piątek, 5 grudnia 2014

Od Beryla CD Eclipse

Mundus patrzył na nas drwiąco. Wiedział, że nic mu nie grozi. Uśmiechałem się do siebie na myśl, że się mylił.
- Co tak stoisz, Berylku? - rozłożył skrzydła, jakby bezradnie i dodał z zadowoleniem - boisz się, czy masz jakiś nowy, "niezawodny plan"?
Spojrzałem na Eclipse a ona na mnie. Czyżby Mundus słyszał, co mówimy? Ach, nie... nie słyszał - westchnąłem z ulgą. Nie mógł słyszeć. Powiedział to tylko po to, by nas zdenerwować.
- Poczekamy, zobaczymy - uśmiechnąłem się i powiedziałem, starając się ukryć zdenerwowanie.
- Poczekamy? - Mundek uśmiechnął się również, schylił się i spojrzał na mnie "spode łba" - otóż nie, mój drogi: nie poczekamy! Axlu...
Z zewnątrz do jaskini wskoczył ten sam, ciemny, wielki wilk, który niecałą godzinę wcześniej przybył z Mundusem w charakterze posła i okazał się przyszłym przywódcą Watahy Wielkich Nadziei.
- Możemy zaczynać - Mundus kiwnął głową.
Wilczur zawarczał głośno. Z ciemności szybko wyłoniło się mnóstwo szarych i czarnych wilków. Zaczęła się walka. Nie trwała ona długo. Wilków wciąż przybywało. Nie mieliśmy z nimi żadnych szans...

********* Ciemność widzę... *********

Obudziłem się w jakiejś dusznej ciemnicy. Dojrzałem Eclipse, Andreia i wszystkich, zgromadzonych uprzednio w jaskini wojskowej na naradzie.
- Eclipse... - zacząłem szarpać waderę w panice.
- Och... już się obudziłeś? - zapytała wadera.
- Tak... Eclipse! Co my tu robimy?! Gdzie jesteśmy?
- Nie wiem... wszyscy oprócz nas i Andreia jeszcze śpią.
- Ubiję gadzinę, gdy tylko wejdzie mi w drogę! - usłyszałem głos Andreia - prąd, czy nie prąd, ubiję!
- Nie śpiesz się z tym - odpowiedziałem ze zrezygnowaniem - jak narazie, nikt nie raczył nam wyjaśnić, o co chodzi.
Ktoś cicho wszedł do jaskini.
- Witaj, Berylu - usłyszałem głos Mundusa.
- To ty... - Andrei zawarczał groźnie i rzucił się w stronę ptaka. Ten, nawet się nie poruszył. Stał uśmiechnięty, jakby usatysfakcjonowany.
Andrei już prawie zetknął się z Mundusem, gdy nagle, tuż przed Mundkiem coś skoczyło wprost na Andereia i obezwładniło go. Był to szary, nieznany wilk. Dwa inne, wyłoniły się z ciemności.
- Oddaję ci ich - ziewnął czarny wilk - przywódca - możesz z nimi zrobić, co zechcesz. Nie będą mi potrzebni.
Wilki wyszły z jaskini a Mundus spoglądał to na mnie, to na Eclipse z wyższością. Najuważniej przyglądał się Andreiowi. Ten, leżąc na ziemi, z bezsilną nienawiścią wpatrywał się w ptaka.
Mundus okazał jednak więcej życzliwości, niż przypuszczaliśmy.

< Eclipse? >

Od Eclipse CD Beryla

Rozmyślałam nad tym wszystkim. Słyszałam tylko warkot moich towarzyszy i cichy śmiech Mundusa.
- No, dalej dalej wilczki. Kto pierwszy? - Śmiał się szyderczo
- Nie musimy walczyć wręcz, ale możemy na odległość - Powiedział ktoś
Po tym usłyszałam pomruki i hałas. Ktoś chyba użył swoich mocy. Rozejrzałam się wokół. Usiadłem, wzdychnęłam głęboko i zamknęłam oczy mając nadzieję, że znajdę jakieś racjonalne wytłumaczenie na to. Weszłam do moich najskrytszych myśli jednak niczego nie wynalazłam. Po chwili upadłam na ziemię. Otworzyłam oczy i nerwowo rozejrzałam się wokół. Jak się okazało jakiś wilk leżał na mnie. Pewnie podbiegł do Mundusa i został kopnięty prądem.
- Och - Podniosłam się - No tak prąd - Powiedziałam uradowanie.
Zaczęłam nerwowo rozglądać się wypatrując przy tym Beryla.
- Berylu, Berylu - Krzyczałam
W końcu usłyszałam jego głos.
- Eclipse o co chodzi?
- Chodź do mnie
Po kilku sekundach był przy mnie Beryl mówiąc
- O co chodzi Eclipse? Jeżeli to nic poważnego to może zaczekać
- Ależ Berylu, Mundus jest naelektryzowany
- No to już wiem, ale coś jeszcze?
- Przecież Berylu elektryczność a elektryczność to prąd, a to natomias jest energia
- Eclipse, do czego ty zmierzasz?
- Każda energia kiedyś się kończy
- Co?
- Trzeba zmęczyć Mundusa bo wtedy...
- Kiedy go zmęczymy nie będzie naelektryzowany
- Dokładnie
- Eclipse ty, ty jesteś genialna - Uśmiechnął się do mnie. Odwrócił się do wilków krzycząc - Zmęczcie go. Nie atakujcie lecz zmęczcie
Szturchnęłam go mówiąc
- To co idziemy go załatwić? - Powiedziałam uradowana
- Jasne
Zaczęliśmy biec w stronę Mundusa. Zatrzymaliśmy się przed nim. Na szczęście nie słyszał naszego planu. Natomiast nadal z nas drwił. W tedy Mundus powiedział:
- ...
< Beryl? >

środa, 3 grudnia 2014

Od Berya CD Jenny

Mundus wszedł do jaskini, jakby nigdy nic. Popatrzył się na Jenny, na Murkę, na mnie, na Andreia, spojrzenie Mroka łaskawie zignorował.
- Co on tu robi? - zapytał cicho Murki.
- On... - wadera nadal  zszokowana, odpowiedziała - on będzie szukał zabójcy...
- Aha - Mundusa widocznie rozbawił ten fakt. Dodał więc spokojnie i z uśmiechem - następny?
- Nie następny, ale pierwszy, który podchodzi do tego poważnie! - Mrok bezemocjonalnie rozejrzał się po jaskini.
- Ach, proszę bardzo, proszę bardzo! - Mundus z cieniem zaangażowania w głosie pokiwał głową - niech sobie szuka!
- Z tym, że pan Mrok zostanie u nas dłużej - zmieszała się Murka
- Do kiedy? - Mundus popatrzył na Mroka prawie niewidoczną kpiną.
- Do wyjaśnienia! - stnowczo wyrzekł Andrei.
- Ach tak - uśmiechnął się Mundek pewnie, skłoniwszy się lekko - ale jeżeli ON się wprowadza, to JA się wyprowadzam.
- Jesteś potrzebny!... - zaczęła gwałtownie Murka, jednak posłałem jej ostrzegawcze spojrzenie.
- A wiem, wiem - uśmiechnął się szerzej (i bardzo podejrzanie) błękitek - dlatego mnie tu nie będzie.

< Jenny? >

Od Jenny CD Beryla

Mrok przez chwilę milczał, po czym rzekł:
- Cóż, nie mam nic do roboty, więc pomogę wam. Ale, pan Beryl będzie musiał się łaskawie wyłączyć. - Beryl już miał warknąć, ale przypomniał sobie, że przecież ma się nie odzywać. 
- Wspaniale! Chodź! - Ponagliłam go. W tej chwili, usłyszałam szczekanie. Prze łąki biegł szaro - biały kształt. Po chwili, kształt przerodził się w psa husky, który biegł w naszym kierunku. Niestety, zaczął hamować zbyt późno, i wpadł na Beryla.
- Szasta! - Odezwał się Mrok - Oszczędź sobie utraty resztek godności!
- Sorry. - Pies zmusił się do uśmiechu. Co prawda, nie wiedziałam do kogo był skierowany, ale odwzajemniłam go.
- Co to za pies? - Zapytał Beryl, otrzepując się z kurzu.
- To Szasta. Mój pomocnik.
Tak temat psa został zamknięty. Swoim spojrzeniem, Mrok pokazał, że nie chce o nim rozmawiać. 
- Ruszamy? - Zapytał, ale to pytanie brzmiało bardziej jak stwierdzenie.
------------------------------------------------------------------------------
Po przybyciu na peron, Mrok dokładnie rozejrzał się i powiedział do siebie, po cichu, ale słyszałam:
- Ach... W jakiej dziurze przyszło mi pracować....!
Na terenach watahy, zapytał:
- Gdzie Niebieska papuga?
- Pewnie u Murki. - Odparł Beryl.
- Idziemy. - Zakomenderował i poszliśmy. 
Gdy Mrok stanął w progu, Andrei popatrzył na niego tak, jak się patrzy na obcego. Po chwili warknął.
- Spokojnie, piesku. - Uśmiechnął się uszczypliwie. 
Murka wyłoniła się zza ścianki. Na widok Mroka uśmiechnęła się i powiedziała:
- Pan do Mundusa?
- Do Pani też. - Odparł i rozejrzał się. Gdy nie ujrzał "niebieskiej papugi", zapytał:
- Gdzie podejrzany?
- Kto?! - Zapytała Murka
- P - O - D - E - J - R - Z - A - N - Y.
- Ale... o co?
- O usiłowanie zabójstwa towarzysza. - Odparł z kamiennym wyrazem twarzy.
Murka znieruchomiała. Andrei powiedział:
- A kim pan właściwie jest?
- Mrok. Detektyw. Jenny i ten.. no Beryl poprosili mnie o pomoc w z identyfikowaniu kogoś, kto chciał zabić Kelssie'go. 
Andrei nie mówił już nic. Po chwili zjawił się Mundus. 
( Beryl? )

Od Beryla CD Eclipse

- Od naszych starań, zależy czy WSC przetrwa wojnę! Jesteśmy osłabieni przez fakt, że WWN zna wszystkie nasze tajemnice zbrojne. Musimy więc ogłosić mobilizację i stanąć do boju z taką chęcią i mocą, z jaką jeszcze nigdy nie staliśmy!
W tej chwili, pomyślałem sobie, że przecież nigdy wcześniej jeszcze w ogóle nie stanęliśmy do boju. Reszta zgromadzenia chyba też miała tą świadomość, lecz mimo wszystko, nikt nie odważył się przerwać moich, pełnych nadziei słów.
Coś zaszeleściło przed jaskinią. Odwróciłem się, lecz nic nie wyłoniło się z ciemności.
- Kto tam? - krzyknął Andrei. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się odpowiedzi.
- Ja! - usłyszałem znajomy, znienawidzony w ostatnich dniach głos.
- Nie waż się tu wejść! - warknąłem.
- Wejdę! - wesoły głos zdawał się drwić ze mnie - i założę się, że ani ty, ani żaden z szanownych obywateli twojego kółka wzajemnej adoracji nie jest mi zagrożeniem.
- Co on znowu wymyślił? - burknąłem.
- Nic, Berylu, nic!
- Podejdź. Nie ukrywaj się w ciemności! - przybrałem pozycję bojową.
- Lękam się, że...
- Boisz się? TY? - uciąłem złośliwie.
- Boję się, że mógłbyś ucierpieć! - głos z ciemności zaczął powstrzymywać śmiech.
- Wyłaź! - krzyknąłem.
- Oto jestem, jak chciałeś! - Mundus wkroczył do jaskini z rozłożonymi skrzydłami. Bez namysłu, rzuciłem się w jego stronę. Nagle, ptak machnął skrzydłem przed moim nosem. Jakaś dziwna siła odrzuciła mnie w bok. Zatoczyłem się i upadłem.
- Coś ty zrobił?! - warknąłem.
- Pole elektryczne! - odpowiedział śmiejąc się ptak - świetnie działa na ciebie, świetnie zadziała i na twoich przyjaciół! Ha...! Niech mi tylko któryś spróbuje podejść! Kopię prądem!
Rzeczywiście. Poczułem się kopnięty. Jednak... jakim sposobem Mundus zaczął się "elektryzować"? Odpowiedź była prosta i nie musieliśmy długo czekać na wyjaśnienie.
- Jak tyś to... - Eclipse cofnęła się o krok.
- Jak? Nieopodal wodospadu rośnie mech, który zawiera ładunki elektryczne i działa na moje pióra... ktoś jeszcze chce zobaczyć jak? - wyciągnął skrzydło w naszym kierunku.
- Możemy się wszyscy tak naładować? - zapytałem ze zdziwieniem.
- Oczywiście, że nie! Nie zresztą, cóż wam będę tłumaczyć...? To działa tylko na jeden rodzaj piór i już... teraz możecie pomarzyć o unieszkodliwieniu szpiega, który słyszał każde wasze słowo.
Minie trochę czasu, zanim ładunki elektryczne się zrównoważą... - ziewnął - do tego czasu już mnie tu nie będzie a nikt nie zdoła mnie powstrzymać.
- Dlaczego nas opuściłeś... prędzej czy później, i ciebie dosięgnie sprawiedliwość! - krzyknęła Eclipse.
- Z mojej strony! - dodał Andrei.
- Proszę uprzejmie! - uśmiechnął się Mundus - ktoś podejdzie? Nie podniesie się więcej! Ach! Jeszcze jedno... ibi patria, ubi bene moi drodzy!

< Eclipse? >

wtorek, 2 grudnia 2014

Od Eclipse CD Beryla

Czym prędzej ruszyliśmy. Biegliśmy ile sił w łapach. Po kilkunastu minutach Beryl powiedział
- To tutaj chodź szybciej
- Ok
Wparowaliśmy do siedziby. Wszyscy spojrzeli się na nas jakoś... dziwnie. Pewnie sobie pomyśleli "ale my jesteśmy głupcami aby przeszkadzać" albo "kto im pozwolił tutaj wejść" No ale skapnęli się że był to Beryl i ja. Od razu stanęli jakby robili salut. Zrobiliśmy to samo. Po krótkiej chwili skończyliśmy i stanęliśmy normalnie. Podszedł do nas Andrei mówiąc:
- Co się dzieje Berylu?
Beryl rozejrzał się po jaskini
- Mam bardzo złom wiadomość - Zatrzymał swój wzrok na Andrei'u
- Niby jaką?
Spojrzał na mnie a ja na niego.
- Już wam mówimy - Odpowiedziałam
Zasiedliśmy do okrągłego kamienia obrad. Ja i Beryl zaczęliśmy całą historię. Czasem ze szczegółami a czasem i nie. Wszyscy byli zdziwieni tym co mówimy. Większość wilków wsłuchiwała się w nas z dokładną uwagą zaś mała liczebność wilków czyli około dwóch aż tak nie uważali. Po półgodzinnej historii zakończyłam.
- Dlatego też musimy się przygotować
- Oczywiście ale jak? - Zapytał ktoś
- Musimy codziennie trenować. Wszyscy bez wyjątków
- Ale tego będzie za wiele - Odpowiedział Andrei
- Ale tak się dobrze przygotujemy - Odpowiedziałam
- Nie wiemy kiedy dokładnie nas zaatakują - Dopowiedział Beryl
- Tak jednak gdy będziemy dzień i noc stróżować to w końcu ktoś się zmęczy - Powiedział ktoś z tłumu
- Tak ale Eclipse i Beryl mają rację - Przekonał się do naszego planu Andrei
Andrei podszedł do nas i odwrócił się do grupy mówiąc
- Ten kto się teraz nie przygotuje zginie w walce od razu ale jeżeli będziemy ćwiczyć będziemy mieli szansę tą wojnę wygrać
Wilki spoglądały się na siebie. A to jeden na drugiego a później zasięgał wzrokiem dalej. W tedy dopowiedział Beryl
- To co jesteście z nami?
- Ja na pewno - Powiedział Andrei
- I ja też - Spojrzałam się na Beryla. Beryl uśmiechnął sie do mnie
< Beryl? >

Od Vivian CD Sonaty

- Szkoda, nocą jest tu najciekawiej. - Powiedziałam.
Gdy byłyśmy już w lesie, usłyszałam szczekanie dochodzące z wioski. Ruszyłam w tamtą stronę.
- Gdzie ty idziesz? - zapytała zdumiona Sonata.
- Nie słyszałaś szczekania?
- Nie. - Odpowiedziała wadera.
- Musimy to sprawdzić.
- Zdawało ci się, nie przesadzaj.
Nie zwracając uwagi na jej zapewnienia biegłam truchtem w stronę wioski. Parę metrów od jednego z domów stał namiot, koło którego siedziało parę niedużych psów.
- Myślisz, że będą polować na wilki? - spytała wilczyca, gdy zobaczyła zwierzęta.
- Nie. - Stwierdziłam. - Są za małe. Może na króliki, czy ptaki.
- Więc, jednak nie ma się czym przejmować? - powiedziała.
- Myśliwy jest na razie jeden... Na pewno przyjedzie jeszcze z dwóch i prawdopodobnie będę mieli swoje psy.
- Czy ty zawsze byłaś taką pesymistką?
- Mówię co wiem. Przeżyłam parę polowań i jestem prawie pewna, że szykuję się kolejne. 

< Sonato? >