środa, 29 marca 2017

Od Lerki CD Amber

W kilka minut od naszej ostatniej rozmowy znaleźliśmy się przed naszą jaskinią. Jak wcześniej wspomniałam, słońce zaszło za chmury już jakiś czas temu, gdy byliśmy na polowaniu. Teraz jednak chmury zrobiły się naprawdę duże i przybrały smutny, mroczny wygląd. "Pewnie będzie padać, tak jak wczoraj" - pomyślałam i dreszcze mnie przeszły na samą myśl o równie długim i uciążliwym deszczu.
- Mundus? - usłyszałam słowa Amber. Ptak siedzący pod jaskinią popatrzył na nas w zamyśleniu.
- Słucham cię, Amber - odpowiedział po chwili, lekko przymrużając oczy.
- Jesteś... - szepnęła wadera, jakby sama do siebie.
- Najczęściej, jeśli jestem, jestem właśnie tutaj. Jeślibyś miała kiedyś do mnie jakąś sprawę, pewnie będę siedział tu, pod tą ścianą, gapiąc się przed siebie bez wznioślejszego celu.
Chrząknęłam z niepokojem. Dało się odczuć, że mój przyjaciel nie był w zbyt dobrym nastroju i wcale nie zamierzał ukrywać tego bez potrzeby.
- Następny jakiś nie w humorze... - mruknęłam pochylając się lekko do przodu, po czym powiedziałam do Amber - wejdźmy do jaskini, proszę. Tutaj atmosfera robi się tak gęsta, że można by ją kroić. Nie mam pojęcia, czy kiepskie samopoczucie tych trzech jest ze sobą związane, ale jeśli nawet, niech wyjaśnią to w końcu w swoim gronie i niech wreszcie zapanuje spokój. A tymczasem: może zechciałabyś porozmawiać o czymś przyjemnym? Możemy porozmawiać o jakichś problemach egzystencjalnych i powspominać sobie dawne czasy, kiedy wszystkie wilki były przyjaciółmi i nie zajmowały cudzych terenów... przynajmniej u nas tak było.
Amber popatrzyła na pozostałych przed jaskinią, po czym uśmiechnęła się przyjaźnie, mówiąc:
- ...

< Amber? >

Od Oleandra CD Maxa

Calusieńkie cztery godziny poświęciliśmy na porządkowanie, układanie, przeglądanie i zmienianie kolejności, a następnie ponowne układanie starych jak świat dokumentów. Obaj mieliśmy tego serdecznie dość jeszcze zanim dobrnęliśmy do połowy naszej pracy, nie trudno sobie więc wyobrazić naszą radość, gdy wreszcie zbliżyliśmy się do jej końca. Była już ciemna noc, a żaby, dopiero co ożywione zmianą pogody rechotały gdzieś nieopodal, zapewne nad rzeką, oddzielającą nasze tereny od wsi. Jedynie świerszcze nie obudziły się jeszcze i nie zaczęły cykać tak pięknie, jak robią to zawsze w lato. Od dawna czekałem na ten dźwięk, ale nagle, w przeciągu dwóch dni mój entuzjazm spowodowany nadchodzącą falą ciepła ostygł. W ogóle coś się zmieniło. Czułem to wyraźnie wewnątrz siebie, dokładnie tak jakby coś nagle wygasło niczym ognisko podczas burzy. Po śmierci Beryla, pewna strona mojego charakteru uległa gwałtownej zmianie. A może było to tylko chwilowe.
- No to chodź, Max - powiedziałem do przyjaciela - zajmiemy się tym jutro. Na dziś wypadałoby już skończyć, dla własnego zdrowia psychicznego. Może rano poproszę Mundusa, by nam pomógł. Chyba jest jedyną jeszcze żyjącą osobą, która się w tym orientuje.
Max z wyraźnym zadowoleniem podszedł do propozycji, którą przedstawiłem. Wstyd się przyznać, ale nie potrzebowaliśmy pomocy. Tyle tylko, że... wolałem choć część tak monotonnego zajęcia zrzucić na trzecią osobę. Inna sprawa, że Mundus rzeczywiście był obeznany w kronikach, spisach i dziennikach, w związku z czym poradziłby sobie pewnie dużo szybciej niż my.
- W takim razie, do zobaczenia jutro - uśmiechnął się Max, przymykając zmęczone oczy - o której ciąg dalszy?
- Przyjdź, jak się obudzisz - usiadłem powoli, opierając się bokiem o ścianę - byle byśmy skończyli przed południem.

< Max? >

Od Amber CD Lerki

Nastawiłam uszu, gdy tylko usłyszałam swoje imię. Na propozycję Lerki mogłam zareagować tylko w jeden sposób. Zamachałam ogonem i szczerząc się w uśmiechu, odparłam:
- Oczywiście.
Wstałam i spojrzałam na wilki. Byłam gotowa do drogi w każdej chwili. Jaskier i Oleander nie wyglądali jednak na zbyt zachwyconych. Bez słowa postanowili jednak iść za nami. Ja z Lerką szłyśmy z przodu. Dwójka basiorów człapała za nami bez większego entuzjazmu. Poruszaliśmy się w ciszy, nie było to jednak coś, co szczególnie lubiłam. Obejrzałam się za siebie. Zarówno Oleander, jak i Jaskier zdawali się wędrować teraz myślami gdzieś indziej. Nic się nie zmieniło i nic się nie zmieni. Tylko czy to dobrze, czy źle? Niepewnie przeniosłam wzrok na drogę przed nami. Gdzieś z tyłu głowy, te słowa budziły moje zaniepokojenie.
- Hej Lerka. - Starałam się mówić dość cicho, nie chciałam, aby któryś z samców to słyszał. - Myślisz, że wszystko z nimi w porządku?
Wadera spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko.
- Nie jestem pewna. Póki jednak żaden z nich nie powie, co go trapi, nie za bardzo możemy cokolwiek zrobić.
Bez słowa skinęłam głową. Zgadzałam się z Lerką. Jednocześnie jednak miałam ochotę wszystko z nich wyciągnąć. Zacisnęłam więc zęby i postanowiłam poczekać. Nie musiałam wiedzieć, co konkretnie ich dręczy, byle by tylko przestało. Spuściłam wzrok i zatrzymałam się gwałtownie. Czyiś cień pojawił się na chwilę kilka metrów przede mną, by następnie zniknąć. Gwałtownie podniosłam głowę, na niebie nikogo jednak nie było.
- Coś się stało? - Usłyszałam głos Lerki.
- Nie, nic. Po prostu coś mi się przywidziało. - Odparłam szybko.
- W takim razie chodźmy, już prawie jesteśmy na miejscu.
Skinęłam głową i szybko ruszyłam za Lerką. Tak jak mówiła, byliśmy dość blisko. Nie minęło wiele czasu, gdy przed sobą zobaczyliśmy jaskinię. Była tam jednak ktoś jeszcze.
- Mundus? - Zapytałam, widząc niebieskiego ptaka siedzącego przed jaskinią.

< Lerka? >

wtorek, 28 marca 2017

Od Manti CD Murki

- Chcesz żebym poszła z tobą do wsi - zamyśliłam się. Nie byłam do końca pewna, czy to dobry pomysł. Podczas moich podróży widziałam wielu ludzi zakładających wnyki i polujących na nas. Ale jednak też niektórzy ludzie byli dobrzy, dawali nam smakowite mięso, gdy brakowało zwierzyny. - W sumie, mogę pójść, czemu nie ?
- Cieszę się, że ze mną pójdziesz - wadera zamerdała radośnie ogonem
- No to w drogę - powiedziałam z uśmiechem
Byłam bardzo ciekawa jak wygląda taka wioska. Zanim przybyłam do tej watahy nie byłam w żadnej ludzkiej osadzie, tamtejsi ludzie nie byli dla nas zbyt mili. Natomiast tutaj będę mogła się spokojnie rozejrzeć.
Ruszyłyśmy żwawo przez las w stronę rzeki, która oddziela wieś od innych terenów. Ciepłe promienie słoneczne i bezchmurne niebo mówiły nam, że będzie to piękny dzień. Dookoła było słychać ptasie ćwierki, trele, świsty, a nawet krakanie kruka. 
W końcu dodarłyśmy do rwącej rzeki, w której odbijało się gorące słońce. Nieopodal nas był most, po którym można przejść na drugą stronę.

< Murka? >

Od Maxa CD Oleandra

- Ja doradcą ? - zupełnie mnie zatkało. Nie każdy wilk może się zaszczycić tak ważną funkcją w watasze, jaką jest doradzanie alfom.
- Oczywiście rozumiem jeśli nie chcesz... - powiedział powoli Oleander 
- Ależ oczywiście, że chcę! - rzekłem rozpromieniony 
- Cieszę się, że się zgodziłeś - uśmiechnął się Oleander - Z pewnością przyda mi się jeszcze jedna para łap - po czym spojrzał na stertę papierów z cichym westchnięciem - A tymczasem musimy to wszystko tutaj poukładać z czym może być mały kłopot...
Jak się okazało, ten mały kłopot jednak nie był tak mały jak się by mogło zdawać. Tych kartek było tysiące i to dosłownie. Były prawie wszędzie i w dodatku niektóre z nich miały dość niewyraźne pismo. Te wyglądały na dość stare. A gdy już myśleliśmy, że wszystko doprowadziliśmy do porządku, nagle Oleander sobie przypomniał o jeszcze innych dokumentach, które pomineliśmy. Wyjrzałem tęsknie na zewnątrz.
- Ile jeszcze zostało ? - spytałem Oleandera, który chyba tak samo jak ja miał dość tego porządkowania
- Niewiele - odpowiedział, na co odetchnęłem z ulgą

< Oleander? >

Od Oleandra CD Maxa

- Na pewno dasz radę - uśmiechnął się Max. Nie byłem tego wcale taki pewien, jednak postanowiłem nie kontynuować tego tematu i zająć myśli czymś pożyteczniejszym.
- Słuchaj, Max - zacząłem pewnie - potrafisz czytać?
- Zależy, co masz na myśli... - wilk spojrzał w górę i położył jedno ucho po sobie.
- Chodźmy do mojej jaskini. Pomożesz mi w uporządkowaniu tych wszystkich spraw, których nie zdążył załatwić... Beryl.
- Jeśli chcesz - wilk wzruszył ramionami i popatrzył na mnie podejrzliwie.Westchnąłem ciężko.
Dzień zapowiadał się naprawdę ładnie, słońce świeciło przyjemnie i wszelkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że zaczyna się lato.
Razem z Maxem podążaliśmy w kierunku jaskini alf. Leżało tam mnóstwo starych papierów, które od lat czekały na uporządkowanie. Gdy tylko znaleźliśmy się w grocie i wydobyłem je wszystkie ze szczeliny w skale, zorientowałem się, że zostając samcem alfa, sam zdecydowałem się na prowadzenie tych kronik i spisywanie kto, co i kiedy. Z całej naszej watahy na prowadzeniu dokumentów i tego typu biurokracji znał się Mundus. Potrzebny był mi jednak ktoś jeszcze.
- Max?
- Cóż tam?
- Mam dla ciebie propozycję.
- Słucham cię.
- Zostań doradcą pary alfa - usiadłem na ziemi wśród tysiąca kartek walających się po jaskini. Patrzyłem z wyczekiwaniem na basiora.

< Max? >

Od Murki CD Manti

Byłam właśnie zajęta wylizywaniem swojej przedniej lewej łapy, w którą niecałe pół godziny wcześniej wlazła mi jakaś spora cierń. Zupełnie zajęta tym wyczerpującym zajęciem nie zauważyłam nawet Manti, która przedzierała się przez krzaki wprost do mnie.
- Witaj, Manti - drgnęłam, spojrzawszy w górę, gdy wadera stanęła naprzeciwko mnie.
- Witaj.
- Jak tam Apar? Co z nim? Śpi? - przechyliłam głowę, i, kładąc uszy po sobie, popatrzyłam z niepokojem na waderę.
- Może trochę lepiej... śpi. Zobaczymy jak się czuje, gdy już odpocznie. Co ty na to?
- Tak... pewnie - spuściłam wzrok na trawę rosnącą obok łap wilczycy.
- Coś nie tak? - zapytała Manti, po czym podeszła bliżej i spojrzała mi w oczy.
Tak naprawdę coś było nie tak. Od dawna miewałam takie myśli, ale dzisiaj uznałam to za szczególnie wyjątkowe. Żal by było stracić taki piękny dzień, jaki nadarza się dzisiaj.
- Pomyślałam sobie - odpowiedziałam pogodnie - otóż, już od paru miesięcy mój dawny partner, Andrei leży chory u pewnego człowieka, w jego domu. Człowiek ów pomógł mu, kiedy razem z Eclipse i Berylem znaleźli się w obcym lesie*. Andrei został wtedy ranny za sprawą kłusowników i mieszka teraz u tego człowieka. Chciałabym go odwiedzić. Czy może... nie zechciałabyś pójść tam ze mną? Trochę się boję.
Droga do wsi nie była daleka, ale nie byłam pewna, jak znaleźć dom tego człowieka. Najpierw jednak musiałam się dowiedzieć, czy Manti zgodzi mi się towarzyszyć.

< Manti? >
* Patrz opowiadania: 1. Od Beryla CD Eclipse 2. Od Beryla CD Eclipse, oraz dalsze opowiadania z tej serii.