piątek, 30 kwietnia 2021

Podsumowanie kwietnia!

Moi Kochani,
przed Wami kolejne podsumowanie kolejnego, zupełnie zwyczajnego miesiąca, a ja snów muszę wymyślić jakąś porywającą przemowę. Ale przecież nic nie jest bardziej porywające od myśli, że nadchodzi kolejny, nowy, wiosenny miesiąc i to taki szczególny. Więc może nie będę porywający, a zamiast tego, życzę powodzenia tym wszystkim z nas, których już niebawem czeka jedno z przełomowych wydarzeń w życiu. Potraktujcie to jak już zaliczone, emocjonujące wyzwanie, a wszystko stanie się łatwiejsze! A potem wszyscy spotkamy się na wakacjach.
A teraz czas na podsumowanie kwietnia.

Miejsce pierwsze w tym miesiącu zajmują wspólnie, Espoir i Delta, każde z nich napisawszy po 4 opowiadania, 
Na miejscu drugim plasują się, uwaga uwaga, FloraCiriHyarinC6Agrest oraz Admirał z 3 opowiadaniami,
A miejsce trzecie zajmują KaraPandoraNymeriaTora i Enkas, wszyscy z 2 opowiadaniami.

Innymi postaciami, które widzieliśmy w naszych opowiadaniach, byli SkinterifiriBob i Mundus.

A teraz wyniki tegomiesięcznych głosowań:
KaliCiriHyarin, 4 głosy (Bohater tragiczny)
Mundus, 4 głosy (Kto to w ogóle jest?)
Admirał, 5 głosów (Największy czub)

Do zobaczenia w lepszym świecie, Przyjaciele!

                                                                            Wasz samiec alfa,
                                                                                Agrest

czwartek, 29 kwietnia 2021

Od Delty CD Pandory - "Krwawy Księżyc"

 Dyszał jeszcze chwilę czując jak śmierć przysiada się do niego na grubej gałęzi i spogląda w jego oczy. Jeśli nie zginie on, będą musieli zginąć oni, a Delcie nie śpieszno było do grobu. Widział cztery pary oczu wpatrzonych w jego drobne ciało, niczym czające się w czeluściach ciemności koszmary, napadające spokojne noce. Zjeżył sierść na karku widząc jak rude futro zbliża się do pnia i odbijając się od niego próbuje dosięgnąć jego zwisającego ogona. Na marne. Granatowy wilk siedział za wysoko dla jego nędznych porywów umysłu i pomysłów. Jednak zaraz potem podciągnął ogon pod łapy, aby nie powiewał swobodnie na wietrze.  Dłuższą chwilę rdzawy wilk próbował doskoczyć do niego, jakby licząc że dostanie skrzydeł, że nauczy się latać niczym ptak i porwie swoją ofiarę w szpony podrzynając jej gardło. Delcie w końcu aż zachciało się śmiać z komizmu swojego położenia. Został sam, aczkolwiek przynajmniej deszcz ustał swojego samolubnego zachowania, zabierając ze sobą chmury i pozwalając w końcu księżycowi rzucić nikłe światło na otaczającą zbiegowisko przyrodę. Wszystko wydawało się teraz takie sielankowe i spokojne jakby nie zwiastując nadchodzących zdarzeń przyszłości. I jedynie śmierć siedząca na drzewie i z wyższością mierząca ich wzrokiem wyliczała cichym wiatrem wyliczankę: kto zginie, kto nie, swoją kosą wskazując kolejne karki. I tylko jej znany był wynik.

Delta odetchnął ciężko widząc kątem oka sylwetkę na skraju lasu, która po chwili wyłoniła się w światło naturalnej satelity świata. Delta czuł jak dreszcz przebiega przez jego kręgosłup, gdyż wydało mu się przez chwilę jakby za posturą ciągnął się mroczny cień i aura tak przerażająca, że mogłaby zabić go choćby się zbliżając. Dopiero kilka sekund potem, kilka kroków bliżej i jedno słowo w przód małego basiora olśniło, kim jest ta dobrze znana mu wadera. Pandora stała przed nimi, poważna i skamieniała jak zwykle. Siłą powściągając swoje emocje. Słowa jakie z początku wypowiadała wydały się granatowemu wilkowi tak bardzo nieodpowiednie, jednak uwaga 4 napastników w pełni skupiła się na waderze. Warknięcia napełniły polanę niczym woda rzekę drażniąc uszy swoim szumem i porywając serca nurtem w objęcia silnego napięcia, spinającego mięśnie i karki. Białe kły zabłyszczały w świetle księżyca, a Pandora przysiadła na tylnich łapach mrużąc oczy. Delta czuł w głębi serca, że nie ma innego wyjścia, a jednak bał się. Bał się zabić 4 istoty nieważne dla nich, ale istotne dla innych. Chociaż czy chciał przy tym umierać? Czy chciał stracić życie aby ocalić 4 istnienia, które rzucały się do jego gardła? Nie. Nie chciał i to pozostawało dla niego oczywiste. Nie tyle co bał się śmierci, a miał swój cel, swoje miejsce na świecie i nie widział jeszcze sensu z witania się ze starą znajomą oko w oko. Dlatego wstał na chwiejących się nogach skupiając. Natura dalej stroszyła swoje względy jakby zupełnie nie obchodziło jej że zaraz zielona miękka trawa przebarwi się w metaliczny kolor czerwieni.  Świat jakby stanął w miejscu. Pandora zastygła, a jedyne co świadczyło o tym że żyje były oczy, które przebiegały z jednego napastnika na drugiego. Platynowi wilk stał centralnie naprzeciwko niej, a zaraz obok mieniło się rudawe futro drugiego basiora. Na ich tyłach pozostawały jeszcze dwa wilki. Szaro-brązowa wadera, niewiele większa od Pandory oraz biały basior, którego futro mieniło się delikatną dozą błękitu.  Czterech wymagających przeciwników, wprawionych w boju, o nieznanych mocach i silnej woli. Delcie cisnęły się łzy do oczu jednak odgonił je ruchem głowy.

    -Najpierw zabijemy ciebie, a potem tego kundla z drzewa.- warknął przed chwilą szarmancki wilk i postąpił krok do przodu wzbijając w powietrze atmosferę walki. I wtedy jakby wszystko wokół poczuło co się święci. Zerwał się delikatny wiatr, który powolutku gnał chmury po niebie. Kolejny deszcz zbliżał się wielkimi krokami, na korzyść dwójki podróżników.  Zmyje ślady, zatrze zapachy.

    -Zobaczymy kto kogo zabije!- twardy, zimny ton Pandory puścił ciężki dreszcz po kręgosłupie platynowego bezimiennego. Jego szczęki zacisnęły się mocno wyrywając głośne warknięcie z wnętrza potężnego cielska. Skoczył przed siebie lądując jednak na ziemi zamiast na waderze jak ewidentnie miał w zamiarze. W dodatku ostre pazury czarno białej wadery zagłębiły się w jego boku, ryjąc długie i głębokie szramy, po których blizny pozostaną z nim na wieki, o ile w ogóle tą walkę przeżyje. Jednak niewiele było walki jeden na jednego gdyż do przyjaciółki Delty doskoczył też rudy towarzysz platynowo futrego, który podnosił się z bólem z ziemi. Jednak i ten ominął swój cel kończąc bokiem w trawie z raną na pysku. A Delta jedynie patrzył z góry i podziwiał zwinne, szybkie i pewne ruchy wadery. Sam mógł jedynie pozazdrościć jej tej umiejętności walki. Pomimo że swoją zwinność miał i doceniał, to walczyć nie umiał tak pięknie i majestatycznie, o ile w ogóle umiał. Mały wilk spuścił uszka po sobie i przymknął oczy biorąc głęboki wdech. Czas było działać, bo przecież Pandora nie może walczyć tylko sama. Chociaż nie wierzył w swoje wielkie siły zeskoczył z drzewa tuż obok wadery rzucając jej szeroki uśmiech. Basior który jeszcze niedawno przy niej stał był już przy Pandorze. Wszyscy trzej którzy rzucili się na nią mieli problem z zadaniem najmniejszego zadrapania, jednak cztery wilki to byłaby lekka przesada.

Wadera ta zmierzyła go wzrokiem zaskoczona. Jej łapy wyglądały jakby miały kierować się już w kierunku walczącej koleżanki wątłego basiora. Obojgu ta sytuacja wydała się przez chwilę nader absurdalna i gapili się na siebie stojąc w miejscu. Delta nisko na nogach w końcu sobie przysiadł, dezorientując nieznajomą jeszcze bardziej. Prawdopodobnie wzbudzał w niej wątpliwości. W końcu przypominał szczenię, a nawet największe potwory miewają opory przed zabiciem niewinnego malucha. To zawahanie Delta wykorzystał. Miał już na tyle siły aby bezczelnie wbić się do jej głowy i ogłuszyć trikiem, który wykorzystał już kiedyś na Pandorze. Padła na ziemię na wpółprzytomna, a obok niej po chwili wylądował odepchnięty silnie przez waderę rudy wilk. Ten podniósł się powoli, cały poraniony i dysząc już miał rzucić się w kierunku Pandory kiedy dostrzegł jego kątem oka i leżącą  koleżankę. Ich oczy spotkały się na sekundę dopóki Delta nie uniósł głowy z szerokim uśmiechem.  I jakkolwiek komicznie to zabrzmi, wilk posunął wzrokiem za nim, w samą porę aby spotkać się z szarą powierzchnią średniej skały, która teraz przestała być unoszona przez telekinezę i bezczelnie zaległa na rudym pysku, mało go nie miażdżąc. A Delta nadal siedział i teraz oglądał jak Pandora kolejno gryzie, kopie i drapie pozostałych dwóch napastników. Długo jej nie zajęło rozprawienie się z oboma do końca. Nie byli w stanie wstać, ranieni, a krew powolutku wsiąkała w ziemię wokoło. Delta westchnął. Nawet jeśli jeszcze byli żywi to jeśli nikt ich nie znajdzie skonają do rana. Nie ruszyło go to. Znał swoją znajomą za dobrze żeby teraz żałować paru dusz więcej. Podniósł się z ziemi i podszedł do wadery.

     -Dziękuję. -szepnął oglądając ją ze wszystkich stron w poszukiwaniu ran. Znalazł tylko parę zadrapań, które nie wymagały nawet dotknięcia aby zostać wyleczone. - Boli cię coś jeszcze?- zmartwił się. W końcu walczyła z 3 wilkami! On może i prawdopodobnie zabił jednego a ogłuszył drugiego, ale jednak to nie był wielki wyczyn.

 

<Pandora? Uderzyłem pół na pół :) >

środa, 28 kwietnia 2021

Od Pandory CD Delty - "Krwawy księżyc"

Wadera gwałtownie zerwała się na równe łapy i wbiła oniemiałe spojrzenie w puste, prowizoryczne legowisko, na którym wcześniej leżała drobna istota. Nie mogła uwierzyć w to, co widziała, dlatego energicznie przetarła łapami pysk, mając nadzieję, iż to tylko zwykłe przywidzenie spowodowane zmęczeniem. Niestety wnętrze groty wciąż wyglądało tak samo. Pandora z trudem przełknęła ślinę i automatycznie ruszyła w stronę śladów. Miała wrażenie, że śni, bowiem obraz przed jej oczami rozmywał się i momentami przybierał zupełnie inną barwę. Ściany jaskini zaczęła pokrywać szkarłatna barwa, a blady kolor atramentowego truchła znikał pod ciężarem krwistej cieczy. Jednak gdy wilczyca podbiegła do bezwładnego ciała, okazywało się, że to tylko niewielki kamień otulony srebrnymi porostami. Dopiero po kilku minutach udało jej się uwolnić z pułapki pełnej nierealnych złudzeń, dzięki czemu mogła zabrać się za nurtujące śledztwo. Niepewnym krokiem podeszła do miejsca, w którym po raz ostatni widziała basiora. Prowizoryczne legowisko przesiąknięte było wonią strachu i przerażenia, a także niezrozumiałej dla niej odwagi. Wadera zwróciła się w stronę mokrych śladów, które o dziwo kończyły się w połowie drogi do miejsca spoczynku wątłego samca. Nie była w stanie rozpoznać właścicieli danych woni, jednak czuła odrażający, metaliczny zapach zmieszany z poczuciem wyższości. Pandora nie potrafiła zrozumieć ani odgadnąć tego, co tu zaszło. Gdzie zniknął jej towarzysz? Dlaczego nie obudziła się w odpowiednim momencie? Kim są obcy, którzy się tu zjawili? Co się stało? Dlaczego ślady zawracają w tak niejasnym miejscu? Basior uciekł, a może.. poszedł dobrowolnie? Dziesiątki pytań, na które wilczyca nie znała odpowiedzi, nerwowo kłębiły się w jej skołowanej głowie. Nagle kątem oka zauważyła delikatny połysk, który swoje źródło miał tuż obok miejsca, w którym spała. Nie mogąc wyzbyć się ciekawości, podeszła niepewnie do owego przedmiotu. Jak się po chwili okazało, była to średniej wielkości sakiewka, którą jej towarzysz wziął ze sobą na wyprawę. Błyszczącym rekwizytem okazał się mały kryształ, który zdobił skórzaną sakwę. Wadera nie mogła zrozumieć powodu, dla którego samiec zostawił niezbędny i tak ważny dla siebie przedmiot. To sprawiło, że w jej głowie pojawiło się jeszcze więcej trudnych i niejasnych pytań. Wiedziała jednak, że niezależnie od sytuacji, w jakiej znajduje się teraz atramentowy basior, powinna jak najszybciej go odnaleźć. Dlatego więc zarzuciła na siebie skórzaną sakiewkę i żwawo udała się w stronę wyjścia. Po przekroczeniu wodnego wodospadu, który uformował się podczas obfitej ulewy, okazało się, że niebo wciąż roni rzęsiste łzy, nadając światu frasobliwą aurę. Wilczyca zaczęła się nerwowo rozglądać w poszukiwaniu śladów mogących doprowadzić ją do poszukiwanego obiektu. Delikatne ukłucie przeszyło jej strapione serce, gdy zauważyła, że mętna woda porywa ostatnie resztki tropu. 
- Nie, nie, nie, nie.. Nie! - przerażona doskoczyła do miejsca, w którym jeszcze przed chwilą widziała niewyraźny ślad drobnej łapy. Nerwowymi ruchami zaczęła odgarniać masy błotne, które mieszały się i łączyły z napływającą wodą, mając nadzieję, że gdzieś w głębi znajdzie ukryty przed jej obliczem odcisk. Dopiero po chwili opanowała gorączkowe działanie i oderwała się od bezowocnej czynności. - Co się ze mną dzieje..? - szepnęła, kręcąc delikatnie głową. Każdy wdech rześkiego powietrza przywracał jej trzeźwe postrzeganie sprawy, które do tej pory było równie odległe, co stalowe obłoki sunące po ciemnym niebie. Takie zachowanie nie było do niej podobne, czego sama Pandora była całkowicie świadoma. Gdzie podziała się silna, niezależna wojowniczka, która stawiała czoło przeciwnościom losu? Gdzie zniknęła jej samodzielność, odwaga i nieugięta wola? Wadera czuła, że w ostatnim czasie zaczęła tonąć w kuriozalnych sidłach własnej bezradności. Miała wrażenie, że stała się uzależniona od innych, co jeszcze kilka tygodni temu było dla niej czymś absurdalnym.
Wilczyca stłumiła w sobie gorzką odrazę do samej siebie i ruszyła w kierunku, który wskazywał zmyty odcisk łapy. Już po chwili dotarła do granicy obszernego lasu pogrążonego w półmroku, gdzie z ulgą zauważyła wystarczająco wyraźny trop. Najwidoczniej korony drzew sprzyjały jej poszukiwaniom, na co delikatnie uśmiechnęła się w duchu. Gdzieś w głębi serca Pandory zatliła się niewielka iskierka nadziei, którą podsycała na nowo odzyskana pewność siebie. 
Ślady z każdą chwilą stawały się coraz bardziej niewyraźne, dlatego wadera zaczęła polegać głównie na zmyśle węchu. Rozwiązanie to było niezwykle skuteczne, ponieważ wilgotna ziemia, liczne korzonki i martwe krzewy były przesiąknięte zapachem atramentowego basiora. Najwidoczniej celowo obrał drogę, która pozwoliła mu na zostawienie podpowiedzi łączących się w coraz bardziej logiczną całość. Po kilkunastu minutach przeciskania się pomiędzy drzewami i szczątkami roślin, do uszu wilczycy dotarł znajomy odgłos przerażonego towarzysza. Pandora zatrzymała się gwałtownie, gdy ujrzała polanę, na środku której stało ogołocone drzewo. Z ulgą rozpoznała atramentową sylwetkę znajdującą się na czubku niepozornego pnia. Szybko jednak spochmurniała, gdy zauważyła stan, w jakim znajduje się basior oraz bandę obcych wilków, które usilnie próbowały dosięgnąć drobną istotę. 
- Można wiedzieć, co to za zbiegowisko? - upewniwszy się, że basior jest wciąż bezpieczny, wyłoniła się zza drzew, po czym swawolnym krokiem ruszyła w kierunku nieznajomych.
- Zgubiłaś się, maleńka? - jeden z napastników odwrócił się w jej stronę i zagaił przesadnie szarmanckim tonem. Jego sierść miała odcień ciemnej platyny, która idealnie kontrastowała z malachitowymi ślepiami basiora, przeszywającymi na wskroś ciemną sylwetkę. Nawet nie znając myśli tego wilka, można było z łatwością odgadnąć, jakie scenariusze widnieją obecnie w jego głowie. Wadera zdusiła w sobie obrzydzenie oraz przeczucie, które podpowiadało jej, że powinna od razu pozbyć się problemu. Wiedziała jednak, że jeśli zabije ten patrol, to zapewne ruszy za nimi kolejny, który będzie jeszcze bardziej zdesperowany przez śmierć pobratymców. Dlatego właśnie postanowiła wykorzystać to rozwiązanie w ostateczności. 
- Ja? Skądże. Mam jednak wrażenie, że wy owszem.. - z trudem posłała samcowi najbardziej zniewalający uśmiech, na jaki było ją stać w obecnej sytuacji. 
- Szefie.. to chyba ona. Pasuje do opisu.. - rudawy basior, który do tej pory przyglądał się wszystkiemu z boku, szturchnął srebrzystego i szepnął z jawną skruchą. W odpowiedzi otrzymał jedynie pogardliwe spojrzenie i nerwowe warknięcie. 
- Zamknij się - wycedził półszeptem, po czym zwrócił się do stojącej nieopodal wilczycy. - Możemy w czymś pomóc? - basior zbliżył się do niej na tyle, że mogła poczuć woń pożądania, która otaczała jego ciało. Nie była w stanie prowadzić dalej tej kokieteryjnej gry słów. 
- Owszem, możecie zostawić mojego towarzysza w spokoju - słowa, które opuściły jej pysk, brzmiały mniej stanowczo, niż planowała. Spowodowane to było zamętem, który pojawił się w jej głowie przez napływ przytłaczającego zapachu.  
- Mówiłem! - w oddali słyszała warczenie rudawego samca, który nerwowo napiął mięśnie i nastroszył sierść. Reszta wrogiej bandy poszła w jego ślady, przez co polanę wypełnił natłok skowytów i warknięć. Platynowy basior zbliżył się jeszcze bardziej i westchnął, jakby rozczarowany obrotem spraw. Następnie zniżył głos i zaczął krążyć wokół antracytowej wadery.
- Oh, obawiam się, że to niemożliwe. Bo widzisz.. jesteście na terenach Watahy Szarych Jabłoni, a my nie lubimy intruzów. Poza tym.. Zrobiliście niezłe zamieszanie w okolicach osady - po wypowiedzeniu tych słów chwilowo się zawiesił, jakby pogrążony w rozmyślaniach, jednak po chwili dodał z sarkastycznym uśmiechem. - Dawno nie widziałem takiej masakry. Niestety, dostaliśmy odgórny rozkaz zlikwidowania was. A szkoda, bo moglibyśmy się bliżej poznać.. - szepnął jej do ucha, na co ta wzdrygnęła się nieznacznie. Tego już za wiele, pomyślała, po czym zwróciła się do niego lodowatym tonem. 
- Posłuchaj mnie uważnie, szaraczku.. Możliwe są dwa zakończenia tego jakże ekscytującego zebrania. W pierwszym każdy pójdzie swoją drogą i wymaże z pamięci to zajście. W drugim natomiast.. Cóż. Prawdopodobnie zostanie z was popiół, dlatego radzę to dobrze przemyśleć - wadera parsknęła z rozgoryczeniem, widząc zmieszany wyraz pyska basiora. Najwidoczniej nie brał jej słów na poważnie, co było sporym błędem z jego strony. Najbliższe sekundy miały pokazać, czy obszerna polana zostanie splamiona szkarłatną cieczą.. 

< Delto? Decyduj c: >

Od Enkasa CD Nymerii - "Samotna wśród tłumu"

Gdzie chciałbym się osiedlić. Najlepiej było by w osamotnieniu. Stepy ? A może góry. Trudny wybór. 
Spojrzałem na waderę, a ta odwróciła wzrok. 
- Gdzie jest cicho od wilków i można mieć spokój ?  - zapytałem
- Jak najdalej ztąd - odparła pod nosem lecz udawałem że nie usłyszłem
- Możesz powtórzyć? - odparłem z uśmiechem 
- Góry albo Stepy - odparła i wywróciła oczami
Ah jak bardzo mnie nie lubiła, tylko czemu. Jeszcze nawet nie pokazałem jej prawdziwego ja. 
- Hmm a ty co byś dla mnie wybrała - zapytałem z grzeczności 
Wadera chwile się zastanowiła i odparła.
- Stepy - powiedziała 
- To ja wybiorę góry - uśmiechnałem się szyderczo 
- To po co się mnie pytałęś - odparła z irytacją w głosie 
- Hah chciałem tylko być grzeczny -  odparłem - potrzebuje jaskini na szczycie góry jest taka? Jak najwyżej by było wilkom się trudno dostać - zapytałem 
- Jakaś się znajdzie - odparła trochę wkurzona 
Stanąłem na jej drodze by nie mogła pójść dalej. 
- Przesuń się mam Cię oprowadzić - odparła
- Najpierw przestań się naburmuszać - odpałem z szarmandzkim uśmieszkiem 
- Bo co ?- odparła i fuknęła nosem
Lubiłem tą odpowiedź. Rzuciłem się na waderę i przygniotłem ją do ziemi, by nie mogła się ruszyć.
- Lubie takie wredne i niedostępne jak ty - uśmiechnałęm sie 
- Zejdź ze mnie - odparła i próbowała mnie zwalić lecz jej się nie udawało, byłem za silny dla niej. 
Zbliżyłem się do jej ucha. I szepnąłem. 
- Nie musisz być taka oschła dla mnie kotku - usmiechnąłem się i zszedłem z niej. - To pokaż mi tą jaskinie

< Nymeria ?xD >

wtorek, 27 kwietnia 2021

Od Espoir CD Agresta - "Wyblakłe Słońce" cz.3.9

Wypadek przy pracy
 — Durniu — wysyczała Flora, wypluwając z siebie słowa, które niczym potoki lawy wylewały się na skuloną przed nią niebieską kulkę, niebudzącą ani przez moment jakichkolwiek skojarzeń do dumnego medyka — Vitale poinformował nas, że pierwsza dawka była jedynie sporą ilością alkoholu i przekonywania Mitriall o jej niecodziennym stanie. Część objawów pacjentów wystawionych na działanie kodeiny sprawdziła się także u niej, oczywiście ku zaskoczeniu całego personelu. Ich eksperyment wymknął się jednak spod kontroli. Jak mogłeś, dać jej cokolwiek co naprawdę zawiera tę substancję a później tak po prostu ją wypuścić? — warknęła. Światło słońca padało na jej pysk i po raz pierwszy od dawna nadawało mu bardziej złowieszczego niż radosnego wyrazu.
 — Ja... — zająknął się Delta, na co wadera odpowiedziała przeciągłym westchnięciem.
— Przepraszam. Po prostu dobro pacjenta jest dla mnie na pierwszym miejscu, więc zawsze i wszędzie chcę pomóc, a teraz jestem...odrobinę zagubiona.
 — Jak mogę to naprawić? — basior zmienił ton z przerażonego i piskliwego na spokojniejszy i bardziej pogodny, choć wciąż ostrożnie ważył każde słowo.
 — Musimy ją tutaj znów sprowadzić. Załatw przy okazji coś przeczyszczającego, a ja zadbam o resztę. Nie martw się, na pewno nam się uda — wydawało się, że nie tylko Delta nie ufał ostatnim słowom, ale i Flora nie posiadała aż tak silnej nadziei, jak to przedstawiła. Mimo tego od razu zaczęli działać.
꧁↝↝꧂

 Jedno z wielu zdarzeń
Ciri intensywnie wbijała wzrok w postawną sylwetkę Mundusa. Ptak nerwowo przestępował z nogi na nogę i szeptał, racząc ją prostą opowieścią. Kiedy skończył, odważył się spojrzeć w kierunku wadery, a w jego oczach było widać rodzący się gniew.
 — I widzisz, jak to się skończyło, Ciri? My też mogliśmy tak skończyć. Czy aż tak ochroniło moją skórę to, że znalazłem się tu przez rzekome porwanie, żebyś ty musiała się narażać? Jestem przecież tylko nędznym fascynatem takich spraw i zawsze chcę doprowadzać rzeczy do końca. Chociaż z drugiej strony... po śmierci podobno przynajmniej nie jest tak zimno — mruknął, walcząc z kolejnym podmuchem lodowatego wiatru.
 — Przecież wiesz, że nie robię tego, aby Tobie pomóc, Mundusie. Mam inny plan i po prostu jesteś jego częścią. Nie siedzimy tu teraz przypadkowo — chciała odpowiedzieć Ciri, ale zawahała się. Ostatecznie postanowiła wciąż utwierdzać czaplę w jej naiwnym przekonaniu, więc przesłała mu jedynie uroczy uśmiech. Sympatia takiej postaci mogła się jej jeszcze przydać. Stała przecież przed obliczem jednego z najsprytniejszych i najstarszych członków watahy. Nie wiedziała tylko jak bardzo się myli
꧁↝↝꧂

Kłopot
 — Jak zamierzasz to rozwiązać, drogi psychologu? — Flora zagadnęła czarnego basiora — Wiesz, ona już zbyt dobrze wie, co to znaczy... być pod wpływem. Mam na myśli...
 — Mam tego świadomość. Możemy udać, że mamy dla niej jakieś antidotum. Z jej słabym umysłem jest szansa, że uwierzy już we wszystko — parsknął Vitale, a w jego oczach mignęły iskierki ekscytacji.
 —To nie jest moralne. Jesteśmy lekarzami, a nie potworami, które mogą dowolnie manipulować faktami. Mitriall przeszła już zbyt wiele — zaczęła spokojnie tłumaczyć.
 — Ta Mitriall nie zna jeszcze imienia swojego potwora — odwrócił się tyłem do wadery i zrobił kilka kroków do przodu — Przemyślę jeszcze co zrobić. Do zobaczenia, Madam.
꧁↝↝꧂


Powrót

Jęknęłam cicho, opadając na ziemię. Czułam się, jak gdybym miała umrzeć - tutaj, pośród leśnych krzewów. Ekscytacja i euforia szybko upuściły moje ciało, zostawiając mnie z bólem głowy i straszliwą myślą. Zgodziłam się. Zgodziłam się na to, aby pozwolić Agrestowi przejąć kontrolę. On tu przyjdzie. I zadźga mnie. Zadźga mnie nożem. Ja się mu oddam. Oddam się dla niego. Ciemność. Ciemność mnie ogarnia. Jestem. Jestem w pułapce. Umrę.
Obudziłam się i podniosłam ciężkie powieki, walcząc z myślą, jakoby obraz czarnego basiora stojącego nade mną miał być już moim powitaniem w raju.
 — Agrest... — wyszeptałam — Zostaw mnie.
 — Mitriall, jesteś już bezpieczna. Wszystko będzie dobrze. To ja, Vitale. Nie ma tutaj alfy. Jesteś w jaskini medycznej.
 — Jak to nie ma?—usiłowałam wstać i rozejrzeć się, na co moje ciało błyskawicznie oraz równie brutalnie pokazało mi, że nawet na to nie jest gotowe. Wściekłość objęła moją duszę w czułym uścisku, co Vitale szybko zauważył. W odpowiedzi na płonącą w moich oczach rządzę zemsty za to wszystko, czego musiałam już doświadczyć, położył jedynie swoją łapę na mojej klatce piersiowej.
 — Musisz odpocząć.
 — Agrest mnie śledził! Cały czas — pisnęłam, czując, że psycholog coraz mocniej zaciska pazury na moim ciele.
 — Porozmawiam z nim o tym, spokojnie. Już nikt nie będzie usiłował Ci niczego zrobić. Pod warunkiem, że tu zostaniesz i dasz się sobą zaopiekować.
 — Jestem beznadziejna, prawda? To właśnie myślisz — wydusiłam z siebie — Zajmuję jedynie miejsce najważniejszym pacjentom.
 — Za kilka dni masz gościa, Mitriall. Podobno musi Ci przekazać coś bardzo pilnego — jego zęby  błysnęły w szyderczym uśmiechu.
꧁↝↝꧂

 — Słuchaj, Mitriall — spod ciemnego płaszcza wyłonił się Rubid, który nie zwlekał z wypowiedzią, kiedy już znacznie odeszliśmy od jaskini medycznej i zaszyliśmy się w trudno dostępnym miejscu — Mam nadzieję, że nie poznałaś mnie w pierwszej chwili i byłem przekonującym zielarzem.
 — Co tutaj robimy? — zapytałam, słysząc w uszach swoje szalejące serce. Nerwowo oblizałam wargi.
 — Jak wiesz, ostatnio WWN pokazało jakimi sojusznikami są dla WSC. Myślę, że Tobie samej powinno zależeć na daniu im nauczki. Zasługujesz, aby się odegrać. Nikt się nie obrazi, jeśli szepniesz coś na uszko swoim nowym kolegom.
<Agrest?>

 

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Od Agresta CD Espoir - "Wyblakłe Słońce" cz. 3.8

- Jak Mitriall? - zapytałem bezbarwnym tonem, po ostatnim słowie jednak nadając przynajmniej swojemu pyskowi wyraz delikatnie zaniepokojony. Vitale pokręcił głową, jakby pytanie moje było dla niego tylko żartem o podejrzanej jakości moralnej, i błyskawicznie, choć na moje bystre niczym jaskółka oko zupełnie niepotrzebnie, przywdział swój ociekający fałszem, łobuzerski uśmieszek.
- Mitriall to nie najłatwiejszy pacjent. Majaczy bez przerwy, odkąd ją tu przyprowadziliśmy. Pewnie nie pozwoliłaby sobie nawet na spokojny sen, gdybyśmy nie wspomogli ją odpowiednimi środkami.
- Świetnie. A więc wnioskuję, że już lepiej.
Ciemnopan wreszcie podniósł wzrok, przez chwilę chybocząc niczym malutki ptaszek, w zimę, gdzieś na linii pod napiciem, na głodowej rencie i na swoich malutkich, cieniutkich nóżkach-zapałeczkach, pomiędzy dwoma jednoznacznymi, choć stojącymi na przeciwnych pozycjach słowami.
Opuściłem jedną brew, ukazując chęć uzyskania dalszych wyjaśnień, tak bardzo obrazowo i niedwuznacznie, jak tylko potrafiłem. Chyba dobrze mnie zrozumiał. Na tyle dobrze, że spróbował nawet rzucić jeszcze jakimś sformułowaniem, jednym, czy dwoma, aby zniechęcić do dalszego dopytywania. Oczywiście, nie zrozumiałem żadnego z nich. Nie po to zresztą pytałem i wiedział o tym doskonale. Ach, oto plan. I mój język, jego prosty podwykonawca. Ruszaj do dzieła, pomyślałem.
- Nie, Vitale, nie chciałem dowiedzieć się, jak działa mechanizm represji. Chciałbym, żebyś stwierdził, czy potrafisz określić dokładnie, kiedy ta zacna istotka, tak poszkodowana przez nierozsądne działanie tych... - chrzaknąłem z niesmakiem - żartownisiów, wróci do pełni sił i będzie mogła znów funkcjonować jak reszta. Tydzień minie? Dwa? Czy mam wypisywać długi urlop?
- W niektórych kwestiach medycyna pozostaje bezradna. - Rozłożył łapy w geście potwierdzającym słowa. Skrycie przewróciłem oczyma.
- Tak, szczególnie ta praktykowana przez ciebie. Daj mi tu Florę.
- Wyszła. Za jakieś pół godziny powinna wrócić - przekazał oschle, machnąwszy uniesioną wcześniej kończyną w kierunku wyjścia, po czym rozsiadł się na miejscu, które zajmował, gdy wszedłem do jaskini i zajął się jakimiś papierami.
Wolno przeniosłem wzrok na leżące nieopodal ciało. Można było odnieść wrażenie, że nie żyje. Ale oddychało, gdzieś tam, cichutko i delikatnie.
- No dobrze. Zresztą, kogo to obchodzi, mamy tu taki spokój, że wszyscy śledczy mogliby siedzieć na L4 przez osiem dni w tygodniu.
- Tydzień ma siedem dni, Agrest - rzucił Vitale, nadal chyba trochę obrażony.
- Jakby miało to w naszym lesie jakiekolwiek znaczenie, co nie? - mruknąłem, odwracając się na pięcie. Opuściłem jaskinię medyczną, powitany na zewnątrz przez lekki podmuch chłodnego wiatru, powiadamiający o śniegu, który musiał niespodziewanie spaść kilkaset kilometrów dalej. Ach, ta wiosna.
W tamtych dniach zapisałem na kartach swojej własnej historii, jeszcze jedno wydarzenie. Zapisałem, zapieczętowałem i wrzuciłem do skrytki z plakietką "Wspomnienia". To dzięki nim siedzimy dziś tu razem.
Rozglądam się. Uwielbiam lato. Mimo wszystko, przewyższa wiosnę pod względem natężenia każdej ze swoich hedonistycznych zalet.
Przechadzałem się właśnie po trawie, jak trawa zielonej, gdy moim oczom ukazała się łaciata, kobieca sylwetka. Lekko spięta, podenerwowana i chyba na kogoś czekała.
- Czekacie na kogoś, obywatelko? - zapytałem, trochę na wyrost, nie mogąc sobie przypomnieć, czy zetknąłem się już w życiu z tym pyskiem. Pustka w głowie wskazywała na to, że nie, nie spotkałem się.
- Słucham? Nie, nie, ja tu tylko... - Jej rozbiegany wzrok wyraźnie odpowiadał mi tym samym. Zatrzymałem się przed nią z grzecznym pytaniem w oczach.
- Zdaje się, że zawędrowaliście na obce tereny.
- Tak, skąd wie... to znaczy wiesz... cie? - Zachichotała.
- Takiego pyszczka bym nie zapomniał.
Widząc nieschodzące z moich oczu, nieme pytanie, wadera zacisnęła wargi, aż w końcu postanowiła przerwać przedłużającą się chwilę milczenia.
- Zbierałam grzybki.
- Grzybki?
- Grzybki. Żeby nakarmić nimi mojego partnera.
- Macie na myśli maślaczki, czy może coś bardziej... niekonwencjonalnego?
- Valerie - wypaliła nagle z szerokim uśmiechem, wyciągając do mnie swoją ciepłą łapę. Nieco zaskoczony szybko przeanalizowałem dostępne ruchy, aż w końcu z nieuwidaczniającym się oporem ująłem ją i lekko opuściłem pysk, by zetknął się z jej nadgarstkiem. W mojej głowie na moment zapaliła się ostrzegawcza lampka, przypominająca o pojawiającej się w tamtym czasie potrzebie ochrony moich, najwyraźniej cennych, danych osobowych, zgasiłem ją jednak szybko, drwiąc z niej w myślach i odpowiadając krótko.
- Agrest. Chyba o złej porze wybrałaś sią na grzyby. Kwiecień plecień, ale nie przeplata jesieni z wiosną, tylko zimę z latem.
- Każda pora jest dobra na szukanie. Po prostu nie zawsze jest możliwe, by znaleźć. A wiosną jest przynajmniej przyjemnie.
- Kiedyś słyszałem, że nie mamy tutaj wiosny... - W zamyśleniu opuściłem wzrok na jej nogi. Zanim w myślach i słowach dokończyłem zdanie, moją uwagę przykuło coś dziwnego, owiniętego wokół tej łapy, która wcześniej przez cały czas stała na ziemi. Ot, zwykła, babska ozdoba, gdyby nie to, że sierść, o którą się ocierała, była zupełnie innej barwy, niż cała reszta wilczycy. Wytarłem swój pysk opuszkami palców i dopiero wtedy dostrzegłem, że dotknięta przeze mnie łapa wadery pozostawiła szary pył również na moim ciele. Na moment znieruchomiałem, podnosząc oczy po dłuższej chwili.
- Opal, to Ty?
Ślepia wilczycy zrobiły się jeszcze większe, niż były wcześniej, ale jeszcze szybciej powróciły do normalnych, a może nawet ciut skromniejszych rozmiarów.
- Kurczę. Widzisz...
- Kto cię tak ładnie pomalował?
- Oj... - Opal starła z pyska szaro-brązowe plamy, przy okazji wichrząc rzęsy z jeleniego włosia. - No dobrze, skoro tak daleko to już zaszło, może mogę cię wtajemniczyć.
- Chyba nawet powinnaś. - Usiadłem na ziemi, czekając na dłuższy wywód.
- Chodzi o nasze nowe śledztwo.
- Domyśliłem się. Dlaczego w WSC i dlaczego ja nic o tym nie wiem?
- Wszystko robimy w porozumieniu z waszymi służbami. Nie mogliśmy cię poinformować, bo jesteś... można tak powiedzieć, zbyt blisko całej sprawy. - Nerwowo potarła jednym nadgarstkiem o drugi, odsłaniając swoją sierść barwy popiołu.
- Czy to co stało się kilka dni temu, z naszym udziałem, w waszej watasze, było częścią tego śledztwa? - Wilczyca pokiwała głową, a ja mimowolnie powtórzyłem jej gest. - Czyli mój brat o niczym nie wiedział?
- Wyjątkowo, bo on też...
- Czy wy nas podejrzewacie o jakieś morderstwo, do czorta?
- Nie, nie, to nie tak!
- Kto o tym wie, jeśli on o tym nie wie? O śledztwach na naszej ziemi powinien wiedzieć wszystko, jak ja.
- Na bieżąco informujemy... waszą kompetentną jednostkę.
- Ach, aha, mogłem się spodziewać. A ja dowiem się wreszcie, o co chodzi, czy mam iść ciągać za rękaw mojego asystenta?
- Podejrzewamy, że na naszych terenach pojawiają się szpiedzy. Wygląda na to, że ktoś śledzi... Mitriall.

< Espoir? >

niedziela, 25 kwietnia 2021

Od Amelii CD Apollo Anubisa Ain - "Ciemna droga"

Podróżowałam przez niezliczone góry morze i polany. Moim towarzyszem w poszukiwaniu watahy, która nas przyjmie był Bob. Mój kompan i przyjaciel, którego uwielbiałam. Była to żabka, która towarzyszyła mi przez podróżowanie po świecie.



Może i nie był bardzo rozmowny, ale strasznie się świetnie bawiliśmy. Przygody były bardzo wspaniałe z nim u boku. Lecz przyszedł czas by osiedlić się w watasze jakiejś. Byliśmy w dwóch watahach ale nie wiedzieć czemu nie chcieli przygarnąć Bob'a. Nazywali go demonem. Obrażali go i mnie w ten sposób. Odchodziliśmy od nich obrażeni. Gdy w końcu przybyliśmy do Watahy Srebrnego Chabra przygarnęli mnie i Boba! Byłam bardzo szczęśliwa. Stanęłam na dwóch łapach złapałam w łapki Boba i kręciłam się z nim w kółko ze szczęścia. Postawiłam Żabkę na głowie i ruszyłam zwiedzać tereny. Wyczułam czyjś zapach więc poszłam się przywitać. Wilk stał na plaży i moczył łapy.  Odchrząknęłam.
- Kim jesteś ? - spytałam
Wilk obrócił się i odparł.
- Podróżnikiem - uśmiechnął się
- O jak super! - uśmiechnęłam się - też jestem ! znaczy się byłam, bo skończyłam z tym na jakiś czas - zaczełam mówić szybko -  O przepraszam jestem Amelia a to Bob- odparłem i szturchnęłam Boba by się przywitał. Ten otworzył powoli usta i językiem smyrnął wilka po policzku. Po czym schował język i powoli mrugnął ( jedno oko zawsze wolniej mrugało od drugiego śmiesznie to wyglądało). 
- Apollo - odparł miło 
- Co zwiedzasz powiedz, opowiadaj ile wlezie! A ta woda jest zimna czy w miarę - znów zaczęłam paplać szybko - A w ogóle jesteś z tutejszej watahy ? 

Apollo ?