Podeszliśmy do naszych synów. Wydawali się czegoś gorączkowo szukać. Rozglądali się przestępując z nogi na nogę i Kłócąc się przy tym półgłosem. Zauważyli nas. Czego szukali?
- Yhhhhm... - Oleander w mgnieniu oka skulił się i odwrócił głowę w moją stronę.
- Co wy robicie? - zapytałem surowym głosem.
- Nic, co działałoby na niekorzyść naszej watahy - odpowiedział szybko wilk.
- Konkretnie?
- Dlaczego tak nagle się tym zainteresowałeś? - Alekei spojrzał na mnie chłodno - ostatnio nie masz czasu dla członków swojej watahy. Zajęci jesteście zwalczaniem Watahy Szarych Jabłoni. Jakby to ona była największym zagrożeniem - prychnął.
- Któryś z was zostanie pewnie samcem alfa - powiedziała Eclipse, wyraźnie zmęczona już wydarzeniami dzisiejszego dnia - zrozumiecie, co w tej chwili robimy... Co jest według ciebie największym zagrożeniem?
- Nie wiem. Ale zapewne nie te muły z WSJ - ziewnął.
- Akurat szukaliśmy małego jelenia. Był ranny ale zdołał uciec... - powiedział Oleander bez przekonania.
Nie wiedziałem, co myśleć o tej odpowiedzi. To na pewno nie o jelenia chodziło. Popatrzyłem na Eclipse i Andreia.
Nagle, usłyszeliśmy kroki gdzieś niedaleko. Nie więcej jak dwieście metrów od nas ktoś przedzierał się przez gęsty las. To człowiek. Człowiek znów pojawił się w naszej puszczy. I, dam sobie łapę uciąć, że nie był to żaden z pokojowo do nas nastawionych rolników mieszkających ze wsi. Poczułem dym.
< Eclipse? Dawno nie działo się nic strasznego, nie uważasz? :D >
wtorek, 31 maja 2016
Moja nieobecność w zeszłym tygodniu
Przepraszam za niezapowiedzianą nieobecność od wtorku zeszłego tygodnia i witam ponownie. Dzisiaj wracam i mam nadzieję, że aktywność w naszej watasze znów trochę się zwiększy.
Wasz samiec alfa,
Beryl
Wasz samiec alfa,
Beryl
Od Kasai CD Jaskra
Zatrzymałam się po raz kolejny. Byłam już pewna, że ktoś mnie śledzi. Postanowiłam, że jeśli dojdzie do konfrontacji, nie będę się powstrzymywać. Miałam dość tej całej sytuacji, miałam dość uciekania. Powoli ruszyłam w stronę Polany. Ogień nie idzie w parze z lasem. Wiedziałam to aż za dobrze.
Zatrzymałam się na środku polany i odwróciłam. Z lasu wyszły dwa wilki. Nie znałam ich, ale mimo to, byłam pewna siebie.
- Dwóch na jednego? Zero kultury, panowie - zawołałam. Jeden z nich warknął tylko w odpowiedzi. - Konwersacja na poziomie, nie powiem.
- Nie mamy czasu na twoje docinki - odezwał się pierwszy.
- O, to mówi! A kolega głuchy, niemowa czy nieśmiały? - Nie doczekałam się odpowiedzi, bo drugi z napastników skoczył w moją stronę. Udało mi się zrobić unik. Nie zamierzałam na tym skończyć. - Ależ po co ta agresja? Pragnę wam przypomnieć, że panoszycie się teraz w głębi terenów WSC.
- I co? Może zabronisz? - prychnął wilk.
- Nie. Ale jako stróż, chętnie zaprezentuję wam jak kończą intruzi.
Przemieniłam się w demona, tworząc równocześnie ścianę ognia, która umożliwiała wilkom ucieczkę. Zaatakowałam pierwszego z nich. Wiedziałam, że drugi nie będzie miał odwagi mu pomóc. Przycisnęłam go do ziemi.
- Czym ty jesteś? - Wydyszał. Uśmiechnęłam się z politowaniem.
- Skąd to pytanie? - Udałam zdziwienie. - Chodzi o to, że płonę? Z pretensjami proszę do moich rodziców, ale uprzedzam, że nie będzie łatwo ich znaleźć, bo tak jakby nie żyją. Jakieś ostatnie słowa?
Drugi wilk skoczył na mnie. Zanim zdążyłam zareagować, turlał się już po ziemi próbując ugasić płomienie ogarniające jego ciało. Zimny dreszcz przebiegł mi po grzbiecie, gdy usłyszałam skowyt płonącego żywcem wilka. Mimo to, nie było mi go szkoda. Umrze z własnej głupoty. Nie mogłam się już wycofać. Wygasiłam ścianę ognia i zwróciłam się do pierwszego:
- Przypatrz się. Nie planowałam ofiar, ale skoro już do tego doszło myślisz, że poprzestanę na jednej?
- Mamy twojego przyjaciela - warknął. Przekręciłam lekko głowę.
- W takim razie, cała twoja wataha skończy jak ten tu. - Puściłam go i dodałam: - Powiedz szefowi co widziałeś... I przekaż mu, że będzie następny.
- To groźba?
- A jak ci się wydaje? - Uśmiechnęłam się kpiąco.
Wilk zniknął w lesie, a ja wciąż będąc w postaci demona ruszyłam w przeciwną stronę.
< Jaskrze? >
Zatrzymałam się na środku polany i odwróciłam. Z lasu wyszły dwa wilki. Nie znałam ich, ale mimo to, byłam pewna siebie.
- Dwóch na jednego? Zero kultury, panowie - zawołałam. Jeden z nich warknął tylko w odpowiedzi. - Konwersacja na poziomie, nie powiem.
- Nie mamy czasu na twoje docinki - odezwał się pierwszy.
- O, to mówi! A kolega głuchy, niemowa czy nieśmiały? - Nie doczekałam się odpowiedzi, bo drugi z napastników skoczył w moją stronę. Udało mi się zrobić unik. Nie zamierzałam na tym skończyć. - Ależ po co ta agresja? Pragnę wam przypomnieć, że panoszycie się teraz w głębi terenów WSC.
- I co? Może zabronisz? - prychnął wilk.
- Nie. Ale jako stróż, chętnie zaprezentuję wam jak kończą intruzi.
Przemieniłam się w demona, tworząc równocześnie ścianę ognia, która umożliwiała wilkom ucieczkę. Zaatakowałam pierwszego z nich. Wiedziałam, że drugi nie będzie miał odwagi mu pomóc. Przycisnęłam go do ziemi.
- Czym ty jesteś? - Wydyszał. Uśmiechnęłam się z politowaniem.
- Skąd to pytanie? - Udałam zdziwienie. - Chodzi o to, że płonę? Z pretensjami proszę do moich rodziców, ale uprzedzam, że nie będzie łatwo ich znaleźć, bo tak jakby nie żyją. Jakieś ostatnie słowa?
Drugi wilk skoczył na mnie. Zanim zdążyłam zareagować, turlał się już po ziemi próbując ugasić płomienie ogarniające jego ciało. Zimny dreszcz przebiegł mi po grzbiecie, gdy usłyszałam skowyt płonącego żywcem wilka. Mimo to, nie było mi go szkoda. Umrze z własnej głupoty. Nie mogłam się już wycofać. Wygasiłam ścianę ognia i zwróciłam się do pierwszego:
- Przypatrz się. Nie planowałam ofiar, ale skoro już do tego doszło myślisz, że poprzestanę na jednej?
- Mamy twojego przyjaciela - warknął. Przekręciłam lekko głowę.
- W takim razie, cała twoja wataha skończy jak ten tu. - Puściłam go i dodałam: - Powiedz szefowi co widziałeś... I przekaż mu, że będzie następny.
- To groźba?
- A jak ci się wydaje? - Uśmiechnęłam się kpiąco.
Wilk zniknął w lesie, a ja wciąż będąc w postaci demona ruszyłam w przeciwną stronę.
< Jaskrze? >
poniedziałek, 9 maja 2016
Od Eclipse C.D Beryla
Wilk chwiejnie podchodził do Beryla. On jednak cofnął się o krok i przygotował się do skoku. Szybko jednak wskoczyłam między nich tym samym grodząc wilkowi drogę. Ten uniósł się dzięki czemu był już równy ze mną
-A ty tu czego, babo jedna?!
-Lepiej jej nie denerwuj, mówię ci! - W oddali było słychać znajomy, roześmiany głos
Szybko jednak oplotłam go swoim wściekłym spojrzeniem
-Czy coś insynuujesz, ptaku? - Spytałam z lekką irytacją w głowie
-Ja? Ja jestem przecież cicho jak ta mysz!
Prychnęłam ze zniewagą
-Nic tutaj nie wskóramy, Eclipse - Uprzedził mnie kojący głos Beryla
-On ma rację, wracajmy zanim poleje się krew - Rzucił szybko Andrei który w połowie był już schowany w krzakach
Spojrzałam się w jego stronę a następnie spuściłam głowę wzdychając. Ostatkami czystego rozsądku uniosłam lekko głowę spoglądając na tą bandę
-Mundusie...
-Tak, droga przyjaciółeczko? - Powiedział przesłodzonym lecz ironicznym głosem
Pokręciłam głowę po czym zaczęłam odchodzić. Za sobą słyszałam prychnięcia i ciche obelgi kierujące się w naszą stronę. Kiedy dogoniłam Beryla i Andrei'a syknęłam złowieszczo
-Bym chętnie nauczyła ich szacunku a tego... a tego to bym wypruła i zrobiłabym zabawkę!
-Och już nie przesadzaj.. - Uspokajał mnie miłym głosem, Beryl
-Nie przesadzaj?! - Wtrącił się Andrei - W tym przypadku zgadzam się z tobą, Eclipse
-Doprawdy Andrei'u?
-Tak! - Spojrzał się w moją stronę - Przecież w takim temacie nie będę kłamał, że bym go własnoręcznie wychłostał.. - Warknął po czym spuścił głowę
Zaśmiałam się cicho. Nie wiem dlaczego, ale jego słowa podniosły mnie na duchu... Szliśmy w milczeniu jeszcze kilka, dobrych minut aż na naszej drodze stanęli nasi dwaj synowie - Oleander w towarzystwie Alekei'a. Zatrzymaliśmy się i zaczęliśmy się sobie przyglądać. Czułam, że robią coś czego nie powinni...
<Beryl? :p>
-A ty tu czego, babo jedna?!
-Lepiej jej nie denerwuj, mówię ci! - W oddali było słychać znajomy, roześmiany głos
Szybko jednak oplotłam go swoim wściekłym spojrzeniem
-Czy coś insynuujesz, ptaku? - Spytałam z lekką irytacją w głowie
-Ja? Ja jestem przecież cicho jak ta mysz!
Prychnęłam ze zniewagą
-Nic tutaj nie wskóramy, Eclipse - Uprzedził mnie kojący głos Beryla
-On ma rację, wracajmy zanim poleje się krew - Rzucił szybko Andrei który w połowie był już schowany w krzakach
Spojrzałam się w jego stronę a następnie spuściłam głowę wzdychając. Ostatkami czystego rozsądku uniosłam lekko głowę spoglądając na tą bandę
-Mundusie...
-Tak, droga przyjaciółeczko? - Powiedział przesłodzonym lecz ironicznym głosem
Pokręciłam głowę po czym zaczęłam odchodzić. Za sobą słyszałam prychnięcia i ciche obelgi kierujące się w naszą stronę. Kiedy dogoniłam Beryla i Andrei'a syknęłam złowieszczo
-Bym chętnie nauczyła ich szacunku a tego... a tego to bym wypruła i zrobiłabym zabawkę!
-Och już nie przesadzaj.. - Uspokajał mnie miłym głosem, Beryl
-Nie przesadzaj?! - Wtrącił się Andrei - W tym przypadku zgadzam się z tobą, Eclipse
-Doprawdy Andrei'u?
-Tak! - Spojrzał się w moją stronę - Przecież w takim temacie nie będę kłamał, że bym go własnoręcznie wychłostał.. - Warknął po czym spuścił głowę
Zaśmiałam się cicho. Nie wiem dlaczego, ale jego słowa podniosły mnie na duchu... Szliśmy w milczeniu jeszcze kilka, dobrych minut aż na naszej drodze stanęli nasi dwaj synowie - Oleander w towarzystwie Alekei'a. Zatrzymaliśmy się i zaczęliśmy się sobie przyglądać. Czułam, że robią coś czego nie powinni...
<Beryl? :p>
sobota, 30 kwietnia 2016
Od Beryla CD Eclipse
- Więc, Andreiu - zacząłem, przeżuwając kawałek mięsa - powiesz nam, co cię do nas sprowadza?
- Bez pośpiechu... - wilczur mruknął jakby sam do siebie, a następnie bez przekonania wzruszył ramionami.
- Czyli? - Eclipse domagała się sprecyzowania wypowiedzi.
- Nic specjalnego... po prostu - tu jego głos nagle się urwał.
- Ty coś przed nami ukrywasz - odgadłem - nie podoba mi się to - zerknąłem spode łba na wilka, odrywając kolejny kawałek dziczyzny.
Basior spojrzał na mnie, po czym wyprostował się, przez chwilę nic nie mówiąc.
- Rozmawiałem z tymi z WSJ.
- Co?! - przez kilka tygodni beztroskich wakacji, prawie zupełnie zapomniałem, że już od zeszłego roku mamy problem Watahą Szarych Jabłoni, która wtargnęła na nasze tereny. Westchnąłem ciężko.
- Co i powiedziałeś? - zapytała Eclipse.
- Raczej, przepraszam, co oni mi powiedzieli. Nawet nie dali mi dojść go głosu. Z resztą do przekazania mieli też niewiele, bo...
Tu nastąpiła chwila przerwy. W końcu powiedział krótko:
- Drobne ścięcie sąsiedzkie. Upili się chmielem, rosnącym nad rzeką i chuliganili. Przyszedłem właśnie dlatego, że uważam, iż powinniśmy z nimi coś zrobić. Może zebrać całą drużynę i dać im do zrozumienia...
- Już Andreiu lepiej nie dokańczaj - warknąłem - byłoby może i dobrze, tym, że oni mają dużo większa drużynę niż my.
- A kto wam tak powiedział? - basior uśmiechnął się przebiegle. Wymieniliśmy zmieszane spojrzenia z Eclipse.
- Mundus... - odpowiedziałem cicho.
- Z tego co mi wiadomo, chociaż nie utrzymuję z nim od dawna żadnych relacji, ptaszek ten chyba od początku jest blisko z WSJ...?
Znów popatrzyłem na Eclipse, a ona na mnie.
- Można by... - wydusiłem - przejść się któregoś dnia na tereny zajęte przez te wilki...
- Można by nawet jutro - sprostowała Eclispe - nie pozwolimy, by hulali jak na swojej ziemi.
- Masz rację - przytaknąłem.
~~ Następnego dnia ~~
Szliśmy milcząc w kierunku terenów WSJ. Andrei, Eclipse i ja. Nie było widać żywej duszy, było tu tak spokojnie, jak wtedy, gdy były one jeszcze nasze. nagle w oddali usłyszeliśmy niewyraźne głosy. Kilka osób rozmawiało na skraju lasu. Podeszliśmy bliżej,
- Nic nie mów - powiedział ktoś płaczliwie.
- Co ty mi możesz zrobić... Ja jestem jak ten... - odpowiedział z cieniem pogardy drugi głos.
- Weź... Mundurek... - płaczliwy głos chyba się zirytował.
Wyszliśmy z lasu. Przed nami rozciągały się pola uprawne, które piaskowa dróżka oddzielała od lasu. Na dróżce zaś, leżało kilka grubych drzew ściętych przez człowieka. Siedząc na ściętych pniach, wesoło debatowali sobie członkowie Watahy Szarych Jabłoni. Dwóch strażników, i błękitny ptak przypominający czaplę. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Pozwolicie przyjaciele... że sprawdzę, kto tu przyszedł - jeden z wilków spojrzał w naszą stronę, po czym bełkotliwie powiedział do towarzyszy:
- To nikt ważny.
- Czekaj! - zaprotestował błękitny ptak - znam tych typów - po czym wstał i uśmiechnął się do nas.
- Dzień dobry, Berylu - skłonił się uprzejmie, chwiejąc się.
- Dobry wieczór... - zupełnie skołowany skinąłem głową.
- A jeszcze bardziej dzień dobry dla moich drogich przyjaciół, Eclipse i Andreia - rozłożył skrzydła w powitalnym geście, po czym znowu usiadł na pniu.
- Uważaj na słowa - warknął oschle Andrei.
- Daj tam spokój - jeden z wilczurów machnął łapą i powiedział do Mundusa - na czym skończyliśmy? Aaaaa. Na tym, że ta twoja mała wataha nie ma z nami żadnych szans!
- A założysz się...? - ptak zachichotał - w pierwszym starciu wygrają dwa do jednego!
- Nie sądzę - odpowiedział ze śmiechem trzeci strażnik.
- Przepraszamy... - zacząłem - chcemy tylko uzgodnić jedną sprawę...
- O co ci znowu chodzi, Berylu?! - Mundus westchnął, kręcąc głową - nie kradniemy wam jedzenia, nie straszymy członków waszej watahy, nawet nie polujemy na waszych terenach!
- Jak to "Waszych"? - zdenerwowałem się - nadal jesteś członkiem naszej watahy.
- Wydaje mi się, że podczas naszego ostatniego spotkania raczyłeś oficjalnie wyrzucić mnie z WSC i nazwałeś... jakimś dziwnym określeniem, którego nie zacytuję.
Przypomniałem sobie nasze ostatnie spotkanie sprzed kilkunastu dni. Rzeczywiście, nie należało do przyjemnych.
- Nie zmieniaj tematu! - krzyknąłem - naruszacie spokój na naszych terenach i wdajecie się w bójki!
- Z kim? - Mundus wydał się być zdziwiony.
- Z Andreiem, na przykład! Wczoraj natknął się na twoich koleżków.
- Popatrz sobie na Andreia i zadaj pytanie: kto tu najczęściej wdaje się w bójki - zachichotał ptak, odwracając się od nas i wbijając wzrok w szerokie pole na którym powoli wzrastało żyto.
- To bez sensu - odezwała się Eclipse - wrócimy, kiedy wytrzeźwieją. Jak na razie mówimy jak do ściany.
- Ależ przychodźcie zawsze i w każdej sprawie - Mundus uśmiechnął się wesoło - ale na przyszłość nie zabierajcie ze sobą tej hieny - to mówiąc wskazał na Andreia.
- Ty mała niebieska papugo! - ryknął Andrei i skoczył w kierunku ptaka. Ten jednak zamachnął się skrzydłem i uderzył wilka z dużą siłą. Jeden ze strażników wstał i zaczął groźnie warczeć.
- To oni zaczynają! Jak zwykle, wszystko to nasza wina! Pokażmy im, że z nami się nie zaczyna... - podszedł do mnie chwiejnie.
< Eclipse? >
- Bez pośpiechu... - wilczur mruknął jakby sam do siebie, a następnie bez przekonania wzruszył ramionami.
- Czyli? - Eclipse domagała się sprecyzowania wypowiedzi.
- Nic specjalnego... po prostu - tu jego głos nagle się urwał.
- Ty coś przed nami ukrywasz - odgadłem - nie podoba mi się to - zerknąłem spode łba na wilka, odrywając kolejny kawałek dziczyzny.
Basior spojrzał na mnie, po czym wyprostował się, przez chwilę nic nie mówiąc.
- Rozmawiałem z tymi z WSJ.
- Co?! - przez kilka tygodni beztroskich wakacji, prawie zupełnie zapomniałem, że już od zeszłego roku mamy problem Watahą Szarych Jabłoni, która wtargnęła na nasze tereny. Westchnąłem ciężko.
- Co i powiedziałeś? - zapytała Eclipse.
- Raczej, przepraszam, co oni mi powiedzieli. Nawet nie dali mi dojść go głosu. Z resztą do przekazania mieli też niewiele, bo...
Tu nastąpiła chwila przerwy. W końcu powiedział krótko:
- Drobne ścięcie sąsiedzkie. Upili się chmielem, rosnącym nad rzeką i chuliganili. Przyszedłem właśnie dlatego, że uważam, iż powinniśmy z nimi coś zrobić. Może zebrać całą drużynę i dać im do zrozumienia...
- Już Andreiu lepiej nie dokańczaj - warknąłem - byłoby może i dobrze, tym, że oni mają dużo większa drużynę niż my.
- A kto wam tak powiedział? - basior uśmiechnął się przebiegle. Wymieniliśmy zmieszane spojrzenia z Eclipse.
- Mundus... - odpowiedziałem cicho.
- Z tego co mi wiadomo, chociaż nie utrzymuję z nim od dawna żadnych relacji, ptaszek ten chyba od początku jest blisko z WSJ...?
Znów popatrzyłem na Eclipse, a ona na mnie.
- Można by... - wydusiłem - przejść się któregoś dnia na tereny zajęte przez te wilki...
- Można by nawet jutro - sprostowała Eclispe - nie pozwolimy, by hulali jak na swojej ziemi.
- Masz rację - przytaknąłem.
~~ Następnego dnia ~~
Szliśmy milcząc w kierunku terenów WSJ. Andrei, Eclipse i ja. Nie było widać żywej duszy, było tu tak spokojnie, jak wtedy, gdy były one jeszcze nasze. nagle w oddali usłyszeliśmy niewyraźne głosy. Kilka osób rozmawiało na skraju lasu. Podeszliśmy bliżej,
- Nic nie mów - powiedział ktoś płaczliwie.
- Co ty mi możesz zrobić... Ja jestem jak ten... - odpowiedział z cieniem pogardy drugi głos.
- Weź... Mundurek... - płaczliwy głos chyba się zirytował.
Wyszliśmy z lasu. Przed nami rozciągały się pola uprawne, które piaskowa dróżka oddzielała od lasu. Na dróżce zaś, leżało kilka grubych drzew ściętych przez człowieka. Siedząc na ściętych pniach, wesoło debatowali sobie członkowie Watahy Szarych Jabłoni. Dwóch strażników, i błękitny ptak przypominający czaplę. Uśmiechnąłem się sam do siebie.

- To nikt ważny.
- Czekaj! - zaprotestował błękitny ptak - znam tych typów - po czym wstał i uśmiechnął się do nas.
- Dzień dobry, Berylu - skłonił się uprzejmie, chwiejąc się.
- Dobry wieczór... - zupełnie skołowany skinąłem głową.
- A jeszcze bardziej dzień dobry dla moich drogich przyjaciół, Eclipse i Andreia - rozłożył skrzydła w powitalnym geście, po czym znowu usiadł na pniu.
- Uważaj na słowa - warknął oschle Andrei.
- Daj tam spokój - jeden z wilczurów machnął łapą i powiedział do Mundusa - na czym skończyliśmy? Aaaaa. Na tym, że ta twoja mała wataha nie ma z nami żadnych szans!
- A założysz się...? - ptak zachichotał - w pierwszym starciu wygrają dwa do jednego!
- Nie sądzę - odpowiedział ze śmiechem trzeci strażnik.
- Przepraszamy... - zacząłem - chcemy tylko uzgodnić jedną sprawę...
- O co ci znowu chodzi, Berylu?! - Mundus westchnął, kręcąc głową - nie kradniemy wam jedzenia, nie straszymy członków waszej watahy, nawet nie polujemy na waszych terenach!
- Jak to "Waszych"? - zdenerwowałem się - nadal jesteś członkiem naszej watahy.
- Wydaje mi się, że podczas naszego ostatniego spotkania raczyłeś oficjalnie wyrzucić mnie z WSC i nazwałeś... jakimś dziwnym określeniem, którego nie zacytuję.
Przypomniałem sobie nasze ostatnie spotkanie sprzed kilkunastu dni. Rzeczywiście, nie należało do przyjemnych.
- Nie zmieniaj tematu! - krzyknąłem - naruszacie spokój na naszych terenach i wdajecie się w bójki!
- Z kim? - Mundus wydał się być zdziwiony.
- Z Andreiem, na przykład! Wczoraj natknął się na twoich koleżków.
- Popatrz sobie na Andreia i zadaj pytanie: kto tu najczęściej wdaje się w bójki - zachichotał ptak, odwracając się od nas i wbijając wzrok w szerokie pole na którym powoli wzrastało żyto.
- To bez sensu - odezwała się Eclipse - wrócimy, kiedy wytrzeźwieją. Jak na razie mówimy jak do ściany.
- Ależ przychodźcie zawsze i w każdej sprawie - Mundus uśmiechnął się wesoło - ale na przyszłość nie zabierajcie ze sobą tej hieny - to mówiąc wskazał na Andreia.
- Ty mała niebieska papugo! - ryknął Andrei i skoczył w kierunku ptaka. Ten jednak zamachnął się skrzydłem i uderzył wilka z dużą siłą. Jeden ze strażników wstał i zaczął groźnie warczeć.
- To oni zaczynają! Jak zwykle, wszystko to nasza wina! Pokażmy im, że z nami się nie zaczyna... - podszedł do mnie chwiejnie.
< Eclipse? >
niedziela, 24 kwietnia 2016
Od Eclipse C.D Beryla
Po nieudanym polowaniu powróciliśmy do jaskini, oczywiście Andrei nam towarzyszył. Szliśmy w milczeniu. Od czasu do czasu spoglądałam ukradkiem na Andrei'a, gdyż wydawał się jakby miał coś na sumieniu. "Nie.. to pewnie moja wyobraźnia" - Pokręciłam przecząco głową a następnie wypuściłam powietrze nosem.
-Coś cię trapi? - Usłyszałam głos zza siebie
Skierowałam swój pysk w jego stronę
-A niby co masz na myśli Andrei'u?
Wilk przekręcił głowę a następnie znużony powiedział odwracając wzrok
-Czyli jednak nie
Nie wiedziałam o co dokładnie mu chodziło. Może to i lepiej? Wtedy z zamyśleń wyrwał mnie Beryl
-Andrei ma rację, wyglądasz na przybitą
-Eh. A jaka powinnam być skoro od dłuższego czasu nic nie jadłam?
-To zrozumiałe.. - Stwierdził cicho Andrei
-No cóż... - Powiedział z dość radosnym nastawieniem Beryl - Jak nie dzisiaj, to jutro - Zamerdał ogonem
-Ale jutro to nie dziś - Mruknęłam ze smutkiem w głosie
-Zgadzam się z tobą! - Powiedział trochę raźniej Andrei który zbliżył się do nas
-Coś ty taki zgodny? - Syknęłam zdziwiona
-A nie mogę?
-Ach już przestańcie, to nie czas i miejsce na kłótnie! - Pokręcił głową Beryl lecz po chwili zaśmiał się unosząc głowę - Czy wy też uważacie, że choć to wszystko było daremne, to i tak się świetnie bawiliśmy?
Ja i Andrei wymieniliśmy się spojrzeniami a następnie przenieśliśmy je równie zdziwione na Beryla
-Ale o co Ci teraz chodzi? - Powiedzieliśmy równo
On spojrzał się na nas z miną "czy ja coś złego powiedziałem" lecz po krótkiej chwili zaśmiał się. Wtedy przed nas wyskoczył dzik. Ogromny, lecz ranny. Ledwo stał na nogach. Chwiejnie przemieszczał się z jednej strony drogi na drugą. Wtedy Beryl spojrzał się na nas
-A widzicie? Jednak cuda się zdarzają!
Tuż po tym dzik leżał już martwy przygnieciony pod ciężarem Beryla. Podbiegłam do niego truchtem i ucałowałam go w policzek
-No cóż, tyle z naszego spotkania - Powiedział sucho Andrei odwracając się od nas
-A ty gdzie? - Zapytałam po czym podbiegłam do niego - Przecież poszliśmy razem na polowanie, więc teraz zjesz z nami
-Ale nie mam na to ochoty... - Odwrócił swój łeb
-Och już taki nie bądź! - Powiedział ironicznie Beryl
Andrei tylko w odpowiedzi prychnął lecz już nie dawał się dalej namawiać. Poszliśmy do naszej jaskini gdzie we trójkę spożyliśmy syty posiłek
<Beryl? Znów przepraszam za tak długie oczekiwania na odpowiedź z mojej strony :P>
środa, 20 kwietnia 2016
Nowy baner WSC!
Tak będzie wyglądał nowy baner Watahy Srebrnego Chabra. Pojawił się jednak problem z zamieszczeniem go jako odnośnika do strony naszej watahy. Jeśli ktoś mógłby zrobić z tego obrazka odnośnik, bardzo proszę o skontaktowanie się ze mną na Howrse.
Samiec alfa WSC,
Beryl
Subskrybuj:
Posty (Atom)