Fale uderzały o piasek plaży zaskakująco leniwie, ledwo rozrzucając swoje białe grzywy. Eilert z chęcią zamoczyłby swoje zmęczone szczudła, gdyby woda nie wyglądała jak gęste błoto, śmierdzące zgnilizną i depresją sezonalną. Ach, nie ma to jak zanieczyszczenia spowodowane przez ludzie gdzieś hen, daleko poza światem watah i magicznych wilków, które i tak docierają do tych odległych wód, które miały być bezpieczną przystanią dla odizolowanych, rozmownych stworzeń. A może była to wina globalnego ocieplenia? W każdym razie coś, do czego przyczynił się gatunek Homo Sapiens.
Ptak natrafił stopą na muszelkę. Nie była w żaden sposób specjalna, ta sama jak tysiące innych na Wschodniej Plaży, ale hej! Przynajmniej była w całości, a nie pokruszona, jak zazwyczaj się znajdowało. Eilert złapał ją sprawnie palcami i włożył pod swój kapeluszowy talerz. Oby trzymał tak dobrze, jak zaraz po pierwszym upleceniu, bo dosłownie wczoraj samiec rublii musiał go ratować po ataku jakże agresywnego zająca. Eilert podejrzewał, że lagomorf jest wściekły, bo żadne rzucanie kamieniem nie pomagało. Ewentualnie był aż tak grzeszny, że go już to nie ruszało.
O, muszelka nie wypadała. Dobrze. Zrobi z niej naszyjnik i podaruje w przyszłości ukochanej jako prezent zaręczynowy, taki ładny i ręcznie robiony. O ile swoją ukochaną kiedykolwiek znajdzie.
wtorek, 30 czerwca 2026
Od Xiva (Eilerta) – "Sinice"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz