Podeszłam do Apara i Maxa, po czym spytałam :
- O czym rozmawiacie?
- O niczym ciekawym - odpowiedział Apar
- Widziałam że się wywróciłeś - powiedziałam - Wszystko dobrze?
- Tak, dobrze - odpowiedział, po czym spojrzał na Maxa - To tylko drobny upadek na śliskim lodzie
Dopiero teraz zauważyłam obok Apara ziemia była mocno oblodzona.
- Skąd się wziął tu lód ? - spytałam zdziwiona - Wcześniej tu nigdzie go nie widziałam
- Bo wcześniej go tu nie było - rzekł Apar
Zauważyłam, że Max cicho odszedł od nas.
- Wiesz, zauważyłem, że Ami i Mundus dziwnie się zachowują - zaczął Apar - Myślę, że oni coś chyba ukrywają...
- Też to zauważyliście? - podszedł do nas Oleander - Moim zdaniem powinniśmy się ich spytać o co chodzi...
- No może... - powiedział Apar
Ja milczałam. Oleander podszedł powoli do siedzącego nieopodal Mundusa, szturchnął go lekko łapą i spytał :
- Co cię gryzie ?
Na co on spojrzał na niego smutnym wzrokiem i powiedział :
< Oleander? >
sobota, 11 lutego 2017
Od Apara CD Maxa
Rozejrzałem się. Wszyscy mieli wesołe miny, oprócz Ami i Mundusa. Jeśli się nie mylę to oni coś ukrywają, tylko nie wiem co...
- Apar ? - przerwał moje rozmyślania Max - Czyli my już odzyskaliśmy te moce ?
- Tak - odpowiedziałem na co on, zapewne chcąc to sprawdzić, bez namysłu stworzył lód pod moimi łapami, przez co niestety się wywróciłem.
- Sorki, nie chciałem... - powiedział z przepraszającym uśmiechem
- Nic się nie stało... - rzekłem wstając nadal zamyślony
- O czym myślisz ? - spytał Max
- O... O niczym takim...
< Manti? >
- Apar ? - przerwał moje rozmyślania Max - Czyli my już odzyskaliśmy te moce ?
- Tak - odpowiedziałem na co on, zapewne chcąc to sprawdzić, bez namysłu stworzył lód pod moimi łapami, przez co niestety się wywróciłem.
- Sorki, nie chciałem... - powiedział z przepraszającym uśmiechem
- Nic się nie stało... - rzekłem wstając nadal zamyślony
- O czym myślisz ? - spytał Max
- O... O niczym takim...
< Manti? >
Od Maxa CD Oleandra
Zacząłem widzieć coraz wyraźniej, zamrugałem oczyma by widzieć jeszcze lepiej. Nade mną stanął Oleander.
- Dobrze się czujesz ? - spytał
- Nie najgorzej - powiedziałem próbując wstać, Oleander odsunął się trochę by mi to ułatwić
Głowa już mnie nie bolała tak mocno, choć nadal odczuwałem lekki ból. Wtem podeszli do nas, Apar, Manti i Ami, wszyscy wyglądali na szczęśliwych, oprócz Ami, która ze... smutkiem ? współczuciem ? patrzyła na Mundusa.
- Widzę że oprzytomnieliście nareszcie - powiedziała Manti uśmiechając się
- A co wy tacy weseli ? - spytałem otępiale
- No jak ty możesz tego nie wiedzieć ? - spytał zdziwiony Apar - Zwyciężyliśmy przecież !
Poczułem nagle niesamowite szczęście.
- Na-naprawdę ?
- Pewnie ! - powiedział wesoło Apar
< Apar ? >
- Dobrze się czujesz ? - spytał
- Nie najgorzej - powiedziałem próbując wstać, Oleander odsunął się trochę by mi to ułatwić
Głowa już mnie nie bolała tak mocno, choć nadal odczuwałem lekki ból. Wtem podeszli do nas, Apar, Manti i Ami, wszyscy wyglądali na szczęśliwych, oprócz Ami, która ze... smutkiem ? współczuciem ? patrzyła na Mundusa.
- Widzę że oprzytomnieliście nareszcie - powiedziała Manti uśmiechając się
- A co wy tacy weseli ? - spytałem otępiale
- No jak ty możesz tego nie wiedzieć ? - spytał zdziwiony Apar - Zwyciężyliśmy przecież !
Poczułem nagle niesamowite szczęście.
- Na-naprawdę ?
- Pewnie ! - powiedział wesoło Apar
< Apar ? >
Od Oleandra CD Amber
- Raczej nie - pokręciłem głową, siadając zaraz obok mojego ojca - jedyną rzeczą, jaka mogłaby podnieść go na duchu byłoby z pewnością ujrzenie Eclipse. Byli szczęśliwą parą przez tyle lat, a teraz, gdy ona odeszła, Beryl chyba czeka na śmierć.
Amber spuściła głowę.
- Czy jest coś, w czym mogę mu pomóc...? - szepnęła.
- Po prostu być prze nim, gdy umiera - zacisnąłem powieki, by się nie rozpłakać. Trudno mówić o śmierci kogoś tak bliskiego.
- Czy o już pewne? - zapytała cicho Amber, z cieniem nadziei w głosie. Przytaknąłem.
- Strzyga była tu dziś rano. Jest pustelniczką i podobno potrafi porozumiewać się z duchami. Beryl osiągnął już trzynasty rok życia. A po tym, co przeżył i ile przeszedł przez te lata, jest bardzo wyczerpany. Ostatnio nawet z trudem się porusza. Tyle przygód w całym życiu, tyle przeżyć, spotkania z ludźmi, które prawie zawsze przypłacał zdrowiem, ciągłe zapobieganie wojnom z dwoma watahami naraz, przewodzenie naszemu wojsku. Ledwie tylko stał się alfą, Wataha Wielkich Nadziei przesunęła swe tereny bliżej naszych, i rozpoczął się konflikt. Tylko małżeństwo Lerki z Akselem, samcem alfa WWN ocaliło nas od wojny.
Westchnąłem cicho. Beryl otworzył oczy. Oddychał ciężko.
- Oleander... - znowu zamknął oczy - kto tu jest? Nie widzę...
- Amber - odpowiedziałem - przyszła do nas.
< Amber? >
piątek, 10 lutego 2017
Od Amber CD Oleandra
Wstałam i otrzepałam się ze śniegu.
- Kiedy Beryl odejdzie... to ty zajmiesz jego miejsce, prawda?
- Tak. - Odpowiedział wilk po chwili.
Przez chwilę zdawał mi się nieco zamyślony. Przetarłam oczy, miałam wrażenie jakby wszystkie emocje już ze mnie uszyły. Podniosłam wzrok i przyjrzałam się wilkowi. Jego sierść była biała a oczy miały niebieski odcień. Gdy tak chwilę mu się przyglądałam doszłam do wniosku, że faktycznie trochę przypomina Beryla. Westchnęłam nieco zrezygnowana.
- Czuje się taka bezużyteczna. Jestem medykiem a nic nie mogę zrobić. - Stwierdziłam i spojrzałam na swoje łapy. - Beryl ma rację, mogę sprawić by rany szybciej się zagoiły, mogę bardzo szybko złączyć złamaną kość, gdy się postaram jestem nawet w stanie uleczyć wewnętrzne organy ale to... chciała bym mu pomóc ale nie wiem jak.
- Rozumiem - Powiedział wilk. - Tak po prostu czasem jest. Choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli nie możemy zrobić nic.
Odwróciłam wzrok. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam:
- Wiesz... naprawdę martwię się o naszego alfę. Chodź trochę martwię się też o siebie.
- Dlaczego? - Zapytał spokojnie.
Niepewnie skierowałam wzrok w jego stronę. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym co powinnam powiedzieć dalej.
- Czy jeśli Beryl... czy jeśli jego już nie będzie ja też będę musiała odejść? Jestem tu od niedawna i mam wrażenie, że zwyczajnie stanę się niepotrzebna.
- No coś ty. - Powiedział spokojnie samiec i jakby na poparcie swoich słów uśmiechnął się lekko. - Jesteś częścią watahy, nie ma powodu byś odchodziła.
Skinęłam przytakująco głową. Na mój pysk także powrócił uśmiech. Nie był on tak szeroki jak zwykle ale był szczery. Słowa Oleandra mnie uspokoiły.
- Mogę jeszcze na chwilę do niego zajrzeć? - Zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście. - Odparł biały basior i zaprowadził mnie z powrotem do jaskini.
W środku, z wyjątkiem Beryla nie było już nikogo. Wyglądało na to, że kilkoro wilków będących tu wcześniej już wyszło. Samiec alfa miał zamknięte oczy. Zniżyłam głowę i podeszłam nieco bliżej. Wszystko zdawało się być w porządku, zwyczajnie spał. Wyglądało na to, że się zmęczył i zasnął. Właściwie, jakoś szczególnie mnie to nie dziwiło. Zastanawiałam się czy jest coś co mogła bym zrobić. Jakiś gest, który sprawił, że poczuł by się lepiej. Wtedy przypomniałam sobie o wilku stojącym nieopodal.
- Oleander, czy jest coś co mogło by uszczęśliwić Beryla?
< Oleander? >
Sorki, że dopiero teraz ;-;
- Kiedy Beryl odejdzie... to ty zajmiesz jego miejsce, prawda?
- Tak. - Odpowiedział wilk po chwili.
Przez chwilę zdawał mi się nieco zamyślony. Przetarłam oczy, miałam wrażenie jakby wszystkie emocje już ze mnie uszyły. Podniosłam wzrok i przyjrzałam się wilkowi. Jego sierść była biała a oczy miały niebieski odcień. Gdy tak chwilę mu się przyglądałam doszłam do wniosku, że faktycznie trochę przypomina Beryla. Westchnęłam nieco zrezygnowana.
- Czuje się taka bezużyteczna. Jestem medykiem a nic nie mogę zrobić. - Stwierdziłam i spojrzałam na swoje łapy. - Beryl ma rację, mogę sprawić by rany szybciej się zagoiły, mogę bardzo szybko złączyć złamaną kość, gdy się postaram jestem nawet w stanie uleczyć wewnętrzne organy ale to... chciała bym mu pomóc ale nie wiem jak.
- Rozumiem - Powiedział wilk. - Tak po prostu czasem jest. Choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli nie możemy zrobić nic.
Odwróciłam wzrok. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam:
- Wiesz... naprawdę martwię się o naszego alfę. Chodź trochę martwię się też o siebie.
- Dlaczego? - Zapytał spokojnie.
Niepewnie skierowałam wzrok w jego stronę. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym co powinnam powiedzieć dalej.
- Czy jeśli Beryl... czy jeśli jego już nie będzie ja też będę musiała odejść? Jestem tu od niedawna i mam wrażenie, że zwyczajnie stanę się niepotrzebna.
- No coś ty. - Powiedział spokojnie samiec i jakby na poparcie swoich słów uśmiechnął się lekko. - Jesteś częścią watahy, nie ma powodu byś odchodziła.
Skinęłam przytakująco głową. Na mój pysk także powrócił uśmiech. Nie był on tak szeroki jak zwykle ale był szczery. Słowa Oleandra mnie uspokoiły.
- Mogę jeszcze na chwilę do niego zajrzeć? - Zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście. - Odparł biały basior i zaprowadził mnie z powrotem do jaskini.
W środku, z wyjątkiem Beryla nie było już nikogo. Wyglądało na to, że kilkoro wilków będących tu wcześniej już wyszło. Samiec alfa miał zamknięte oczy. Zniżyłam głowę i podeszłam nieco bliżej. Wszystko zdawało się być w porządku, zwyczajnie spał. Wyglądało na to, że się zmęczył i zasnął. Właściwie, jakoś szczególnie mnie to nie dziwiło. Zastanawiałam się czy jest coś co mogła bym zrobić. Jakiś gest, który sprawił, że poczuł by się lepiej. Wtedy przypomniałam sobie o wilku stojącym nieopodal.
- Oleander, czy jest coś co mogło by uszczęśliwić Beryla?
< Oleander? >
Sorki, że dopiero teraz ;-;
wtorek, 7 lutego 2017
Od Jaskra CD Kasai
- Tak więc - westchnąłem - jest nas za mało. Co najmniej o kilkanaście osób - powiedziałem, chociaż przeczuwałem, że potrzeba by ich było znacznie więcej.
- Musimy zrobić coś, co byłoby na tyle skuteczne, by zmusić ich do wyniesienia się stąd, a jednocześnie coś, co nie wymagałoby zbyt wielu istot - Shino usiadł na ziemi i zastrzygł jednym uchem.
- Macie jakieś pomysły? - zapytała Kasai z cieniem bezradności w głosie, spuszczając głowę.
- Nie... - mruknąłem - tym bardziej, że Beryl czuje się coraz gorzej. Gdy Eclipse i Alekei zniknęli, zupełnie podupadł. Nawet jeżeli udałoby nam się podnieść go na duchu, nie zdoła wyruszyć naprzeciw WSJ. Chyba że Oleander...
- Czy on nie jest jeszcze za młody na taką poważną wyprawę? Pewnie nie obędzie się bez wojny - zauważyła Kasai.
Chrząknąłem i wyprostowałem się. Oleander ma przecież tyle samo lat, co ja. Sądzę, że świetnie poradziłby sobie z takim przedsięwzięciem. Razem z nami.
- Wataha Wielkich Nadziei pomoże - powiedziałem - mój ojciec też na pewno chce pozbyć się tych intruzów. Na nas też przecież napadli. Wszyscy są tym zmęczeni. Tymczasem, może... wyjdźmy przed jaskinię, dobrze? Wydaje mi się, że słyszę czyjś głos.
Nagle ujrzałem wąską szczelinę w ścianie jaskini, której wcześniej nie widziałem. To pewnie również sprawa iluzji Shino. Czym prędzej wyjrzałem na zewnątrz, by sprawdzić, czy nikt nas nie śledzi.
Pod jaskinią rzeczywiście stał Sekretarz*. Był on najważniejszym sekretarzem pary alfa Watahy Wielkich Nadziei. Dawno już go nie widziałem, toteż zdziwiłem się na to spotkanie. Tym bardziej, że nigdy nie opuszczał terenów WWN i ograniczał się co najwyżej do wspólnego terytorium WWN i WSC.
- Pan sekretarz? Proszę do środka - uśmiechnąłem się. Wilk zauważył mnie. Szybko wskazałem wejście do jaskini, rozglądając się w poszukiwaniu kogoś... kto mógłby nam w jakiś sposób zagrozić. Ponieważ niczego nie dostrzegłem, razem z napotkanym wilkiem wycofaliśmy się z powrote do groty.
Napotkałem również zaniepokojone spojrzenie Kasai, lecz wytłumaczyłem szybko:
- Ufam mu. To stary doradca moich rodziców. Może nam pomóc...
< Kasai? >
* Patrz: Wataha Wielkich Nadziei
- Musimy zrobić coś, co byłoby na tyle skuteczne, by zmusić ich do wyniesienia się stąd, a jednocześnie coś, co nie wymagałoby zbyt wielu istot - Shino usiadł na ziemi i zastrzygł jednym uchem.
- Macie jakieś pomysły? - zapytała Kasai z cieniem bezradności w głosie, spuszczając głowę.
- Nie... - mruknąłem - tym bardziej, że Beryl czuje się coraz gorzej. Gdy Eclipse i Alekei zniknęli, zupełnie podupadł. Nawet jeżeli udałoby nam się podnieść go na duchu, nie zdoła wyruszyć naprzeciw WSJ. Chyba że Oleander...
- Czy on nie jest jeszcze za młody na taką poważną wyprawę? Pewnie nie obędzie się bez wojny - zauważyła Kasai.
Chrząknąłem i wyprostowałem się. Oleander ma przecież tyle samo lat, co ja. Sądzę, że świetnie poradziłby sobie z takim przedsięwzięciem. Razem z nami.
- Wataha Wielkich Nadziei pomoże - powiedziałem - mój ojciec też na pewno chce pozbyć się tych intruzów. Na nas też przecież napadli. Wszyscy są tym zmęczeni. Tymczasem, może... wyjdźmy przed jaskinię, dobrze? Wydaje mi się, że słyszę czyjś głos.
Nagle ujrzałem wąską szczelinę w ścianie jaskini, której wcześniej nie widziałem. To pewnie również sprawa iluzji Shino. Czym prędzej wyjrzałem na zewnątrz, by sprawdzić, czy nikt nas nie śledzi.
Pod jaskinią rzeczywiście stał Sekretarz*. Był on najważniejszym sekretarzem pary alfa Watahy Wielkich Nadziei. Dawno już go nie widziałem, toteż zdziwiłem się na to spotkanie. Tym bardziej, że nigdy nie opuszczał terenów WWN i ograniczał się co najwyżej do wspólnego terytorium WWN i WSC.
- Pan sekretarz? Proszę do środka - uśmiechnąłem się. Wilk zauważył mnie. Szybko wskazałem wejście do jaskini, rozglądając się w poszukiwaniu kogoś... kto mógłby nam w jakiś sposób zagrozić. Ponieważ niczego nie dostrzegłem, razem z napotkanym wilkiem wycofaliśmy się z powrote do groty.
Napotkałem również zaniepokojone spojrzenie Kasai, lecz wytłumaczyłem szybko:
- Ufam mu. To stary doradca moich rodziców. Może nam pomóc...
< Kasai? >
* Patrz: Wataha Wielkich Nadziei
poniedziałek, 6 lutego 2017
Od Kasai CD Jaskra
- Zabawne - mruknął Mundus.
Lis niecierpliwie przygryzał koniec patyka, wokół ciągle niego kłębiła się błękitna mgła.
- Shino, pamiętasz o czym mówiłam, gdy tu szliśmy? - Zapytałam. Nie otrzymałam odpowiedzi, ale wiedziałam, że wie co mam na myśli. Zignorowałam pytające spojrzenie Jaskra.
Mgły gwałtownie przybyło. Nadszedł czas na przedstawienie. Z trudem powstrzymałam cisnący się na pysk uśmiech. Razem z Shino wiele razy unikaliśmy kłopotów jedynie dzięki jego umiejętności i moich nie najgorszych zdolnościach aktorskich.
- Przestań natychmiast, bo stracę cierpliwość - ostrzegł ptak.
- Nie denerwuj się tak, boćku, bo... - urwałam, uniosłam wyżej głowę i udawałam, że nasłuchuję. Głośno wciągnęłam nosem zimne powietrze. - Jaskier, czujesz to?
- Nie, co się dzieje?
- Powinniśmy chyba znaleźć inne miejsce na pogawędki. - Rozejrzałam się nerwowo. Mundus posłał mi pełne dezaprobaty spojrzenie.
- Kpicie sobie ze mnie? - Żachnął się ptak.
Otwierałam już pysk, by zaprzeczyć, ale zobaczyłam wyłaniającą się z mgły sylwetkę niedźwiedzia.
- Mundus, lepiej już leć - ostrzegł go Jaskier. Zaczęliśmy się powoli wycofywać.
Ptak odwrócił się i zastygł w bezruchu. Niedźwiedź, odwrócony do nas bokiem, stanął na tylnych łapach. W warunkach naturalnych zwyczajnie by nas minął, więc musiałam narobić hałasu, by jego pościg wyglądał przekonująco. Nie miałam wokół siebie żadnej gałązki na którą bym mogła nadepnąć. Postanowiłam skorzystać z jednej, z niezawodnych metod wywoływania paniki.
-Biegnijcie! - Krzyknęłam i pobiegłam w kierunku przeciwnym do iluzji. Lis i basior po chwili wahania dołączyli do mnie. Mundus odleciał. - Ukryj nas, Shino!
Wiedziałam, że iluzja niedźwiedzia już zniknęła. W moim planie zawarłam jednak ukrycie się przed kimś innym.
Wpadliśmy do jaskini w środku lasu. Pierwszy głos zabrał Jaskier:
- Skąd tu się wziął niedźwiedź?!
- To robota Shino - uśmiechnęłam się, nie kryjąc zadowolenia. Lis tymczasem odłożył na ziemie patyk, z którego wciąż ulatniała się błękitna mgła. - Nie znajdzie nas?
- Z zewnątrz jaskinia wygląda jak zwykła skała - zapewnił lis - a mgła, jak z resztą dobrze wiesz, maskuje nasz zapach.
Basior spojrzał na mnie pytająco.
- Mgła Shino to tak na prawdę ogień, który może przybrać dowolny kształt i kolor, czyli po prostu tworzy iluzje czegoś.
- Dzięki temu pozbyliśmy się na jakiś czas tego niebieskiego boćka - dodał lis.
- Teraz - powiedziałam siadając - możemy zastanowić się nad dalszym działaniem bez ryzyka, że ktoś niepowołany się o tym dowie.
- Nie ufasz Mundusowi? - zapytał Jaskier.
- Dziwisz się? -Burknęłam. Nie odpowiedział. Zmieniłam temat. - Masz jakieś pomysły w sprawie WSJ? Nie mogą przecież wiecznie się tu panoszyć. Coś trzeba z tym zrobić.
< Jaskrze? >
Lis niecierpliwie przygryzał koniec patyka, wokół ciągle niego kłębiła się błękitna mgła.
- Shino, pamiętasz o czym mówiłam, gdy tu szliśmy? - Zapytałam. Nie otrzymałam odpowiedzi, ale wiedziałam, że wie co mam na myśli. Zignorowałam pytające spojrzenie Jaskra.
Mgły gwałtownie przybyło. Nadszedł czas na przedstawienie. Z trudem powstrzymałam cisnący się na pysk uśmiech. Razem z Shino wiele razy unikaliśmy kłopotów jedynie dzięki jego umiejętności i moich nie najgorszych zdolnościach aktorskich.
- Przestań natychmiast, bo stracę cierpliwość - ostrzegł ptak.
- Nie denerwuj się tak, boćku, bo... - urwałam, uniosłam wyżej głowę i udawałam, że nasłuchuję. Głośno wciągnęłam nosem zimne powietrze. - Jaskier, czujesz to?
- Nie, co się dzieje?
- Powinniśmy chyba znaleźć inne miejsce na pogawędki. - Rozejrzałam się nerwowo. Mundus posłał mi pełne dezaprobaty spojrzenie.
- Kpicie sobie ze mnie? - Żachnął się ptak.
Otwierałam już pysk, by zaprzeczyć, ale zobaczyłam wyłaniającą się z mgły sylwetkę niedźwiedzia.
- Mundus, lepiej już leć - ostrzegł go Jaskier. Zaczęliśmy się powoli wycofywać.
Ptak odwrócił się i zastygł w bezruchu. Niedźwiedź, odwrócony do nas bokiem, stanął na tylnych łapach. W warunkach naturalnych zwyczajnie by nas minął, więc musiałam narobić hałasu, by jego pościg wyglądał przekonująco. Nie miałam wokół siebie żadnej gałązki na którą bym mogła nadepnąć. Postanowiłam skorzystać z jednej, z niezawodnych metod wywoływania paniki.
-Biegnijcie! - Krzyknęłam i pobiegłam w kierunku przeciwnym do iluzji. Lis i basior po chwili wahania dołączyli do mnie. Mundus odleciał. - Ukryj nas, Shino!
Wiedziałam, że iluzja niedźwiedzia już zniknęła. W moim planie zawarłam jednak ukrycie się przed kimś innym.
Wpadliśmy do jaskini w środku lasu. Pierwszy głos zabrał Jaskier:
- Skąd tu się wziął niedźwiedź?!
- To robota Shino - uśmiechnęłam się, nie kryjąc zadowolenia. Lis tymczasem odłożył na ziemie patyk, z którego wciąż ulatniała się błękitna mgła. - Nie znajdzie nas?
- Z zewnątrz jaskinia wygląda jak zwykła skała - zapewnił lis - a mgła, jak z resztą dobrze wiesz, maskuje nasz zapach.
Basior spojrzał na mnie pytająco.
- Mgła Shino to tak na prawdę ogień, który może przybrać dowolny kształt i kolor, czyli po prostu tworzy iluzje czegoś.
- Dzięki temu pozbyliśmy się na jakiś czas tego niebieskiego boćka - dodał lis.
- Teraz - powiedziałam siadając - możemy zastanowić się nad dalszym działaniem bez ryzyka, że ktoś niepowołany się o tym dowie.
- Nie ufasz Mundusowi? - zapytał Jaskier.
- Dziwisz się? -Burknęłam. Nie odpowiedział. Zmieniłam temat. - Masz jakieś pomysły w sprawie WSJ? Nie mogą przecież wiecznie się tu panoszyć. Coś trzeba z tym zrobić.
< Jaskrze? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)