poniedziałek, 17 lutego 2025
Od Smoły do Rubida - ,,Biegun” cz.3
sobota, 15 lutego 2025
Od Pinezki – "Plaga Nagiego Serca: Notatnik" (AU) cz.3
Zniknięcie Xiva było nagłe, zbyt nagłe, by ktoś się zorientował przez cały dzień. Dopiero, gdy Pinezka zaczęła dopytywać o swojego małego braciszka, wilki w watasze zorientowały się, że kogoś brakuje. Biorąc pod uwagę to, co stało się z Szalką – wszak wieści w trybie natychmiastowym rozeszły się po watasze – wszyscy byli należycie przerażeni.
Strażniczka poczęła go szukać, wbrew błaganiom pozostałych, by sobie odpuściła. Musiała wiedzieć, co stało się z jej bratem. Musiała poznać los Xiva. Pies by to, od poprzedniego dnia czuła bóle głowy oraz lekkie pieczenie w klatce piersiowej, co potęgowało tylko jej strach. Xiv by znało odpowiedź, co się z nią dzieje. Tak podpowiadał jej instynkt.
W końcu coś natchnęło ją, by poszła przeszukać jedną z jaskiń w Trawiastych Górach, dokładnie tą, gdzie niegdyś funkcjonowała mini lecznica Tii.
Znalazła no tam.
Podwieszone pod sufitem, na grubym korzeniu, który akurat w tym miejscu był na wierzchu oraz ze sznurem zaciśniętym wokół szyi. Węch wadery wychwycił zapach moczu oraz krwi, która skraplała się jeszcze pod szorstkim sznurem.
Unieruchomiona z szoku Pinezka nie zauważyła, gdy za nią do jaskini wkroczył Variaishika. Wilk jakby zignorował nieprzyjemny widok, zamiast tego zwracając uwagę na notatnik pozostawiony niedaleko. Był ułożony i otwarty specjalnie tak, by poinformować przybyłych o swoim istnieniu. Vari podszedł bliżej i zaczął czytać go na głos.
Zendayafiri czuła, jak w jej oczach zbierają się łzy. Miała rację, Xiv wiedziało, dlaczego piecze ją klatka piersiowa. Ona nie miała nawet tak bezpośredniego kontaktu, jak ono i się zaraziła.
Oni są naprawdę wszyscy zgubieni.
Dziwna, podłużna ranka pojawiła się na ustach wadery. Vari, zauważając to, szybko zabrał ją w odwilczne miejsce.
CD. Variaishika
piątek, 14 lutego 2025
Od Agresta (Szkliwa) - „Oko nieba. Szczegół”, cz. 0
środa, 12 lutego 2025
Od C6 - Requiem
Cyborg leżał w wilgotnej, chłodnej jaskini, na gołej skale, już tak przejętej mrozem, że tylko wiosna mogła go ogrzać. Woda kapała rytmicznie na zgaszone ognisko, kilka niedopalonych drew bez szans, by ktoś je dzisiaj rozpalił. C6 zabrakło dziś sił, by wyjść na dwór po chrust, wczoraj również. W zasadzie to nie pamiętał już, kiedy ostatni raz był na dworze. Jego kondycja pogarszała się z każdym dniem. Przeszukiwanie złomowisk przynosiło rezultaty w znajdowaniu części zamiennych do jego mechanizmów, ale nie na tyle, by móc naprawić wszystko na nowo. Nie myślał wcześniej o starości, uważał, że jest ponad to, gdy mógł po prostu wymienić wadliwe części na nowe. Teraz widok rdzy obezwładniającej jego łożyska i powodująca skrzypienie przy każdym kroku napawała go niewyjaśnionym lękiem.
wtorek, 11 lutego 2025
Od Małej Mi – "Z braku szacunku do ciebie i mnie" cz.3
Przyjaźń z Llyrem zakończyła się równie szybko, co się zaczęła. Lis przestał się pojawiać na terenach Watahy Srebrnego Chabra, przestał właściwie kontaktować się z Małą Mi w jakikolwiek sposób. Ukuło to waderę, gdyż wciąż wspominała jego pytanie oraz oczy wypełnione nadzieją. Taki był wielce zauroczony, a teraz nagle zniknął bez słowa.
Mi mogłaby podejrzewać, że coś mu się stało, jednak zdarzało jej się zobaczyć go z odległości, jak bawił się z innymi lisami po drugiej stronie rzeki. Nierzadko towarzyszyły mu całkiem niczego sobie liszki, które ewidentnie miały go owiniętego wokół palca. Ruda wadera szybko odpuściła sobie wyruszanie nad rzekę.
W sumie co ona sobie myślała? Nie była już pierwszej młodości, zbliżały jej się złote lata, które nieuchronnie odbiorą jej urodę oraz umiejętności, nad którymi tak ciężko pracowała. To było do przewidzenia, że Llyr stracił nią zainteresowanie.
Za to u boku wilczycy pozostał Mistimochi, dzielny lisek, młodszy od niej i nią nie zainteresowany, ale traktujący ją nieco jak matkę. Po odejściu Llyra Mi zaczęła się względem Mochiego ocieplać, nie widząc go już jako irytującego gnojka, a trochę niesfornego szczeniaka. Najwyraźniej podeszłe lata zdołały ją dogonić i zmienić jej perspektywę na świat. Może to i lepiej. Może nie warto szukać sobie na siłę chłopa. Jej umiejętności wcale nie muszą trafiać nigdzie dalej.
Koniec
Od Xiva CD. Yrsy – "Ostatnia z Wilczej Paszczy" cz.14
Xiv chciało coś odpowiedzieć. Że my też nie wybieramy. Że cierpienie ciągnie się za nami niczym przyczepiona pijawka, wiecznie głodna, wiecznie żądająca pożywienia. Możemy sobie wmawiać, że decydujemy, kogo kochamy, za czym tęsknimy, ale gdy zapada słońce, gdy najmroczniejsze tajemnice wypełzają na powierzchnię, prawda pozostaje taka sama – jesteśmy żywi, więc kochamy. Kochamy, więc cierpimy. W taki sposób powstaje sztuka. W taki sposób powstaje serce. Cierpienia nie da się wybrać, ono jest częścią nas i nie możemy go porzucić. Różnica między nami a ziemią jest taka, że ziemia nie krwawi. Zazwyczaj.
Żadne z tych przemyśleń nie opuściło ust wilczęcia.
Kiwnęło głową, nadrabiając niewielki dystans, jaki zdążył no podzielić z Yrsą. Przez krótką chwilę w jeno umyśle tkwiło świeże wspomnienie grymasu na pysku wadery, który przypominał szczery uśmiech. Nawet ten grymas był ładny, jeśli pojawiał się akurat u niej, ale na obecną chwilę Xiv postanowiło zapomnieć o swoim szczenięcym zauroczeniu i skupić się na spacerze.
Szło obok Yrsy, gotowe złapać ją, gdyby jej nagły przypływ energii okazał się niewystarczający. Miało nadzieję, że tak się nie stanie, ale lepiej czasem dmuchać na zimne.
Na co cierpieć mogła Yrsa? Czy mówiła o obrażeniach, jakie odniosła podczas podróży? Raczej nie, ciężar, jaki w sobie nosiła, był o wiele gorszy niż zmęczone kości i wycieńczone mięśnie. Nie chciała nawet o nim mówić, a Xivo nie zamierzało naciskać. Takie sprawy często najlepiej zostawić przemilczane.
Teraz wilczę właściwie nie mówiło nic. Gdyby ktoś trzeci na nich spojrzał, mógłby pokusić się o stwierdzenie, że atramentowy ledwo zwracał uwagę na swoją towarzyszkę. Może od czasu do czasu łypał na nią okiem, by sprawdzić jej samopoczucie, ale poza tym zdawał się ją ignorować. Nikt tylko nie potrafił powiedzieć, o czym ratownik myślał.
Zresztą, ono samo tego nie mógł o sobie powiedzieć. Jeno myśli wirowały w różnych stronach światów, kręciły się niespokojnie, dotykając różnych, czasem nieprzyjemnych tematów. Wilkowi przypominała się rodzina, podróże, ale też nieuzupełniona apteczka w domowej norze, którą wciąż zapominał zapełnić. W jednym momencie myślał o tym, jak zapewni Yrsie bezpieczeństwo, a zaraz po tym wspominał zapach srebrnych chabrów, za którym och tak bardzo tęsknił. Może było zbyt rozkojarzony, żeby rozmawiać.
A może odzywało się jeno ADHD i zamiast skupiać się na jednej rzeczy, wciąż znajdowało inne do zajęcia jeno myśli.
Nagle do głowy przyszło nu pytanie, głupie i banalne, ale być może akurat na rozluźnienie atmosfery. Albo chociaż żeby rozkojarzyć Yrsę, by przestała skupiać się na negatywach.
– Czy widziałaś w swojej podróży jakieś nietypowe kwiaty?
Zaskoczone oczy spojrzały na nieno, a ono poczuło silną potrzebę się wytłumaczyć ze swojego toku myślenia.
– Wiesz, tak jak masz rude lub szare wiewiórki, ale czasem trafiają się albinosy. Tak jak masz normalnie niebieskie chabry, ale tu, na naszych terenach, kwitną srebrne, nawet jeśli ich jeszcze nie widziałaś. Albo tak, jak koniczyny zazwyczaj mają trzy liście, ale, gdy masz szczęście, trafi się czterolistna. – Żółte ślepia powędrowały z jakiegoś powodu ku niebu, ponuremu i coraz ciemniejszemu. – Jedna z moich sióstr lubi kwiaty, dlatego pytam.
Xivo nie oczekiwało odpowiedzi, równie dobrze mogło zapełnić ciszę jakimś bezsensownym monologiem. Mogłoby samodzielnie opowiadać o roślinach i kwiatach, gdyby Yrsa na to pozwoliła. Może nie miało rozległej wiedzy, ale była ona i tak dość szeroka jak na ratownika, więc jakiś temat z pewnością by się znalazł. Yrsa musiała tylko wyrazić jakieś zainteresowanie.
Yrsa?

