Katara - nauczycielka polowań
piątek, 31 maja 2013
Od Alci CD historii Kremla - "Aklimatyzuję się w nowym domu"
Kreml uśmiechnął się.
- Miło mi was poznać - powiedział.
- Nam również - rzekł Teler.
Wstaliśmy.
- Może pójdziesz z nami do lasku? - zaproponowała Rozalka - Właśnie mieliśmy odwiedzić Lotosa, mojego przyjaciela.
- Chętnie z wami pójdę - przyznał Kreml.
Zaczęliśmy iść brzegiem jeziora. Zauważyłam, że Kreml spogląda na nie niepewnie.
- Miło mi was poznać - powiedział.
- Nam również - rzekł Teler.
Wstaliśmy.
- Może pójdziesz z nami do lasku? - zaproponowała Rozalka - Właśnie mieliśmy odwiedzić Lotosa, mojego przyjaciela.
- Chętnie z wami pójdę - przyznał Kreml.
Zaczęliśmy iść brzegiem jeziora. Zauważyłam, że Kreml spogląda na nie niepewnie.
- Gdy napijesz się wody z tego jeziora, możesz zobaczyć jednego ze swoich zmarłych przodków, albo swoją przyszłość - wyjaśniłam.
<Kreml?>
środa, 29 maja 2013
Od Kremla- "Aklimatyzuję się w nowym domu"
Chodziłem po terenach watahy, starając się zapamiętać co jest gdzie. Miałem nadzieję że spotkam jakiegoś wilka, w miarę możliwości tolerancyjnego. Wyszedłem na polanę w lesie. Większą jej część zajmowało jezioro, jak się później dowiedziałem - "Jezioro Dziewięciu Cieni". Na przeciwległym brzegu siedziały dwie wadery oraz basior gawędząc i śmiejąc się w głos. Podszedłem do nich.
- Witajcie - zacząłem niepewnie - czy wiecie może co to za jezioro?
- Jezioro Dziewięciu Cieni - odpowiedziała jedna z wader - a ty jak się nazywasz?
- Ja... Kreml - zaciąłem się
- A ja Rozalka - wadera uśmiechnęła się
- Ja Jestem Alicja - przedstawiła się druga wadera
- A Ja nazywam się Teler - zakończył basior
<Alicjo, Rozalko lub Telerze - dokończycie?>
- Witajcie - zacząłem niepewnie - czy wiecie może co to za jezioro?
- Jezioro Dziewięciu Cieni - odpowiedziała jedna z wader - a ty jak się nazywasz?
- Ja... Kreml - zaciąłem się
- A ja Rozalka - wadera uśmiechnęła się
- Ja Jestem Alicja - przedstawiła się druga wadera
- A Ja nazywam się Teler - zakończył basior
<Alicjo, Rozalko lub Telerze - dokończycie?>
niedziela, 26 maja 2013
sobota, 25 maja 2013
Od Zefira CD - "Nieudana wycieczka"
Chwilę potem już piłem wodę (niezbyt czystą ale zawsze coś).
Byłem zadowolony z siebie. Jednak był jeSzcze jeden problem: którędy do watahy? Wiem że jestem na terenach watahy, ale mi chodzi o inne tereny, typu las, łąka, a nie stepy. Trudno, muszę iść dalej, ale którędy?
Rozglądnołem się. Szukałem jakiegoś miejsca na horyzoncie, które chociaż kojażę.
- Spokojnie, musi być tu jakieś miejsce, które kojażę. Oczywiście oprucz miejsca, w którym teraz jestem. - mówiłem sam do siebie, wędrując wzrokiem po choryzoncie. - O, jest. - powiedziałem, bo zobaczyłem szczyty gór. - Ta ścieżka prowadzi, a raczej prowadziała przez wioskę, las, góry aż do stepów. Więc aby wrócić do lasu, muszę pujść przez góry, do ich podnuża. - powiedziałem po czym ruszyłem przed siebie.
Po dłuższym czasie, dotarłem do górnych partii gór.
- Teraz ścieżką, do podnuża gór. Tylko gdzie ta ścieżka może być? - spytałem samego siebie.
Przyłożyłem nos do ziemi i szukałem znajomych zapachów. Po dość krótkim czasie udało mi się odnaleźć ścieżkę, która była dla mnie jak światło w ciemnym tunelu (nie żartuję). Szedłem nią. Wszystkie miejsca, kojażyłem. Byłem w coraz lepszym humoże. Miałem nadzieje, że w końcu bez przeszkód, uda mi się dojść na miejsce. Jednak niespodziawanie pojawił sie czynnik, który musiał mi zepsuć humor. A tak dokładniej ten czynnik to był rozwcieczony baran.
Widziałem tylko jak udeżył mnie w bok, a potem ciemność...
< CIĄG DALSZY NASTĄPI >
Byłem zadowolony z siebie. Jednak był jeSzcze jeden problem: którędy do watahy? Wiem że jestem na terenach watahy, ale mi chodzi o inne tereny, typu las, łąka, a nie stepy. Trudno, muszę iść dalej, ale którędy?
Rozglądnołem się. Szukałem jakiegoś miejsca na horyzoncie, które chociaż kojażę.
- Spokojnie, musi być tu jakieś miejsce, które kojażę. Oczywiście oprucz miejsca, w którym teraz jestem. - mówiłem sam do siebie, wędrując wzrokiem po choryzoncie. - O, jest. - powiedziałem, bo zobaczyłem szczyty gór. - Ta ścieżka prowadzi, a raczej prowadziała przez wioskę, las, góry aż do stepów. Więc aby wrócić do lasu, muszę pujść przez góry, do ich podnuża. - powiedziałem po czym ruszyłem przed siebie.
Po dłuższym czasie, dotarłem do górnych partii gór.
- Teraz ścieżką, do podnuża gór. Tylko gdzie ta ścieżka może być? - spytałem samego siebie.
Przyłożyłem nos do ziemi i szukałem znajomych zapachów. Po dość krótkim czasie udało mi się odnaleźć ścieżkę, która była dla mnie jak światło w ciemnym tunelu (nie żartuję). Szedłem nią. Wszystkie miejsca, kojażyłem. Byłem w coraz lepszym humoże. Miałem nadzieje, że w końcu bez przeszkód, uda mi się dojść na miejsce. Jednak niespodziawanie pojawił sie czynnik, który musiał mi zepsuć humor. A tak dokładniej ten czynnik to był rozwcieczony baran.
Widziałem tylko jak udeżył mnie w bok, a potem ciemność...
< CIĄG DALSZY NASTĄPI >
piątek, 24 maja 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)
