a co?
- Bo właśśśśśśnie ugryzłem ssssię w język!

BÓSTWO NUMERU

Sowilo - germański bóg słońca. Uważany za nieodpowiedzialnego, gdyż tej odpowiedzialności unika. W pewien sposób silnie powiązany z nordycką bogini Sol.

W RAZIE NUDY

Za wykonanie drugiego zadania zyskuje się jeden dodatkowy punkt umiejętności, a przy ponad 1000 słów aż dwa.
1. Zastanów się, czy nie warto by było chociaż spróbować się za to zabrać, skoro Redaktor tyle się męczy z tymi zadaniami.
2. Przepisz opowiadanie z konkursu "Oczukąpiel", ale w ładny i pełny sposób.

COŚ ZE ŚWIATA

Wilk w kulturze
"Wilk jest obecny w wierzeniach i kulturze wszystkich narodów zamieszkujących tereny, na których występuje. Obecny jest w imionach i nazwiskach, nazwach miejscowości, gór, rzek i innych obiektów geograficznych. Występuje w mitach zarówno religijnych, jak i narodowych. Przedstawiany jest we wszystkich obszarach działalności artystycznej, często jako symbol zagrożenia, zła, sił mrocznych i dzikich. Jego zwierzęcą siłę i niezależność próbowano posiąść. Służyć temu miały magiczne obrzędy szamanów, noszenie wilczych kłów czy przywdziewanie jego skóry. W wielu kulturach występuje mit o możliwości przemiany człowieka w wilka, wilkołactwie. Pierwotnie obraz wilka nie był jednoznaczny w sensie moralnym – jednoznacznie zły. Pozytywnie bywała postrzegana wilcza niezależność i siła. Istnieją mity o opiece wilków nad ludźmi, jak ten o założycielach Rzymu: Romulusie i Remusie.

Chrześcijaństwo utożsamiło wilka z diabłem, przeciwstawiając jego zwierzęce cechy ideałowi Jezusa, przedstawianego pod postacią baranka. Na wiele wieków zaważyło to na sposobie postrzegania wilka w europejskim kręgu kulturowym.

Obecnie wilk symbolizuje zarówno zło, jak i siłę i niezależność. Strach, jaki budzi, bywa wykorzystywany do zdobycia psychologicznej przewagi nad przeciwnikiem, przy pomocy samej „wilczej” nazwy. Nazw takich używają ugrupowania wojskowe, partyzanckie czy terrorystyczne, ale i kluby sportowe. Wilk, dzięki twórczości literackiej jego piewców, zdołał wytworzyć i inny mit kulturowy – mit o bezkresnych przestrzeniach, pełnej swobodzie, surowym pięknie i pełnej wolności." - Wikipedia

SZYBKIE PRZYPOMNIENIE

Ach, ach! Troszkę się ożywiło w czerwcu, wataha powoli wraca do konkretnych żywych, ale czy dużo się wydarzyło? W porównaniu do poprzedniego miesiąca... tak!
Zacznijmy od najlepszej nowiny, czyli kto doszedł. A raczej się urodził, bo Ciri urodziła i przyniosła na świat aż pięć szczeniaków: Kannę Ermine Nitę, Kawkę, Kenaia Lianthonego Sitkę, Irysa i Cyklamena.
Odejścia także były, bo odeszły Misha oraz Wronka, za którą niezmiernie tęsknimy. Oby powodziło jej się w szerokim świecie!
No i najciekawsza chyba wieść - pojawił się jakże cudny konkurs "Oczukąpiel", którym tak się wszyscy zachwycili, że w ciągu kilku dni wszyscy mieli już napisane prace konkursowe i trzeba było zrobić głosowanie, choć czas na napisanie opowiadań był znacznie dłuższy. Ale zabawa była zbyt przednia, by zostać w tyle, co nie?

ZAKĄTEK SPOŁECZNOŚCI

-- OGŁOSZENIA --
Kupię świeżą wenę min. 50 kg. Cena jest mi obojętna, ale nie za miliony. Najlepiej zaprawiona wilczym jadem, ale może być też zwykła. Pisz priv - Eothar Atsume
-- WYWIAD --
Wywiad przeprowadzony z C6

    Jak ci się żyje wśród swoich?
Nadal się przyzwyczajam.
Nie ukrywam, czasami tęsknię za dawnym życiem. Było na pewno łatwiejsze i wygodniejsze, ale miało też swoje wady. W WSC mam o wiele więcej swobody niż u ludzi. Wilki traktują mnie inaczej, jako kogoś równego im, ale kto wskoczył na mistrzowski szczebel w jakiejś dziedzinie. U profesora byłem kimś niżej, kto niespodziewanie wskoczył na wyższy poziom, przez co może być wreszcie traktowany na równi. To prawda, kochał mnie jak ojciec, ale zawsze czułem, że ta miłość była za coś. Nadal nie mogę zrozumieć, że tu nie muszę już nic udowadniać.
    Czyli czujesz się akceptowany? 
Możemy następne pytanie?
    Oczywiście. Czy z uwagi na twoje unikalne cybernetyczne zdolności, chciałbyś aby utworzono nowe stanowisko, w którym mógłbyś je wykorzystać?
Że miałbym być oficjalną maszyną bojową, czy coś w tym guście? Oj, nie nie, podziękuję. Ale jakby się tak zastanowić...byłbym świetny na stanowisku konstruktor, wynalazca. Uhuhu, może mistrz maszyn! Tak, to brzmi dumnie. Chociaż jak znam Agresta to on zatwierdzi tylko te bardziej prymitywne zawody. Kowal, złotnik albo rzemieślnik. Wezmę co będzie, byle bym nie musiał tyle biegać za kawałkiem mięsa. Czy to już jakiś sport, którego nie rozumiem? 
    Czy jest jakiś wynalazek, nad którym teraz pracujesz? 
Ja zawsze nad czymś pracuję. Jako, że w wiosce skoczyły się metalowe narzędzia do przetopu, zaczynam poszukiwania złóż na własną łapę. Jeśli ktoś chciałby pozwiedzać moją kopalnię, zapraszam w góry. Szczena wam opadnie.
    Skąd bierzesz olej do smarowania metalowych części?
Ściśle tajnych receptur się nie zdradza, bo zaraz ktoś ukradnie i opatentuje jako swoje. Złodzieje. Mogę tylko powiedzieć, że jeśli kogoś to interesuje to może moją miksturę zakupić. Mogę wprowadzić zniżkę dla rodziny! 
    Czy jakbyś mógł cofnąć czas, cofnąłbyś się do dnia swojego wypadku i zmienił bieg wydarzeń? Zrobił coś inaczej?
Sam nie wiem. Nie chcę wracać do...tego. Świetnie się czuję jako cyborg. W końcu jestem sprawny, nie jestem in-, no dobra, jestem inny ale w tym dobrym sensie. Jesteś świetny, mogę biegać, mogę polować, strzelać laserami! Ktoś naprawdę oddałby to za życie kaleki? Nieudacznika i pośmiewiska? Jedno wiem na pewno, ten wypadek to był dar od losu. 
    Ostatnie pytanie, co myślisz o ekologii i niszczeniu środowiska przez cywilizację ludzką?
Jak to powiedziała Matka Teresa "Jedźcie i pijcie z tego wszyscy". Więc ja korzystam garściami, co ma się marnować. A jeśli ja nie wezmę, ktoś inny przecież to zrobi. I to jemu będzie lepiej, to on będzie panem i władcą. Dlaczego ja nie mogę? 
    Dziękuję za wywiad 
Mogę coś jeszcze dodać? 
    Proszę bardzo
Szukam siły roboczej do kopalni, płacę w ziemniakach!


OTO KONIEC NUMERU, NIECH WSZYSTKIM WAM SŁONECZKO PRZYŚWIECA, byle nie za mocno, albo i deszcz leje jeśli potrzebujecie.

Autorem tego numeru był Paketenshika