wtorek, 31 stycznia 2017

Od Jaskra CD Amber

Westchnąłem głęboko. W takie dni czuję się trochę lepiej. To dobrze, że jest ktoś, komu mogę o tym powiedzieć. Odkąd nie mieszkam na stałe w jaskini rodziców, nikt nie zaproponował mi tego.
Skoczyłem na lód. Starając się stanąć prosto na rozjeżdżających się łapach, bez słowa przeszedłem na drugą stronę jeziora, gdzie stała Amber. Wadera cały czas wyczekiwała mojej odpowiedzi. W końcu, gdy stanąłem obok niej, powiedziałem cicho:
- Ostatnio źle się czuję. Nie jestem chory, ani nic mnie nie boli, ale czuję, że coś niedobrego się ze mną dzieje.
- Co się dzieje? - zapytała Amber, mrużąc oczy - masz jakiś kłopot?
- Chyba nie... - odrzekłem bez jakiegokolwiek przekonania - na razie. Tylko niedługo mój ojciec... - przerwałem, przypomniawszy sobie, że Amber nie wie, kim jest mój ojciec. W sumie nie wiem, z jakiego powodu zatajam to przed wszystkimi, przed którymi mogę, jednak z tą anonimowością czuję się bezpieczniej. Nikt mnie z nim nie kojarzy, a wydaje się to przydatne zwłaszcza wtedy, gdy przypominam sobie, co cała WSC musiała przejść przez niego.
Spuściłem głowę i zacisnąłem powieki.
- Nie przejmuj się tym - usłyszałem obok siebie cichy i przyjazny głos - na pewno wszystko się ułoży, a jeśli nie masz żadnych poważnych zmartwień, to nie ma co przytłaczać się wszystkim na około. To minie, każdemu czasem jet smutno.
- Masz rację - westchnąłem - tyle, że to nie jest tylko smutek, ale i jakieś wewnętrzne przerażenie.
Popatrzyłem w górę, na białe niebo i na słońce, które przed chwilą na całym sklepieniu niebieskim rozmyły chmury.
- Z resztą, to nie ważne. Nie przyszliśmy tu rozmawiać o moich fobiach. Lód jest tak cudownie zamarznięty, że nawet stado łosi mogłoby na niego bezpiecznie wgalopować.
Uśmiechnąłem się i zatoczyłem na jeziorze w miarę zgrabne koło, odkrywając grubą taflę lodu ukrytą uprzednio cieniutką warstwą śniegu.

< Amber? >

Od Oleandra CD Apara

Ze wszystkich stron obstępowały mnie kolejne gadziny, gryzłem i szarpałem wszystko, co popadnie naokoło. Było ich stanowczo za dużo. Już czułem na sobie kilka dosyć głębokich zadrapań, a, co najgorsze, powoli traciłem siły do walki z kimkolwiek. Nie mówiąc już o czterech czy pięciu wielkich gadach. Niech będzie przeklęty ten cały Toru i jego jaszczury, które właśnie rujnują nam życie.
Dyszałem ciężko. Już zastanawiałem się, czy nie przerwać walki i wczołgać się niezauważenie pod jakieś krzaki, choć na chwilę, by zebrać siły. W tej chwili nie miałem już żadnych szans.
Nagle, usłyszałem zaciekłe warczenia Manti, która skoczyła na jedno z atakujących mnie stworzeń. Obejrzałem się za siebie. Był tam również Apar. Szarpał za kark innego jaszczura, nie pozwalając mu wstać z ziemi. Ze zdwojoną siłą skoczyłem na jednego z dwóch gadów nadal mnie atakujących, po kilku sekundach przewracając go na ziemię. Walczyliśmy przez dłuższą chwilę.
Potem wszystko stało się bardzo szybko. Wśród nas pojawił się ktoś jeszcze, Był to Toru.

Zakołowało mi się w głowie. Gdy tylko go zobaczyłem, okazało się, że jednak nie jestem w stanie walczyć dalej. Jakaś siła ciągnęła mnie w dół, do samej ziemi. Łapy ugięły się pode mną i upadłem. Nie wiem, co działo się dalej, jednak od tamtej pory byłem skłonny uwierzyć, że Toru używa jakichś dziwnych mocy do obezwładnienia nas.
Obudziłem się w jakimś dziwnym miejscu. Widać, leżałem tam przez dłuższy czas, bo śnieg już trochę przysypał moją sierść. Otworzyłem tylko oczy i podniosłem głowę, zanim przebudziłem się naprawdę. Dopiero po chwili zaczęło dochodzić do mnie przejmujące zimno i ból wynikający ze skaleczeń oraz, zapewne, długiego leżenia w niewygodnej pozycji.
- Max...? - mruknąłem, widząc leżącego nieopodal przyjaciela. Ten westchnął głęboko i otworzył oczy.

< Max? >

Od Amber CD Jaskra

Jaskier odszedł, a ja ruszyłam do najdalszej części jaskini. Do miejsca, do którego nie docierało już nawet blade światło księżyca. Zwinęłam się w kłębek i pogrążyłam w głębokim śnie. Tej nocy śniła mi się mama, śpiewająca dobrze znaną mi kołysankę.Obudziłam się wypoczęta i pełna energii. Wybiegłam przed jaskinie i rozejrzałam się. Nigdzie nie było Jaskra. Usiadłam, pomimo iż nie miałam na to zbyt wielkiej ochoty. Przez chwilę w głowie pojawiła się myśl mówiąca mi abym poszła go obudzić jednak szybko zniknęła. Nie miałam pojęcia gdzie szukać Jaskra więc zmuszona byłam czekać. Minuty jednak mijały a ja wręcz nie mogłam wytrzymać. Wstałam i zaczęłam robić kółka przed wejściem do jaskini. Nie przeszkadzało mi, że muszę czekać. Nie podobało mi się jednak to, że nie bardzo mogę z tym cokolwiek zrobić.
- Widzę, że już wstałaś. - Usłyszałam nagle za sobą znany mi już głos.
- Jaskier! - Zawołałam z zadowoleniem. - Nie wiesz nawet jak długo czekałam.
- To, na co chcesz polować? - Zapytał wilk.
Uśmiechnęłam się niewinnie. Nie do końca jeszcze znałam wszystkie rodzaje zamieszkującej te tereny zwierzyny.
- Może jakieś jelenie? - Zaproponowałam niepewnie.
- Jelenie. - Westchnął samiec. - W porządku, chodźmy.
Zamachałam ogonem i potruchtałam za basiorem. Jak się jednak okazało już po chwili przyśpieszyliśmy. Dzięki temu znaleźliśmy się na miejscu znacznie szybciej. Na polance dało się zauważyć niewielkie stadko łani. Dwie z nich były z dziećmi, były także dwie bez dzieci. Towarzyszyła im też trójka wyraźnie starszych. Przywarłam brzuchem do ziemi. Czułam jak śnieg zaczyna się pode mną topić jednocześnie zwilżając moje futro. Nie przejmowałam się tym jednak za bardzo, zawsze mogłam je wysuszyć. W końcu jedna z naszych potencjalnych ofiar nieco się oddaliła. Wyskoczyłam z ukrycia zmuszając tym samym stado do rozbiegnięcia się i zostawienia naszej zdobyczy samej. Nie byłam nawet do końca kiedy pojawił się Jaskier jednak jego przybycie bardzo mi pomogło. Z początku łania trochę się szarpała jednak już po chwili padła na ziemię martwa. Natychmiast zabrałam się za jedzenie. Wzięłam kilka kęsów i zauważyłam, że Jaskier niespecjalnie garnie się do jedzenia.
- Coś nie tak? - Zapytałam przekrzywiając lekko głowę.
- Nie, wszystko w porządku. - Odparł i zaczął jeść.
Nie skomentowałam tego w żaden sposób. Nie czułam takiej potrzeby. Moją uwagę zwróciło jednak to, że pomimo iż wilk zaczął jeść nie robił tego zbyt chętnie. Miałam wrażenie, że myślami jest zupełnie gdzieś indziej. Szybko więc skończyłam jedzenie i zerwałam się na równe łapy.
- Idziemy się ślizgać! - Zakomenderowałam. 
- Teraz? - Zapytał wyraźnie zdziwiony moim zachowaniem Jaskier.
- Tak, jezioro jest zamarznięte więc możemy się tam poślizgać. - Stwierdziłam.
Samiec nie wyglądał na zbyt szczęśliwego jednak bez słowa zgodził się na moją propozycję. Nim dotarliśmy nad jezioro minęło już trochę czasu. Spoglądając na słońce można było stwierdzić, że mogło być koło południa. Skoczyłam na lód i w mgnieniu oka znalazłam się po drugiej stronie jeziora. Spojrzałam na Jaskra, który wpatrywał się w płaską taflę lodu.
- Jaskier... - Zaczęłam niepewnie. - czy ty nie chcesz się ze mną bawić?
- No coś ty, przecież wilk nie może się bawić samotnie.
Położyłam uszy po sobie. Zdałam sobie sprawę, że nie był to pierwszy raz gdy używał tych słów. Byłam tu nowa, nie zmieniało to jednak faktu, że nie lubiłam gdy ktoś w moim otoczeniu źle się czuł.
- Jeśli coś jest nie tak możesz mi powiedzieć. Może i nie pomogę, ale mogę wysłuchać.

< Jaskier? >

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Od Jaskra CD Amber

- Pewnie... - lekko schyliłem głowę, wbijając wzrok w ziemię - czemu nie. Samotny wilk nigdy nie jest zupełnie bezpieczny... prawda?
Uśmiechnąłem się lekko, przez chwilę patrząc jeszcze na Amber. W końcu odwróciłem się i odszedłem.
W zasadzie nie wiem, czy jaskinia, w której zamieszkała Amber rzeczywiście była mi po drodze. Nie mieszkałem, tak jak dosyć wielu członków naszej watahy, w jednej, konkretnej jaskini, ale miałem ich kilka. Ciemne, małe, zaciszne, tylko moje. Jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy to razem z Oleandrem i Alekei'em przemierzaliśmy wzdłuż i wszerz calusieńkie terytorium WSC, trwając w przekonaniu, że "bezpieczniej będzie pójść we troje". I właśnie to ciągnie się za mną do dziś, choć nie boję się samotności. Tu znów wtrącę kilka słów o obie, mniej lub bardziej potrzebnych, i pozwolę sobie na zamknięcie oczu i wywołanie jednego, krótkiego wspomnienia. Od zawsze moim najlepszym przyjacielem wśród wilków był Oleander. Alekei, jego brat, będąc jeszcze szczeniakiem trzymał się na uboczu. W zasadzie wydaje mi się, że nie był do końca taki, jak inne wilki*. Podczas gdy Oleander i ja biegaliśmy po lesie i szukaliśmy przygód, on snuł się jak cień za nami, albo znikał w lesie. A gdy upolowaliśmy jakieś drobne zwierzę, albo walczyliśmy na niby, właśnie on wydawał się być najbardziej okrutny. Nigdy nie wahał się zabić myszy, którą wyciągnęliśmy z nory, ani z przyjemnością zagryźć wróbla ze złamanym skrzydłem. Nikt, nawet Oleander nie wiedział, dlaczego tak jest. Ani jego rodzice - Eclipse i Beryl, ani brat, nigdy nie byli okrutni.
Jaskinia, w której dziś wieczorem postanowiłem się zaszyć, była jedną z naszych dziecięcych kryjówek. Od zniknięcia Alekei'a, chyba nikt oprócz mnie o niej nie pamiętał.
Nie było mi łatwo zasnąć. Na wspomnienie zaginionego przyjaciela, a później miesięcy kompletnej beztroski, która minęła wraz z momentem, gdy stałem się dorosły, dręczyły mnie jeszcze długo. Beztroski i szczęścia, nad którymi jednak zawsze przesuwały się ciemne chmury. Obniżały się coraz bardziej, z każdym tygodniem były coraz ciemniejsze, czekając na dzień, w którym spadnie deszcz. Jakiś czas temu zdałem sobie z tego sprawę. Zbliżało się nieuchronnie, chociaż nie byłem pewny, kiedy nastąpi. Co noc przed oczyma stawało mi coraz więcej lęków i myśli, którym nie potrafiłem stawić czoła. Z każdym dniem stawałem się coraz bardziej zamknięty w sobie.

< Amber? >
Patrz: druga połowa opowiadania: Od Eclipse CD Beryla

Od Apara CD Manti

Manti zaczęła mi pomagać w walce z trzema jaszczurami. Jeden z nich uciekł, zostały tylko dwa. Jednego śmiertelnie ugryzłem w kark, a drugiego ogłuszyła Manti. Moją uwagę przykuł Oleander, który walczył aż z czterema gadami naraz. 
- I co teraz ? - spytała Manti
- Oleander... musimy mu pomóc - wydyszałem
Natychmiast pobiegliśmy do niego i zaczęliśmy mu pomagać. Zastanawiałem się, kiedy ta bitwa się skończy ? Czy będą jakieś straty i... jakie ? A co jeśli coś się stanie Manti ? Zauważyłem że ktoś się do nas zbliża, dopiero teraz do mnie dotarło kto to był... Był to Toru...

< Oleander ? > Przepraszam że takie krótkie...

Od Manti CD Maxa

Walczyłam zajadle z jednym z gadów. Przewaliłam go na plecy. Nagle poczułam że ktoś za mną jest. Odwróciłam się i ujżałam innego gada, który próbował zajść mnie od tyłu. Przednimi łapami przytrzymywałam innego, więc przywaliłam drugiemu skrzydłami, po czym zajęłam się pierwszym jaszczurem. Już miałam zadać mu ostateczny cios, gdy nagle zostałam powalona przez jeszcze innego. Leżałam nie mając już jakichkolwiek sił. Zamknęłam powieki. Lecz zaraz, coś tu się nie zgadza. Przecież by mnie już zabili, uchyliłam powieki i ujrzałam Apara walczącego z trzema gadami naraz. Był ranny. Natychmiast wstałam by mu pomóc.

< Apar ? >

Od Maxa CD Oleandra

Otrzepałem się z śniegu, usłyszałem że ktoś się zbliża. Nadstawiłem uszu. Zobaczyłem że coś powoli wychodzi z tuneli, nie widziałem co to było, gdyż było już dość ciemno. Trząsłem się, nie wiem czy ze strachu czy też z zimna. Obstawiałem że te stworzenie to jedna z tych jaszczur i nie myliłem się. Za nią szły kolejne, lecz najdziwniejsze w nich było to że od nich leciało przyjemne ciepło, na tyle duże że śnieg topił im się natychmiastowo pod stopami. Zapewne to Toru jakoś je zaczarował, co zmniejsza nasze szanse na wygranie. Nadal słychać było że nadchodzą kolejne gady, a te które już tu były, rozglądały się podejrzliwie. Jedna z jaszczur wpatrywała się przenikliwie w krzaki za którymi byłem ukryty. Modliłem się w duchu by mnie nie zobaczyła, na szczęście po chwili odwróciła wzrok. Czekałem na sygnał. Bałem się w ogóle poruszyć, gdyż mogliby mnie usłyszeć.
- Już ! - usłyszałem jakby z oddali
Wyskoczyłem z krzaków na najbliższego gada, przewalając go na plecy, lecz ten ugryzł mnie w łapę i zrzucił z siebie. Warczałem i jeżyłem sierść na karku, jaszczur próbował na mnie skoczyć, lecz wyprzedziłem go i ugryzłem go w kark. Poczułem w szczękach smak krwi. 

< Manti ? >