sobota, 28 lutego 2026
Podsumowanie lutego!
Od Xiva (od Puchła) – "Pijany na koniec miesiąca" cz.16
Puchło w normalnych warunkach nie piło, ale akurat ten jeden dzień musiało sobie pozwolić. W jakiś niesamowity sposób widziało jeszcze tego samego dnia, jak Miodełka i Szkliwo wygrzewali się razem pod liśćmi złotego berberysu, jednak na szczęście nie zostało na tyle długo, by słyszeć bardzo dwuznaczne jęki od obu rublii. Gdzieś po drodze dokładnie to samo robili Kaj i Mezularia, choć oni znacznie mniej się kryli ze swoimi nagimi przygodami (tak nagimi, jak nagie ptaki mogą być). Ktokolwiek zajrzałby do umysłu Puchła, byłby w pełni świadomy traumy, jakie zwierzątko przeżyło.
Na szczęście wesoły czas nie obejmował Eilerta, który miał swoje własne zajęcia, składając kwiaty na grób swojego przyjaciela Yolotla. Puchło nie miało tak głębokich uczuć jak miłość, ale mogło stwierdzić, że Eilert w głębi duszy bolał.
Misun i Nicpoń nie byli sami, przebywali w towarzystwie żywych wilków, każde w swoim własnym kręgu znajomości, który pozwalał na rozwijanie się w pragnionych polach. Puchło bardzo cieszyło się na ten spokojny widok.
Tylko kto mu powie, że to wszystko był jeden dziwny sen spowodowany nadmiarem sfermentowanych jabłek?
Let's fucking go
wtorek, 24 lutego 2026
Wszystkiego najlepszego z okazji 13 urodzin WSC!
sobota, 21 lutego 2026
Od Talii - "Drogi pamiętniczku" cz. 4
Drogi pamiętniczku,
Wiem że dużo do ciebie piszę, ale muszę się czasami wyżalić. Moja siostra wdała się w bójkę z jakimiś wilkami, bo wróciła cała poobijana. Do tego wszystkiego, pamiętasz tę waderę co przyszła do nas urodzić swoje dzieci? Umarła.
To dopiero była dla mnie niespodzianka. Nie dość, że po raz pierwszy widziałam poród na własne oczy to do tego wszystkiego Delta nazwał go traumatycznym. Trauma. Coś czego nie używa się często czy lekko. Tylko wtedy kiedy coś dzieje się naprawdę nietypowo i źle. No. Wadera ta nazywała się Hudemonia i miała półtorej roku. Delta mi mówił jakiś czas temu, jak tylko urosłam, żebym uważała ze spaniem z basiorami, bo młode ciąże są bardzo obciążone różnymi zagrożeniami. Między innymi śmiercią. Jej szczenięta były dwa i też nie miały się za dobrze. Jedno z nich leży teraz i ledwo dycha, a drugie musieli zakopać z matką.
I to nasunęło mi na myśl.. co jeśli ja też tak skończę? Nie tylko młodzieńcze ciąże są bardzo obciążone. I trzymanie tych małych szczeniaczków w łapach, paniczne uciskanie ich piersi i nic… ich małe duszyczki tak po prostu nas opuściły przedwcześnie. I Delta nawet nie mrugnął, a ja… co ja biedna miała zrobić jak nie załkać?
To było straszne. Tyle krwi. Widziałam już śmierć. Epidemia przyniosła jej wiele i praca w tym polu pewnie przyniesie jeszcze więcej, ale jednak ciężko się na to patrzyło. Serce mnie boli do tej pory i jak myślę że moje szczenięta mogą nie przeżyć porodu to chce mi sie jeszcze bardziej płakać. Ale wiem że jeśli chcę mieć szczenięta to muszę się na to ryzyko zgodzić. Nie ułatwia to niczego, ale jakoś się z tym pogodzę. Na wszystko mam jeszcze czas.
A teraz przepraszam cię za tak krótki wpis, ale Dally ma rację. Pisanie w pamiętniku ułatwia rozumienie własnych emocji. Jak się je przeniesie na kartkę to prościej je zobaczyć, prościej sobie z nimi poradzić. I ja chyba musiałam poradzić sobie ze stratą tych dwóch szczeniąt. Idę… pomogę Mino kopać dla nich groby. Niech on wykopie dla matki a ja… zrobię miejsce tym maluchom. Chyba czuję potrzebę żeby się z nimi pożegnać w ten sposób.
Od Talii - "Drogi pamiętniczku" cz.3
Drogi pamiętniczku,
Dally polecił mi żebym opisała trochę swojej przyszłości i czego chcę w przyszłości. Podobno to pomaga poukładać sobie wszystko w głowie.
Wiec tak. Urodziłam się daleko stąd. Daleko od tej watahy i od tych gór, które tak lubię. Dobre spacery zapewniają. W każdym razie, urodziłam się daleko. Nie pamiętam dokładnie gdzie i nie pamiętam już za bardzo z kim. Wiem tylko, że moja mama w miarę szybko przepadła. Potem zajmowała się nami babcia. Ale tam było inaczej. Nas była czwórka na początku. Potem tylko trójka. Potem tylko ja i siostra. Dalia widziała co stało się z naszym bratem, a ja chyba wyparłam to z pamięci.
No i babcia musiała dla nas polować. I wszyscy wokół byli w miarę niemili. Wręcz agresywni. To oni zabili mi mamę, oni pozbyli się moich braci. Nie wiem czemu ktokolwiek w ogóle chciałby mieszkać w watasze jak tamta. Tutaj wszyscy pracują dla wszystkich. Jako medyk nie muszę polować żeby być najedzoną. Musze tylko leczyć. Jedzenie jest nam przyniesione, bo pracujemy na dobro naszej watahy, więc przykładamy się do jej funkcjonowania. Tam każdy walczył i bił się o swoje.
Potem babcia, ciocia… nie pamiętam już dokładnie. Tamte miesiące i dni zamazały mi się już w pamięci. W każdym razie dała nas jakiemuś ptaku i on nas wyniósł aż tutaj. Jeśli dobrze pamiętam była to Miodełka. Dawno jej nie widziałam, a w końcu to ona przyjaźniła się z moją rodziną. Może kiedyś się jej o to spytam, jak uda mi się ją spotkać. W każdym razie – zaadoptował nas, mnie i Dalię, Delta. Medyk. I to on zasiał we mnie ziarno miłości do medycyny. Potem podrosłam, a potem przyszła epidemia.
Tak poznałam czym dokładnie pachnie śmierć. Zapach rozkładającego się chorego ciała jest dziwnie silny i ma słodkawy posmak. Może dlatego osoby zabijające innych tak bardzo go lubią. Mi się średnio podobał, ale ja nie mam akurat co tu gadać. Wybrałam ścieżkę medyka i to jest bardzo związane ze śmiercią. W każdym.. nadużywam tego stwierdzenia jak tak czytam…
Tutaj jak już jestem, to wybrałam stanowisko pomocnika medyka. Moja siostra szpiega, ale już ci o tym mówiłam. Ja w przyszłości chciałabym zostać medykiem, ale mam jeszcze wiele lat do nauczenia się wszystkich sztuczek, które zna Delta. Chciałabym też w miarę szybko znaleźć sobie kogoś bliskiego i może się pobrać, chociaż to jest bardziej opcjonalne.
W przyszłości marzą mi się też dwa mioty. Chciałabym mieć
jeden w wieku około 3 lat o ile mi się uda. I mieć kogoś z kim te szczenięta będę
mogła wychować. Jakby to były dwa szczeniaki to byłoby najlepiej, ale jak
będzie więcej to jakoś dam sobie radę. Najważniejsze aby mieć towarzysza w
swojego boku. Jak mi się nie uda w wieku 3 lat to może w wieku 5. 3 i 6 lat, dwa
mioty albo 5 i 8. Wtedy mam trochę odstępu i czasu aby nacieszyć się i spokojem
i dziećmi.
Ale tak. Marzą mi się dzieci. Moje własne. Nie chciałabym adoptować, a zajść w ciążę i nosić te małe skarby pod własnym sercem. Nie to że mam coś do adopcji. Może jak już wychowam swoje to mi się trafi jakieś do adopcji, ale pierwsze chciałabym odchować z własnej puli genetycznej.
Muszę już iść, bo wzywa mnie sen. Jutro ciężki dzień. Straciliśmy niedawno położną i teraz to Delta i ja musimy sobie odświeżyć wiedzę. Jakaś wilczyca z WSJ przyszła urodzić szczeniaki i ja osobiście nie wiem co może się wydarzyć.
Od Talii - "Drogi pamiętniczku" cz.2
Drogi pamiętniku,
Wiesz właściwie dlaczego w ogóle do ciebie piszę? Dally mi to polecił. Mówił że to dobre ćwiczenie pisma i także dobre dla mojej psychiki jako medyka. Ale Delta bardzo dobrze się trzyma. A może to właśnie tak się trzyma dlatego że jest medykiem. Dzisiaj ten stary wilk z innej watahy umarł. Śmierć to część naszego życia, ja to wiem. Nie da się tego uniknąć. Ja też nie znałam tego wilka, więc nie wiem czy jakoś mnie to obchodziło. Ale jakby umarł ktoś kogo znam dobrze… nie wiem jakbym zareagowała. Delta tylko wzruszył ramionami jak się go spytałam. Powiedział mi że stracił tak wiele osób w swoim życiu, że już go tak bardzo nie rusza. Czasami tęskni, ale to normalne.
Dally jest dobrym kolegą, ale jak mam być szczera to brakuje mi kogoś w moim wieku. Wszyscy są ode mnie starsi i „mądrzejsi” i niektórzy uważają, że z racji mojego wieku w ogóle nie zasługuję na ich przyjaźń. Ciężko się przyjaźni z osobami, które tego nie do końca chcą. I okej, Dally jest fajny ale nasze tematy się kompletnie mijają. On lubi Bleu, robótki które ten wilk wykonuje, pisanie i historię. Lubi tez politykę i interesuje się gwiazdami. Ja z kolei lubię zioła, długie spacery i wodę. Lubię też zwierzęta i długie opowieści. No i pisanie, ale trochę inaczej niż Dally. On jest kronikarzem, to lubi pisać o tym co się dzieje, a ja lubię spisywać romantyczne historie.
Ostatnio bawiłam się też z Sasanką. Ona jeszcze nadal jest trochę szczeniakiem, ale też powoli rośnie. Ja byłam starsza jak dołączyłam do watahy to szybciej urosłam. Ale no… Sasanka jest ciekawa. Chociaż ma wiele więcej energii ode mnie. Nie lubię biegać, wolę spacery. Powolne, podziwiające naturę wokół mnie. Jak wszystko kwitnie to w ogóle ładnie się to ogląda. Nie mogę doczekać się lata. Wtedy wszystko jest takie śliczne. Przejdę się nad Różany Wodospad i posiedzę sobie tam.
Casami zastanawiam się jak to będzie z miłością. Ja chciałabym kogoś pokochać wiesz? Tak romantycznie i w ogóle. Nie chcę skończyć jak Delta. Chociaż jemu chyba dobrze samemu. Mi niekoniecznie. Marzę o dobrym kochanym basiorze, który ogranie mnie opieką i miłością. I będziemy chodzić na spokojne i ciche romantyczne spacery nad morzem. Problem jest taki, że wszystkie basiory jakie znam w watasze są ode mnie dużo starsze i … nudne.
No bo popatrzmy na moje opcje! Hyarin i Duch. Dwa stare wilki niechętne do bycia parą. I tak umrą zanim porządnie będę mogła w ogóle pomyśleć o rodzinie, dzieciach, małżeństwie. Szkoda marnować własne uczucia na … nich. Mino i Luka też już nie są młodzi. Może i by się udało z nimi jakoś zapoznać, ale oboje jakoś tak… nie są chętni do rozmów. Takie trochę gbury jeden z drugim. Siebie warci.
Hiekka to… ćpun. Nie dziękuję. Bleu .. no… nie. Nie chcę być mamą dla dorosłych już dzieci. To dziwne jakby taka młódka jak ja była młodsza od jego dzieci i nagle chciała się z nim ożenić. Nie… nie dziękuję. Amensir jest… specyficzny. Aiden zajęty, zresztą takiego gbura to ja bym nie chciała za partnera. Skupiony na walce, walce i walce. Nie wiem jak jego wilczyca z nim wytrzymuje. I jego dzieci…
Xiv… może mógłby być opcja jakby plotki nie nosiły na wietrze, że chodzi za Yrsą. O Szpaku pomyślałam parę razy. Tez lubi spacery, ale ta cała sytuacja z Daną i jej chorobliwą zazdrością sprawia, że nie mam najmniejszej ochoty pakować się w to bardziej niż tylko pobieżna konwersacja. Ahkirrin jest zajęty. Tak jak Irys. Jojo to staruch z kijem w dupie, a Ry jest podstarzałym wdowcem.
Legion jest synem alfy i może mogłabym coś próbować się koło niego zakręcić, ale to on też strasznie kręci. To nie dla mnie, cała ta polityka. No i jego sposób mówienia mnie irytuje, ale to da się wytrzymać. Przyzwyczaić się. Ale przejmuje dużo cech swojego ojca, a z takim wilkiem jak Agrest to ja bym nie chciała być w związku i mieć dzieci.
Danny jest… zagadką. Nie lubię go, ale muszę go znosić bo siostra moja znienawidzona i ukochana ciągle go gdzieś ze sobą targa. A on za nią łazi. I jest jeszcze Moss, bo Puchacza w ogóle nie liczę. Moss jest… głuchoniemy. Komunikacja z nim jest urywana, ciężka czasami. Lubię go. Też lubi długie spacery i podziwianie natury w ciszy. Ale… nie jest to ktoś z kim chciałabym spędzić resztę swojego życia.
Jak widzisz więc pamiętniczku. Moje wybory są bardzo… limitowane. Wąskie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że Moss wyrośnie w trochę innego wilka i może w przyszłości będę mogła się do niego przekonać. Albo… zjawi się ktoś bardziej przystosowany. Może będę miała opcje założenia rodziny.
A teraz już czas na mnie. Muszę się wyspać. Jutro idę z Deltą zbierać zioła. Muszę się trochę ich jeszcze poduczyć.
Od Talii - "Drogi pamiętniczku" cz.1
Drogi pamiętniczku,
Dzisiaj zapoznałam się z jarzębiną. Do tej pory była zima i było ciężko o cokolwiek nowego co nie było suche albo już zrobione w maść. Ale teraz kiedy jest taka piękna wiosna znacznie lepiej poznaje mi się nowe zioła. Delta pilnuje żebym miała co robić. W każdym razie, Jarzębina. Bardzo ciekawa rzecz. Delta używa jej kiedy komuś źle krew płynie, ale ja nie wiem jak on to odróżnia. Mówi mi że mi się kiedyś uda i sama zrozumiem, ale to trudne.
Poznałam też dzisiaj Dannego. Dalia zadaje się z nim dość często co mi się nie podoba. Ten wilk jest dość… specyficzny. On wygląda jakby bił się z każdym kto wejdzie mu pod łapę i Dalia może też będzie wdawać się w bójki i co? Nie powinna. Dalia w ogóle zapisała się na szpiega. Nie sądzę, że to praca dobra dla niej, ale jest tam zapisana. No cóż. Przyuczanie się do zawodu jest ważne, ale ja rzadko widzę Dalię w jaskini wojskowej. Zamiast tego podobno się szlaja po watasze jak duch. Ale to tylko plotki. Ja nie wiem. Jestem grzeczna i dzielnie uczę się żeby w przyszłości zostać medykiem obok taty.
Co jeszcze? Piszę listy czasami. Bleu nauczył mnie bardzo ładnie pisać. Powiedział mi że sam nauczył się od pewnego ptaka, ale ja nie wiem jak ptak może pisać. Jedyny ptak jakiego znam to Kaj i on jest trochę… głupkowaty. Tępy – tak mówi Delta, ale ja jestem grzeczniejsza, nie wyrażam się tak. Jeszcze przynajmniej. Chyba że w stosunku do mojej siostry. W każdym razie. Bleu nauczył mnie pisać i niektóre wilki przychodzą do mnie żebym im pisała. Delta podobno tez umie pisać, ale od kiedy ja się nauczyłam to ja notuję wszystko. Niedawno dowiedziałam się dlaczego. Jak Delta pisze to chyba nawet on nie może się rozczytać!
No ale dobrze. Kończy mi się czas i chęci. Kończy mi się w ogóle wszystko, włącznie z ziołami. Delta wysyła mnie zaraz na poszukiwania odpowiednich ziół, bo potrzebuje rumianku na herbatkę dla chorego starszego wilka z WSj, który do nas przyszedł się wyleczyć. Delta mówi że ten „staruch to ma niewiele czasu na tej ziemi”, ale jakoś nie widzę żeby odmawiał mu leczenia. Może to na tym polega? Że mam leczyć każdego? Ale co jeśli są naszymi wrogami? To nie są pytania na które jestem zdolna odpowiedzieć. Szkoda.
poniedziałek, 16 lutego 2026
Od Saży - ,,Pachnidła" cz.2
Chłodny zimowy poranek zawitał nad horyzontem. Drewniany, skrzeczący z każdym obrotem kół wóz wyładowany brudnymi garami zajechał nad rzeczkę. Koła zatrzymały się nad zamarzniętym brzegiem, zaklinowały się w zaspie z wyrzuconych na brzeg kier. Kilka wader wyskoczyło na śnieg i zaczęło rozładowywać sprzęty kuchenne. Stelkia wzięła w łapy większy, żeliwny kociołek i rzuciła nim w zamarzniętą taflę wody. Kry popękały a woda wylała się na wierzch. Za kociołkiem poleciała żelazna chochla i zadzwoniła o niego jak dzwon.
- Jakie to ciężkie.- Jęknęła Saża z wyczerpania, chociaż był dopiero poranek, a to chochla była ewidentnie jej.
- Nie marudzić mi tam!- Fijka krzyknęła, rada ze swojej roli poganiaczki.- Do południa nasze kucharki mają mieć to ładnie, czyste, wyszorowane!
- Aż rymuje…- Avita prychnęła za jej plecami i zsunęła patelnię z wozu.
- Fijka owijka.- Wymamrotała Linami.
- do basiorowego kijka.- Saża dokończyła rozbawiona.
- Bardzo zabawne.- Stelkia widocznie nie miała tyle nastroju co one.
Szorowanie metalu w lodowatej wodzie nie należało do najprzyjemniejszych, nieważne jak miłe ma się towarzystwo. Saża zwykle zdrapywała tylko najgorsze przypalenizny, a resztę…no cóż, zostawiła na wiosnę.
- Bardzo bym chciała, żeby znaleźli sobie kogoś specjalnie na tę robotę.- Westchnęła zmęczona.- Dlaczego my musimy się tym zajmować?
- Bo formalnie to my jesteśmy tym kimś.- Linami zaśmiała się.- Przecież “ona tu tylko sprząta, jakby ktoś się pytał”. Nie znasz tego?
- Chyba powinnam.- Opalana zanurkowała do wnętrza garnka, żeby dosięgnąć przypalenizny. - Matko, tu można by było ugotować wilka…- Wymieniły wymowne spojrzenia.
- Daj mi chwilę, mam coś nowego. - poszła do wozu, otrzepała się z wody zmarznięta i zaczęła grzebać w jutowym worku.
- Masz.- Podała jej butelkę z ciemnego szkła, po czym pochuchała sobie na przemoczone łapy.
- Nami noo..- Zacmokała.- przecież Jeszcze przed południem.
- To nie wino, za kogo ty mnie masz. Powąchaj.
Saża odkorkowała prostokątną butlę, a do jej nozdrzy wdarł się okropny smród, piekący po oczach. zakaszlała i odsunęła to od siebie ze wstrętem, co spotkało się z salwą śmiechu.
- No już, to taki specyfik do mycia.- Linami zabrała od niej butelkę i wylała kilka gęstych kropel. Specyfik zasyczał i puściło wstęgę bladej, ohydnie śmierdzącej pary. Po chwili czekania wadera opłukała gar w wodzie i pokazała czyste, srebrne dno.
- Skąd to masz.- Wyrwała jej z łapy. - Też ten twój kochaś?
- Ktoś tam przywiózł, jakaś nowa dostawa, ale nie mam pojęcia co to. Tamci mi nie powiedzieli.
Brązowa spojrzała na swoje odbicie w wodzie. Obserwowała jak woda spływająca w dół strumyka przybiera brudno-rdzawy odcień. Ciemnawa chmura przemknęła pomiędzy kamieniami i zniknęła za zakolem.
- Ta rzeczka płynie na wschód, co nie?
- Tak, a co?
- A nic.- Zamyśliła się
***
- Od jak długo czujemy objawy? .- Pielęgniarka mówiła bardzo dosadnie przez nos. Nie wyróżniała się niczym szczególnym, poza tym, że jej białe futro fartem pasowało do pełnionej funkcji. Trzymała w łapach deseczkę z klipsem.
- A nie wiem. Jakoś od miesiąca.- Saża podrapała się po brodzie zmieszana.
Rozejrzała się po małej salce, a w zasadzie jej kawałkowi przestrzeni odgrodzonej od reszty cienkimi kurtynami zszytymi ze skrawków i porozwieszanych po sali dla zachowania pozorów prywatności. Pomimo tego przeróżne rozmowy, jęki, krzyki, piski były dobrze słyszalne. Nie były to jednak piski, do jakich wilczyca była przyzwyczajona.
- A leczymy się bo?- Naskrobała coś na kawałku kartki.
- A co to za pytanie? Bo to uciążliwość. Ciągle mi niedobrze, mniej mi się chce, a co jak u klienta mnie złapie?
- Ta…mdłość?
- Tak.- "Głupia, czy głucha?" Pomyślała.
- Mmmmmm, a jakie usługi?- Na to pytanie pacjentka zagryzła w zębach drewniany patyczek.
- Sprzątające.- Mruknęła ciszej.
- Aha.- Postukała w kartkę, jakby nagle wszystko stało się oczywiste.- To zapraszam za miesiąc to coś poradzimy. - Już chciała się zbierać.
- Dopiero za miesiąc? Ale nie mogę się chociaż dowiedzieć co mi jest?- Saża zatrzymała ją, jak wchodziła pod kurtynę.
- Złotko, pomyślmy trochę.- Starsza wadera poklepała ją po ramieniu.- Żadna twoja koleżanka się wcześniej nie chwaliła?
Saża była zbita z tropu, ale drobne fakty i urywki z różnych rozmów powoli połączyły się w mgliste wyjaśnienie.
- Ale mamy minę.- Prychnęła pod nosem. - Mięta pomaga, wystarczy pić jak się źle poczujemy, a teraz do widzenia, spieszno mi.
Kurtyna opadła na podłogę, a pacjentka gapiła się na falującą delikatnie tkaninę jeszcze przez dłuższą chwilę.
***
Droga powrotna do remizy nie była łatwa. Saża kręciła się po znanych jej ścieżkach jakby widziała je pierwszy raz w życiu. To była oczywista kontynuacja zdarzeń i śmiała się z siebie w duchu, że mogła o tym zapomnieć. Jednak zupełny brak matek w Izbie Kontroli jakoś sprzedał jej obietnicę, że może dosypują im coś do jedzenia, czy coś. “A może dosypują, a to ona była ewenementem? Niee, pielęgniarka nie była w szoku. Dlaczego więc nikt tu nie ma dzieci?” Próbowała dojść do tego, z kim była w nocy dokładnie miesiąc temu, ale nie była przekonana, że był to tylko jeden basior. Skąd mogła wiedzieć, kto jest ojcem? Na pewno w kręgu podejrzanych był Pir, co było dla niej miodem na serce, ale na pewno by jej nie uwierzył, gdyby mu powiedziała. Rozważała to nawet. Że da mu dzisiaj wieczorem kolejną karteczkę, ale tym razem z jej własnym wyznaniem. Musi tylko urwać z jakiś dokumentów kawałek, bo sama kartek nie miała. “Jak by zareagował? Bardzo możliwe, że byłby zachwycony, ale mógł przecież zachować się dokładnie tak jak każdego wspólnego ranka…pójść do pracy i zapomnieć się pożegnać. Wszystkie dziewczyny były tak jednomyślne, że żadna się nie wyłamała z reguły?” Kręciła kółka po śniegu. „Nie, to niemożliwe. Co jest tak przekonywujące, żeby nie móc temu odmówić?” Z tej zgryzoty po wardze poleciała jej kropelka krwi. „A co, jeśli się odmówi?”
***
- Nie możesz.- Ildiri syknęła, zatrzaskując drzwi do pokoju. - Kochanie, tak się po prostu robi.- Nigdy nie widziała jej w tak rozedrganym stanie.
- „Robi” „Nie robi”, a jakie to ma znaczenie? Chciałabym móc zdecydować za siebie.
- Saża, to nie ty ustalasz reguły. A reguły po coś są.- Jej mina wyrażała coś, co ciężko było ubrać jednym słowem. Mieszanina irytacji, konsternacji i litości. - Tu każdy ma jakąś rolę i to nie my decydujemy, kiedy je zmieniamy. Jak ty sobie wyobrażasz taki bunt? Słucham, jakie masz plany?
- Nie wiem jeszcze. - Była przeładowana całym tym napięciem, które działo się przez zupełny przypadek.
- Słońce, wróćże do zmysłów, co ci to da, jak postawisz na swoim?
- Nie wiem….- Czuła się tak mała w jej towarzystwie.
- Myślisz, że będziesz bardziej szczęśliwa, z bękartem, bez swojego Pira, gdzieś w środku lasu, gdzie będziesz zdana tylko na siebie? Bo zarzekam się, że on za tobą NIE pójdzie.- Wypluwała z siebie słowa z taką odrazą, że Saża musiała odchylić łeb do tyłu.
- S-skąd wiesz o Pirze?- Wstyd przeszedł jej po plecach.
- Ślepy by się zorientował.- Westchnęła i utknęła wzrok czymś w oddali. Usłyszała stłumione odgłosy na korytarzu. Obie skupiły się na dźwiękach, dając sobie ukojenie w rozmowie.
- Proszę zrozum, to nie tak, że sobie coś uroiłam. - Spojrzała na zaokrąglone, małe okienko pod sufitem, przez które wypadało blade światło ulicznych lamp. - Nie zamierzam sobie fabrykować nowego życia i ciągnąć Pira za sobą. Ale nie chcę czuć wyrzutów sumienia, że zignorowałam jedyny odruch, jakie był w moim życiu, nawet nie wiem jaki, bohaterski? Tak nie może tak wyglądać. Nie wiem, wyjadę, rozejrzę się trochę i oddam je komuś, a potem wrócę do was. I będzie po staremu.- Kiwała głową pokornie.
Starsza wadera westchnęła głęboko, przecierając oczy ze zmęczenia i napięcia.
- Nie odpuścisz, prawda?
- Spojrzenie Saży było nieugięte, mina kamienna.
- Musisz znaleźć kogoś kto ci pomoże. Ja nie jestem w stanie, to musi być ktoś kto zna drogi. Ktoś, kto nie bywa u ciebie, najlepiej jakby cię w ogóle nie znał. Nie mogę decydować za ciebie, ale podejść porozmawiaj z tym ptakiem asystentem, Szkliwem. On jest…inny niż większość tutaj. Może ci zapewnić ochronę, alibi i transport. Tylko dyskretnie.- Wyciagnęła z sakiewki zwinięty papierek, nabazgrała coś na niej, po czym wcisnęła waderze do łap. - Tylko nie mów, że ja go poleciłam.
- Dziękuję.- Opalana ukłoniła się służalczo, ruszyła do wyjścia.
- No już, zanim Linami zacznie o ciebie pytać.- Otworzyła jej drzwi.- A, i jak już urodzisz...- Jej ton głosu spogodniał.- módl się, żeby to nie był basior.
Wyszła na korytarz, a dźwięki biesiady zalały ją jak tajfun, zabierając całe napięcie z jej ciała gwałtownym przypływem.
C.D.N