Roztopy z pewnością nie ułatwiały wędrówki. Szlaki i wydeptane w lesie ścieżki erodowały pod naporem spływających z wyższych pięter śniegów, przez co chodzenie nimi mogło skutkować w najlepszym przypadku brudnym zadem, a w najgorszym skręceniem łapy lub spowodowaniem błotnego osuwiska. Kaj miał to oczywiście głęboko w poważaniu, skoro i tak był drogowskazem na niebie nie na ziemi, Saża natomiast…mogła tylko narzekać. I narzekała, każdego dnia, wyzywając go od przerośniętego kurczaka, a w nocy przymierzając go do niedoszłego rosołu.
Mijały tygodnie, a ona wyjadła już wszystkie zapasy prowiantu, jakie schowała w tobołku. W podróży nie dało się polować. Nie żeby Saża rozważała tę opcję dłużej niż 5 sekund, nie pamiętała, kiedy ostatnio tknęła łapą surowizny...uch, i ta krew! Nie chciała się przed Kajem przyznać, że nawet nie wiedziała, JAK się poluje. NIKL może i był najgorszym miejscem na ziemi, ale dbał o swoich więźniów jak o królów. Musiała wydłubywać z ziemi dziką marchew żeby cokolwiek mieć w żołądku.
Gdy zatrzymali się nad rzeką, Kaj wskoczył na jedną z płynących z nurtem lodowych wysepek i wbił dziób w wodę. Z gracją wydłubał z rzecznego dna śliskiego, niepozornego okonka, który widać jeszcze nie obudził się z zimowego otumanienia. Saża wlepiła wzrok w ptaka, ślina ciekła jej po pysku, jak patrzyła na tego idiotę połykającego zdobycz w całości. Gdy zauważył, że jest obserwowany, zaśmiał się pobłażliwie.
- Nie jest ci za lekko na żołądku? Te korzonki chyba nie były zbyt pożywne.
Wadera zagryzła język ze złości.
- Co się ze światem stało, żeby mnie kurczak nadziewany pouczał.- Wymamrotała.- Tylko poczekaj aż..
- Czekam.- Zamachał ponętnie ogonem po czym wzbił się w powietrze.
Saża nie miała wyboru jak pobiec za nim przez lodowaty nurt, żeby go nie zgubić. Nawet nie myślał na nią czekać, zaklęła. Wszystkie ptaszyska są takie same. Samolubne i butne.
- Nie jest ci za lekko na żołądku? Te korzonki chyba nie były zbyt pożywne.
Wadera zagryzła język ze złości.
- Co się ze światem stało, żeby mnie kurczak nadziewany pouczał.- Wymamrotała.- Tylko poczekaj aż..
- Czekam.- Zamachał ponętnie ogonem po czym wzbił się w powietrze.
Saża nie miała wyboru jak pobiec za nim przez lodowaty nurt, żeby go nie zgubić. Nawet nie myślał na nią czekać, zaklęła. Wszystkie ptaszyska są takie same. Samolubne i butne.
***
Równiny watahy nie wyglądały zbyt malowniczo o poranku. Kłębowiska zgniłych traw koloru rdzy położyły się stęchłym dywanem po pofalowanych polach, poprzykrywane na czubkach czapkami z brudnego, zlodowaciałego śniegu. Mgła unosiła się nisko nad trzęsawiskiem, psując widoczność i przyprawiając o dreszcze.- Doberek.- Zawołał ptak, chyląc czoła do stróża granicznego; młodej, jasnej jak żonkile wilczycy.
- Kaj.- Sasanka kiwnęła łebkiem.- Przynosisz jakieś pilne wieści? Mam zawołać gońca?
- Nie trzeba.- Podał jej pogięty i rozmokły na krawędziach liścik - Możesz przeczytać sama. Ale to nie jedyna z dzisiejszych niespodzianek. Słuchaj tego, miałem przekazać wam wasz nowy nabytek!
Machnął skrzydłem na człapiącą w oddali opalaną wilczycę z przerzuconym przez bok skórzanym tobołkiem, z głową przykrytą czerwoną, haftowaną chustką. Smętny widok strudzonej podróżniczki.
- Cóż, teraz to wasze zmartwienie, ja jestem padnięty.- Kaj kłapnął z przekąsem dziobem i odfrunął bez pożegnania.
Opalana wadera dotarłwszy do granicy, sapnęła przeciągle i odgarnęła chustkę z czoła. Jej brzuch wyglądał zupełnie normalnie, pewnie dzięki temu, że wilczyca nie miała nic treściwego w zębach od tygodni.
- Przedstawi się?- Sasanka kiwnęła witająco na nieznajomą, nie ukrywając nieufności.
- P..- Ugryzła się w język, na co strażniczka zmarszczyła brwi.- Saża. Przepraszam, język mi się plącze, nie piłam nic od wczoraj. Z kim mam przyjemność?
- Na pogawędki może potem. - Odwróciła się w kierunku gór i zerknęła na towarzyszkę, by ta poszła za nią.
***
Usłyszała za sobą czyjeś ciężkie kroki.
- Ten wasz Szkliwo musi być tu dość szanowany, skoro jedno jego słowo wystarczyło, żebyście przyjęli mnie z miejsca.- Rzuciła rozbawione spojrzenie w tył i nie ukrywała rozbawienia, gdy zgadła, do kogo należały kroki.
- Coś w tym jest. Ojciec darzy go zaufaniem.- Legion wzruszył ramionami. - Nie jestem pewien dlaczego, ale wydają się znać od bardzo bardzo dawna.- Posłał przelotne spojrzenie na oddalającego się, kuśtykającego starca, którego chcąc nie chcąc nazywał ojcem.
- Macie tu dość spokojnie.- Saża nie chciała kończyć pogawędki, skoro już nadarzyła się jej okazja. Nie mogła zmarnować tego, że młody alfa jest nią zainteresowany.
- To coś nowego. - Srebrny basior strzepnął z brwi wizję zarazy, wojen i krwawych powstań.
- Naprawdę?- Bawiła się kosmykiem na ogonie.- Możesz mi co nieco opowiedzieć, jak już mnie będziesz oprowadzał po okolicy.
Basior zamrugał kilka razy, nim doszło do niego, co mu zasugerowano. Zanim zdążył odpowiedzieć, wilczyca podniosła z ziemi tobołek i podała mu go, jednocześnie płynąc ciałem do przodu w czymś przypominającym pływanie, jak to robiła na scenie.
- Macie tu dość spokojnie.- Saża nie chciała kończyć pogawędki, skoro już nadarzyła się jej okazja. Nie mogła zmarnować tego, że młody alfa jest nią zainteresowany.
- To coś nowego. - Srebrny basior strzepnął z brwi wizję zarazy, wojen i krwawych powstań.
- Naprawdę?- Bawiła się kosmykiem na ogonie.- Możesz mi co nieco opowiedzieć, jak już mnie będziesz oprowadzał po okolicy.
Basior zamrugał kilka razy, nim doszło do niego, co mu zasugerowano. Zanim zdążył odpowiedzieć, wilczyca podniosła z ziemi tobołek i podała mu go, jednocześnie płynąc ciałem do przodu w czymś przypominającym pływanie, jak to robiła na scenie.
- Może zaczniemy od spichrza? Umieram z głodu. - Koniuszek ogona posłużył jako wabik na jego ślamazarne, rozbiegane oczęta. Jest to jakaś ciekawa odmiana, pomyślała, śmiejąc się w duchu. Pierwszy raz nie musiała pytać Ildiri o pozwolenie. Sama sobie była sterem i okrętem, skoro mapę znała na pamięć.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz