Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smoła. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 sierpnia 2025

Od Szpaka CD Smoły - "Ciche Szepty Nieba"

—Czekaj Smoła… — Szpak przeskoczył nad nią jak olimpijczyk. Jego łapy uderzyły o trawę kiedy odwrócił się na pięcie, jego wzrok zdeterminowany. —Może trochę dramatyzuję, ale.. cóż. Trochę mnie już znasz. — zaśmiał się pod nosem całkowicie zawstydzony swoją spiralą w niewiadome strony, w światy, które nigdy nie powstały, nigdy nie zakwitły i były odległe jak planety, którym nigdy nie dane się było zderzyć. —Ale… Smoła… To zabrzmi odważnie … albo szalenie ale… co jakbyśmy spróbowali? — jego pierś opadła zrezygnowana swoimi słowami. Ale Szpak był zadowolony, dumny, że w końcu słowa, które tkwiły w jego gardle wyszły na świat jak sowa na wiatr.

Te niebieskie oczy, które były dalekie od tego co chciał, czego szukał, spoglądały na niego zaskoczone.
—Brzmię szalenie, prawda? — odsapnął w końcu. Jego pysk wykrzywiając się nieco w tym silnym zażenowaniu, po głupich sytuacjach. — Zapomnij o tym. Nie wiem co mi odbiło. Może to że szukam znaczenia wszystkiego co nie musi mieć znaczenia i może, że… psuję wszystko. Miłej nocy. —  i tym razem to on rozłożył skrzydła i zanim odpowiedzi padły i wybory zostały podjęte zniknął w odmętach nocy, powiew jego startu porzucając parę ciemnych piór za sobą.

Żałował? Tak. Ale jednocześnie też nie. Nie był pewien co powinien czuć. To ona pocałowała go pierwsza, on zarzucił się na nie, ona odparła mu luźno, a on wyskoczył z czymś tak… pozornie prostym .Sensownym. Lubią się. Może nie kochają. Oboje szukają w pewnym sensie zbliżenia, które było dla nich obce do czasu. Dzieci we mgle, które znalazły siebie nawzajem. A jednak jednocześnie to brzmi tak desperacko. „Spróbujmy?” Co? Parę nocy? Miłości? Żalu? Goryczy jak jedno porzuci ten pomysł? Banalne acz niewykonalne. Nie dla Szpaka. Jego serce było proste, jego umysł zaplątany, szybki, biegnący. Oba szukają tego co miałoby zaspokoić ten ogień, tę pustkę, która prześladowała jego wnętrze. To nie miało sensu.

Lądowanie było niezwykle intensywne. Jego łapy prawie ugięły się pod nim kiedy uderzył w ziemię z impetem. Polana, kolejna nic nie znacząca cząstka jego życia. Był tu trzecią noc, bo nie chciało mu się szukać nic nowego, a i teraz tu wrócił, jego ciało działając na automatycznym kierowaniu. Drzewa, na których miewał w nawyku spać zdawały się patrzeć na niego i kwestionować jego wybory. Gorzki smak łez i frustracji pomieszały się w jego gardle, kiedy zawarczał sam na siebie. Tyle emocji na jego zazwyczaj spokojnym pysku. Tyle emocji, które czuł rzadko. A może często? Czy nie był ciągle sfrustrowany na swoją sytuację? Na swoje myśli? Brak tego zaparcia? Wolności? Rozumienia świata? Kolejne warknięcie, cichsze. Racja… Co on miał jeśli nic? Nie dom, nie wolność, tylko skrzydła i pułapka jego własnego umysłu, plątająca liny wokół jego ciała aby trzymać go przy ziemi.
—Wszystko okej? — Szpak podniósł oczy, bardzo szybko. Jego kark poczuł to szarpnięcie prawie w ogonie. Stanął prosto, jego skrzydła nieco rozłożone aby wyglądać na większego. Jego zielone oczy zabłyszczały gniewnie w blasku księżyca, aby szybko uspokoić się i może nieco zakłopotać.
—Tak. — skłamał, te słowa jak jego tarcza.
—Na pewno? Warczysz do siebie. — Dana podeszła bliżej, jej oczy pełne zaufania, ognia. Błękit, który odrzucał go coraz bardziej.
—Trochę sfrustrowany Spadłem z drzewa w trakcie snu. Nie zdarza się często. — zamachał ogonem, odrobina prawdy przedzierając się przez jego ściany.
—Ah. Nic ci nie jest w takim razie? —
—Nie. Jest okej. — pokiwał głową. Jego łapy deptując źdźbła trawy w niepokoju i oczekiwaniu. Jego umysł pracował intensywnie, oczy wbijając się w waderę. W jedyne co teraz zdawało się być mu znajome. Przyziemne. Zbliżyła się jeszcze bardziej. Pozwolił jej. Jej nos zetknął się z jego, kiedy źle oceniła odległość między nimi w cieniach nocy. Szpak odetchnął ciężkim oddechem. Czy mógł być samolubny? Kosztem innych? Może… Może… może…
Jego umysł biegł, jego serce dudniło. Głos utknął w gardle. A ona nachyliła się i złączyła ich usta. Pocałunek był pusty, dla niego. Dla niej… to było wszystko o czym marzyła. Ciepło jego futra, jego łapy na jej ciele, oddech na futrze. Trawa była zimna i morka pod ich plecami , kiedy oboje w nią opadli. Danie zakręciło się w głowie od tej sytuacji. Jej serce biło mocno, chociaż umysł podpowiadał, że to tylko raz, tylko na teraz. Ale serce mówiło na zawsze.

Ale kiedy rano wstała Szpaka nie było. Pozostało jej tylko wspomnienie jego ust na jej ciele, jego duch w odciskach na jej sierści. Jedna noc. Czy była zadowolona? Oj tak. Wywalczy sobie jeszcze wiele takich!

 

<Smoła?>


wtorek, 3 czerwca 2025

Od Smoły CD Szpaka "Ciche Szepty Nieba"

Smoła odstąpiła o krok, zmieszana jego reakcją. W żadnej sekundzie przed pocałunkiem nie rozważała że to będzie coś z czego będzie musiała się tłumaczyć, albo przepraszać. Usłyszała że jej nie kocha, pytał ją zagubiony o uczucia, jakby z jednej strony nie chciał jej ranić a z drugiej nie potrafił kłamać.
“Czego oczekujesz?” Zapytał tak chłodno, jak sprzedawca za ladą.
Smoła westchnęła głęboko, ukryła pysk w łapach i jej przeciągły jęk zamienił się w słodko-gorzki gardłowy śmiech.
-To było głupie. Ale za bardzo to komplikujesz, to zawstydzające.
- Kom…plikuję?
- Nie chodziło mi o miłość Szpak! Nie chciałam cię wpędzać w myśli, że zamieniam się dla ciebie drugą Danę.
Czuła pewien posmak pogardy jaki wpełzł jej na język po wymówieniu jej imienia. Szpak milczał, chociaż nie mogła stwierdzić czy z ulgi czy z jeszcze większego zakłopotana.
-Ja tylko…- Rozgarnęła powietrze łapami, gestykulując nadmiernie ze stresu.- Chciałam coś przeżyć, to wszystko. Zrozumiałam wiele o sobie dzięki tobie, wiele refleksji o moim życiu i tym jak mogłoby wyglądać. Czuję jakbym patrzyła częściej, jakbym rozumiała więcej, bo nie ogranicza mnie już skorupa jaką byłam jako szczeniak.Wiem, że to głupie, ale pomimo, że fizycznie jesteśmy oboje dorośli, to w głębi czułam się jak dziecko. Chcę przestać myśleć jak ono, porzucić wszystko co mam za sobą, chcę zobaczyć kim jestem jak nie nim. Kim mogę być. Kiedyś myślałam, że nigdy nie będę lotnikiem, bo tak było od urodzenia, ale to, to tylko zapalnik. Punkt zwrotny. Albo gdy nie wierzyłam, że potrafię rozmawiać z kimś i nie kłamać, bo tak zawsze było. Teraz nic nie jest prawdą, wszystko jest tylko założeniem, wszystko może zaistnieć albo być kłamstwem przeszłości!
Słuchał ją uważnie.
 -Życzę ci, żebyś ty też doznał takiego odkrycia. Wydajesz się go potrzebować nawet bardziej niż ja. 
Zbliżyła się bardzo blisko. Odgarnęła mu loki z czoła i wzięła jego poliki w obie łapy, gładząc je delikatnie. 
-Wiem co się ze mną dzieje. Jeśli ci go ulży, to powiem, że ja też nie “czuję”. To nie jest jeszcze ten moment. Chcę najpierw doświadczyć, co to znaczy. Ekscytuję się, jak myślę, co mogłoby się mi przydarzyć, ale nie mam żadnych planów.
Puściła go i znów się wycofała.
-Myślałam, że to będzie twoja pierwsza myśl. Ale widocznie bardziej cię nie znam niż siebie samej. 
Mieszały się w niej różne emocje, wstyd, zażenowanie poczucie odrzucenia, rozbawienie z ekscytacją świadomości, w jakiej sytuacji się znajduje. Nigdy przedtem nawet by nie śniła, żeby stać z kimś na szczycie wzgórza i to w takich okolicznościach, jakież to było nie w jej stylu. Zawodem było dla niej jedynie to, że nie potoczyło się to po jej myśli. Teraz musi przełknąć tej ciążący kamień i schować dumę od kieszeni. 
- Przepraszam, że cię w to wciągnęłam. Początkowo myślałam, że byłbyś idealny, ale nie będę cię do niczego zmuszać.-Rozłożyła skrzydła od lotu. Może jednak była rozczarowana?- Dobranoc Szpak. 

(Chcesz coś jeszcze dodać?)


czwartek, 29 maja 2025

Od Smoły CD Szpaka - ,,Ciche Szepty Nieba"

Tej nocy Smoła prawie nie zmrużyła oka. Przewracała się na posłaniu z boku na bok jakby w gorączce, nie mogąc zaznać spokoju, zbytnio owładnięta emocjami dzisiejszego wieczora. Nie rozumiała swojego stanu. Wcześniejszy dyskomfort, który powodował zimny pot i spięcie każdego mięśnia, jakby właśnie miała zawalczyć z niedźwiedziem, wrócił do niej i wydał się teraz jakby intrygujący. Wręcz uzależniający? Uderzenia adrenaliny z każdym jego dotykiem stanowiły dla niej teren zupełnie dotąd niepoznany, ale ekscytujący przez tajemnicę i zagrożenie które mogło się z tym wiązać. Unikając bliższych relacji mogła pozbawić się czegoś, o czym nawet nie wiedziała, że potrzebowała. Wstydzić się tego? Możliwe. Nie jest to w jej mniemaniu do końca normalne. Jej potrzeby takie nie są. Co jeśli rzeczywiście przywiodą więcej szkody niż pożytku? Każdy kolejny ruch był krokiem w stronę przepaści, ale spadnięcie w otchłań było tym, co kusiło najmilej, jak zwodnicza, piękna syrena na skraju skały rozbitków.
Przypomniała sobie jego twarz, jego słowa. To był rzeczywiście bardzo przyjemny dzień. Na jej pysk wpełzł skromny uśmiech. Chociaż to tylko dzień, nie przypominała sobie chwili w swoim życiu, która zapadłaby jej w pamięć tak bardzo. Jako dziecko zawsze postępowała zgodnie z zasadami, co tyczyło się również wracania do domu przed zmrokiem, nie chodzenia na całonocne wypady z innymi młodzikiami, czy ulegania chwilowym, młodzieńczym impulsom i nieodpowiedzialnym decyzjom. Wszystko dotąd zdawało się dziecinadą albo zupełnym snem nieświadomości.
Wstała i wyjrzała na pochmurne niebo i sierp księżyca pośród nich, bijący jaśniejącym srebrem. Okręg światła padał na koniuszki jej łap. 
Co może czekać po przekroczeniu tej linii?
***
Smoły zaczęło brakować w otoczeniu szczeniaków. Nikomu nie dała znać, dlaczego zniknęła. Staw wyglądał z każdym dniem coraz lepiej. Umorusane w błocie szczeniaki rozprowadziły całą glinę po dnie i wyłożyli pieczołowicie otoczakami różnych kolorów, których zebranie też zajęło niemało czasu.Wilki przetaczające się przez jaskinie medyczną zwracały uwagę na pracującą gromadkę i pochwalali, nazywali to “kiełkującym potencjałem młodzieży na dobrą zmianę w tej parszywej watasze”, cokolwiek to miało oznaczać. Kezuko była dumy, że ich trudy są jakoś doceniane, a zapał młodzieży rozsądnie rozporządzany. Nawet poczciwy, stary Delta, który chociaż rzadko wyściubiał nosa ze swojego miejsca pracy, też łypał na roboty drogowe z lekką ciekawością. Po blisko tygodniu przerwy, żeby całość mogła przeschnąć, przyszła pora na wodę. Jak mieli przetransportować kilka ton wody z jeziora nad staw? 
- Przecież prosta sprawa!.- Agrest, który też co jakiś czas tamtędy przechodził i częstował złotą radą, rzucił swój pomysł, staromodny- Przenieść można wodę na plecach w kilku kursach. Łowcy powinni mieć jeszcze trochę jelenich żołądków, żeby ich użyć na bukłaki.
Można się domyślać nie spodobało się to maluchom. Nie chciały mieć powtórki z dźwigania gruzu.
-Ja znam kogoś.- Jałonka rzuciła pomysłem.- Myszka potrafi takie bomble czarować. Takie, że o, w powietrzu latają.
Pomachała łapami dla zobrazowania pomysłu, co obudziło entuzjazm w gromadzie. Stary Agrest coś tam pomrukiwał o używaniu magii, jednak mało kto go teraz słuchał, uwaga przeszła zupełnie na poszukiwania niebieskiej wadery.
***
-Psst!
Szpak drgnął na gałęzi, zamknięty w żelaznym śnie. Jego ogon zwisał z gałęzi wysokiego drzewa.
- Pssttt!!- Kolejny syk przedarł się z dołu.
W końcu obudzony basior podniósł śpiące powieki i ziewnął przeciągle.
- Co…co jest. Halo?
-To ja. Smoła.
Smoła opierała się przednimi łapami o pień dębu, na którym spał. Przetarł zaspane oczy i rozejrzał się po niebie.
- Jest jakby środek nocy. - mlasnął.
-No wiem. Ale o to chodzi. Patrz!
Wzbiła się w powietrze i wylądowała na gałęzi pod nim z płynnym, przetrenowanym świstem Wylądowała ciut chwiejnie, ale nie zsunęła się.
- Ło!- Dla Szpaka ten start wyglądał dużo lepiej niż ten, który mu pokazała ostatnim razem.
- Ćwiczyłam.- Trudno było ukryć ekscytację i dumę.- Wzięłam sobie do serca twoje rady. 
Od jakiegoś czasu chodziła do niego na prywatne lekcje, wieczorami po skończonych obowiązkach. Smoła nalegała, żeby nikt nie mógł ogląda jej porażek, więc wybierali zawsze jakieś ustronne kawałki stepów. 
- Odkryłam coś nowego. Znaczy, już od dawna coś czułam, ale nigdy nie sprawdziłam. Chodzi o księżyc. Miałam teorię, że działa on w jakiś sposób, że daje mi więcej energii, ale nie doceniałam, jak dużą. Nie umiem tego w żaden sposób wyjaśnić, więc trenowałam nocami, po tym jak już kończyliśmy, żeby przetestować moją hipotezę.
Jej oczy były rzeczywiście sine, jakby od dawna nie przespała całych 8 godzin. 
- Może jego przyciąganie działa podobnie jak przypływy i odpływy oceanu.- kontytnuowała wywód.- Mam wrażenie, że jestem o kilka kilo lżejsza, kiedy oplata mnie jego blask, a podczas pełni to zupełnie jakbym już nic nie ważyła.
- Nie do wiary.- Podniósł się do wygodniejszej pozy- Nie mówiłaś tego wcześniej. I jak?
- Zarywałam noce, ćwiczyłam i odsypiałam po kawałeczku w dzień. I z każdym kolejnym zachodem, gdy on rósł z nowiu do pełni, szło mi coraz lepiej, coraz łatwiej.- Wskazała na zupełnie okrągłą tarczę na niebie. - I nie ukrywam, czekałam trochę czasu, żeby się pokazać. Także drodzy państwo, show!
Wzleciała na kolejną, dużo wyżej połozoną gałąź z gracją sikorki. Basior był oniemiały, a ona nie mogła się powstrzymać od zachowywania się jak sprężyna.
-To świetnie!- Cieszył się jej euforią. - Mówiłem, że trochę ćwiczeń i będziesz śmigać.
- Nie mogę w to uwierzyć.- Jej wyszczerz przechodził co jakiś czas w śmiech.
Wzleciała wysoko i machnęła łapą na niego.
- No co ty, nie mów, że pójdziesz znów spać.- mruknęła, jakby była od niego lepsza.
Podebrał jej zaczepkę i rozłożył skrzydła.
- Kto ostatni na tym wzgórzu zakład start!- I ruszył jak strzała puszczona z cięciwy.
Wyścig był naprawdę wyrównany. Co chwilę któryś z nich musiał zwalniać, by nie obić się o wystającą gałąź, aż w końcu wzlecieli ponad korony drzew na lodowate, nocne powietrze. Smoła jednak nie przeszkadzały igiełki lodu kłujące skórę, czuła, jakby ścigała się z wszechświatem. Na szczycie wzgórza rosło spore drzewo, które posłużyło im za metę. Szpak spóźnił się o wyciągnięcie łapy.
- Cholera jasna…- Dyszał ciężko i wyłożył się plackiem pod drzewem.- Nie kłamałaś.
- Też dołożyłeś swoje trzy grosze. -Sama ledwo łapała oddech.- To była wyrównana walka.
Klatka piersiowa opadała i wznosiła się dynamicznie. Zauważył, że jej ciało nabrało więcej mięśni, przez co sylwetka wydawała się jeszcze bardziej atletyczna. 
- O matko.- Westchnęła, nadal obezwładniona triumfem.- Muszę ci podziękować, bez twoich słów, wtedy przy jeziorze, nigdy bym nie uwierzyła w te skrzydła na tyle, żeby znowu spróbować.
- Dobrze to słyszeć.- Uśmiechnął się szczerze.
- Czuję, jakbym narodziła się na nowo. Jakbym zostawiła starą skórę za sobą i wyszła jako nowa Smoła. - Obróciła się twarzą do niego.- Jakbym dopiero zaczęła żyć.
Jej wzrok iskrzył się odbiciem nocnego nieba. Wlepiła w niego swoje pełne euforii spojrzenie, a jej ciało jakby pulsowało we wszystkich kierunkach, szukając ujścia dla wdzięczności i tej nowej sprawczości, jaką w sobie odkryła. Opadła na niego, ściskając go między łapami, przywarła piersią do piersi. Oderwała się, dopiero zdając sobie sprawę, że przytyka nos do jego nosa. 
- Nie wiem co się ze mną dzieje.- Szepnęła i przytknęła usta do jego ust.

(Szpak?)

piątek, 23 maja 2025

Od Smoły CD Szpaka - ,, Ciche Szepty Nieba"



Zamurowało ją. Miała rację, to był intensywny dzień, ale to nie oznaczało, że teraz ma jej jeszcze dołożyć do tego wszystkiego zawału. Smole od dziecka trudno przychodził dotyk, chociaż nie była w stanie sobie wytłumaczyć czemu. Mogła policzyć na palcach jednej łapy takie zdarzenia, może właśnie rzadkość była powodem? Ale opanowanie musi wygrać z emocją. Opanowanie jest nadrzędnym narzędziem, który pozwala uciszać rozedrganych, a poruszać nieporuszonych. Wzięła skryty głębszy wdech, gdyż mogła o tym na moment zapomnieć, po czym na wydechu odparła:
- W porządku. - Przecież to tylko przysługa.
Basior ułożył się płasko na wodzie, a jego skrzydła zadziałały jak stateczniki, nie pozwalały mu pójść na dno czy się obrócić. Mógł więc przymknąć zmęczone oczy i pozwolić sobie na dryf. Smoła podpłynęła bliżej niego i straciła już całkowicie grunt pod łapami. Przemknęła wzrokiem na długim, wyciągniętym skrzydle, na każdą lotkę długości jej pyska muskającą fale, które powodowało jej ciało. Nerwowe łapy przysunęły się bliżej, zaczęła głaskać pióro za piórem, by twarda glina rozpuściła się w wodzie jeziora. Przypominało jej to coś co zobaczyła kiedyś między dwoma wiewiórkami, które wyczesywały sobie nawzajem ogony, siedząc na gałęzi. Wtedy do głowy by jej nie przyszło zastanawiać się, kim były dla siebie te gryzonie, jak dobrze się znały, czy po prostu robiły to instynktownie, czy z potrzeby przeżycia. Dlaczego więc zadawała sobie to pytanie teraz? Czym jest bliskość jak nie potrzebą przeżycia? 


Wkrótce na najdalszych krawędziach piór zabrakło już materiału do wyskubywania, co zmieniło jej oddech na lekko bardziej nerwowy. Musiała przesuwać łapy stopniowo bliżej i bliżej, ale wkrótce wpadła w trans robótki ręcznej i zaczęło ją to nawet relaksować, a jakaś doza satysfakcji napływała w jej pierś, jak kolejny fragment stawał się czysty jak czarny, górski kryształ. W tej wodzie jego zielonkawe pióra naprawdę skrzyły się jak opale. 
Ciszę przerywała co jakiś czas luźna rozmowa o codzienności, padały pytania jakie przychodzą na myśl przy pierwszym spotkaniu. Smoła dowiedziała się nieco o “rodzinie” basiora, jeśli można to tak nazwać. Wcześniej nikt nie uświadomił jej, skąd nagle pewnego poranka tyle ziemisto-zielonkawych wilków zaczęło chodzić ścieżkami watahy. Wydawało się to ciut dziwne, ale nigdy nie zdarzyło jej się nikogo o to zapytać, przynajmniej do teraz. 
- To…- zmieniła temat.- W którą stronę będziesz szedł, jak już będziesz czysty?
- W zasadzie too, to nie wiem jeszcze.- odparł.- Nie mieszkam nigdzie konkretnie.
- Hm?- Zdziwiła się unosząc brew.
- Cóż, sufit nie jest dla mnie idealnym rozwiązaniem.
Zaśmiała się pod nosem.
- Brzmito jak naprawdę kiepska wymówka na lenistwo i włóczęgostwo.
Basior nie odpowiedział, tylko zamyślił się.
- Dlaczego mieszkasz tam gdzie mieszkasz?- zapytał wreszcie.
- Dziwne pytanie.- Nigdy się nad tym nie zastanawiała.- A więc, może ujmę to tak, mieszkam tam gdzie mieszkam, bo łatwiej znaleźć wilki, gdy mieszkają w stałym miejscu. Wiadomo, gdzie szukać pomocy, gdzie iść w razie potrzeby.
- To brzmi rozsądnie.- Odparł.
- Mieszkam blisko plaży, tam mieszkałam od urodzenia. Tam mam rodzinę. Gdyby coś im się stało, skąd mogłabym to wiedzieć?
- Boisz się jakich zagrożeń?
- Nie wymienię ci, nie na tym to polega. - Jej łapy muskały już podstawy skrzydeł.- Ojciec ma już swoje lata. To mogłoby być cokolwiek. Gdybym spała sobie nie wiadomo gdzie, nie miałabym żadnej pewności, czy wtedy moja szybka pomoc nie zmieniłaby…sam wiesz. 

***

Pick apart
The pieces of your heart
And let me peer inside

***


Otrzepała mu barki z resztek pyłu.
- Skończyłam. 
Niespodziewanie obrócił się na plecy.
-Ach, dużo lepiej- Wydawał się spajać jednością z falami.- Mówiłem, że się odwdzięczę, prawda?
Rozszerzyła szeroko oczy, omiotła szybkim wzrokiem góra-dół swoje brudne futro. Brakowało jej już przekleństw w myślach. 
Tym razem ona położyła się płasko na tafli, przymknęła powieki, żeby nie wędrować oczami. 
- Co jest złego w suficie? - zapytała go.
- A po co zasłaniać sobie niebo?
- Rozumiem, mamy lato, ale w zimie będziesz inaczej śpiewał.
-Może. - Westchnął.- Ale to zbyt daleko w czasie, żeby o tym teraz myśleć. 
- A więc co się liczy teraz? - Postanowiła pociągnąć dalej tą filozoficzną nutę, skoro już rozbrzmiała.
- Wolność.- Wybrzmiało to niecodziennie w jego ustach. Nie było lekkie i pełne radości, raczej grzęzło w mieszance tęsknoty, ale też braku poznania, co przecież wykluczało się nawzajem. 
Wzdrygnęła się, jak poczuła jego łapę na futrze. 
- Nie ruszaj się…o, mam.
 Z jej ucha coś się odczepiło. Dotyk przypominał jej na myśl wędrujące po jej ciele rzędy mrówek o malutkich nóżkach. Nie mogła się określić, czy powodowało to jej dyskomfort, czy łaskotało, czy było nawet przyjemne. Może wszystko naraz i nic jednocześnie. Podobnie mogła określić się nie tylko fizycznie, ale też duchowo. Kiedyś słyszała już o tej przypadłości na spotkaniach towarzyskich, gdzie osobie, z którą rozmawia się jeden dzień, łatwiej jest powiedzieć więcej, niż tej, którą się zna całe życie. Zagadka jednak nadchodzi, gdy jedna kategoria osoby może przejść z czasem w drugą. Czy wtedy chciałaby wymazać to, co padło dzisiaj nad jeziorem? Czy z biegiem czasu dojdzie do niej, że mógł to być jeden z większych błędów, na jakie się zdecydowała? Cóż, to była już przyszłość, a jej przywarą jest niestety to, że bywa nieodgadniona.

***

Let me in
Where only your thoughts have been
Let me occupy your mind
As you do mine

***

Dana spacerowała leśnym traktem, zamknięta w swoich myślach. Już od dłuższego czasu miała w głowie poważną rozmowę, którą chciała przeprowadzić ze Szpakiem. Rozmyślała nad szczegółami, konkretnymi słowami które by wyrażały najlepiej to co czuła i czego by chciała. Chciała najbardziej, żeby on był bardziej otwarty ze swoimi uczuciami, mniej zagadkowy w swoim zamyśleniu i niezdecydowaniu, bo w pewnym sensie czuła, że to niedookreślenie stanowi dla niej barierę bliskości. Chciała być bliżej, jeszcze bliżej, mieć pewność, że to co między nimi jest, jest stałe i zadeklarowane. Chciała usłyszeć od niego ,,kocham”. Westchnęła wzruszona, prawie potykając się o pobliski konar. Nie mogła się wręcz doczekać, jak tylko okazja się nadarzy. 
Zawędrowała aż na polanę życia. Pomyślała, że mogłoby to być dobre miejsce na ich jutrzejszy spacer, czemu więc nie obejrzeć go i się przekonać. Rozchyliła zarośla bzu i spojrzała na polankę, ale to, co właśnie zobaczyła… Szpak. W wodzie. Razem z…z….
Jej pierś wypełniła się kłębowiskiem igieł, jakby właśnie ktoś wrzucił w jej serce gniazdo os. Zawładnął nią taki szok, że nie wykrztusiła z siebie ani słowa. Widok wypalał się jej na rogówce, mogła wręcz przysiąc jak coś syczało blisko jej głowy, czuła ogień pod powiekami. A może to łzy. Nie mogła dłużej patrzeć, odłożyła gałązkę na miejsce i zniknęła w lesie.

(Szpak? Mam nadzieję, że nie zrujnowałam planów)


Od Smoły CD Szpaka - ,,Ciche Szepty Nieba"

Patrzyła jak z gracją unosi się nad ziemią, jakby nic nie ważył, jak prędko szybuje nisko nad wysoką trawą i wyprzedza ich wszystkich o kilka minut spaceru. W jego wykonaniu latanie wydawało się tak łatwe i niewymagające wysiłku. Skrzydła ma bardzo duże, to pewnie dlatego. Wstyd jej się zrobiło na myśl, że tak miernie reprezentuje swoją rodzinę, która lotnictwo ma we krwi. Pomyślała o Domael, która przecież posiadała dwie pary silnych skrzydeł i chociaż była od niej dużo dużo młodsza, potrafiła ją przegonić. Jeśli Szpak jest rzeczywiście zwinnym, lekkim szpakiem to Domael byłaby sójką, jej mama sową śnieżną ze swoim bezdźwięcznym lotem, tata sokołem o sile uderzenia skrzydeł. A ona? Ona mogłaby być co najwyżej bażantem. Albo indykiem. Nielotem z głodem dotknięcia nieba. Jakież to było upokarzające. - Będą miały przykrą niespodziankę.- Wyszeptała do niego, gdy już dotarli do skraju lasu. - Hm?- Uniósł brwi. - Zobaczysz. Spacer nie trwał długo, tym bardziej że dzieci chciały jak najszybciej wrócić do swojego zajęcia. Ich jęk, gdy zobaczyły martwe rybki, rozniósł się po polanie. Płakały, posmutniały, zamilkły, w każdym razie nastroje nie były najweselsze. -Ej ej, znajdą się nowe rybki.- Szpak próbował pocieszyć Jałonkę, która widocznie czuła się już dość zżyta z pomysłem stawu. - W tej suszy na pewno wiele sadzawek już wysycha. - Szpak ma rację.- Widera próbowała podeprzeć jego wiarygodność.-Jak skończymy staw, będziemy mogli przeczesać jeszcze raz tereny. A ja dowiedziałam się czegoś istotnego. Jałonka i inne dzieci przysłuchały się krótkiej historyjki o wizycie w domu Wdowy Konstancji, która nieco odwróciła ich uwagę od tej małej tragedii. Dostały nowe zadanie, które zapaliło w ich umysłach dozę nadziei i rozproszyło na tyle, że można je było ruszyć z miejsca. - To co, glina się sama nie przeniesie. - Ajaj!- Kilka szczeniaków nieco się rozweseliło, reszta jakoś podążyła za tłumem. Smoła mogła odetchnąć z ulgą. Czuła się dla tych dzieci autorytetem i nawet jeśli nie starczało jej cierpliwości czy współczucia, musiała stawać na wysokości zadania. Nawet jeśli wewnętrznie sama czuła się jak szczeniak. - Szacując dół jaki dotychczas wykopali, potrzebujemy 30-stu może 40-stu kilogramów gliny.- Wymamrotała posępnie. - To…dużo.- Czarny basior widocznie usłyszał, jak mówi do siebie, co wytrąciło ją z namysłu. - Tak. Może to być ich zajęcie na najbliższy tydzień. Zobaczymy czy ich zapał się nie wykończy do tego czasu. - Może pójdzie trochę szybciej, jakbym pomógł? Nie była pewna, czy proponuje jej to z grzeczności, czy rzeczywiście szkoda mu się zrobiło ich kręgosłupów. Niezależnie od prawdy, każda pomoc się przyda, pomyślała. - Może rzeczywiście.- Powtórzyła.- Ale tylko trochę, kilka minut mniej.- Parsknęła z przekąsem. - Bardzo zabawne. Teraz to już się muszę wykazać. - Pociągnął żart dalej, ale zaraz potem mina mu zrzedła.- Jutro z rana mamy polowanie. - Ach, musisz się wyspać? Dobrze, nie będę wymagać za dużo.- Miała ton, jakby rzeczywiście minutę temu go zatrudniła, a teraz wyliczała urlopy pracownicze.- Im szybciej zaczniemy, tym szybciej pójdziesz spać. *** Słońce kierowało się leniwie ku horyzontowi, a niebo przybrało złotawy odcień. Obok olchy ustawiona została solidnej wielkości kupka glinianych grudek, Z kilku z nich wystawały drobne rośliny bagienne i mchy, co mogło pomóc później zazielenić staw o potrzebną florę. Pracę wstrzymano, dzieci rozeszły się do swoich nor, mając rodzicom sporo do powiedzenia (a przynajmniej ci, którzy rodzinę mieli). - Dziękuję za pomoc. Gliny powinno być aż ponad. Wadera rozprostowała się z mruknięciem, a kilka słyszalnych kliknięć rozeszło się po jej kręgach. Spojrzała na Szpaka, już nie tak kruczo-czarnego, bo całego w szarym pyle i w wyschniętych, glinianych skorupkach, które przykleiły się do jego futra jak rzepy. Jego oczy zdradzały, jak wiele wysiłku włożył w dzisiejszy dzień. - Nie ma za co.- Zauważył jej wzrok.- Aż tak źle? Chyba naprawdę powinienem się umyć. Obejrzała również siebie, sama nie wyglądała lepiej. - I ja..- westchnęła.- Ale zanim dojdziemy do polany życia nad jezioro, będzie już całkowicie ciemno. Rozłożył skrzydła, a pył posypał się na trawę. Wadera rozumiała jego aluzję: Oboje mają skrzydła, mogą po prostu polecieć. Spojrzała poddenerwowana na słońce, które jeszcze nie dotknęło granatowych wzgórz. Jeszcze za wcześnie, nie ma nocy, ale może o zachodzie się uda? Musiała, nie ma czasu się kompromitować. - No to chodź.- Szpak rozpoczął lot z miejsca, nawet nie brał rozpędu. Smołę przejął chłodny dreszcz, jakby właśnie jej fasada miała roztrzaskać się na kawałki. Ma skrzydła, jest lotnikiem, powtarzała sobie w kółko, przygotowując się do startu niczym sprinter na maratonie. Basior całe szczęście nie obserwował jej na tyle bacznie, by zauważyć jej rosnący stres i niepokój. Wzięła duży rozpęd i jak kaczka startująca z jeziora próbowała niezdarnie złapać trochę wiatru pod pióra. Wymagało to sporo wysiłku i trzepotania, ale szybowała stabilnie kilka metrów nad ziemią. Basior zaraz spostrzegł, że zaraz może ją zgubić daleko w tyle, postanowił zwolnić i poczekać. Myślała, że zaraz zapadnie się pod ziemię. Na pewno porównuje jej umiejętności do jego i jego opinia o niej koziołkuje właśnie na łeb na szyję. Nie mogła pokazać ani przez sekundę, że właśnie panikuje. - Ekhm, nie przypuszczałam, że jesteś aż tak zmęczona. - Próbowała wymyślić jakąś wymówkę, uspokoiła głos na bardziej pewny siebie.- Ta ziemia była naprawdę ciężka. Szpak widocznie przyjął wyjaśnienie za zrozumiałe i zniżył lot, ale tym razem bardziej zwracał uwagę na jej ruchy, co tym bardziej pogorszyło jej galopujący natłok myśli. Każdy ruch lotki musiał być perfekcyjny, by nie zauważył, że coś jest nie tak.
-Agh!
Nie zauważyła jak zahaczyła łapą o koronę młodego drzewka, gałęzie połamały się z trzaskiem, a ona zaliczyła twarde lądowanie.
- Matko, wszystko w porządku?
- TAK! Tak.- Podniosła się ile sił z niewygodnej pozycji supła marynarskiego.- Wszystko w porządku!
- Pewna jesteś..?- Basior nie brzmiał na przekonanego.
Zrzuciła z siebie pelerynkę z liści i poprawiła neurotycznie futro. Pomimo tego, że wzbraniała się przed patrzeniem mu w twarz, coś podkusiło ją do szybkiego kontaktu wzrokowego. I jak się zahaczyła o ten łaknący wyjaśnień wzrok to już nie tak łatwo było się wyplątać. Rozejrzała się dookoła, byli sami.
- Nie jest to dla ciebie dziwne, że w genach można dostać skrzydła, na których nie da się latać?- mruknęła z nazbieraną głęboko w krtani goryczą.- Tym bardziej, że każdy w rodzinie ma jedną i tą samą jebaną cechę wspólną.
Kopnęła połamaną gałąź.
- To co innego niż rodzinne stanowisko, które się z pokolenia przekazuje, bo nikt nie ma na skórze wygrawerowane sekretarz, łowca, czy medyk. A tu proszę, jednak ma!- Walnęła gniewnie skrzydłami o powietrze, jakby chciała je sobie wyrwać z pleców. - I nic nie mogę na to cholerstwo poradzić.
Szpak nie wyglądał, jakby wiedział, co ma odpowiedzieć. Możliwe, że w ogóle nie brał możliwości takiego wypadku rzeczy pod uwagę, co jeszcze bardziej wpędziło waderę w poczucie bycia anomalią. Potarła skronie.
- Czasami po prostu za dużo mówię.- Przerwała ciszę, obawiając się jego odpowiedzi.- Chodźmy już, zanim stratuję więcej lasu.
(I tu naprawdę nie wiem, jak Szpak by odpowiedział, więc zostawiam *** i możesz wrócić w twoim cd do tego miejsca )
***
Do jeziora dotarli na chwilę przed zmierzchem. Atmosfera była urocza. Z okolicznych zarośli unosiły się drobne, migoczące robaczki, a niebo przybrało kolor głębokiej purpury i lawendowego fioletu poprzetykanego kuleczkami gwiazd. Sierp księżyca lśnił bladym blaskiem pomiędzy pierzastymi, rzadkimi chmurami, a jego siostra odbijała się w nienaruszonej żadnym szmerem zwierciadlanej tafli jeziora. Wyglądało na to, że naprawdę byli sami. Pociągnęła w nozdrza zapach wrzosów, glonów i jeziornego aromatu, ale coś jeszcze kryło się pośród tego wszystkiego. Znała już ten zapach, był blady i ledwo wyczuwalny. Nie była tropicielem, więc nie potrafiła określić, jak stary był ów trop, czy dopiero nadlatywał z wiatrem, ale tożsamości była pewna. Zapach tej wadery, tej brązowej, na którą wpadła dzisiaj rano, która podała jej imię Szpaka. A może po prostu nadal miała jej zapach na własnym futrze, skoro się o nią otarła?
Tak, pewnie tak. (Szpak?)

środa, 21 maja 2025

Od Smoły CD Szpaka ,,Ciche Szepty Nieba"

Drogę powrotną Smoła spędziła na przeklinaniu swojej lekkomyślności. Przecież czuła, że nie można tak po prostu podejść do obcego sobie i liczyć na ciepłe przywitanie. Może w wieku szczenięcym to tak funkcjonowało, ale teraz nie, nie pomiędzy dwoma dorosłymi, którzy nie wiedzą o sobie zupełnie nic. Dojrzały wilk by próbował poznać się przez kogoś, może zainicjować sytuację, w której byłaby możliwa rozmowa bez niezręczności spowodowanej brakiem powodu. A ona przecież miała już 2 lata. Powinna wiedzieć co należy robić.
Tymczasem szczeniaki wykopały już całkiem głęboki dół. Płytki, ale szeroki, nadający się na szeroką kałużę niż basen, ale nic nie wskazywało, że małe stawowe rybki miałyby cos przeciwko.
-Niezła robota.- Mruknęła Smoła, próbując zmyć z twarzy stres.
-A nic im nie pomagałem...- Kezuko obrócił się na drugi bok rozgrzanej od słońca, już przyklepanej trawie.
Smoła pozwoliła mu dalej spać i przejęła uwagę zgrai, chociaż nie była pewna, co powinni dalej zrobić. Czuła, że woda wsiąknie w glebę szybko, musiały więc czymś wyłożyć dno stawu. Nie przychodził jej żaden znawca ekosystemów na myśl, co prawda mają zielarza, ale co on by wiedział o stawach, nie zaufałaby Mikaelowi tej sprawie, jest za młody. Ale może ktoś z doświadczeniem….Eureka. kłamała zębami w powietrzu, jakby łapiąc przelotny pomysł: Konstancja! Często pilnowała jej sióstr i wydawała się naprawdę mądrą, doświadczoną życiem wilczycą. Zerknęła więc na towarzystwo, zajęte znoszeniem kamieni z okolicy na dekorację, później na śpiącego, rogatego basiora, którego niebieskawe futro falowało na delikatnym wietrze popołudnia. Co mogło im się stać pod jej nieobecność.
***
-Dzień dobry?- Głęboki głos wadery poniósł się echem po małej, acz przytulnej wilczej norce. 
Ciepłe słońce wpadało do środka przez krągłe otwory wydrążone tuż pod sufitem, wsparte krzyżowym stelażem z patyków, a obramowane szmacianymi firankami, każda w inny wzorek. Ściany wydawały się nas wyraz zadbane i schludne, a to za sprawą gładkiej pokrywy z czerwonej gliny, w której co jakiś czas dało się zobaczyć odciśnięty kształt wilczej łapy. Na środku nory stała duża bela przepołowiona tak, żeby płaska połowa tworzyła blat stolika. Na blacie leżała kolejna nakrapiana szmatka i gliniany wazonik polnymi makami. Smoła rozpoznała ów naczynko. Jej matka zwykła lepić podobne jak była młodsza.
-Zień dobry, dzień dobry, złociutka, jak ty wydoroślałaś!
Babcia Konstancja wyglądała jeszcze bardziej jak uschnięta na słońcu rodzynka, niż ją zapamiętała z dzieciństwa. Jej oczy były już praktycznie cały czas przymknięte, możliwe, że już całkowicie ślepe. Komplement z dorośnięciem musiał więc być co najwyżej nawykową grzecznością.
-A babcia też się nieźle trzyma.- Podeszła do stołu.- Maki już kwitną?
- W końcu Maj, to i maki.- Zaśmiała się jak nienaoliwiony ludzki wihajster. - Nazbierałam też nagietka to ci zrobię herbaty bo na pewno się zmahałaś.
- Ja trochę w pilnej sprawie, praca czeka. 
-A na kogo została obsadzona, he?
- Na dokarmiacza. Chociaż gdy dzieci są najedzone to zazwyczaj po prostu mam na nie oko.
- Ach, to były czasy, kiedy sama pilnowałam tej bandy zgrywusów. Ciebie też, oj tak. A ta twoja siostra ciągle mi uciekała i gubiła się w le…
- Na pewno to długa historia, a ja przyszłam po krótką poradę.
Staruszka jakby zgubiła wątek, zamilkła, po czym na jej siwym pysku wymalował się wesoły grymas palącej tajemnicy.
-Na pewno jakiś kawaler.
-Co? Nieee, co pani!
- No przecież toć widać po tobie, żeś cała w motylkach….starej Konstancji możesz powiedzieć.
Dlaczego w pierwszym odruchu przypomniała sobie o dzisiejszym spotkaniu tego czarnego nieznajomego. Nie, to jakaś głupota, niedorzeczność jakaś. Dlaczego on pojawił się jako pierwszy?
-Chodzi mi o poważne sprawy. Takie jak budowanie przyszłości czy pilnowanie bezpieczeństwa!- Parsknęła zakłopotana.- Budujemy sztuczny staw obok jaskini medycznej i potrzebujemy ją jakoś zabezpieczyć przed wysychaniem.
-Oh, no dobrze.- Pani Krzemkowa wróciła do przelewania herbaty.
- Czy ma babcia pomysł jak to zrobić?
- Cóż, moja jaskinia jest całkiem wodoszczelna. A wszystko, co należało zrobić to wyłożyć ją gliną i pozwolić jej wyschnąć na skorupę. Dodałam sporo żwiru, żeby była bardziej stabilna, znaczy…mój mąż dodał.- Rozmarzyła się melancholijnie.- On wiedział jak budować.
Postawiła dwie czarki na stole wypełnione ziołowym naparem. Smoła wypiła połowę jednym łykiem.
-A skąd on.- Ugryzła się w język- ta glina została zaczerpnięta?
- Tu niedaleko jest takie osuwisko, dużo odsłoniętej ziemi, gliniasta. Dobra.
Pomlaskały obie rozprowadzając po języku kojący smak nagietka, a Smoła wlepiła wzrok w zieleń serwetki na stole.
***
Wilczyca wróciła pod jaskinię medyczną, by powiedzieć dzieciom, czego się dowiedziała. Nie zastała jednak nikogo. Krótki ogon podkulił się, gdy zobaczyła obskrobaną korę na pobliskim drzewie i ślady walki na polanie. Pojemniki z rybkami, ustawione w cieniu pod dużą szarą olchą, były stratowane i rozlane, a srebrno-rude rybki leżały bez życia na udeptanej trawie.

(Szpak?)


czwartek, 8 maja 2025

Od Smoły do Szpaka - ,,Ciche Szepty Nieba"

Fala upałów nawiedziła las, zalewając okolicę utęsknionym oczekiwaniem najcieplejszej pory roku. Bujna roślinność, która wystrzeliła z wilgotnej po roztopach i wiosennych powodziach ziemi, teraz jakby zaskoczona nagłą zmianą warunków, uginała się na pochylonych, wiotkich szyjach z powrotem do własnych korzeni. Klapnięta trawa na łąkach przywiodła przeróżne dzikie trawojady, które szukając odrobiny wody, wyskubują jej choćby najmniejszą, zamkniętą w liściach cząstkę. Rzeczułki zwęziły się, niektóre całkowicie wyschły, a zamknięte w błotnistych kałużach drobne rybki ściskały się ze sobą. Smoła rozejrzała się ze szczytu wysokiego wzgórza, wypatrując zagrożeń.
- Czysto.
- Ej, ostrożnie! - Jałonka jęknęła gdzieś na dole.- Zgnieciesz ją!
- Mogłabyś ciszej?
Jałonka była zbyt zajęta piorunowaniem Dalię wzrokiem, by przyuważyć, że Talia bierze w łapki kolejną rybkę ze stawiku.
-Patrz na to.- Mruknęła cichutko.
Z jej dodatkową parą łapek mogła nieść aż dwie rybki.
- A już się bałam, że będziemy chodzić głodni.- Smoła zbiegła do dzieci.- Dobra robota, młodzi łowcy.
Jałonce oczy się rozszerzyły w oburzeniu.
-My nie będziemy ich jeść.- Parsknęła.- Zbudujemy im staw.
-Staw?.-Kezuko, drugi opiekun dzisiejszego psiego patrolu, widocznie podsłuchiwał.- Macie pomysły naprawdę.
Ale pomimo sceptycznego nastawienia dorosłych, dzieciaki były nieugięte. Smoła zaproponowała, żeby przenosić rybki we wklęsłych kawałkach kory, żeby ryby przeżyły tę morderczą przeprawę do centrum watahy. Smoła prowadziła, wypatrując, a Sasanka i Prymulka zamykały pochód, gdyż były najmniejsze i nie nadążały za starszymi dziećmi. A staw? Gdy dotarli pod jaskinię medyczną, dzieci Kezuko uznał, że to całkiem dobre miejsce, nieopodal olchy która rzucała pełny, kojący dla zmysłów cień. Talia była pierwsza do kopania, ale jej siostry nie dało się namówić na nic więcej niż na parskanie na błędy wykonawcze.
- Ble- Dalia przetarła zniesmaczona pysk.- Uważaj jak sypiesz.
Prymulka przyglądała się pracy sześcionożnej z wielkim zaciekawieniem, mimo iż jeszcze nie potrafiła mówić, kładła łapki na grudkach ziemi i zmiatała je z drogi z siłą opadającego liścia.
Smoła natomiast, wiedząc, że może spuścić oko z podopiecznych, ułożyła się wygodnie na trawie i wlepiła wzrok w błękitne niebo. Obłoki posuwały się leniwie na zachód, delikatne powiewy poruszały szeleszczącymi liśćmi srebrzystej olchy. W pewnym momencie ciemny kształt przefrunął z lewej strony. W pierwszym odruchu pomyślała, że to ptak, ale tak duży? Kształt zatrzymał się powietrzu, rozglądając się dookoła, a wadera miała nieodparte wrażenie, że właśnie wlepia ślepia we własne odbicie. Czarny jak smoła wilk z parą silnych skrzydeł. A może wilczyca? Ciężko było ocenić z takiej odległości. Zanim jednak mogła wstać i krzyknąć do nieznajomego, ten już zniknął ponad koronami drzew.
- Kezuko?
-Tak?
-Przypilnuj dzieci, muszę coś sprawdzić.
Próbowała wznieść się w powietrze, jednak było na tyle parno i sucho, że zdawała się być dwa razy cięższa. Jej krótkie skrzydła nie podołały, po kilku wznosach musiała opaść na trawę z poczuciem porażki i zażenowania.
- Niezbyt poręczne te skrzydła.- Parsknęła Dalia.
Smoła pobiegła więc na 4 łapy. Podążała w kierunku lotu nieznajomego, nie mogła mieć jednak pewności, czy nagle nie skręcił.
Zupełnie z głową w chmurach w końcu wpadła na kogoś z hukiem.
-Matko, przepraszam.- Wadera podniosła brązową waderę z gleby.
- To ja przepraszam, myślałam, że jesteś kimś innym.- Zaśmiała się.- Szukam przyjaciela.
- Kogo?
- Taki zupełnie jak ty, Szpak się nazywa. Widziałaś go może?
- N-niezupełnie. -Obejrzała się po niebie.- Dam znać, jak spotkam tego twojego przyjaciela.
- W zasadzie.- Zarumieniła się.- On jest kimś więcej niż tylko przyjacielem. Nie mogę jednak znaleźć słowa, żeby to opisać. Taka wieczna niepewność, jakby most pomiędzy jednym a drugim, czymś co znam, a czego nigdy nie próbowałam. Rozumiesz mnie?
-Emm…-Zmieszała się.- Może lepiej pójdę już.
Uciekła ze spotkania, zanim wadera zdążyła się pożegnać. Wbiegła na nie zalesioną polanę o lepszym i szerszym widoku na okolicę. I wtedy go wypatrzyła.
-Hej!- Zupełnie nie wiedziała, co robi, ani jaka niestworzona siła pcha ją do tak lekkomyślnych i frywolnych akcji. Czy nie powinna zachowywać się jak przystało na dorosłego i nie biegać za byle kim po lesie? Być może. Ale coś sprawiło, jakiś niezrozumiały dla niej zapał odkrycia zagadki, która stanęła przed jej oczami, by po chwili kapryśnie zniknąć.
Wilk odwrócił się w jej kierunku, zaskoczony bezpośredniością.
- My się znamy? - Uśmiechnął się nieco wymuszenie.
-Nie wydaje mi się.- Zmierzyła się nos w nos z młodym.- Dopiero co wróciłam z długiej podróży, niewielu zdążyłam poznać.
Mówiła coraz ciszej, aż wreszcie zamilkła, oczarowana podobieństwem ich obu. Nie znalazła na jego futrze ani jednej jasnej plamki, skrzydła były dużo większe od niej, co postanowiła dyskretnie ukryć, podkulając swoje pod boki. Wyprostowała się dumnie i nachyliła się nad jego pyskiem.
- Przynajmniej oczy masz inne.
Zielone, duże, szkliste. Przypomniała sobie szybko, jak nietaktowna mogła być ta inspekcja, więc szybko cofnęła głowę.
- Co, myślisz, że jestem klonem?- Rzucił żartem na rozluźnienie atmosfery.
- Nie mam pojęcia, jakim cudem istniejesz i nie jesteś w mojej rodzinie. Kogo masz za rodziców?
Nie spodziewała się takiego zmieszania na tak proste pytanie. Może naprawdę go onieśmiela?
-Szpak, tu jesteś.- Znajomy głos brązowej, której nawet nie spytała o imię, dobiegł zza jej pleców.
Wadera poczuła nieprzyjemne ukłucie w głębi trzewi, jakby pojawienie się tej wilczycy psuło jej humor, albo komplikowało sytuację. Zrobiła kilka kroków w tył.
-Muszę już iść. - Jej wyraz twarzy zmienił się z niezdrowie zaciekawionej do beznamiętnej z kilka chwil.- Pilnuję dziś dzieci. Ubzdurały sobie, że wykopią staw dla rybek.
(Szpak?)

piątek, 31 stycznia 2025

Od Smoły - ,,Biegun" cz.2

 Wąwóz zmieniał się wraz z dłuższą wędrówką. Powoli zaczął obrastać mchem, co sugerowało waderze, że w górze mogła pozostać jakaś woda pitna i nie myliła się. Wkrótce dotarli do czoła ogromnego lodowca. Tafla lodu lśniła w złońcu niczym mleczno-biału krysztal przysypany pierzyną zlodowaciałego śniegu. Drobne stróżki wody spływały spod niego i tworzyły drobny strumyk, który jednak szybko nikł pod ziemią. 
Wataha rzeczywiście coś upolowała. Gromada piętnastu, może dwudziestu wilków o raczej jasnym kolorze futra skutecznie gubiła się w mieniącym się śniegu, co utrudniało znacznie policzenie ich. Spojrzała jeszcze raz jak czarna się wydawała w porównaniu z nimi,prawie jakby z innego gatunku. Z daleka nadchodzili łowcy ciągnący za sobą na prostych saniach wielkie cielsko samca renifera. A pośród nich wszystkich dopatrzyła się wielkich białych skrzydeł górujących nad głowami łowców. Nie mogla uwierzyć własnym oczom, to BYŁA Katarakta. 
Poczekała chwilę aż grupa się rozejdzie i zajmie się swoimi kawałkami mięsa. Próbowała zwrócić na siebie uwagę siostry. Gdy ona też przysiadła na boku żeby zjeść, zakradła się bliżej i rzuciła kamykiem.
Biała podniosła zdziwiony wzrok.
-Ty tutaj? 
- Ja ci mogę zadać to samo pytanie.- Syknęła.
Katarakta zbliżyła się, ciagnąc za sobą reniferową nogę. 
-Kope lat promyczku.- Wgryzła się w mięso, Smoła przełkęła łapczywie ślinę.
- Wytłumaczysz się może, cóż ty tutaj najlepszego wyrabiasz?
-Zwiedzam.
-Zwiedzasz?
-Ano. Nowe rejony, próbuję nowych rzeczy, typowe podróżnicze aktywności. Chcesz trochę? - Machnęła jej kością przed pyskiem, ale pysk czarnej pozostawał kamienny i rozzłoszczony.
-A podobno mieli przeganiać tych nieszkodliwych.- Parsknęła.
-Z początku chcieli.- Przyznała.- Ale przekonałam ich jakoś żeby pozwolili mi zostać. No wiesz, pokazałam im jak śmigam, latam i wywijam, a tego renifera to dzięki mnie upolowali. W ogóle by nie spostrzegli, że to stado przebiegało koło nas jakbym im tego na łapie nie podała.- Gestykulowała podczas opowiadania jakby próbowała wytłumwczyć jak działa samolot.
-Cóż to….cudownie. - Podsumowała z fałszywym entuzjazmem. - Ale nawet nie wiesz jak długo cię szukałam.
- Niepotrzebnie.
Smoła bała się tej odpowiedzi. Próbowała sobie przypomnieć co planowała odpowiedzieć na taką ewentualność, a Katarakta kontynuowała mlaskanie.
-Dlaczego nie chcesz wrócić do swoich? Pomyśl o rodzicach, o Domael, oni naprawdę za tobą tęsknią. 
Biała prawie się zakrztusiła, ale szybko zmieniła wyraz pyska na obojęty grymas.
-Może byś spróbowała tej nogi jest naprawdę dobra.
- Cała wataha myśli, że nie żyjesz.
- Siostra, naprawdę nie mam apetytu teraz na takie rozm…
-Wróć ze mną!- Złapała ją oburącz za barki i potrzasnęła nahalnie.- Przylecialam tu tylko po ciebie. Nie wiem jak długo, ale minęły MIESIĄCE odkąd zostawiłam rodzinę i podobiecznych. To naprawdę nie jest tego warte Katarakta, wracajmy do domu.
Białej opadły skrzydła. 
-A wiesz za czym ja nie tęsknię? Za spojrzeniami. Nie chodzi mi tylko o tych co mi dokuczali w dzieciństwie, mówię o was. O tobie, mamie i tacie, o każdym z osobna. Wiem kim dla was byłam. Uosobieniem wypadku. Przypomnieniem dla mamy jaką porażką rodzicielską jest, tacie jak powinien był o nas bardziej pamiętać. Miałam tego dość, miałam dosyć być kojarzona tylko z największym nieszczęściem jakie się w ich życiu przydarzyło. -Rzuciła na podłogę kość renifera i stanęła twarzą w twarz z siostrą. 
 -W twoich oczach widzę to samo.- Zbierało się Katarakcie na łzy, gdy przytknęła palec do piersi czarnej.- ,,To moja wina. To moja wina że jest taka jaka jest.” Czyli jaka znowu do jasnej cholery? Czego ci we mnie brakuje, że przynoszę ci taki ból?
Pyszczek białej opadł jej na pierś, nie mogła już dłużej patrzeć siostrze w oczy. 
Smoła próbowała przysunąć się i przytulić ją, ale zdołała jedynie położyć jej rękę na ramieniu. Gdy doszła do siebie, spojrzeli razem na watahę w dole zbocza, jak kończą czyścić kości do bieli I dobierać się powoli do szpiku. 
Minęła długa chwila ciszy.
-A tutaj…tutaj każdy ma to gdzieś. - Otarła ostatnie łzy z policzka i westchnęła słodko-gorzko.- Jakie to dla mnie odświeżające.

Smoła nie odważyła się znowu poruszać tematu powrotu. Postanowiła pobyć z Kataraktą w tym nowym środowisku, a że pozwolili jej nocować, rozstawila swoje ognisko w rogu głównej groty sypialnianej i próbowała zasnąć. Z tego przejęcia znów zapomniała o jedzeniu. 

C.D.N

czwartek, 30 stycznia 2025

Smoła, Katarakta i Domael dorastają!

Smoła - dokarmiacz

Katarakta - brak

Domael - ratownik

Od Smoły - ,,Biegun" cz.1

 Pierwszy dzień podróży, Smoła złożyła krótkie toporne skrzydła i opadła na skalny uskok. Kilka kamyczków spadło w przepaść, wadera spojrzała niepewnie w dół. Dolina była martwa, jak okiem sięgnąć nie rosło tu żadne drzewo, krajobraz przywodził na myśl powierzchnię księżyca. Przyprószone śniegiem blade gruzowiska i piętrzące się ściany skał ściskały wyschnięte już koryto potoku u swych stóp. Nie zatrzymywałaby się tu, gdyby nie jedno białe piórko złapane w wyschnięte badyle pojedynczego krzaku. Wyrwała je z uścisku cierni i przyjrzała się mu uważnie. Miało 3 blade plamki w kolorze pszenicy.
Jej siostra uciekła z watahy już dawno temu, trudno było jej doliczyć się miesięcy, ale na jej tropie mogła być już od końca zeszłej wiosny. Tyle czasu, a Katarakta wciąż jej uciekała. Wstyd jej aż przyznać, że jedynym powodem, dla którego ją szukała, było ją przeprosić i upewnić się, że jest bezpieczna.
Słońce wisiało już nisko nad horyzontem, a wieczorny chłód wyczołgiwał się z górskich szczelin. Niedługo powinna poszukać jakiegoś schronienia, rozpalić ogień, żeby uciec przed mrozem. Futro miała za krótkie a mięśni jak na lekarstwo, by mogło utrzymać ją to w cieple całą noc.
Udało się jej znaleźć jeszcze kilka uschniętych cierni blisko koryta i zaniosła je do pieczary u podstawy wąwozu. Powęszyła jeszcze po okolicy, ale prócz jednego piórka nie było śladu po siostrze.
-Może odleciała, powinnam przeszukać wyższe partie gór.

Ogień strzelał i trzaskał, ledwie kilkanaście kroków od szalejącej wichury na zewnątrz. Prawie niemożliwe, żeby jaskinia wypełniła się ciepłem, gdy ciągle coś je wywiewa. Smoła wyjęła nożyk z torby podróżnej i położyła go pod sobą, w zasięgu łapy. Było okropnie zimno, ale pomimo chłodu, zmęczenie w końcu wzięło górę.

***

Leżała z Kataraktą na brzegu Morza gapiąc się w niebo. Fale szumiały, mewy skrzekały, wszystko było tak jak dawniej.
-Co tam siostra, zawsze zostajesz w tyle.- Biała dyszała głęboko.- Nigdy mnie nie dogonisz.
-Wiem, ale zawsze będę próbować. Muszę cię chronić, taka dola starszej siostry.
-Już ci się nie udało, jestem kaleką. A ty nic na to nie możesz poradzić.
- Ale przecież wiesz że to nie była moja wina.
- Nie twoja? Jesteś pewna?
- Byliśmy dziećmi.
- Ale ty powinnaś być za nas odpowiedzialna, zostawili nas pod twoją opieką. 
- Ale nie musiałaś przez to uciekać! Przecież masz tu rodzinę. Zaopiekowalibyśmy się tobą.
- A jak mogłam czuć się dobrze? Po czymś takim? Nigdy mnie nie dogonisz Smoła. Zawsze zostajesz w tyle. 

***

Obudził ją dotyk na udzie, zerwała się, ale od góry złapał ją czyjś uścisk.
-No no, nie wierzaj tyle, bo się pokaleczysz!- Zaśmiał się jakiś basior, ciemnozielone futro śmierdziało mu jeziornymi błotem i spalonym drewnem. 
Przycisnął jej łapę do podłogi, kopniakiem posłał ostrze z dala od nich. Drugi, jasnobrązowy ze skarpetkami, który ją dotknął, przysunął pysk blisko jej skóry.
-Czarna jak kruk.- Podsumował, obejrzawszy ją z bliska.- I cała, bez białych blizn. Rzadko takie się zdarzają, wiesz Werto?
- Widzę przecież, agghh.- Warknął, nadal zatrzymując jej wierzganie i kłapanie. Jezus, ile w niej wsików!
Złapał jej pysk łapą, by nie mogła go znowu otworzyć.
-Ejjj, cukiereczku, wszystko będzie dobrze. Tak się tylko stało, że wpadłaś na nie swoje terytorium, a my tu jesteśmy bardzo terytorialni. Więc widzisz albo jesteś z nami.- Rozchylił swoje zaropiałe ślepia.- Albo mamy problem.
- Ale się cackasz durniu, zaraz szef tu będzie. 
Brązowy obejrzał jej całą sylwetkę wzrokiem wygłodniałego niedźwiedzia. Znowu położył na nią łapę, co spotkało się z mocniejszym wierzgnięciem. Przycisnął więc jej nogi razem i widocznie się rozochocił. Poczuła, jak przyciska ją ciężarem swojego ciała, jak chucha jej do nozdrzy zapachem krwi, jak rechocze jej do ucha. 
Idzie niedźwiedź.
Idzie niedźwiedź.
Idzie niedźwiedź
.
-Hej!- Dudniący krzyk wpadł do wnętrza jaskini niczym piorun.- Nazbyt duża samowolka hę? 
Odwrócili się przestraszeni, udając, że nic nie zamierzali.
Zamiast tego pokazali swoje znalezisko koledze. Nowy wilk koloru popiołu, strzelisty jak sosna, dumny jak orzeł. Smołę przeszedł zimny dreszcz, gdy poczuła jego lodowaty wzrok na skórze.
-Ładna, ale bez przesady, żeby się teraz na nią rzucać z jęzorem.- Spiorunował brązowego spojrzeniem. - Nie mamy tu miejsca dla takich, będą tylko się rozpychać łokciami i żreć co nasze. Mieliście przeganiać tych nieszkodliwych.
- Przepraszamy szefie, już jej tu nie ma.- Odezwał l sie nerowo zielony i puścił szyję Smoły z pomiędzy łap.
Wadera pozbierała swoje rzeczy w pośpiechu i czmychnęła przez szczelinie między postawną sylwetką szefa a ścianą groty.
-No chłopcy, wracamy do domu, słyszałem że reniferka upolowali. Trójka basiorów pokłusowała wąskim uskokiem w dół urwiska i dalej w górę wyschniętej rzeki.Jednak czarny kształt obserwował ich zza skały i przykleił się do ich kroków niczym zgubiony cień.
 
C.D.N


piątek, 20 października 2023

Od Smoły - Trening Zwinności i Szybkości

 ,,TRENING" - komiks treningowy (dla mnie i dla Smoły)

Bohaterowie: Smoła i Aiden

Miłego czytania :3


THE END

piątek, 3 lutego 2023

Domino urodziła!

 
Smoła - uczeń

Katarakta - elew

Domael - uczeń