niedziela, 31 maja 2020
Podsumowanie maja!
Od Szkła CD Talazy - "Pierwsza Krew"
piątek, 29 maja 2020
Od Magnusa CD Tiski – „Inna Droga”
Biegłem przed siebie sam już nie wiedząc przed czym uciekam. Nie miałem
dużego pola manewru. Z każdej strony otaczało nas morze. A morska woda, mimo że
ciepła, nigdy nie była po naszej stronie. Mięśnie łap zaczęły mnie piec od zbyt
wielkiego wysiłku. Zewsząd zaczęły otaczać mnie światła i paskudny ryk
silników. Już wiedziałem, kto mnie gonił. Ich coroczne wizyty zawsze kończyły
się tak samo. Chaosem, popłochem i ocknięciem następnego ranka, bez pamięci o
dniu poprzednim. Skręciłem swoje ciało w stronę skarpy. Odwróciłem się w biegu,
w stronę drapieżników i posłałem im piękny uśmiech. Chwilę później spadałem już
w dół, w ciepłe odmęty morza.
Ocknąłem się nagle. Ten sen.
Wydawał się taki rzeczywisty. Wspomnienie uderzyło mnie tak mocno, że przez
dłuższą chwilę nie potrafiłem się z niego otrząsnąć. Wygląda na to, że pamięć
zaczęła mi już wracać kilka dni wcześniej. Na początku myślałem, że to tylko
sny, ale teraz już wszystko ułożyło się w pełną całość. Podświadomie jednak
czułem, że coś jest nie w porządku. Te przebłyski mogły oznaczać tylko jedno.
Wrócą po nas. Pewnie w najmniej oczekiwanym momencie. Nie mogłem sobie pozwolić
na opuszczenie gardy. Spojrzałem na słońce rozpoczynające nowy dzień. Musiałem
porozmawiać z Karą, jeśli ja coś pamiętam to ona też musi.
- Tiska, widziałaś coś
dziwnego w nocy? – spytałem nadal patrząc przed siebie. Brak odpowiedzi mnie
zaniepokoił. Odwróciłem się i poczułem jak emocje zalewają moje ciało.
Odetchnąłem kilka razy, ale i tak nie mogłem opanować wybuchu. Obudziłem szczęśliwie
śpiącą waderę i wytknąłem jej, na pozór spokojnym głosem, jak bardzo
nieodpowiedzialnie się zachowała. No dobra. Przyznaje, że nie takich słów
użyłem. Jednak jak mogła tak zignorować moje słowa!? Może gdyby chodziło o samo
mięso, to nie zareagowałbym tak gwałtownie, ale teraz już nie chodziło tylko o
to. Nie mogłem jej powiedzieć, co mogło się stać. To sprawa moja i Kary, im
mniej wilków będzie coś wiedziało tym lepiej. Specjalnie więc odsunąłem ją od
siebie. Poczułem dziwne drgnięcie w sercu, gdy zobaczyłem jej urażoną minę. Nie
mogłem jednak już nic cofnąć. Teraz na pewno przez dłuższy czas nie będzie
chciała mnie widzieć, co pozwoli mi dowiedzieć się czegoś więcej o tym co
działo się na wyspie.
Gdy Tiska odeszła po naszej
wymianie zdań, ja zająłem się dostawą zamarynowanego mięsa. Przerzuciłem
wszystko na obie skóry, które zostały z oporządzonych jeleni i z pomocą kilku
kawałków sznurków i gałązek zawiązałem je sobie na szyi tak, że jedna była po
mojej prawej stronie, a druga po lewej. Tak uzbrojony, udałem się do Agresta,
który wskazał mi najlepsze miejsce do zostawienia pożywienia i zawiadomił inne
wilki o całej sprawie. Przez kotłujące się w mnie emocje, nie byłem w stanie
sam nic zjeść, więc od razu po załatwieniu tej sprawy, pobiegłem do jaskini Kary.
Zastałem moją siostrę
biegającą samotnie wzdłuż plaży. Zrównałem z nią krok, a gdy Kara mnie
zauważyła, gwałtownie się zatrzymała. Spojrzała na mnie niezadowolona, a nawet
wręcz wściekła. Cokolwiek to było, byłem pewien, że zaraz się dowiem.
- Jak mogłeś? – zaczęła i jej
złość od razu zmieniła się w smutek. Jej oczy zeszkliły się a oddech urywał.
- Młoda… - szepnąłem tylko i
przytuliłem siostrę. Nie odepchnęła mnie, ale też się nie odwzajemniła.
Pozwoliła tylko na chwilę pocieszenia.
- Chciałeś się zabić.
Chciałeś… mnie zostawić. – Wyglądało na to, że opuszczające jej ciało serum,
wstrzyknięte przez istoty, sprawiły, że przypomniała sobie o zdarzeniach sprzed
wypadku. Jeśli można było to nazwać wypadkiem.
- Ja… - nie byłem w stanie
nic powiedzieć. Tyle rzeczy się działo, tyle chciałem jej powiedzieć, ale nie
potrafiłem. Wadera odsunęła się i otarła łapą łzy.
- To teraz nieważne. Teraz
musimy chronić watahę przed tymi co po nas idą. Masz pojęcie co się stanie jak
znajdą tak dużą watahę? Rozpoczną wszystko na nowo. Coroczne łapanki, te
strzykawki, namierzanie nas przez… - dotknęła delikatnie miejsce pod uchem, gdy
mogliśmy wyczuć delikatne zgrubienie. – … to coś.
- Zabiorą wszystkich ponownie
na wyspę. Codzienna walka o jedzenie i wodę. Pamiętasz jak wysuszyli jedyny
strumyk z wodą? Tygodniami nie mieliśmy co pić. Musieliśmy kopać ziemię do
krwi, żeby znaleźć choć kropelkę pitnej wody.
- A na końcu przysłali
zarażonego wilka, który wybił całe nasze stado. – determinacja na jej twarzy,
mogła aż przerazić. – Nie pozwolę by to wszystko się powtórzyło. Lada dzień
mogą przylecieć na tych swoich maszynach i zniszczyć to co tutaj zbudowaliśmy.
To co przez lata tutaj budowali. Musimy iść do Agresta. On nam pomoże. –
powiedziała i już chciała ruszyć do biegu.
- Stój. – zatrzymałem ją
łapą. – Nie możemy im nic powiedzieć. Jeżeli ktoś się dowie to jest większa
szansa, że ich też złapią. Jeśli będziemy się trzymać na uboczu, w pobliżu
plaży to zabiorą tylko nas i reszta będzie wolna.
- Chyba żartujesz? Urodziłam
się na tej wyspie i nie mam zamiaru tam nigdy więcej wracać. Pozory normalnego
wilczego życia to za mało by wymazać wszystko inne. Wiem, że zawsze mówiłeś, że
mogło być gorzej, że powinniśmy dawać się badać i eksperymentować na nas, bo
dzięki temu mamy jedzenie. Tylko zobacz do czego to doprowadziło. Nasza rodzina
nie żyje i to dlatego, że nie walczyliśmy o naszą wolność. – spojrzała na mnie
z wyższością. – Teraz mamy szansę ich pokonać. Nasza wataha jest silna i z
niejednym już wygrała. Musimy im zaufać.
- Pokonać kogo? – usłyszałem znajomy
głos. Spojrzeliśmy na Tiskę wychodzącą zza drzewa.
- Kara… proszę Cię. –
szepnąłem do siostry, ale ona już mnie nie słuchała.
<Tiska?>
Od Paketenshiki - "Mokro w dziób i jeszcze trochę", cz. 1
Od Tiski CD Magnusa - "Inna droga"
- Wiesz co... na terenie watahy raczej nie zdarzają się kradzieże żywności - starałam się, by mój głos nie zdradził moich myśli. Na samym początku znajomości nie mogę wydawać się leniwa i nie chce go źle nastawiać, bo odbije się to potem na naszej pracy. Basior mruknął niezadowolony. Coś dziwnego było w jego postawie.
- Ja wezmę pierwszą wartę - powiedział tak, jakby w ogóle nie usłyszał tego, co przed chwilą powiedziałam. Nie chciałam już więcej drążyć tematu, ziewnęłam przeciągle. Dopiero teraz poczułam, jaka byłam zmęczona. Położyłam się w małej odległości od małego obozowiska. Bez szyszek ciężko było mi zasnąć, ale kojący szum morza zrobił swoje i już po chwili oddałam się w objęcia snu.
Gwałtowne szturchanie wyrwało mnie ze spokojnego cienia. Nad sobą zobaczyłam czerwone ślepia. "Cudownie" - pomyślałam sobie i podniosłam się ociężale. Na plaży zrobiło się tak zimno, że ciężko było mi ruszać łapami. Zbliżyłam się do oporządzonego mięsa, chcąc sprawdzić, czy pojawił się na nim lód. Nie mogłam uwierzyć, że nic takiego się nie stało. Magnus nie zamienił ze mną słowa, tylko od razu zwinął się w kłębek i poszedł spać, widocznie bardzo zmęczony po przeżyciach całego dnia. Zasnął, jakby panujący wokół chłód nie robił na nim wrażenia. Podczas snu wyglądał o wiele przyjaźniej. Jak szczeniak, który śni tylko o kolejnych wielkich przygodach, takich jak wspięcie się na drzewo, albo gonitwa za motylem. Przyjrzałam się żywności. Naprawdę nie mogłam uwierzyć, że nie śpię, żeby wpatrywać się w jedzenie. Jedzenie się je, a nie na nie patrzy. Uśmiechnęłam się na tę myśl. Może...? Rozejrzałam się dookoła, ale w pysku czułam nieprzyjemny posmak. "Innym razem" - postanowiłam. Było mi tak zimno, że na myśl o nocnym podjadaniu robiło mi się niedobrze. Zdecydowanie innym razem. Popatrzyłam w morze. Gwiazdy pięknie migotały nad czarną jak smoła wodą. Zwróciłam uwagę na jedną z nich. Jej blask pulsował w nieregularnym tempie. Miałam wrażenie, że zmienia rozmiary. Może się ruszała? Nawet nie wiem, czy to możliwe, ale byłam pewna że zaczynała się do mnie przybliżać. Powiększała się i powiększała, aż w końcu... zaczęła się zmniejszać. Uciekała przed moim wzrokiem, kurcząc się i oddalając.
Ocknęłam się gdy poczułam gwałtowne szarpnięcie w karku, gdy łeb opadł mi w półśnie. Zamrugałam oczami, starając się rozbudzić. Nie do końca odróżniałam, sen od jawy. Popatrzyłam jeszcze raz na światełka na niebie, wszystko w jak najlepszym porządku. Z lewej strony usłyszałam pomrukiwanie. Odwróciłam się i zobaczyłam, że Magnus rusza łapami przez sen. Uśmiechnęłam się delikatnie, wyglądał tak niewinnie. Oczy znów zachodziły mi cieniami, ciągnąc mnie w otchłań przyjemnego snu. Powoli budziła się we mnie złość, że nie mogę po prostu się położyć i się mu poddać. W sumie dlaczego? Bo jakiś wilk, który urwał się nie wiadomo skąd tak powiedział? Żyję tutaj dużo dłużej i co? Ciężkie myśli krążyły mi po głowie bardzo wolno, przerywane jeszcze nieopanowanym półsnem. Już nie wiedziałam czy już śpię, czy jeszcze nie. Gwiazdy znów zaczynały się oddalać. Chyba naprawdę już mnie nie ma.
- Czy ty jesteś normalna?! - pełen złości krzyk obudził mnie, a nad sobą zobaczyłam ciemne oblicze Magnusa. Kontrolował się, ale był wściekły. Całe jego oblicze przybrało przerażający wygląd. Płomienie wokół łap szalały, choć nie wykraczały poza swoją określoną linię. Słońce już dawno wzbiło się w niebo. Z lasu słychać było śpiew ptaków. Spokój przyrody całkowicie kontrastował z wyrazem pyska basiora.
- Jaką trzeba być idiotką, żeby zasnąć na otwartej plaży przy stercie świeżego mięsa? Wiesz co mogło się stać? Kradzież to jedno, moglibyśmy być już martwi! Nie mogę uwierzyć, że będę pracował z taką kretynką - to jak to powiedział, było wstrząsające. Wydawał się tak opanowany, że każde słowo uderzało mnie jeszcze bardziej. Gdyby to był zwykły wybuch, po prostu bym to zignorowała. W dzieciństwie często kłóciłam się z rodzeństwem, ale wybaczałam im porywczość. Nigdy nie chcieli mnie zranić. Teraz czułam się, jakby każda obelga była wypowiedziana po to, by mnie zniszczyć. Przeszłam więc w tryb obrony - choć w tym wypadku wydawać by się mogło, że raczej walki o życie.
- Co miałoby się stać? Mieszkam tu dłużej niż ty i znam każde zwierzę w okolicy. Ty masz jakieś problemy ze sobą, że robisz zamieszanie o takie głupoty...
- Ja mam problemy? - przerwał mi - Głupia dzi**o, twoim zdaniem to była warta? Wiesz, na czym polega? Może ci wyjaśnię, bo najwyraźniej do tego nie dorosłaś - prychnął lekceważąco, a mi odjęło mowę. On wcale nie był ode mnie starszy, nie miał żadnego powodu się wywyższać. Krew się we mnie zagotowała.
- Słuchaj, przyszedłeś nie wiadomo skąd i teraz się mądrzysz? Powiedz, dlaczego nie zabraliśmy tego wszystkiego w bezpieczne miejsce? Siedziałam na zimnym piasku jak kołek, zastanawiając się, co ci odbiło. Uważasz, że moglibyśmy być już martwi przeze mnie? Dobrze, że nie zamarzliśmy tej nocy przez twoje głupie pomysły! - nie wiem, co z tego co powiedziałam, zrobiło na nim wrażenie, ale chyba zauważyłam jakieś poruszenie na jego mroźnym obliczu.
- Nie było wcale tak zimno - mruknął. - Jak ty w ogóle karmisz watahę, skoro nie umiesz nawet wykonać jednego prostego zadania? Dobrze, że tutaj jest tak dużo zwierzyny. W innym wypadku wszyscy by głodowali z kimś takim jak ty. - zabolało. Poczułam, że nie wygram w tej dyskusji. Uczucie porażki zaczęło ściskać mnie w żołądku.
- Fajnie, że przyszedłeś pomóc - szepnęłam, odwracając się. Ucisk przeniósł się do gardła. Łzy zamgliły mi widok. Na szczęście, on już tego nie zauważył. Biegłam z całych sił do swojej jaskini. Tam czułam się bezpiecznie, tam mogłam bez wstydu się wypłakać. Podziękowałam sobie w duchu za ostatnie treningi. Mogłam teraz błyskawicznie znaleźć się w ukochanych czterech ścianach. Zwinęłam się w kłębek i pozwoliłam sobie na łzy.
Później oczy miałam zapuchnięte, pysk zastygł w charakterystyczny sposób. Nie miałam już siły. Uspokoiłam się. Gdy odetchnęłam głębiej, powietrze gwałtownie przerwało kichnięcie. Moje kichnięcie. Cholerny basior - pomyślałam, kiedy ciało przeszył zimny dreszcz.
<Magnus?>
