wtorek, 3 października 2017

Od Oleandra CD Kanaa'y

Siedzieliśmy z Lerką gdzieś w lesie. Czekaliśmy na Mundusa.
W końcu, wśród kompletnej ciszy, usłyszałem cichy szum charakterystyczny dla piór przecinających powietrze. Nadlatuje. Nastawiłem uszu. Spojrzałem w niebo. Wstałem. Lerka zrobiła to samo. Czekaliśmy, patrząc w górę. W końcu nad nami, pomiędzy drzewami pojawił się nasz przyjaciel. Wylądował szybko, mówiąc przy tym:
- Kanaa i Lenek na was czekają. Chodźmy.
Potem skierował swe kroki w stronę, z której nadleciał. Po wymianie zaskoczonych spojrzeń, wraz z Lerką ruszyliśmy za nim. Szliśmy prężnie i nie traciliśmy czasu na rozmowy. Ptak stąpał szybko, dwa kroki przed nami. Wreszcie gwałtownie stanęliśmy.
- Tam są - wskazał skrzydłem na dwa kształty widniejące daleko przed nami, gdzieś za zaroślami okalającymi niewielką przestrzeń porośniętą niewielką trawą, wydeptaną pewnie przez leśne zwierzęta.
- Zatem dlaczego do nich nie pójdziemy? - zapytała Lerka, mrużąc oczy i starając się przyjrzeć naszemu celowi.
- Kanaa ostrzegała nas, że otoczeni są pułapkami. Lepiej nie próbować dostać się tam bez żadnego ubezpieczenia.
- W jaki sposób zatem się tam dostaniemy? - usiadłem zrezygnowany - co proponujesz? Zawsze masz takie dobre pomysły, to wymyśl coś.
- Obawiam się, że na realizację żadnej z moich idei nie mamy czasu - odpowiedział - jeśli trzeba, pójdę pierwszy.
- Idziesz pierwszy?! - krzyknęła Lerka.
- Nie mamy wyjścia - towarzysz pewnie zrobił krok do przodu.
- Idź, proszę - podrapałem się za uchem, nie wiedząc, jak inaczej wybrnąć z tej kłopotliwej dla nas sytuacji. Poświęcanie jakiegokolwiek towarzysza nie było etyczne, ale jako samiec alfa prawie bez namysłu (który oczywiście przydałby się w tamtej chwili) postanowiłem wystawić Mundusa na  największe niebezpieczeństwo. Nie był wilkiem.
Krok za krokiem, niezwykle uważnie, stąpał po wilgotnych liściach, opadłych z drzew rosnących nieopodal. Wśród nielicznych kępek trawy, jego czujne oczy próbowały dostrzec coś, co mógł uznać za przeszkodę. Nic. Śledziliśmy uważnie jego kroki.
- Może nie ma tam pułapek? - zapytała szeptem przerażona wadera.
- Kto powiedział o tym Kannaa'ie? Rośliny? Rośliny nie kłamią.
Kiedy Mundus zszedł z niedużego wzniesienia, na którym staliśmy Lerka i ja, i obejrzał się za siebie, wbijając w nas wyczekujące spojrzenie, pomyślałem, że czas zebrać się i iść za nim. Niechętnie, aczkolwiek prędko wstałem i zrobiłem kilka kroków do przodu. Nie chciałem, by Mundus zauważył, że nie śpieszy mi się by stawić czoła potencjalnym wrogom. Odwróciłem głowę i spojrzałem na wilczycę stojącą metr za mną.
- Czy ja też mam iść? - zapytała - może bardziej się przydam czekając na was tutaj? Nie mówiąc już, o oczywistym niebezpieczeństwie, na które nie chcę się bez potrzeby wystawiać. Może w razie czego będę mogła pomóc wam albo im, jeśli wpadniecie w pułapkę?
- Masz rację - przytaknąłem - nie potrzeba nam więcej ofiar - cała ta sytuacja wydała mi się bezbrzeżnie dziwna. Skąd Kanaa i Lenek wzięli się w samym środku otoczonego pułapkami terenu? Dlaczego tak nagle straciliśmy kontakt...?
Poszedłem. Nadal byłem dosyć daleko za Mundusem, który widząc, że wszedłem na owo "pole minowe", znów zaczął wolno iść przed siebie.
Nagle...

< Kanaa? >

Od Kanaa'y CD Oleandra

- Nie wydaje ci się, że to jakiś podstęp? - spytałam
- Czekaj... A możesz się spytać jakiejś rośliny, czy nikt nie zastawił na nas tutaj pułapki? - spytał Lenek
- Dobry pomysł!
Rozejrzałam się dookoła zatrzymując wzrok na małym krzaczku rosnącym obok nas.
- Zastawiono tutaj jakąś pułapkę? - spytałam wpatrując się w roślinkę
"Tak, są wszędzie dookoła" - usłyszałam cichy głosik w głowie
Westchnęłam.
- Nie damy rady przejść - powiadomiłam basiora
Chwilę siedzieliśmy w milczeniu zatapiając się w własnych myślach. Lenek zaczął niespokojnie krążyć dookoła. Nie zapowiadało się byśmy mieli coś szybko wymyślić...
Nagle razem z basiorem usłyszeliśmy znajomy głos :
- Gdzie byliście? Oleander i Lerka was szukają!
Spojrzałam w górę. Na tle zachmurzonego nieba leciał Mundus. Ptak coraz bardziej zniżał lot. Uspokoiłam się trochę. Miło wiedzieć, że wreszcie ktoś nam pomoże.
- Dobrze cię widzieć w takiej chwili - stwierdził Lenek, po czym dodał - Uważaj, są tutaj pułapki
Ptak wylądował obok nas.
- Pułapki?
- Dookoła nas są pułapki i nie możemy się stąd ruszyć
- To skąd wy tu się...
- Teraz to nieważne leć po Oleandera i Lerkę!
- Niech będzie - powiedział jakby od niechcenia i odleciał
Wpatrywałam się jeszcze chwilę w ptaka, aż zniknął za wierzchołkami drzew. Żeby tylko przyszli szybko...

< Oleander? >

Od Jaskra CD Ymira

- Chciałem... - Oleander w mgnieniu oka rzucił na mnie przelotne spojrzenie, orientując się jednocześnie, że przyszedłem przecież wraz z nim - chcieliśmy zapytać cię o kilka jeszcze rzeczy. Nie musisz oczywiście na nie odpowiadać, jeśli nie chcesz - usiadł na ziemi, znów niezwykle dyskretnie spoglądając w moją stronę - mogę dowiedzieć się tego wszystkiego kiedy indziej.
- Zależy o co chcesz zapytać - Ymir przesunął się o krok do przodu, energicznie machnąwszy ogonem po wilgotnej ziemi.
Wydaje mi się, że zrozumiałem. Patrząc na Oleandra, mogłem wywnioskować, że waha się, czy zadawać te tajemnicze pytania przy mnie, czy też nie. Wolałby z pewnością wycofać się jakoś z podjętej wcześniej decyzji o bliższym poznaniu Ymir'a właśnie w tej chwili.
- Mundurku - odwróciłem się na pięcie od sytuacji rozgrywanej teraz już za moimi plecami i podszedłem do błękitnego towarzysza - nie chcesz może przejść się za mną na polowanie? Nic jeszcze nie jadłem - uśmiechnąłem się bezemocjonalnie.
- Czemu nie - westchnął ptak, ostatnie spojrzenie przed odejściem kierując na Ymir'a. Najwidoczniej planował zaraz powrócić. Bardzo brał sobie do serca swoją pracę.
- Jak myślisz, o czym Oleander chciał porozmawiać z Ymir'em? - zacząłem rozmowę, po kilku minutach ciszy.
- Nie wiem. Może jemu też nie podoba się ten wilk - odpowiedział pochmurnie Mundus.
- Na prawdę nie możesz się do niego przekonać? To przecież nasz nowy członek. Nasz przyjaciel. Nie wróg.
- Łatwo się zrażam - odpowiedział - mogę z tym walczyć, ale i tak nic nie poradzę. Dobrze jest być nieufnym na moim stanowisku.
- Przyjaciel! - powtórzyłem wyraźniej.
- Tak, słyszałem. Przepraszam. Już dawno przyzwyczaiłem się do traktowania w ten sposób nowych członków, szczególnie silnych i aroganckich.
Jeszcze przez chwilę szliśmy w milczeniu.
- Jaskrze? - z zamyślenia wyrwał mnie głos przyjaciela - na pewno chcesz zapolować? Nie powinieneś już szukać ofiary?
- Wiesz co... - rozejrzałem się bezradnie - nie chce mi się jeść - uznałem, że za dużo się dzieje, by tak jak zawsze, spokojnie polować - wracajmy. Już się na pewno narozmawiali.

< Ymir? >

Od Oleandra CD Kanaa'y

Już od dłuższego czasu podążaliśmy przez las dosyć szybkim krokiem, a naszym jedynym, jak na razie, celem było odnalezienie Kanaa'y i Lenka, którzy wyruszyli poprzednio w przeciwnym do naszego kierunku. Martwiło mnie to, że chociaż byłem prawie pewien, że do miejsca, w którym rozstaliśmy się z Lenkiem i Kanaa'ą było niespełna kilkadziesiąt metrów, nadal nie czułem ich zapachów. W pewnym momencie, kiedy stanęliśmy dokładnie tam, gdzie stali nasi przyjaciele zanim odeszliśmy, zaciągnąłem się zimnym, wilgotnym powietrzem i poczułem dosyć wyraźnie znajomą woń. Gdy jednak ruszyłem przed siebie, chcąc podążyć ich śladem, zapach zanikał. W którąkolwiek stronę bym nie poszedł, w pewnej chwili traciłem trop. Jakby odlecieli, albo zapadli się pod ziemię niemal dokładnie tam, gdzie wcześniej stali.
- I co? - zapytał Mundus, gdy znacząco pokręciłem głową po tym krótkim śledztwie - nic nie czujesz? Nie pójdziemy za nimi?
- Nie wiem, w którą stronę poszli.
- A nie pamiętasz przypadkiem, gdzie mieli iść? - wtrąciła Lerka.
- Nie jestem pewien. Poza tym, nie wiemy, czy nie zmienili kierunku. Musimy chyba poczekać, aż sami do nas wrócą.
Lerka ciężko usiadła na ziemi. Uczyniłem to samo. Mundurek natomiast zaoferował:
- Mimo wszystko, podlecę i sprawdzę, czy nie ma ich gdzieś w pobliżu. Może znajdę. Z góry widać więcej.
Kiwnąłem przytakująco głową. Już po chwili ptak wzbił się w powietrze i z głośnym trzepotem skrzydeł zniknął nad lasem.

< Kanaa? >

poniedziałek, 2 października 2017

Od Ymir'a CD Jaskra

Obudził mnie czyiś głos. Otworzyłem leniwie oczy, rozglądając się przy tym po całej jaskini. Głos jednak ustąpił, więc na nowo je zamknąłem. Niestety głos powielił się, jeszcze bardziej donośniejszy i denerwujący. Położyłem uszy po sobie, odwracając pysk w drugą stronę. Gdy jednak głos rozbrzmiewał głośnym echem po jaskini, nie mogłem dłużej wytrzymać. Z warknięciem uniosłem głowę, spoglądając w stronę wyjścia. Oddychając ciężko próbowałem rozpaczliwie odszukać to coś, co wydawało owe dźwięki. Kiedy nic mi się nie rzuciło w oczy, dźwignąłem się na łapach i zdenerwowany podszedłem do wyjścia. Delikatnie wychyliłem łeb zza rogu jaskini, lecz niczego nie widziałem oprócz zielonych kniei. Wtem jednak ujrzałem niebieski połysk wśród tej zgniłej zieleni. Zmarszczyłem brwi próbując wyostrzyć swój wzrok. Kiedy jednak usłyszałem po raz kolejny ten głos, zachciałem odwrócić się by zniknąć w głębinach jaskini. Już miałem taki zamiar, lecz kiedy usłyszałem, że swoje słowa kieruje do mnie, mlasnąłem kąśliwie, przeklinając się przy tym w myślach.
- Witam, witam! Któż to w końcu raczył wstać i mnie powitać -powiedział ironicznie, unosząc przy tym swoje przerośnięte skrzydła.
- Och -westchnąłem, przybierając jak najprzyjaźniejszy wyraz pyska -witaj kur... to znaczy Mundusie -uśmiechnąłem się równie ironicznie, co on.
- Nie wydajesz się jednak uradowany naszym spotkaniem -podszedł do mnie bliżej, choć nadal dzieliło nas kilka metrów.
- Z czego to niby wnioskujesz? -zapytałem, wychodząc już całkowicie z komnaty -po tym jak staram się być dla ciebie miły, czy po tym, że w ogóle z tobą rozmawiam? -przeciągnąłem się, ziewając.
Mundus pokręcił głową i podleciał jeszcze bliżej, wchodząc przy tym do jaskini. Obserwowałem go chwilę, lecz w końcu przypomniało mi się o tym umówionym spotkaniu z Oleandrem. Spojrzałem na niebo. Było blade, a na nim jeszcze gdzieniegdzie iskrzyły się maleńkie poświaty gwiazd. Położyłem uszy po sobie, zostając w tej samej pozycji.
- Te, Mundus -mruknąłem od niechęci -która to w ogóle pora?
Usłyszałem tylko trzepot jego skrzydeł. Nim się do niego odwróciłem, ujrzałem, że leci tuż nade mną. Stanął na ziemi i ze wścibskim, niby uśmiechem, odpowiedział.
- Wczesny poranek, jakieś cztery godziny przed spotkaniem.
Nim zdążył cokolwiek jeszcze dopowiedzieć, skoczyłem na niego, przygniatając go do podłoża. Położyłem jedną łapę na jego gardle, warcząc przy tym.
- Czy nikt cię nie nauczył, że wilka nie wolno budzić?! -zbliżyłem swój pysk do jego, czując, jak z jamy wylatuje mi kilka kropel śliny.
Ten tylko oddzielił mnie od siebie swoim skrzydłem.
- A myślałem, że tyczy się to tylko niedźwiedzi -powiedział zamyślony.
Westchnąłem ciężko, schodząc z niego. Odchodząc od tego miejsca, kręciłem głową. Postanowiłem, że pójdę coś upolować, bo i tak musiałem jakoś zabić ten czas, a nie chciałem spędzać go całego z tą kurą. Niestety on myślał inaczej, dlatego szedł za mną gdziekolwiek bym ja nie poszedł. I tak minęły te wszystkie godziny oczekiwania. Udałem się wraz z nim na umówione miejsce, w którym już obydwaj, Oleander i Jaskier, czekali już na mnie. Zwiesiłem głowę podchodząc do nich.
- Przepraszam, że musieliście czekać, jednakże -tu spojrzałem się na niebieskiego ptaka -coś mnie zatrzymywało.
Ten tylko przeszedł na ich stronę, siadając przy tym na pieńsku. Również przysiadłem, patrząc z uwagą na obydwa wilki, które mnie bacznie obserwowały. W końcu odezwał się Oleander.
- I jak? Wyspałeś się? -zapytał z niekrytym, delikatnym uśmiechem.
Tak... gdybyś tylko wiedział jak się wyspałem... -pomyślałem, oddając ten gest.
- Oczywiście, choć jest to nowe miejsce... jest tu jednak spokojnie, więc mogłem się dobrze wyspać -kolejne kłamstwo pokierowane w ich stronę. Chociaż, czy to zaliczało się do kłamstwa? Raczej mijanie się z prawdą, aby umilić komuś samopoczucie. Choć w sumie, w pewnym sensie te dwie rzeczy się od siebie nie różnią -a więc -ciągnąłem dalej -po co chciałeś... chcieliście się spotkać?
< Jaskier? >

niedziela, 1 października 2017

Od Kanaa'y CD Oleandra

Wpatrywałam się w jedyne wyjście z jaskini, czyli tunel biegnący gdzieś w górę. Stąd czuć było dosyć dobrze świeże powietrze, więc z pewnością nie był długi. Nagle z tyłu ktoś spytał niewyraźnie:
- Co się stało?
Odwróciłam się w tamtą stronę. Lenek wpatrywał się we mnie oczekując odpowiedzi.
- Nie mam pojęcia - odpowiedziałam zgodnie z prawdą - Dobrze, że już wstałeś
- Ktoś tu był oprócz nas? - ponownie zadał mi pytanie
- Na razie nikogo tu nie widziałam...
Basior spojrzał się na wyjście.
- Wiesz może, czy jest tam jakaś straż, czy coś?
- Jeszcze nie sprawdzałam
Wilk bez słowa ruszył w kierunku wyjścia. Poszłam za nim. Cicho stąpaliśmy po ziemi, by nie było nas praktycznie słychać. Nagle na mój nos spadła delikatna kropla wody. Spojrzałam w górę. Wyjście było tuż przed nami... a raczej nad nami. Nie stanowiło to jednak dla nas problemu. Spokojnie mogliśmy się wdrapać na górę, co oczywiście szybko uczyniliśmy. Kiedy już byliśmy na trawie, pierwszą rzeczą, która mnie zaskoczyła był brak jakichkolwiek innych istot w tym miejscu pełniących rolę strażników. Ucieszyłam się, lecz po chwili zaniepokoiłam. Czy to jest jakiś podstęp? Może są tu jakieś pułapki? Niebo było mocno zachmurzone i lekko kropiło. Rozejrzałam się, wokoło nie widziałam niczego podejrzanego.

< Oleander? >

Od Oleandra CD Kanaa'y

- Więc co wtedy się stało? - zapytałem poważnie, gdy Lerka, Mundus i ja szliśmy przez las. Ptak ze wzrokiem wbitym w ziemię zaczął opowiadać.
- Z terenów, które nie należały niegdyś do żadnej watahy, zaraz za naszą zachodnią granicą, zaczął przylatywać do nas czarny ptak. Był bardzo duży i drapieżny, stanowił zagrożenie dla mieszkających na naszych terenach zwierząt. Wilk, którego znaleźliście wtedy na łące - tu zwrócił się do Lerki - nie był jego pierwszą ofiarą. Wcześniej pojedyncze przypadki znajdowania martwych wilków, zwłaszcza młodych, zdarzały się na terenach o których przed chwilą wspomniałem, a które zajęła dwa lata temu Wataha Szarych Jabłoni. To tamtejsze wilki ginęły. Zwłoki na łące nie były wyjątkiem.
- Powiadasz, że tylko wśród wilków z WSJ były ofiary? - nerwowo przełknąłem ślinę - czy Kanijel, samiec alfa wie o tej sytuacji?
- Wie. Już od dawna są świadomi tego problemu, a na dzień dzisiejszy, jest tam bardzo źle. Chociaż Kanijel nie dowiedział się o tym, który zginął na naszych terenach, cała wataha żyje w strachu. Pamiętają jeszcze ostatni przypadek, sprzed niemal dwóch miesięcy, kiedy niedużego szczeniaka znaleziono gdzieś w lesie z rozerwanym brzuchem i porozrzucanymi gdzieś obok kawałkami jego ciała. Dzieciaczek nikomu nic nie winny, już nigdy nie wstanie, nie upoluje zająca i nie zawyje.
- Dlaczego?! - przeraziła się Lerka - dlaczego to się stało? Czym jest ten ptak, który tak okrutnie zabija wilki?
- Nie wiemy tego - odpowiedział Mundus.
- A co zrobiliście z tą ostatnią ofiarą? - przerwałem stanowczo, marszcząc brwi.
- Poprosiłem mojego przyjaciela, wilka z WSJ o pomoc. Razem przenieśliśmy ciało na wschód, na stepy, tam, gdzie najmniej prawdopodobne było, że ktoś znajdzie zwłoki. Dopiero później zobaczyłem, że Lerka i Amber szły za nami... - to mówiąc popatrzył z lekkim wyrzutem na wilczycę.
- Musimy znaleźć Kanaa'ę i Lenka. A później jak najszybciej skontaktować się z WSJ. Wrogowie, czy nie, ale to niebezpieczeństwo nas także dotyczy - warknąłem.

< Kanaa? >