Yrsa obudziła się gwałtowniej niż zwykle, jakby coś przycisnęło jej gardło od środka. Pierwszy oddech był szorstki, kolejny już trudniejszy, a przełknięcie śliny zapiekło tak mocno, że zmrużyła oczy. Spróbowała odezwać się choćby do siebie, krótkim, uspokajającym pomrukiem, lecz z jej pyska wydobył się tylko chrapliwy, suchy dźwięk, pozbawiony siły. Potarła łapą szyję, jakby to miało coś zmienić.
W teorii nie było to nowe doświadczenie. Jej ciało przez całe życie przypominało jej o swojej kruchości - raz delikatnym kaszlem, kiedy indziej niespodziewanym zmęczeniem czy bólem stawów.
Ale dzisiejsza słabość była inna. Bardziej uporczywa. Mniej… logiczna.
Powoli, z tą charakterystyczną dla siebie dostojnością, która przetrwała nawet najgorsze chwile, podniosła się i wyszła z nory. Zimny poranek owiał ją od razu. Powietrze pachniało wilgocią i zbliżającą się zmianą pogody, a choć niebo było jasne, w lesie unosił się ciężar, którego nie potrafiła nazwać.
Kiedy ruszyła w stronę strumienia, drapanie w gardle z każdą chwilą stawało się ostrzejsze, jakby ktoś poprowadził po jej wnętrzu cienką linię ognia. Im bliżej była wody, tym mocniej świat zaczął jej się wymykać. Najpierw lekki zawrót głowy. Potem kolejne. Aż w pewnym momencie droga przed nią oddaliła się o krok, jakby znajdowała się za cienką, przezroczystą szybą.
Przystanęła. Wciągnęła powietrze. Oparła się o pień.
„To minie” - pomyślała.
Zwykle mijało.
Ale nie tym razem.
Zanim wykonała kolejny krok, w krzakach coś zaszeleściło. Odruchowo uniosła głowę, a niemal natychmiast dostrzegła znajomą sylwetkę. Xiv. Choć tym razem jeno spojrzenie było inne. Nie rozbiegane. Nie rozkojarzone. Jakby skamieniał od środka gdy tylko się jej przyjrzał.
— Yrsa — powiedziało ledwie słyszalnie. Żadnego chaosu, żadnej nerwowej gestykulacji. Tylko napięcie, które wyróżniało się bardziej niż zwykle. — Ty… wyglądasz bardzo źle.
Spróbowała odpowiedzieć, ale znów z gardła wydobył się jedynie zgrzyt powietrza. Zmarszczyła brwi, wyprostowała się z godnością, jakby nawet choroba nie miała prawa jej upokorzyć.
— Rozumiem — powiedziało cicho Xiv, jakby wypełniało za nią lukę w rozmowie. — Delta. Musimy iść do Delty. Teraz.
Wcześniej próbowała bagatelizować drobne sugestie, ale dziś poczuła, że jej ciało traci posłuch szybciej, niż pozwalało na jakiekolwiek dyskusje. Skinęła więc głową. To wystarczyło.
Xiv ruszyło tuż obok niej, ostrożnie, dopasowując tempo do jej powolnych kroków. Gdyby była w pełni zdrowa, zapewne skomentowałaby jego ciszę jakąś lekką, ironiczną refleksją. Teraz jednak nie miała siły. Tylko ból. I to dziwne poczucie, że powietrze robi się coraz gęstsze.
Droga do jaskini Delty wydawała się dłuższa niż zwykle. Parę razy musiała się zatrzymać, a raz nawet przymknęła oczy, by świat znów „doszedł” na swoje miejsce. Xiv patrzyło wtedy, jakby bało się, że upadnie. Nie musiał nic mówić - jego milcząca troska wyrażała więcej niż wszystkie chaotyczne monologi z poprzednich miesięcy.
Gdy dotarli do jaskini, Delta od razu podszedł do nich szybkim, nerwowym krokiem.
— Gardło — mruknął, zanim jeszcze zdążyli cokolwiek wyjaśnić. — Pokaż.
Yrsa uniosła pysk, choć ruch ten kosztował ją wiele. Delta zajrzał do środka, a jego minę przeszedł cień, który mówił wszystko.
— No pięknie — mruknął poirytowanym tonem, który zwykle rezerwował nie tylko dla najbardziej opornych pacjentów. — I kolejna. Jakby mi mało było roboty.
Spojrzał na Xiv, a potem na Yrsę, jakby zastanawiał się, jakich argumentów użyć.
— Musisz zostać w izolatce. Natychmiast.
To była propozycja, albo nie? ale brzmiała jak rozkaz.
Yrsa uniosła na niego spojrzenie - chłodne, przenikliwe, pełne mądrej, nieprzesadzonej stanowczości.
Potrząsnęła głową.
— Wiesz, że tak jest bezpieczniej. — Delta zmrużył oczy. — I tak będę musiał cię izolować. Gardło wygląda… źle.
Ponownie bezgłośny ruch głową. Jeszcze jeden.
Delta westchnął ciężko, jakby naga upartość była mu bardziej znajoma, niż chciałby przyznać.
— Oczywiście. Zawsze muszę trafić na filozofkę — burknął, ale po prawdzie było mu to na łapę, im mniej pacjentów na głowie tym lepiej. — Dobrze. Zostaniesz w swojej norze. Ale ktoś musi z tobą być. Nie ma dyskusji.
Zanim Yrsa zdążyła wyrazić jakąkolwiek opinię, Xiv zrobiło krok naprzód z odwagą, której zwykle w nim nie było.
— Ja — powiedział stanowczo. — Zajmę się nią.
Delta spojrzał na niego ze zdziwieniem, które jednak po chwili ustąpiło aprobaty.
— Dobrze. — Spojrzał na Yrsę. — I nie próbuj twierdzić, że sobie poradzisz sama. W tej chwili nawet twoja mądrość cię z tego nie wyciągnie.
Nie odpowiedziała. Nie mogła. Ale jej spojrzenie - chłodne, eleganckie, przesycone pokorą wobec faktów - powiedziało wystarczająco.
Do nory wracali powoli. Bardzo powoli. Xiv szedł przy jej boku, gotów w każdej chwili ją podeprzeć, choć robił to z szacunkiem, zostawiając jej godność. A ona - mimo narastającego zmęczenia - nadal zachowywała swój spokojny sposób bycia, nawet jeśli stawanie kroków zaczynało wymagać coraz większej koncentracji.
Kiedy w końcu dotarli, świat wokół jakby przygasł.
Yrsa położyła się w swoim posłaniu, oddychając płytko. Zimno zaczęło wpełzać pod skórę - chłód nienaturalny, nie pasujący do temperatury jaskini.
Xiv zauważył, jak drobne drżenia przebiegają wzdłuż jej grzbietu.
— Zimno…? — zapytał cicho.
Skinęła ledwie zauważalnie.
Bez wahania ułożył się obok niej, ostrożnie, z szacunkiem, jakby bał się naruszyć jej przestrzeń. Jego ciepło rozlało się stopniowo, łagodnie, tworząc wokół niej miękką barierę przed nocą.
Yrsa zamknęła oczy.
Wreszcie.
Czuła, jak chłód w jej wnętrzu powoli ustępuje, choć wcale nie znika.
Czuła też, jak krew pulsuje w jej skroniach - zwiastun gorączki, której jeszcze nie dało się nazwać.
A jednak…
jakoś łatwiej było oddychać.
Nie przez zdrowie.
Przez obecność.
To była pierwsza noc, od dawna, w której Yrsa nie zasypiała sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz