poniedziałek, 6 lutego 2017

Od Beryla CD Toxic

Było ze mną coraz gorzej. Z każdym dniem, byłem bardziej osłabiony i zmęczony. Do tego wszystko mnie bolało.
Dziś akurat postanowiłem wyjść przed jaskinię, by zażyć spaceru, dopóki jeszcze pozwalają mi na to osłabione mięśnie. Mając cały czas skalną ścianę w zasięgu łapy, wyszedłem na zewnątrz, mrużąc oczy pod wpływem silnego światła słonecznego, odbijanego dodatkowo od czystego śniegu leżącego na ziemi, niezakrytego cieniem drzew. Od wczoraj w ogóle nie wychodziłem z jaskini. Po tragedii wewnętrznej, jaka mnie spotkała, zaszyłem się gdzieś w najciemniejszym i najcichszym kącie groty, wychodząc tylko, gdy Oleander przyniósł coś do jedzenia. Sam nie upolowałem nic od prawie miesiąca. Właśnie od wtedy, gdy odeszła... jak to mogło się stać? Dlaczego?
Eclipse i Alekei zniknęli bezpowrotnie, nie zostawiając po sobie ani śladu, i tylko wróble na skraju lasu wyćwierkały, że odeszli z naszych terenów, by już nigdy nie wrócić. Po tym wydarzeniu, moje serce zostało poszarpane. Nikt ani nic, oprócz powrotu ukochanych osób nie było w stanie go posklejać.
- Toxic...? - wypowiedziałem cicho, przezwyciężając niechęć do wymawiania czegokolwiek. Ostatnio miałem chrypę i trudno mi się mówiło.
- Berylu - wadera oraz idący obok niej piękny pegaz zbliżyli się do mnie niepewnie. Pewnie nie wyglądałem najlepiej, a już na pewno nie posłużyło mi kilkudniowe bezczynne przebywanie w jaskini. Toxic wyglądała na przestraszoną.

< Toxic? >

niedziela, 5 lutego 2017

Od Oleandra CD Amber

- Niezupełnie - odpowiedziałem spokojnie, słysząc ciche słowa wadery - ale Jaskra najlepszy przyjaciel. Na imię mi Oleander. I to kwiat, i to kwiat. Łatwo pomylić... - przekrzywiłem głowę, zastanawiając się jednak, jak można pomylić białego wilka z prawie czarnym.
Wilczyca podniosła wzrok.
- Przepraszam. Nie widziałam - odpowiedziała, wzdychając ciężko.
- Ja też przepraszam - powoli zniżyłem głowę - ale widziałem, jak wbiegłaś w te krzaki i pomyślałem, że coś się stało. Czy nic ci nie jest?
- To strasznie smutne - odpowiedziała dwuznacznie, hamując łzy.
Usiadłem obok niej, kładąc uszy po sobie.
- Może ci przeszkodziłem? Stało się coś złego?
W odpowiedzi wadera popatrzyła smutno na jaskinię widniejącą nieopodal. Naszą jaskinię.
- Chodzi o Beryla? - zapytałem ciszej, lekko marszcząc brwi - to wspaniale mieć tak dobrych przyjaciół...
- Słucham? - westchnęła ponownie.
- To pięknie martwić się tak cudzym nieszczęściem. Naprawdę aż tak przejmujesz się jego chorobą?
- Nie wiem dlaczego... czuję się, jakby to mój dobry przyjaciel był tak bardzo chory.
- Dziękujemy - spuściłem wzrok.
- Za co? - wilczyca wyglądał na zaskoczoną.
- Na pewno ucieszył by się, gdyby wiedział, że wszyscy żałują, że umiera - przełknąłem ślinę, wypowiadając ostatnie słowo - odkąd Eclipse i Alekei zniknęli, jest cały czas smutny i zamyślony. Dziękuję ci... w jego imieniu, jako jego syn.

< Amber? >

Od Oleandra CD Maxa

- Max! Wszystko dobrze? - powtórzyłem pytanie, nieco zaniepokojony. Popatrzyłem na wilka, leżącego kilka metrów dalej. Nie reagował. Po krótkiej chwili, zebrałem się w końcu na odwagę i chwiejnie wstałem. Podszedłem, a raczej podczołgałem się do Maksa, który leżał w głębokim śniegu. Zemdlał.
- Max! Max! Nic ci nie jest? - zacząłem delikatnie potrząsać leżącym. Potem zrozpaczony usiadłem na ziemi, wpatrując się tępo w wilka i czekając, aż da jakiś znak życia.
Czułem się bardzo źle i wszystkie mięśnie bolały mnie, jak dzień po bardzo długim biegu. A przeszkodami. Ponadto, byłem niesamowicie wyczerpany.
W końcu, po kilku lub kilkunastu minutach bezczynnego czekania, poddałem się silnemu pragnieniu wciągając na śniegu obolałe ciało. Nie trzeba było długo czekać, ledwie moje serce przestało gwałtownie bić, zasnąłem kamiennym snem.
Obudziłem się w zupełnie innym miejscu. Pierwsze, co zobaczyłem, to masa czarnych skrzydeł trzepoczących gdzieś obok mnie. Następnie zorientowałem się, że to kruki krzątające się i latające po całym pomieszczeniu, a oprócz nich w jaskini jest także Mundus, a obok mnie leży, nadal nieprzytomny, Max.
Wstałem. Gdy zupełnie się rozbudziłem, uświadomiłem sobie, że Mundek jest bardzo nieswój. Zaniepokoiło mnie to, gdyż wszystkie inne ptaki były szczęśliwe i obradowały ze sobą z wielkim zaangażowaniem.
- Coś ci się stało? - przymrużyłem oczy i zapytałem. Mundus pokręcił głową z cichym zrezygnowaniem, po czym powiedział:
- Znaleźliśmy was wczoraj w nocy, ponad kilometr od siedziby kruków. Obaj byliście ranni, skrajnie wyczerpani i nieprzytomni.
- Kto nas znalazł? - zapytałem, kaszląc.
- Ami i ja. Strzyga pojawiła się wczoraj na... polu bitwy, i pomogła nam swoimi czarami odeprzeć atak Toru. Potem okazało się, że zniknęliście. Kazała nam was szukać przy zachodniej granicy lasu.
Czułem, że Mundurek mówi mi tylko to, co chciałbym usłyszeć. Popatrzyłem na niego podejrzliwie, a on uśmiechnął się lekko. Nadal widziałem jednak, że coś jest nie tak, jak być powinno.
Tymczasem Max zaczął odzyskiwać przytomność.

< Max? >

Od Amber CD Jaskra

Położyłam uszy. Słowa naszego pierzastego kolegi wydawały mi się wręcz nierealne, nie chciałam dać im wiary.
- Chodźcie już, proszę. - Mruknął smętnie Mundus.
Jaskier bez słowa ruszył za nim. Nie bardzo wiedząc co robić, uczyniłam to samo. Trzymałam się kilka kroków z tyłu. Ptak oraz basior rozmawiali wyraźnie ściszonymi głosami. Nie wiem, czy dlatego, że tego wymagała sytuacja, czy może zwyczajnie nie chcieli, abym cokolwiek słyszała. Nawet za bardzo mnie to nie obchodziło. Wciąż myślałam nad tym, co usłyszałam wcześniej. Mundus nie wyglądał, jakby kłamał. Uniosłam wzrok. Obaj wydawali się tacy spokojni. Z jakiegoś powodu mnie to zirytowało. Nie bacząc na nic, puściłam się biegiem. Znałam drogę do jaskini alf. Musiałam to jak najszybciej zobaczyć. Po jakimś czasie byłam już na miejscu. Zajrzałam do środka. Beryl leżał na legowisku z sarniej skóry, wyglądał na zmęczonego. Mimo to podniósł głowę i uśmiechnął się lekko.
- Ciesze się, że przyszłaś. - Powiedział. - Nie ma z tobą Jaskra i Mundusa?
Bez słowa spuściłam wzrok. Rzadko mi się to zdarzało. Usłyszałam jakiś szept. Rozejrzałam się, dopiero teraz zauważyłam kilka innych wilków siedzących w jaskini. Nie rozpoznawałam ich, mimo to zdawało mi się, że podobnie jak ja, należą oni do watahy. Znów spojrzałam na Beryla.
- Pomogę ci. - Powiedziałam. - Mam moce leczenia, jestem pewna, że to ci pomoże.
- Amber, to nie jest jakaś rana, aby się zwyczajnie zagoiła. - Powiedział spokojnie wilk.
Wbiłam wzrok w ziemię. Nie było to coś, z czym byłam gotowa tak po prostu się zgodzić. Mimo to podświadomie już się z tym zgodziłam. Poczułam, jak do moich oczu zaczynają napływać łzy.
- Nie chcę... - Mruknęłam cicho, po czym już głośniej dodałam - Nie chcę, abyś umierał.
Po tych słowach otarłam łzy i wybiegłam z jaskini. Wiedziałam, że nie mam prawa mówić mu czegoś takiego. W końcu nie był moją rodziną, właściwie nawet za bardzo go nie znałam. Mimo to już podczas pierwszego spotkania zapałałam do niego sympatią. Wydawał mi się miły i tak chętnie przyjął mnie do watahy. Nie odbiegłam daleko. Zaszyłam się wśród jakichś krzaków nieopodal. Oczywiście z racji pory roku nie stanowiły one żadnej zasłony. Nie miałam jednak ochoty się tym przejmować. Wybiegając, nie zwróciłam nawet uwagi na to, czy czarny basior wraz z ptakiem dotarli już do jaskini. Zwinęłam się w kłębek, nie potrzebowałam wiele czasu, aby się uspokoić. Już po chwili byłam w stanie zastanowić się, nad tym, co zrobiłam. Moje zachowanie wydało mi się wyjątkowo egoistyczne. Nie wiedziałam, kto zostanie alfą, kiedy Beryl odejdzie. Bałam się, że nie będę mogła tu dużej zostać.
- Muszę go przeprosić. - Mruknęłam do siebie.
Jeszcze chwilę leżałam w śniegu, nie chciałam, nie byłam gotowa, by już wracać. Zastanawiałam się nad tym, jak powinnam się zachować. Z zamyślenia wyrwał mnie czyiś cień, który pojawił się nagle tuż obok mnie.
- Jakier? - Zapytałam, podnosząc wzrok.

< Jaskier, ktoś inny? >

sobota, 4 lutego 2017

Od Jaskra CD Amber

- Pięknie - zachichotałem - to było specjalnie, prawda?
Amber podniosła się z trochę niepewną miną, po czym otrzepała z drobnych, zamarzniętych kropelek.
- Nic ci nie jest?- zapytałem, okrążając waderę i siadając na lodzie.
- Nie - mruknęła - wszystko w porządku.
- Ach, nie przejmuj się - uśmiechnąłem się, przekrzywiając głowę - wiesz, ile razy mi się to zdarzyło? A bywało i gorzej, niż tylko kilka stłuczeń. Z resztą, nieważne - przerwałem, widząc, że między drzewami przemyka się ciemna postać. Wbiłem wzrok w zbliżającą się sylwetkę, poważniejąc. Amber widząc to, również popatrzyła w tamtą stronę.
- Mundurek... - wypowiedziałem cicho.
- Jaskierku... - ptak chwiejnym krokiem zbliżył się do nas.
Amber popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. Odwzajemniłem spojrzenie, po czym zrobiłem krok w kierunku żałośnie wyglądającej istoty stojącej na granicy lasu.
- Mundus... co się dzieje? - zapytałem z rosnącym niepokojem.
- Beryl - ptak popatrzył mi w oczy - umiera. Proszę was, chodźcie... - wyszeptał, zaciskając powieki.
Świat zawirował mi w oczach.
Umiera?! Jak to? Dlaczego właśnie teraz, dlaczego umiera?
- Jak to się stało... - Amber zapytała cicho.
- Na każdego przyjdzie pora - ptak zniżył głowę i wbił wzrok w ziemię.

< Amber? >

czwartek, 2 lutego 2017

Od Maxa CD Oleandra

Nie wiedziałem gdzie się znajduję. Raczej nie w jaskini, gdyż wszędzie czułem śnieg, sam również byłem nim pokryty. Dopiero po chwili przypomniałem sobie co się wydarzyło. Podniosłem głowę, po czym syknąłem z bólu i ponownie ją położyłem. Musiałem nieźle się rąbnąć. 
- Oleander ? - mruknąłem przesuwając głowę po śniegu by go zobaczyć.
- Gdzie jesteśmy ? - spytał
- Nie mam pojęcia... - wystękałem
Ból rozrywał mi czaszkę. Zacisnąłem powieki, jakby to coś dało...
- Wszystko dobrze ? - słyszałem jakby z oddali głos Oleandera 
Zemdlałem.
Obudziłem się w jakieś jaskini. Widziałem jakby przez mgłę, dlatego też jedyne co udało mi się zauważyć, to jakieś czarne plamy. Słyszałem krakanie. Czyli to kruki...

< Oleander ? >

środa, 1 lutego 2017

Od Amber CD Jaskra

Zaśmiałam się na myśl o przebiegającym tu właśnie stadzie łosi. Spojrzałam na odkrytą przez Jaskra ścieżkę. Zamachałam ogonem i natychmiast na nią wskoczyłam. Dość szybko poczułam utratę kontroli nad własnym ciałem. Łapy nieznacznie rozjechały się na boki, a ja wbrew sobie zaczęłam kręcić się w kółko. Zatrzymałam się dopiero gdzieś przy brzegu. Poczułam jak moja tylna łapa zatrzymuje się gdzieś w śniegu. Świat przed moimi oczami delikatnie się kołysał. Zamknęłam oczy i potrząsnęłam głową. Z zadowoleniem stwierdziłam, że wszystko wróciło do normy.
- Niezły popis. - Zaśmiał się wilk.
Położyłam uszy i spojrzałam na niego z wyraźnym niezadowoleniem. Byłam wręcz pewna, że tym razem się ze mnie nabija.
- Więc może ty pokażesz na co cię stać? - Zapytałam z zawadiackim uśmieszkiem.
- Ja? Może innym razem. - Zaśmiał się wilk.
- No dobra. - Przyznałam - W takim razie może pozbądźmy się trochę tego śniegu.
Po tych słowach zamknęłam oczy i skupiłam się na znajdującym się pod moimi łapami lodzie. W myślach wciąż powtarzałam sobie aby nie przesadzić. Wzięłam głęboki wdech. Otworzyłam oczy a nad całym jeziorem zaczęła unosić się para. Śnieg powoli zaczął topnieć odkrywając tym samym idealnie gładki lód. Kiedy uznałam, że odkryta została wystarczając cześć natychmiast przestałam. Nie chciałam przez mój ogień stopić także lodu. Uniosłam głowę i spojrzałam w stronę gdzie ostatnio widziałam wilka. Wśród oparów majaczyła jednak jedynie niewyraźna sylwetka. Nie byłam pewna czy mnie widzi, nie wyglądało jednak na to aby patrzył w moją stronę. Zniżyłam głowę i niepewnie ruszyłam w jego stronę. Czułam jak łapy trzęsą mi się z powodu braku stabilnego gruntu. Nie miałam jednak czasu się tym przejmować, musiałam się pośpieszyć nim opary zupełnie znikną. Gdy uznałam już, że jestem wystarczająco blisko skoczyłam. Miałam zamiar przewrócić basiora jednak nie trafiłam. Łapy mi się rozjechały i wylądowałam płasko na lodzie, prawie tuż obok niego.

< Jaskier? Brak weny ;-; >