A teraz czas na podsumowanie kwietnia.
piątek, 30 kwietnia 2021
Podsumowanie kwietnia!
A teraz czas na podsumowanie kwietnia.
czwartek, 29 kwietnia 2021
Od Delty CD Pandory - "Krwawy Księżyc"
Dyszał jeszcze chwilę czując jak śmierć przysiada się do niego na grubej gałęzi i spogląda w jego oczy. Jeśli nie zginie on, będą musieli zginąć oni, a Delcie nie śpieszno było do grobu. Widział cztery pary oczu wpatrzonych w jego drobne ciało, niczym czające się w czeluściach ciemności koszmary, napadające spokojne noce. Zjeżył sierść na karku widząc jak rude futro zbliża się do pnia i odbijając się od niego próbuje dosięgnąć jego zwisającego ogona. Na marne. Granatowy wilk siedział za wysoko dla jego nędznych porywów umysłu i pomysłów. Jednak zaraz potem podciągnął ogon pod łapy, aby nie powiewał swobodnie na wietrze. Dłuższą chwilę rdzawy wilk próbował doskoczyć do niego, jakby licząc że dostanie skrzydeł, że nauczy się latać niczym ptak i porwie swoją ofiarę w szpony podrzynając jej gardło. Delcie w końcu aż zachciało się śmiać z komizmu swojego położenia. Został sam, aczkolwiek przynajmniej deszcz ustał swojego samolubnego zachowania, zabierając ze sobą chmury i pozwalając w końcu księżycowi rzucić nikłe światło na otaczającą zbiegowisko przyrodę. Wszystko wydawało się teraz takie sielankowe i spokojne jakby nie zwiastując nadchodzących zdarzeń przyszłości. I jedynie śmierć siedząca na drzewie i z wyższością mierząca ich wzrokiem wyliczała cichym wiatrem wyliczankę: kto zginie, kto nie, swoją kosą wskazując kolejne karki. I tylko jej znany był wynik.
Delta odetchnął ciężko widząc kątem oka sylwetkę na skraju lasu, która po chwili wyłoniła się w światło naturalnej satelity świata. Delta czuł jak dreszcz przebiega przez jego kręgosłup, gdyż wydało mu się przez chwilę jakby za posturą ciągnął się mroczny cień i aura tak przerażająca, że mogłaby zabić go choćby się zbliżając. Dopiero kilka sekund potem, kilka kroków bliżej i jedno słowo w przód małego basiora olśniło, kim jest ta dobrze znana mu wadera. Pandora stała przed nimi, poważna i skamieniała jak zwykle. Siłą powściągając swoje emocje. Słowa jakie z początku wypowiadała wydały się granatowemu wilkowi tak bardzo nieodpowiednie, jednak uwaga 4 napastników w pełni skupiła się na waderze. Warknięcia napełniły polanę niczym woda rzekę drażniąc uszy swoim szumem i porywając serca nurtem w objęcia silnego napięcia, spinającego mięśnie i karki. Białe kły zabłyszczały w świetle księżyca, a Pandora przysiadła na tylnich łapach mrużąc oczy. Delta czuł w głębi serca, że nie ma innego wyjścia, a jednak bał się. Bał się zabić 4 istoty nieważne dla nich, ale istotne dla innych. Chociaż czy chciał przy tym umierać? Czy chciał stracić życie aby ocalić 4 istnienia, które rzucały się do jego gardła? Nie. Nie chciał i to pozostawało dla niego oczywiste. Nie tyle co bał się śmierci, a miał swój cel, swoje miejsce na świecie i nie widział jeszcze sensu z witania się ze starą znajomą oko w oko. Dlatego wstał na chwiejących się nogach skupiając. Natura dalej stroszyła swoje względy jakby zupełnie nie obchodziło jej że zaraz zielona miękka trawa przebarwi się w metaliczny kolor czerwieni. Świat jakby stanął w miejscu. Pandora zastygła, a jedyne co świadczyło o tym że żyje były oczy, które przebiegały z jednego napastnika na drugiego. Platynowi wilk stał centralnie naprzeciwko niej, a zaraz obok mieniło się rudawe futro drugiego basiora. Na ich tyłach pozostawały jeszcze dwa wilki. Szaro-brązowa wadera, niewiele większa od Pandory oraz biały basior, którego futro mieniło się delikatną dozą błękitu. Czterech wymagających przeciwników, wprawionych w boju, o nieznanych mocach i silnej woli. Delcie cisnęły się łzy do oczu jednak odgonił je ruchem głowy.
-Najpierw zabijemy ciebie, a potem tego kundla z drzewa.- warknął przed chwilą szarmancki wilk i postąpił krok do przodu wzbijając w powietrze atmosferę walki. I wtedy jakby wszystko wokół poczuło co się święci. Zerwał się delikatny wiatr, który powolutku gnał chmury po niebie. Kolejny deszcz zbliżał się wielkimi krokami, na korzyść dwójki podróżników. Zmyje ślady, zatrze zapachy.
-Zobaczymy kto kogo zabije!- twardy, zimny ton Pandory puścił ciężki dreszcz po kręgosłupie platynowego bezimiennego. Jego szczęki zacisnęły się mocno wyrywając głośne warknięcie z wnętrza potężnego cielska. Skoczył przed siebie lądując jednak na ziemi zamiast na waderze jak ewidentnie miał w zamiarze. W dodatku ostre pazury czarno białej wadery zagłębiły się w jego boku, ryjąc długie i głębokie szramy, po których blizny pozostaną z nim na wieki, o ile w ogóle tą walkę przeżyje. Jednak niewiele było walki jeden na jednego gdyż do przyjaciółki Delty doskoczył też rudy towarzysz platynowo futrego, który podnosił się z bólem z ziemi. Jednak i ten ominął swój cel kończąc bokiem w trawie z raną na pysku. A Delta jedynie patrzył z góry i podziwiał zwinne, szybkie i pewne ruchy wadery. Sam mógł jedynie pozazdrościć jej tej umiejętności walki. Pomimo że swoją zwinność miał i doceniał, to walczyć nie umiał tak pięknie i majestatycznie, o ile w ogóle umiał. Mały wilk spuścił uszka po sobie i przymknął oczy biorąc głęboki wdech. Czas było działać, bo przecież Pandora nie może walczyć tylko sama. Chociaż nie wierzył w swoje wielkie siły zeskoczył z drzewa tuż obok wadery rzucając jej szeroki uśmiech. Basior który jeszcze niedawno przy niej stał był już przy Pandorze. Wszyscy trzej którzy rzucili się na nią mieli problem z zadaniem najmniejszego zadrapania, jednak cztery wilki to byłaby lekka przesada.
Wadera ta zmierzyła go wzrokiem zaskoczona. Jej łapy wyglądały jakby miały kierować się już w kierunku walczącej koleżanki wątłego basiora. Obojgu ta sytuacja wydała się przez chwilę nader absurdalna i gapili się na siebie stojąc w miejscu. Delta nisko na nogach w końcu sobie przysiadł, dezorientując nieznajomą jeszcze bardziej. Prawdopodobnie wzbudzał w niej wątpliwości. W końcu przypominał szczenię, a nawet największe potwory miewają opory przed zabiciem niewinnego malucha. To zawahanie Delta wykorzystał. Miał już na tyle siły aby bezczelnie wbić się do jej głowy i ogłuszyć trikiem, który wykorzystał już kiedyś na Pandorze. Padła na ziemię na wpółprzytomna, a obok niej po chwili wylądował odepchnięty silnie przez waderę rudy wilk. Ten podniósł się powoli, cały poraniony i dysząc już miał rzucić się w kierunku Pandory kiedy dostrzegł jego kątem oka i leżącą koleżankę. Ich oczy spotkały się na sekundę dopóki Delta nie uniósł głowy z szerokim uśmiechem. I jakkolwiek komicznie to zabrzmi, wilk posunął wzrokiem za nim, w samą porę aby spotkać się z szarą powierzchnią średniej skały, która teraz przestała być unoszona przez telekinezę i bezczelnie zaległa na rudym pysku, mało go nie miażdżąc. A Delta nadal siedział i teraz oglądał jak Pandora kolejno gryzie, kopie i drapie pozostałych dwóch napastników. Długo jej nie zajęło rozprawienie się z oboma do końca. Nie byli w stanie wstać, ranieni, a krew powolutku wsiąkała w ziemię wokoło. Delta westchnął. Nawet jeśli jeszcze byli żywi to jeśli nikt ich nie znajdzie skonają do rana. Nie ruszyło go to. Znał swoją znajomą za dobrze żeby teraz żałować paru dusz więcej. Podniósł się z ziemi i podszedł do wadery.
-Dziękuję. -szepnął oglądając ją ze wszystkich stron w poszukiwaniu ran. Znalazł tylko parę zadrapań, które nie wymagały nawet dotknięcia aby zostać wyleczone. - Boli cię coś jeszcze?- zmartwił się. W końcu walczyła z 3 wilkami! On może i prawdopodobnie zabił jednego a ogłuszył drugiego, ale jednak to nie był wielki wyczyn.
<Pandora? Uderzyłem pół na pół :) >
środa, 28 kwietnia 2021
Od Pandory CD Delty - "Krwawy księżyc"
Od Enkasa CD Nymerii - "Samotna wśród tłumu"
wtorek, 27 kwietnia 2021
Od Espoir CD Agresta - "Wyblakłe Słońce" cz.3.9
Wypadek przy pracy
—
Durniu — wysyczała Flora, wypluwając z siebie słowa, które niczym
potoki lawy wylewały się na skuloną przed nią niebieską kulkę,
niebudzącą ani przez moment jakichkolwiek skojarzeń do dumnego medyka — Vitale poinformował nas, że pierwsza dawka była jedynie sporą ilością alkoholu i przekonywania Mitriall
o jej niecodziennym stanie. Część objawów pacjentów wystawionych na
działanie kodeiny sprawdziła się także u niej, oczywiście ku zaskoczeniu
całego personelu. Ich eksperyment wymknął się jednak spod kontroli. Jak
mogłeś, dać jej cokolwiek co naprawdę zawiera tę substancję a później
tak po prostu ją wypuścić? — warknęła. Światło słońca padało na jej pysk
i po raz pierwszy od dawna nadawało mu bardziej złowieszczego niż
radosnego wyrazu.
— Ja... — zająknął się Delta, na co wadera odpowiedziała przeciągłym westchnięciem.
—
Przepraszam. Po prostu dobro pacjenta jest dla mnie na pierwszym
miejscu, więc zawsze i wszędzie chcę pomóc, a teraz jestem...odrobinę
zagubiona.
— Jak mogę to naprawić? — basior zmienił ton z
przerażonego i piskliwego na spokojniejszy i bardziej pogodny, choć
wciąż ostrożnie ważył każde słowo.
— Musimy ją tutaj znów sprowadzić.
Załatw przy okazji coś przeczyszczającego, a ja zadbam o resztę. Nie
martw się, na pewno nam się uda — wydawało się, że nie tylko Delta nie
ufał ostatnim słowom, ale i Flora nie posiadała aż tak silnej nadziei,
jak to przedstawiła. Mimo tego od razu zaczęli działać.
꧁↝↝꧂
Jedno z wielu zdarzeń
Ciri intensywnie wbijała wzrok w postawną sylwetkę Mundusa.
Ptak nerwowo przestępował z nogi na nogę i szeptał, racząc ją prostą
opowieścią. Kiedy skończył, odważył się spojrzeć w kierunku wadery, a w
jego oczach było widać rodzący się gniew.
— I widzisz, jak to się skończyło, Ciri?
My też mogliśmy tak skończyć. Czy aż tak ochroniło moją skórę to, że
znalazłem się tu przez rzekome porwanie, żebyś ty musiała się narażać?
Jestem przecież tylko nędznym fascynatem takich spraw i zawsze chcę
doprowadzać rzeczy do końca. Chociaż z drugiej strony... po śmierci
podobno przynajmniej nie jest tak zimno — mruknął, walcząc z kolejnym
podmuchem lodowatego wiatru.
— Przecież wiesz, że nie robię tego, aby Tobie pomóc, Mundusie. Mam inny plan i po prostu jesteś jego częścią. Nie siedzimy tu teraz przypadkowo — chciała odpowiedzieć Ciri, ale zawahała się.
Ostatecznie postanowiła wciąż utwierdzać czaplę w jej naiwnym
przekonaniu, więc przesłała mu jedynie uroczy uśmiech. Sympatia takiej
postaci mogła się jej jeszcze przydać. Stała przecież przed obliczem
jednego z najsprytniejszych i najstarszych członków watahy. Nie wiedziała tylko jak bardzo się myli
꧁↝↝꧂
Kłopot
—
Jak zamierzasz to rozwiązać, drogi psychologu? — Flora zagadnęła
czarnego basiora — Wiesz, ona już zbyt dobrze wie, co to znaczy... być
pod wpływem. Mam na myśli...
— Mam tego świadomość. Możemy udać, że
mamy dla niej jakieś antidotum. Z jej słabym umysłem jest szansa, że
uwierzy już we wszystko — parsknął Vitale, a w jego oczach mignęły iskierki ekscytacji.
—To nie jest moralne. Jesteśmy lekarzami, a nie potworami, które mogą dowolnie manipulować faktami. Mitriall przeszła już zbyt wiele — zaczęła spokojnie tłumaczyć.
— Ta Mitriall
nie zna jeszcze imienia swojego potwora — odwrócił się tyłem do wadery i
zrobił kilka kroków do przodu — Przemyślę jeszcze co zrobić. Do
zobaczenia, Madam.
꧁↝↝꧂
Powrót
Jęknęłam cicho, opadając na ziemię. Czułam się, jak gdybym miała umrzeć - tutaj,
pośród leśnych krzewów. Ekscytacja i euforia szybko upuściły moje
ciało, zostawiając mnie z bólem głowy i straszliwą myślą. Zgodziłam się.
Zgodziłam się na to, aby pozwolić Agrestowi przejąć kontrolę. On tu
przyjdzie. I zadźga mnie. Zadźga mnie nożem. Ja się mu oddam. Oddam się
dla niego. Ciemność. Ciemność mnie ogarnia. Jestem. Jestem w pułapce.
Umrę.
Obudziłam się i podniosłam ciężkie powieki, walcząc z myślą,
jakoby obraz czarnego basiora stojącego nade mną miał być już moim
powitaniem w raju.
— Agrest... — wyszeptałam — Zostaw mnie.
— Mitriall, jesteś już bezpieczna. Wszystko będzie dobrze. To ja, Vitale. Nie ma tutaj alfy. Jesteś w jaskini medycznej.
—
Jak to nie ma?—usiłowałam wstać i rozejrzeć się, na co moje ciało
błyskawicznie oraz równie brutalnie pokazało mi, że nawet na to nie jest
gotowe. Wściekłość objęła moją duszę w czułym uścisku, co Vitale
szybko zauważył. W odpowiedzi na płonącą w moich oczach rządzę zemsty
za to wszystko, czego musiałam już doświadczyć, położył jedynie swoją
łapę na mojej klatce piersiowej.
— Musisz odpocząć.
— Agrest mnie śledził! Cały czas — pisnęłam, czując, że psycholog coraz mocniej zaciska pazury na moim ciele.
—
Porozmawiam z nim o tym, spokojnie. Już nikt nie będzie usiłował Ci
niczego zrobić. Pod warunkiem, że tu zostaniesz i dasz się sobą
zaopiekować.
— Jestem beznadziejna, prawda? To właśnie myślisz — wydusiłam z siebie — Zajmuję jedynie miejsce najważniejszym pacjentom.
— Za kilka dni masz gościa, Mitriall. Podobno musi Ci przekazać coś bardzo pilnego — jego zęby błysnęły w szyderczym uśmiechu.
꧁↝↝꧂
— Słuchaj, Mitriall
— spod ciemnego płaszcza wyłonił się Rubid, który nie zwlekał z
wypowiedzią, kiedy już znacznie odeszliśmy od jaskini medycznej i
zaszyliśmy się w trudno dostępnym miejscu — Mam nadzieję, że nie
poznałaś mnie w pierwszej chwili i byłem przekonującym zielarzem.
— Co tutaj robimy? — zapytałam, słysząc w uszach swoje szalejące serce. Nerwowo oblizałam wargi.
— Jak wiesz, ostatnio WWN pokazało jakimi sojusznikami są dla WSC.
Myślę, że Tobie samej powinno zależeć na daniu im nauczki. Zasługujesz,
aby się odegrać. Nikt się nie obrazi, jeśli szepniesz coś na uszko
swoim nowym kolegom.
<Agrest?>
