wtorek, 21 listopada 2017

Od Jaskra CD Astelle

- Kocham cię - przytuliłem Astelle mocno do siebie - ale nie stawiaj mojego życia ponad swoim. Jestem żołnierzem, muszę być gotowy na śmierć każdego dnia. W każdej chwili.
Przez chwilę siedzieliśmy przytuleni na ziemi, przymykając oczy i wyciszając myśli. Potem powoli wstaliśmy, ściszonym głosem rozmawiając o wizji przyszłego, wspaniałego życia. Teraz będzie już tylko lepiej. Tego byłem niemalże pewny.
- Jaskier, naprawdę chciałabym, żeby to wszystko w ogóle się nie wydarzyło - powiedziała raz jeszcze Astelle, a w jej oczach zobaczyłem cień żalu, który jednak był już prawie niewidoczny w porównaniu do pierwszej chwili zaraz po odzyskaniu przez nią swojego "ja", pamięci i pełnej świadomości.
- Nie myśl o tym, Różyczko - stanowczo pokręciłem głową - wydarzyło się jak straszny sen, przeminęło i nigdy już nic takiego się nie stanie. W życiu nikogo z nas nie ma dwóch takich samych sytuacji, najdroższa.
- Mam nadzieję - wadera rozejrzała się po spokojnym lesie, który nas otaczał. Musiała nadal z przerażeniem wspominać poprzednie wydarzenia. Bez dwóch zdań jej przeżycia były bardziej traumatyczne niż moje, toteż chciałem sprawić, by doszła do siebie w przyjaznej, ciepłej atmosferze pełnej równowagi.
- Chodźmy - uśmiechnąłem się, biorąc ją za łapę - pewnie jesteś głodna. Upoluję jakiegoś zajączka, może dwa. A Ty odpoczniesz i odwiedzisz w końcu swoją jaskinię. nie ma to jak być znowu w domu, prawda? - zapytałem, lecz przypomniałem sobie od razu, że Astelle nie pamięta nawet, jak długo była pod działaniem okrutnych czarów swojego kuzyna. Nie czekając zatem na odpowiedź, bez zbędnych słów uścisnąłem ją jeszcze raz i pokierowałem do lasu, w stronę jaskini medycznej. Na pewno chce tam wrócić.

< Astelle? >

Od Oleandra CD Kanaa'y

Przełknąłem ślinę ze złością zaciskając powieki. Czułem się bezsilny i zagrożony. Powystrzelają nas. Powystrzelają nas jak ruchome cele. Dla rozrywki. Dla sportu. Dlaczego? Bo jesteśmy dla nich konkurencją? Zabijamy, żeby przeżyć, a nie dla zabawy, jak robią to ludzie. Natura bez człowieka poradzi sobie doskonale, jakkolwiek nie tłumaczyli by sobie tego ci legalni kłusownicy.
W tamtej chwili poczułem się, jakby ktoś wydał wyrok na całą naszą watahę. Co teraz zrobią ludzie ze wsi? Będą na nas polować, tak jak ich myśliwi? Odwrócą się od nas?
Zbyt wiele pytań kłębiło się w mojej głowie. Westchnąłem głęboko, chcąc razem z oddechem wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje i zacząć planować, myśleć racjonalnie. Trzeba coś z tym zrobić. Nie będziemy bezczynnie czekać, aż powybijają nas wszystkich.
Podszedłem do Lenka, przyglądając się jego ranie, która chyba nie krwawiła już tak bardzo. Zacząłem nawet mieć nikłe nadzieje na poprawę jego stanu, lecz i ona szybko przeszła. Toph powiedziała w końcu:
- Już koniec.
Przysiadłem obok wilka. Nikł w oczach.
- Już nic nie da się zrobić? - zapytała Kanaa smutno. Medyczka tylko pokręciła głową.
- Poczekajcie jeszcze chwilę - nagle za nami dał się słyszeć donośny głos, który, choć rzadko słyszany, właził w pamięć każdemu, kto kiedykolwiek się z nim zetknął. Ja również poznałbym wszędzie, nie zapomniałem jego brzmienia od czasów, gdy wraz z Maxem przebywaliśmy w kruczej kryjówce*...
Wszyscy jak jeden mąż odwrócili się w jego stronę. To Gerania. Położyłem uszy po sobie.
- O czym mówisz? - zapytałem.
- Lenku... obudź się - czarna wilczyca podeszła do basiora, który otworzył oczy, po raz pierwszy, odkąd go tutaj zobaczyłem.
- Co chcesz zrobić? - znów zapytałem, nie rozumiejąc, do czego zmierza sytuacja.
- Lenku, twoja historia nie miała się jeszcze skończyć - ponownie usłyszeliśmy jej ciche słowa, gdy pochylała się nad wilkiem - wiesz o tym, prawda?
Lenek słabo pokręcił głową.
- Dam ci więc te dwie perły, które będą liczyć ostatnie dni twojego życia. Musisz jeszcze załatwić jedną rzecz, Lenku - to powiedziawszy, położyła mu łapę na ramieniu i zniknęła.
Wilk nieco oszołomiony usiadł na ziemi i popatrzył na dwie białe perły, które wisiały na złotym łańcuszku. Rana w jego boku zasklepiła się nagle.
- Jak to ma niby wskazać, kiedy umrę? - odezwał się po raz pierwszy zaspanym głosem.
- Dowiemy się zapewne później - odpowiedziałem ciepło, starając się wymusić na sobie spokój.

< Kanaa? >
* Patrz: Od Oleandra CD Maxa

poniedziałek, 20 listopada 2017

Od Astelle CD Jaskra

Ocknęłam się może po jakiejś godzinie, niepokoiło mnie coś ale nie wiedziałam, co to było konkretnie. O dziwo, czułam się już znacznie lepiej ale nigdzie nie było bliskich sercu mi dwóch basiorów. Usłyszałam szmer na zewnątrz, dlatego jakoś wstałam i poczłapałam do wyjścia.
-Naprawdę, martwi mnie ta sytuacja- westchnął Nestor.
-To już nie przelewki, Oleander musi się dowiedzieć o tym- powiedział twardo Jaskier.
-Lepiej, żebyście sami mu to opowiedzieli- stwierdził Mundus. Zaraz jednak zauważył moją obecność bowiem dodał nim odfrunął- a tymczasem, chyba coś powinniście zrobić.
-Astelle! Co się stało, czemu nie śpisz?- Zapytał szybko Jaskier. 
-Coś mi nie daje spokoju i nie wiem co to jest- przyznałam szczerze. Oboje spojrzeliśmy w stronę gdzie stał Nestor ale już go tam nie było, znowu się rozpłynął w powietrzu.- Tak właściwie, co się dzieje?
-Chodźmy do środka lepiej- powiedział trochę wymijająco Jaskier gestem zapraszając do powrotu. Zapaliła mi się ostrzegawcza lampka w głowie, skoro nie chciał rozmawiać przy innych to musiało być coś poważnego. Lekko zaniepokojona podążyłam za nim. Gdy już siedzieliśmy głęboko, odezwał się.
-Pamiętasz ostatnie zdarzenia?
-Miałam oto pytać. To ten sam dzień?
-W jakim sensie?
-Uhm, naszego ślubu- poczułam jak się lekko rumienię.- Właściwie było gdzieś południe jak wracaliśmy z WWN i jak Arcun nas dopadł...- urwałam.- A teraz jakby godzina się nie zmieniła jak się zbudziłam wycieńczona.
-Czyli tak- mruknął Jaskier namyślając się. Zaraz odezwał się ciszej- wiesz, to nie jest najprzyjemniejsza historia.
-Opowiedz mi- poprosiłam czując narastający lęk. Mój ukochany westchnął ciężko.
-Arcun cię opętał, zmieniając wspomnienia. Przez kilka dni żyłaś w przekonaniu, że dołączyłaś do WSJ pod opieką tego gościa i jego grupy, jeden z nich udawał twojego partnera- ostatnią kwestię powiedział tak szybko, że nie zrozumiałam sensu od razu.- Przez to zaklęcie stałaś się... hm, jakby to ująć... groźniejsza i...
-I?- Miałam wrażenie, że serce mi wyskoczy.
-I chciałaś z nimi zaatakować nas oraz watahę- wyznał gorzko. Zamarłam.
-Z tamtejszym alfą zamierzaliśmy załatwić to ale poszło nie tak... Zamordowali go. Wściekłaś się i wywiązała się bójka, włącznie z przybyłymi innymi tamtymi wilkami. Chociaż uważałaś, że jesteśmy śmiertelnymi wrogami- tu jeszcze opisał wydarzenie, przez które tak go znienawidziłam,- to jakby ochroniłaś nas. Potem tamci uciekli ale teraz wrócili... Astelle, czemu płaczesz?- Zapytał zaniepokojony moim stanem. Zakryłam pysk łapami, czując jak znowu łzy lecą mi obficie.
-Nie wiedziałam! Ja przepraszam... Nie zasługuje...- wykrztusiłam z siebie niezrozumiałe słowa. Poczułam jak mnie obejmuje.
-Ciii, to nie twoja wina tylko tego Arcun'a- szeptał kołysząc mnie próbując uspokoić.- Wiem, że nigdy byś nikogo świadomie nie skrzywdziła, już się na tobie poznałem.
-Ale groziłam ci, prawie byłam bliska uderzenia ciebie- wyjąkałam.- A Nestora nazwałam zdrajcą!
-To wszystko przez Arcun'a, wiem, że nie zrobiłabyś takiego kogo kochasz- dodał głaszcząc mnie po głowie.
-Ale... Nawet mimo tych okropieństw nie żałuje- wyznałam cicho.- Wiesz dlaczego? Bo gdybym się dobrowolnie nie poddała, zrobiliby coś tobie a tego nie wybaczyłabym sobie.

< Kochanie? >

Od Jaskra CD Astelle

- Ma się rozumieć - Nestor odwrócił się z uśmiechem, siadając w wejściu do niewielkiej jaskini, gdzie się teraz znajdowaliśmy. Ja również uśmiechnąłem się lekko, równocześnie kładąc się na ziemi niedaleko Astelle. Wadera przymknęła oczy, tym razem westchnąwszy ze spokojem, jak po długich, szokujących i męczących przeżyciach. Nie dziwiłem się zresztą temu. Nie wiadomo, co tam przeżyła i czy w ogóle mogła spać. chciałem, aby wypoczęła jak najbardziej, tak, na ile pozwalały warunki, w jakich się znajdowaliśmy. Mi również zaczęły zamykać się oczy. Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, czy pozwolić sobie na sen, lecz po wymianie porozumiewawczych spojrzeń z Nestorem, który jakby czytając mi w myślach odwrócił się i popatrzył na mnie, zdecydowałem przespać się również. Potem się zamienimy i ja trochę popilnuję. A gdy Astelle obudzi się, wszyscy wrócimy do domu.
Obudziłem się po nie więcej, niż pół godziny. Wilczyca rozłożyła się, leżąc teraz na całym boku, jakby wyraźnie jej poczucie bezpieczeństwa powróciło. Z rozczuleniem i uczuciem ulgi popatrzyłem na nią. W końcu razem. Cicho wyszedłem z groty.
- Nestor? - zacząłem, podchodząc do wilka, który nadal siedział przy wyjściu - teraz ja. Prześpij się trochę. To było męczące przeżycie.
- Spokojnie, mogę tu jeszcze posiedzieć... - odpowiedział basior.
- Nie, nie przemęczaj się bez potrzeby - pokręciłem głową, gdy moje słowa przerwał trzepot skrzydeł lądującego w pobliżu, dużego ptaka. Mundus bez słowa osiadł na ziemi i przeszedł obok mnie. Popatrzyłem na niego uważnie.
- Mundurek, co się stało? - zapytałem. Ten odwrócił głowę w naszą stronę i zmrużył oczy, przez pewien czas nic nie mówiąc. W końcu odrzekł cicho:
- Byłem na terenach Watahy Szarych Jabłoni. Kanjiel - powoli spuścił oczy, wbijając wzrok w ziemię - porzucili jego ciało w górach, a Arcun i cała ta banda wrócili na swoje tereny i wykańczają wszystkich, którzy się im sprzeciwiają.
Położyłem uszy po sobie. Nie brzmiało to zbyt urzekająco. Obawiałem się, że po śmierci alfy w WSJ zapanuje chaos. Najwyraźniej miałem rację. Będzie coraz gorzej.
Westchnąłem. Mundus słysząc to, nie mówiąc nic więcej położył się pod ścianą jaskini, patrząc w dal z nieopisanym żalem w oczach. Nestor natomiast wszedł do jaskini, gdzie spała jeszcze Astelle. usiadłem na straży, starając się chociaż przez chwilę nie myśleć o wszystkich tych strasznych wydarzeniach.

< Astelle? >

Od Kanaa'y CD Oleandra

- Właściwie... - zaczął Oleander - To co tu się stało? Kto mu to zrobił?
- Człowiek - odpowiedziała ponuro Toph - Lenek został postrzelony przez jakiegoś myśliwego. Byliśmy niedaleko i usłyszeliśmy strzały, więc część z nas przybiegła. Myśliwy polował sam, więc pewnie dlatego uciekł. Bał się, że go wszyscy zaatakujemy.
- Myśliwy? Raczej kłusownik! - powiedział zdenerwowany Oleander - Przecież jest zabronione polować na wilki...
- Teraz już nie - powiedział ktoś
Rozejrzałam się w poszukiwaniu tejże osoby. Po chwili usłyszałam szelest liści. Z niskiego, pobliskiego drzewa zwinnie zeskoczyła kotka.
- Ami? - Oleander spojrzał na kocicę - O czym ty mówisz?
- Słyszałam jak mówili o tym ludzie na wsi - zaczęła poważnie - Ich zdaniem liczebność wilków niepokojąco wzrasta i tym samym maleje liczba zwierzyny łownej. Myśliwi dostali zezwolenie na odstrzał wilków na tym terenie. Przybyłam tu najszybciej jak mogłam, by was o tym powiadomić. Macie poważny problem.
Nastąpiło milczenie. Z niepokojem wpatrywałam się w kotkę. Nienawidziłam ludzi. Przez nich odeszła moja matka i mój ojciec. Teraz przez nich umiera Lenek. Ilu jeszcze straci życie?
- Pokonaliśmy tego ptaka... i teraz zamiast się cieszyć ze zwycięstwa, musimy się martwić kolejnym problemem... - powiedział Oleander jakby sam do siebie
Przyjrzałam się basiorowi. Wyglądał on tak jakby ulotniła się z niego jego cała nadzieja i wiara w lepsze jutro.
Miałam nadzieję, że wszystko nareszcie będzie już dobrze, tymczasem jest coraz gorzej...

< Oleander? >

niedziela, 19 listopada 2017

Od Astelle CD Jaskra

Patrzyłam z daleka na wilki z WSJ, które podniosły lament po utracie swojego przewodnika. Nie byłam tam z nimi, stałam na uboczu, bardzo dalekim uboczu. Dlaczego? Jeden z nich podszedł do mnie cedząc jasno oznaczające zdanie:
-Ty tu nie należysz.
Jak nie należę jak należę? Co on opowiadał? Dyrdymały jakieś. Przecież od początku tu byłam, dołączyłam przecież. Nie zrozumiem co niektórych...
Spory szmat czasu spędziłam krążąc po terenach ale gdy byłam zbyt pochłonięta myślami, musiałam się zatrzymać. Dotarło do mnie, że łapy same mnie zaprowadziły na pogranicze WSJ z WSC. Przez głowę przemknęło mi znowu to określenie "Różyczka". Dlaczego to tak lubiło wracać niczym bumerang?
Cichy szmer dobiegający zza tamtejszych krzaków. Nim zdążyłam sprawdzić, wyskoczył z nich Nestor ze zbolałym wyrazem na pysku.
-Wybacz siostro- po czym dostrzegłam szybki ruch jego łapy. Zapadła ciemność.
.
.
.
.
.
.
-Nie wierzę, że to zrobiłeś- stwierdził zaskoczony głosem, ten niebieski ptak.
-Nawet nie wiesz jak mi z tym trudno- westchnął Nestor.
-Ale nic jej nie zrobiłeś?- niech to, jeszcze Jaskier. Jego głos był najbliżej z całej tej trójki.
-Jaskrze, za kogo mnie masz, za naszego kuzyna? Nie, tylko ją oszołomiłem, guza nawet nie powinna mieć- odparł urażony ten drugi.- Zanim się zbudzi, wyjaśnię jej stan. Miałem okazję kilka razy zobaczyć działanie zaklęć Arcun'a.
-A więc?- Zapytali się chórem.
-Jakby to wyjaśnić... O, mam- dodał po dłuższej chwili.- Wyobraźcie sobie truskawkę. Po zerwaniu można ją dobrze wykorzystać, nie? Ale jeśli wrzuci się słodka truskawkę do zgniłych, stanie się jedną z nich.
-... Porównałeś ją do truskawki?- Zapytał nie dowierzając ciemny. Plask, jakby ktoś sobie przejechał łapą po pysku.
-Tak, bo lubi je- odparł Nestor by zaraz ponowić mowę.- Ale rozumiecie ten przykład nie? Dobrze. To mając ten obraz mogę dalej tłumaczyć. Arcun włada magią, jego specjalnością są umysłowe moce. I tak właśnie zmienił wspomnienia Astelle, dowodem na to zaklęcie jest ten bandaż na niej oraz jego wzory. Po obserwacjach jej zachowania, sądzę, że wszystko zmienił z dołączeniem do watahy i tak jej charakter uległ zmianie. Ona myśli, że od początku była w WSJ i tak mamy efekt zgniłej truskawki... Mundus, gdzie lecisz?
-Musze coś sprawdzić.
-... To jak możemy jej pomóc?- Zapytał się wkrótce Jaskier siadając gdzieś blisko mnie.
-Jedynym znanym mi sposobem jest zrobienie jej czegoś, czego jeszcze nie doświadczyła. Myślę, że to twoja rola. W końcu jesteście...- nie dokończył bo wydałam z siebie cichy śmiech. Otworzyłam oczy zmieniając pozycje z leżącej w siedzącą. Patrzyłam na nich z przekąsem zmieszanym z czujnością.
-Zdradziecki bracie, co ty znowu opowiadasz? Czyś całkiem postradał rozum?
-Jedyny kto tego doświadczył to Arcun.
-Jak uważasz- mruknęłam.- Więc, co zrobiliście z nimi?
-Częściowo zostali przegonieni- wyznał. Nie odpowiedziałam nic przez dłuższą chwilę.- Co z Arcun'em i Canto?
-Kto wie. Czemu się tym interesujesz?- Zmierzyłam go wzrokiem.
-Z tego co pamiętam to mój kuzyn a drugi to partner.
-Jaskier, wymyśliłeś już coś?- Nagle zwrócił się do drugiego basiora. Spojrzałam na niego lodowato, on jakby miał jakiś plan.
-Chyba tak... Co mam konkretnie zrobić?- Zaczęli rozmawiać tak, jakby mnie z nimi nie było. Zagotowało się we mnie, nie cierpiałam być ignorowana.
-Zrób co musisz jak tylko ściągnę bandaż z niej. Jeśli podziała, czarne coś z jej żył powinno zniknąć i zmienić się w dym.
Nie byłam w stanie się ruszyć, zdrajca szybkim ruchem znalazł się nagle za mną i gwałtownym ruchem przeciął bandaż mi na plecach. Czułam otumanienie kiedy materiał opadł na ziemię. Wolno przeniosłam wzrok na drugiego, nagle znalazł się strasznie blisko. W jego oczach o dziwo, tym razem czaiła się tęsknota. Delikatnie złapał mój podbródek.
-Proszę, wróć do mnie- szepnął i nachylił się.
Pocałował mnie. Po trzech sekundach poczułam jakby ktoś mi z pełnej siły przyłożył w tył głowy, która sama bezwładnie opadła na jego ramię. Znowu zapadła ciemność.
.
.
.
.
-J-Jaskier...?- Szepnęłam cicho pytanie czując się wypompowana z sił.-Co... co się stało?... Kochanie?
Poczułam dziwny swąd dymu, gdzieś pod sobą. Czemu on nagle zaczął szaleć z radości?
-Udało się, udało!- Krzyczał. 
-Na twoim miejscu uważałbym na swoją wybrankę, która jest wyczerpana- powiedział ciepło brat.
-Braciszku?- Nie mogłam już dłużej trzymać wpół otwartych oczu, tak bardzo chciałam spać.
-Spokojnie kochana, powinnaś odpocząć.
-...Dobrze... Czy możecie... zostać ze mną?

< Jaskier? >

Od Jaskra CD Astelle

Cofnąłem się o krok, widząc, jak coś nagle materializuje mi się kilka centymetrów przed oczyma. Mundus skoczył w moją stronę, gwałtownie odpychając mnie skrzydłem od tego zjawiska. W ostatniej chwili, bo przede mną nagle powstało coś, co można by nazwać tarczą.
- Żyjesz? - usłyszałem głos towarzysza. Jak w transie pokiwałem głową. Jeszcze raz spojrzałem na "barierę" przed nami. Po drugiej stronie zobaczyłem wilki z WSJ.
Nagle to coś zniknęło. Rozejrzałem się szybko, nie widząc w tłumie otaczającym mnie Nestora ani Mundusa. Byli niedaleko. Basior dawał mi znaki, bym biegł za nim.
Sam nie jestem pewien, jak, lecz po chwili wszyscy trzej znaleźliśmy się na granicy lasu. Nie tylko my trzej, oprócz nas byli tam również Arcun i jego wilki. Ich również gonili rozgoryczeni członkowie ich watahy. Nie było czasu na zastanowienia. Pędziliśmy wszyscy przez las, zbliżając się do... terenów WSC. Dobra, nieważne. Niech lecą z nami. Skręciłem tylko lekko na południe, byśmy wszyscy w razie czego znaleźli się na terenach Watahy Wielkich Nadziei, już ja się tam z nimi policzę. A potem wrócę po Astelle. Wrócę i powędrujemy z powrotem do domu. I rozpoczniemy nowe życie, którego nie mieliśmy okazji posmakować. I będziemy żyć, będziemy szczęśliwie...
Nagle coś złapało mnie w biegu za tylną nogę, po czym szarpnęło i zatrzymało. Nogi poplątały mi się i wylądowałem na ziemi. Obejrzałem się, wstając. To nikt inny, jak Arcun. Jego kompani dobiegli po chwili i również stanęli przede mną.
- Ty - zawarczał wilk groźnie, marszcząc brwi - to przez ciebie.
- Przeze mnie? - zrobiłem wolno krok w jego stronę - zagryźliście alfę swojej watahy. Jak obcego! Jak psa!
- Chcesz wiedzieć, kto będzie następny? - Arcun odsłonił kły.
Wtem poczułem, jak coś chwyta mnie za kark. Odwróciłem się błyskawicznie i ugryzłem. Jak się okazało, był to jeden z tej mafii. Zaskomlał, gdy moje kły przebiły mu skórę na pysku i odsunął się. Kątem oka zobaczyłem w oddali Nestora i Mundusa.
- Nie mamy teraz na ciebie czasu - basior tymczasem mruknął groźnie - porozmawiamy później. Teraz mamy ważniejsze rzeczy na głowie - to powiedziawszy popatrzył w kierunku, z którego przybiegliśmy - musimy odzyskać to, co straciliśmy.
- Co straciliśmy? - zapytał ten niski wilk, który kręcił się przy Arcun'ie.
- Władzę, Nerto - zaśmiał się wilk, po czym zawrócił, bez słowa kierując się na tereny WSJ.

< Astelle? >