środa, 22 maja 2019

Od Kivuli CD Ashery

Pzyglądnęłam się waderze ze skrywaną ciekawością.
Minęło mnóstwo czasu, odkąd ktoś nazwał mnie "skarbem". W zasadzie ostatnią taką osobą był mój brat.
— Wystarczy, że porozmawiasz z Alfą — wymamrotałam niepewnie. Nie miałam pojęcia, czy zwracać się do Ashery per "pani", czy po imieniu, tak, jak to właśnie uczyniłam. Coś czułam, że będzie to temat moich rozmyślań na dzisiejszą noc.
Wadera jednak nie przejęła się tym, tylko uśmiechnęła się ciepło i zapytała, czy mogłabym ją zaprowadzić. Kiwnęłam głową na zgodę.
Ashera zostawiła resztki pod drzewem ("Jeśli ktoś będzie głodny, będzie mógł je zjeść", wyjaśniła) i udałyśmy się w drogę. Była otwarta i sympatyczna, ale czułam się nieco nieswojo, kiedy zadawała mi pytania. W końcu jednak zauważyła to, więc przestała. Reszta drogi minęła nam w ciszy, co bardzo mi odpowiadało.
Gdy ona weszła do jaskini Zawilca, ja odeszłam, spełniwszy swoją powinność.
Znalazłam jakieś dogodne drzewo na noc, ułożyłam się pod nim wygodnie i oddałam się rozmyślaniom na rozmaite tematy.

Nawet nie zauważyłam, kiedy minęła mi noc, a słońce wzeszło już wysoko ponad horyzont. Zamrugałam piekącymi oczyma. Czułam się zmęczona, ale nie potrafiłam spać w świetle dnia, postanowiłam więc udać się na spacer. A nuż zauważę coś ciekawego?
Widocznie jestem jakimś prorokiem, bo minęły zaledwie dwie godziny, jak spotkałam na swojej drodze Asherę, która przyglądała się małemu chabrowi.
Podeszłam bliżej. Kwiatek istotnie był bardzo ładny.

< Ashera? >

Od Ashery CD Kivuli

Ashera widząc, że pytanie zadała jej wadera uśmiechnęła się ciepło. 
- Ależ oczywiście skarbie. Wyglądasz na wychudzoną. - odparła lekko zaniepokojona. Oderwała większy kawałek mięsa i podała waderze. 
- Jestem Ashera, a ty słońce?- spytała biała wadera nowo przybyłej. 
- Kivuli. - odparła samica i wzięła się za żądanie kawałku mięsa. 
- Jedz, jedz, na zdrowie. Potrzebujesz wielu witamin, której zawiera mięso. Dodatkowo wyglądasz chudo więc troszkę się poprawisz. - odparła. Ashera przyjrzała się uważnie waderze. - Powiesz mi kochanie gdzie jestem? 
- Tereny Watahy Srebrnego Chabra.- odparła Kivuli kończąc jeść kawał mięsa. 
- Wataha Srebrnego Chabra. Nie słyszałam o takiej watasze. Jesteś jeszcze głodna? Proszę weź jeszcze.- odparła podsuwając kolejny kawałek. - Musisz nabrać sił. - dodała. Przyglądała się uśmiechnięta, jak nowo poznana waderka karmi swój głód. Czerń. Ten kolor przypominał jej Axę. Jej kochaną córkę. Ashera często zastanawiała się gdzie obecnie jest jej Axa. Może dalej w watasze? Może jednak odeszła? Nie wiedziała o tym nic odkąd ją wygnano. Gdy wilczyca zauważyła, że Kivuli zjadła wzięła porcje dla siebie. Po tym jak również zjadła spojrzała waderze w oczy. 
- Wiesz gdzie znajdę kogoś z tej watahy?
- Ja do niej należę. 
- Wiesz skarbie co muszę zrobić by się do niej dostać? Chciałabym zakończyć moją tułaczkę i zamieszkać w jakiejś watasze. - odparła zaciekawiona Ashera. Miała już dość wędrówki. Pragnęła stałego miejsca pobytu. 

<Kivuli?>

Aisu odchodzi!


Aisu - powód odejścia: śmierć

Od Aisu -”Zemsta Lodu” cz.4

Aisu stała naprzeciwko swojego syna. Czuła ból. Jej ciało z każdym dniem bolało bardziej i stawało się coraz zimniejsze. Jej oczy straciły swój zielony zielony blask. Teraz były szare. Zieleń była ledwo widoczna.
- Mamo.- odparł Nao. Aisu poruszyła się. Spojrzała w oczy Nao. 
- Dziś Nao pomogę ci zrozumieć. 
- Ale co?- spytał. Basior podszedł do rodzicielki. 
- Czasem czas nadchodzi znacznie szybciej niż się spodziewamy. Kwiaty przekwitają, a na ich miejsce rosną nowe. 
- Nie mów tak. - odparł. Aisu uśmiechnęła się. 
- Musisz pojąć kolej rzeczy. Jedni umierają drudzy się rodzą. 
- Mówiłaś, że to nie jest groźne. Mówiłaś, że nie umrzesz. 
- Nie umrę, lecz ty mi pomożesz. 
- Ja? - spytał zaskoczony. 
- Gdy użyjesz na mnie swojej mocy, to cała moją przejdzie do ciebie. 
- Ale nie przeżyjesz tego. - zauważył. 
- Właśnie o to mi chodzi kochanie. Każdy z nas na tym zyska. Pomożesz mi nareszcie doznać spokoju, a ja przekażę ci moje moce. 
- Nie chcę tego robić. 
- Nie zmuszę cię. Wiedz jednak, że z każdym dniem cierpię coraz mocniej. 
- Nie poradzę sobie bez ciebie. - Aisu podeszła bliżej do syna. Z oczu Naoru poleciały łzy. Aisu otarła je łapą. 
- Zapamiętaj. Zawsze będę przy tobie. 
- Nie jestem w stanie tego zrobić. 
- Wiem co czujesz. Wiedz, że ja też zabiłam swoją rodzinę. Nie wiem czy ci to opowiadałam. Wtedy też mnie bolało. 
- Ale nie zrobiłaś tego specjalnie. 
- Nao. Wypełniłam już swojej zadanie. Dałam życie tobie i twojej siostrze. 
- Co na to tata? Przecież uzna mnie za mordercę. 
- Będzie cię kochał ponad wszystko tak, jak ja cię kocham. Nie bój się. Przekaż mu to. - wadera wręczyła synowi list. - Jest tam wszystko napisane. Taka jest moja wola, ale nie zmuszę cię do niczego Nao. 
- Dlaczego nie pożegnasz się z Asmirą, tatą? 
- Nie chcę, by widzieli moją śmierć. Nie chcę by czuli to co ja. 
- Dlaczego chcesz nakazać to mi?
- Jesteś na tyle silny, że poradzisz sobie. Nauczyłam cię wszystkiego. Jesteś gotów. - Naoru westchnął. Nie chciał tego robić. Wiedział jednak, że jego matka cierpi. Chciał jej pomóc. Żałował, że jest tylko jeden sposób, który był bardzo okrutny. 
- Zgoda mamo. Zrobię to. - odparł załamany. Aisu liznęła syna po nosie. 
- Nie przejmuj się tym. Pamiętaj, że zawsze będziesz moim małym synkiem Nao. - odparła. Naoru uśmiechnął się słabo. Odszedł od matki. Użył mocy. Wokół niego powstał lodowy wir. Nie chciał ranić matki. Starał się sprawić jej jak najmniej bólu. Z wiru wydostała się niebieska mgła. Poleciała w kierunku Aisu i weszła w nią. Wadera pisnęła. Położyła się, gdyż straciła siły. Nao spojrzał z uśmiechem w jej kierunku. 
-Spotkamy się po tamtej stronie. - odparł, a matka uśmiechnęła się czule. 
- Będę na ciebie czekać. Nie przychodź za szybko. - odparła, a jej oczy zamknęły się. Gdy moc znikła Naoru podbiegł do matki. 
- Pamiętaj, zawsze będę przy tobie. - wtedy jej oczy zamknęły się na zawsze. 
- Ja też cię kocham mamo. - wyszeptał do jej ucha. - Zawsze będę cię kochał. Nigdy cię nie zapomnę. 

Koniec 

Asmira i Naoru dorastają!


Asmira - nauczyciel żywiołów


Naoru - strażnik

wtorek, 21 maja 2019

Od Kivuli CD Ashery

Wstałam bardzo wcześnie rano. Gdy otworzyłam oczy, nieświadomie wzdrygnęłam się, bo poranny chłod przeniknął moje kości. Wstałam i otrzepałam się.
Podniosłam łeb, po czym głęboko odetchnęłam wiosną. Uwielbiałam tę porę roku, bo nigdy nie było wiadomo, czego się po niej spodziewać, czy słońca, czy deszczu.
Dzisiaj pogoda była wspaniała. Trawa zieleniła się ze wszystkich stron, kwiaty otwierały swoje pąki, uwalniając słodki zapach, a chmury leniwie przepływały, zasłaniając błękitne niebo.
Ruszyłam powolnym krokiem przed siebie, aby coś upolować, w końcu nie jadłam niczego od dłuższego czasu. Kierując się węchem, obrałam kurs na polanę znajdującą się może kilometr od drzewa, przy którym spędziłam dzisiejszą noc. 
Nagle poczułam, że na nos upadła mi mała kropelka. Podniosłam wzrok i spostrzegłam, że zanosi się na deszcz. Przyśpieszyłam kroku, ale i tak nie udało mi się umknąć przed ulewą. Z nieba lały się prawdziwe strumienie, które ograniczały widoczność do zaledwie paru metrów. Nad ziemią zaczęła pojawiać się mgła.
Zwolniłam; i tak już jestem cała w wodzie, więc mniej czy więcej kropel nie zrobi żadnej różnicy.
Odetchnęłam głęboko powietrzem, które podczas deszczu było zupełnie inne - wilgotne, jakby przesiąknięte zapachem mokrej ziemi.
Przeszłam jeszcze paredziesiąt metrów, gdy nagle deszcz ustał, jak łapą odjął. Zerknęłam w niebo jakby z niedowierzaniem.
Ale tak, chociaż zapach wilgoci nie zniknął, to krople przestały spadać.
Wzruszyłam więc w duchu ramionami i ruszyłam na dalsze poszukiwanie śniadania.

Już dłuższy czas nie mogłam niczego znaleźć. W brzuchu zaczęło mi burczeć, a żołądek, jakby wcześniej zachęcony perspektywą posiłku, teraz ściskał się boleśnie, dopominając o mięso. Westchnęłam.
Nagle poczułam zapach, który wydzielają tylko i wyłącznie świeżo zabite zwierzęta. Ślinka naleciała mi do pyska. Na wszelki wypadek zniknęłam.
Podeszłam więc bliżej, a za drzewami ukazała mi się biała, wysoka wadera z dziwnym, niebieskim kamieniem na czole. Oddzielała właśnie od siebie kawałki mięsa z jelenia. Brzuch, na szczęście, milczał.
Wadera nuciła coś sobie pod nosem, pieczołowicie dzieląc mięso na równe kawałki.
— Przepraszam, czy ja bym... — odezwałam się, ale z pojego pyska wydobył się tylko zachrypnięty szept. Odchrząknęłam i spróbowałam jeszcze raz, tym razem głośniej. — Czy mogłabym kawałek?
No, tym razem było trochę lepiej, jednak wadera szybko poderwała głowę i rozejrzała się niepewnie. No tak, przecież mnie nie widzi...
Znowu przybrałam widzialną postać. Zmarszczka między brwiami wadery wygładziła się, a na jej pysku pojawił się miły, ciepły uśmiech.

< Ashera? >

Serenity dorasta!

What're You Lookin' At? by linai
Serenity - nauczycielka lotnictwa