Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Falvie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Falvie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Od Falvie - „O tym jak pustynia pomaga zdobywać przyjaciół”

Krótko po opuszczeniu watahy, które było niezbyt dobrowolne, Falvie znalazła się na jakimś spalonym pustkowiu. Powietrze falowało, jakby próbowało udawać wodę, a czarne futro sprawiało, że wadera smażyła się żywcem. Jedyne zwierzę, które widziała od kilku godzin to sęp, który najwyraźniej postanowił poczekać, aż białooka opadnie z sił. 
O ile ciało wilczycy było zmęczone, to umysł właśnie na 50 różnych sposobów wyobrażał sobie śmierć jej “kochanej” rodziny. Widok ich zakrwawionych ciał sprawiał jej niesamowitą satysfakcję i jednocześnie dawał siłę, by przeć dalej przed siebie. Zrobić im na złość, przeżyć i pokazać, że jej istnienie nie jest przeklęte, tylko oni bezgranicznie głupi.
W oddali zamajaczyło drzewo albo raczej suchy pień. Gdy tylko wadera doczłapała do chłodnego cienia, padła na brzuch i zamknęła oczy. Słońce powoli zachodziło, coraz bardziej chowając się za horyzontem, aż w końcu całkiem zniknęło. Spieczona ziemia powoli oddawała ciepło, a Falvie ruszyła w dalszą wędrówkę.

Wizja wadery była coraz bardziej zamglona, a łapy bardziej przypominały kule ołowiu niż kończyny. Skóra opinała się na kościach, a futro zmatowiało. Jedyne co teraz kłębiło się w umyśle wilczycy to, żeby nie wywrócić się przy kolejnym kroku.
- Jeden… Dwa… Trzy… Cztery… - Mamrotała pod nosem, obserwując ciągnące się po ziemi nogi. Uniosła na chwilę głowę by zobaczyć czy coś przed nią jest, ale oczy odmówiły współpracy i ostatnie co poczuła, to jak jej ciało gwałtownie przechyla się w prawo, aby po chwili uderzyć z łoskotem o ziemię.

Falvie zamrugała oczami, jej ciało było gdzieś ciągnięte. Szarpnęła się słabo albo raczej spróbowała, bo żaden mięsień się nie ruszył, a wzrok znowu objęła ciemność.

Następne co wilczyca zapamiętała to zapach wody, tuż przed nosem. Uchyliła powieki, by rozpocząć batalię o wyostrzenie wzroku. Po kilku sekundach zobaczyła miskę, której prawdopodobną zawartość była wodą. Wykorzystała swoje siły by przewrócić się z boku na brzuch, a potem zanurzyła pysk, w cudownie chłodnej wodzie. Po wypiciu znów urwał jej się film, ale chwilę przed utratą przytomności, usłyszała coś co do złudzenia przypominało słowa.

Kiedy obudziła się po raz kolejny, jej ciało było na tyle zregenerowane, by nie stracić przytomności po kilku minutach. W zasięgu jej wzroku były szaroniebieskie wilcze łapy.
- Masz cholernie dziwne oczy. - Zastrzygła uszami słysząc obcy głos. - Mówił ci to już ktoś?
Wadera uniosła delikatnie głowę i spojrzała na basiora stojącego przed nią, po czym zmrużyła oczy, bo gardło nie chciało wydać nic poza nieprzyjemnym warkotem, który nijak nie przypominał słów. Rzuciła mu tylko urażone spojrzenie i odwróciła głowę, kładąc ją na wyciągniętych łapach. Usłyszała cichy śmiech dochodzący z jej prawej strony, a po chwili w przed jej pyskiem pojawiła się miska z wodą i smakowicie pachnący kawałek mięsa. Obydwie rzeczy zniknęły po chwili w paszczy wadery, która oblizała pysk z resztek jedzenia.
- Jestem Asra. - Powiedział po chwili. - Myślę, że chciałabyś wiedzieć jak nazywa się twój wybawca.
Wadera tylko spojrzała na niego przelotnie, skinęła delikatnie głową i wyprostowała łapy przeciągając się. Skrzywiła się z bólu czując jak jej ciało niezbyt było szczęśliwe na ten ruch, po czym ignorując wrzaski swoich mięśni spróbowała się podnieść. Praktycznie od razu padła na ziemię. Asra chichotał gdzieś po jej prawej widząc jej próby.
- Błąkałaś się po tej pustyni dość długi czas, patrząc na to jak się wyniszczyłaś. Jeszcze przez jakiś czas się nie podniesiesz. - Wytłumaczył, a w odpowiedzi dostał oburzone prychnięcie. Basior wyszczerzył białe zęby w uśmiechu.
- Spróbuj się przespać. - Zaproponował. Wadera zamknęła oczy po chwili oddając świadomość w objęcia ciemności.

Obudziło ją szturchnięcie w bok, otworzyła oczy tylko po to żeby zostać oślepioną przez słońce. Okazało się, że w czasie kiedy spała Asra przeciągnął ją pod jakąś rzekę. Leżała w jakimś koszu, do którego najpewniej wpakował ją basior, aby łatwiej ją przemieścić.
- Śmierdzisz. - Stwierdził widząc jej pytające spojrzenie. Wadera warknęła na niego w odpowiedzi.
- Daj spokój, przez nie wiadomo jaki czas błąkałaś się po pustkowiu, oczekujesz, że będziesz pachnieć fiołkami? - Prychnął basior patrząc na nią fioletowymi oczami. Falvie powoli podniosła się na cztery łapy, pomimo braku silnego oporu mięśni, dalej szło jej to jak po grudzie. Szaroniebieski wilk wyszczerzył zęby widząc jej poczynania. Wadera weszła do chłodnej wody i powoli zanurzała się coraz głębiej, po chwili widoczna była tylko głowa. Kiedy czubki uszu też zniknęły pod wodą, w fioletowych oczach Asry błysnęło zaniepokojenie, które zniknęło, gdy zobaczył, że nos wadery wystaje ponad powierzchnię. Kiedy wilczyca wyszła z wody na jej głowę został zrzucony koc. Rzuciła zaskoczone spojrzenie basiorowi, a ten tylko wzruszył ramionami.

Czas leciał, od znalezienia Falvie przez Asrę minęły już dwa miesiące. Obydwa wilki dobrze się dogadywały. Okazało się, że Asra od początku nie miał dobrych intencji, jednak kiedy Falvie warknęła na niego, że jeśli jeszcze raz spróbuje przejąć jej umysł to ukręci mu łeb, szczerze zainteresował się białooką. Zainteresowanie zmieniło się w zaufanie i teraz dwójka wilków z niezbyt dobrze rozwiniętym instynktem samozachowawczym irytowało wędrowców.
- Falv, tak swoją drogą, czemu jesteś odporna na mój żywioł? - Zapytał Asra podczas jednego z bardziej leniwych dni.
- To chyba efekt uboczny mojej mocy. - westchnęła, rzucając mu szybkie spojrzenie, po czym wróciła do polowania na łososie.
- Mówiłaś o tym, że to coś związane z przepowiedniami. - Stwierdził. - Może twój żywioł próbuje cię chronić? Masz jeszcze jakieś moce oprócz tego?
- Szczerze mówiąc nie wiem. A teraz zamknij się, już trzeci łosoś mi uciekł, bo mnie rozpraszasz. - Warknęła na Asrę, a ten tylko zachichotał.
- Nie moja wina, że nie potrafisz łap… - Urwał, gdy dostał rybą prosto w nos. - Grabisz sobie Falvie.
- Ja sobie grabię? To ty usilnie próbujesz pozbawić nas obiadu, jak taki sprytny jesteś to zaraz będziesz sam je łapał.
- Bo będziesz spać na dworze. - Zagroził, a wilczyca spojrzała na niego z politowaniem.
- Mam ci przypomnieć kto spał tam ostatnio? - Zapytała z niewinnym uśmiechem na pysku. A Asra jedynie prychnął oburzony odwracając głowę.
- No właśnie.

Asra z narastającym głodem w oczach patrzył na zająca przed nim. Falvie okazała się bezduszna i oznajmiła, że ryby, które złapała są tylko dla niej. Basior skradał się powoli w stronę gryzonia, który nagle poderwał się na dźwięk łamanej gałązki. Fioletowooki odwrócił się w stronę hałasu, a widzą tam waderę o czarnym futrze, jego pysk wykrzywił grymas gniewu.
- ZABIJĘ - krzyknął ruszając biegiem w jej kierunku. 

C. D. N.

środa, 14 grudnia 2022

Od Kezuko CD Falvie

Poranny spokój i moje śniadanie przerwał głośny dźwięk łamania się gałęzi i uderzania o ziemię. Dopiero po chwili zorientowałem się, że przede mną leży nie znana mi wilczyca. Koszmar przez chwilę nieudolnie próbował powstrzymać śmiech, jednak po chwili śmiał się tak głośno, że aż dzwoniło mi w uszach. 
 — Cicho… — Warknąłem pod nosem, tak aby obca wilczyca tego nie usłyszała. Mój towarzysz jednak nie posłuchał. Zepchnąłem go na drugi plan i wstałem. Powoli podszedłem do nieznajomej. 
— Dzień Dobry? Potrzebuje pani może…. Pomocy? — Zapytałem grzecznie. ,,Dureń” Burknął Koszmar, chyba zawiedziony moim zachowaniem. 
— Sam jesteś durniem. — Szepnąłem tak cicho, aby Czarna Wadera tego nie usłyszała. 
— Nie potrzebuję pomocy, szczeniaku. — Warknęła Latająca Wilczyca, którą właśnie tak ochrzciłem w mojej głowie, na co Koszmar zachichotał. Z jej tonu wywnioskowałem, że nie przepada za dziećmi, a co za tym idzie za mną. 
— Wybacz, nie chciałem Pani urazić. — Powiedziałem, cofając się na moje wcześniejsze miejsce. Wilczyca tylko obrzuciła mnie niezbyt przyjaznym spojrzeniem. ,,Na Twój ogon, chyba tylko Twoja matka była od niej wredniejsza.” Mruknął Mój jakże wspaniały towarzysz. Nie chciałem tego komentować. 
— Może… Może się Pani przedstawi? — Zapytałem cicho. Coś mi mówiło, że właśnie podjąłem wręcz ogromne ryzyko. Miałem jednak nadzieję, że nie rzuci się na mnie, wydawała się ciekawą personą. 

< Falvie? >

wtorek, 13 grudnia 2022

Od Falvie „Wyrocznia - Jak to wszystko się zaczęło?”

17 listopad nie był jakimś szczególnym dniem dla większości wilków z małej watahy. Jednak dla jednej pary był on datą pełną uśmiechu przez łzy. Bowiem na świat przyszły 4 małe wilki. Ich matka, Cyrlis, całkowicie czarna wilczyca o białych rogach tuliła do siebie szczeniaki. Toven, czyli ojciec małych fasolek, leżał za waderą z oczami błyszczącymi ze szczęścia. Cztery futrzaste kulki, którym przyszło żyć na tym tragicznym świecie zostało ochrzczone imionami Kaver, Aetiv, Falvie i Kivi. Dwa pierwsze z wymienionych okazały się basiorami, a dwójka pozostałych została pobłogosławiona wątpliwym przywilejem posiadania macicy.
Czwórka szczeniąt rosła jak na drożdżach, po 2 tygodniach otworzyły oczy i zaczęły się przemieszczać po jaskini. Kaver czyli najstarszy z puchatej zgrai wydawał się być najspokojniejszy, z kolei Aetiv drugi co do wieku był zdecydowanie bardziej narwany. Kivi czyli najmłodsza z rodzeństwa była strachliwa i generalnie większość czasu spędzała przy matce. A Falvie…. Cóż Falvie była najdziwniejsza ze wszystkich, widoczne już w takim wieku długie łapy, na głowie pojawiły się dwie wypustki świadczące o rosnących rogach i przyprawiające rodziców o dreszcze puste białe oczy.
Po jakimś czasie szczeniaki zaczęły zadawać kłopotliwe pytania i budować podwaliny swoich charakterów. O ile trójka zadawała ich po kilkadziesiąt na dzień, to Falvie rzadko kiedy się odezwała.
W końcu po kilku miesiącach czwórka jeźdźców apokalipsy urodzona 17 listopada zaczęła siać spustoszenie i irytować każdego dorosłego. Wymyślali durne żarty, narażali się na gniew alfy i rodziców, jak każdy właściwy ich wiekowi dzieciak. Kiedy osiągnęli wiek 5 miesięcy skończył się dzień dziecka i zaczęło się przyuczanie do polowań i sztuki przetrwania.
Lecz teraz przenieśmy się do 10 listopada kiedy to za tydzień przeklęta czwórka ma osiągnąć rok.
~`*`~
Falvie wyszła z jaskini i ruszyła na spotkanie z alfą, ostatnio zaczęła mieć niepokojące sny. A Hex, samiec alfa watahy, wezwał wilka, który pomagał nam się łączyć z siłami wyższymi. Długonoga wadera leniwie powłóczyła łapami łapiąc w czarne futro ostatnie promienie jesiennego słońca.
Uważała Civ za szalonego, zresztą jaki kapłan jest normalny. W dodatku jej wataha była straszliwie przesądna, wierzyli w dwóch bogów Boga Księżyca i Boga Słońca, Solarisa i Lunarisa. Jednak wadera uważała to za zwykłe bzdety, bo podczas swojego niezbyt długiego życia nie dostała żadnego znaku, że którykolwiek z tych bogów istnieje. Oczywiście gdyby jej rodzice się o dowiedzieli to w najgorszym wypadku by ją wyklęli, a w najlepszym starali nawrócić.
Kiedy dotarła na miejsce spotkania z alfą, zebrała się tam cała wataha. Najwidoczniej plotki o nietypowych koszmarach Falvie szybko się rozniosły. Wadera westchnęła lekko i podeszła do Alfy i kapłana. Ten drugi przez kilka minut mówił coś o tym, że zamierza wprowadzić ją w trans by spotkała się z Lunarisem, który odpowiadał za sny i wiele innych rzeczy związanych z nocą i mrokiem. Po czym podsunął jej pod nos kawałek ostro pachnącego ziela.
 - Ledwo masz koszmary, a już chcą cię otruć. - Wadera wymamrotała pod nosem, patrząc sceptycznie na chwasta przed nią. Po czym prosząc w myślach o litość zjadła zielsko.
Kapłan zaczął odmawiać jakieś formułki w nieznanym Falvie języku. Wilczyca poczuła miażdżący uścisk oplatający jej czaszkę, który z każdym słowem Civa przybierał na sile. Złote wzory na furze wilczycy, po praz pierwszy rozjarzyły się oślepiającym blaskiem. A ona sama nagle się wyprostowała. Jakiś dudniący głos oświadczył, że otrzymała dar. Z całkowicie białych oczu pociekły czarne łzy bólu. Teraz już nie tylko coś próbowało zmiażdżyć jej głowę, ale również żebra. Falvie zacisnęła szczęki odsłaniając zęby, a z jej gardła wydobyło się głuche warczenie, które w żadnym stopniu nie przypominało warczenia wilka. Bliżej temu było do czegoś co wydałby demon.
Wilki do tej pory stojące trzy metry od córki Cyrlis, cofnęły się o kolejne trzy i patrzyła z niepokojem albo strachem na młodą waderę. Białooka wydała z siebie wrzask pomieszany z piskiem, który brzmiał jakby najgorszy koszmar właśnie zstąpił na ziemię, po czym powiedziała odbijającym się od skał głosem:
Siedemnastego dnia miesiąca jedenastego
W czasie słońca jaśniejącego
Przez popełnione zabójstwo
Powstanie zapomniane bóstwo
Choroba pochłonie ofiar wiele
Nie pojawią się zbawiciele
Po tych co nie przeżyją zostaną kości
Śmierć na stosie zwłok gniazdo mości
Ci co przetrwają oszaleją
Szanse na życie już maleją
Do siedemnastego czas by się wynieść
Albo wszyscy niedługo piach będziemy jeść
Złote wzory zgasły, czarne łzy przestały lecieć, Falvie oddychała ciężko charcząc raz po raz, próbując się pozbierać po dawce cierpienia jaką otrzymała. Słowa przepowiedni dudniły jej w głowie, powtarzając się raz po raz. Wilki wokół niej już nie patrzyła na nią z niepokojem, były przerażone. Po chwili ogłuszającej ciszy, która piszczała w uszach, odezwał się kapłan
 - Odejdź…. - powiedział słabym głosem. Wataha podchwyciła od razu pomysł Civa.
“Nie chcemy cię tu”, “Demon “,  “Odejdź “, “Przeklęte dziecko”.
“...odejdź… Odejdź… ODEJDŹ”
Falvie odszukała w tłumie swoją rodzinę. Jej ojciec Toven patrzył na nią z obrzydzeniem, Kaver i reszta rodzeństwa przerażona tak samo jak matka. Falvie poczuła jakby ktoś uderzył ją w głowę obuchem. Jej oczy po raz drugi tego dnia napełniły się łzami. Ktoś rzucił w nią kamieniem, Hex warczał na nią tak samo jak reszta tłumu. Wilczyca podkuliła ogon, odwróciła się i w ułamku sekundy uciekła jak najdalej od jej byłej watahy.

C.D.N

niedziela, 6 listopada 2022

Od Falvie CD Kezuko

Z niechęcią postawiłam pierwszy krok w stronę wyjścia, już z odległości paru metrów czułam czyhające na dworze zimno, które tylko czekało, by mnie bezwstydnie zaatakować. Jęknęłam męczeńsko i wyszłam na zewnątrz przeklinając aktualną pogodę.
Po kilku minutowym truchcie znalazłam się w Lasku, to tu zostawiłam worek z drewnem ze Skrytego Lasu, a chciałam zobaczyć czy pali się inaczej od zwykłego drewna. Pierwsze miejsce jakie sprawdziłam było dość sporą polaną, jednak kiedy nic tam nie znalazłam, a kilka następnych prawdopodobnych kryjówek przebiegłego worka również okazało się pustych, zaczęłam węszyć w poszukiwaniu zguby. Wyraźnie czułam swój ślad sprzed kilku godzin, a także charakterystyczny zapach drewna. Ruszyłam śladem trzymając nos przy ziemi i klucząc między drzewami.
W końcu ślad prowadził na górę drzewa, wdrapałam się na górę i znalazłszy zgubę ruszyłam w stronę mojej jaskini. Złażenie z powrotem na ziemie nie wydawało się opłacalne, wiec skokami przemieszczałem się po gałęziach. W mojej głowie błysnął mi niewyraźny obraz przyszłości, który ukazywał mnie spadająca na ziemię. Ominęłam gałąź na której miałam się poślizgnąć i skoczyłam na inna, jednak los postanowił się ze mnie zaśmiać i ta na której wylądowałam okazała się spróchniała. W akompaniamencie trzasku drewna zleciałam z pełną gracją prosto na pysk. Ziemia nie była za smaczna. Dopiero kiedy się rozejrzałam zobaczyłam małego szczeniaka, który wlepił we mnie szeroko otwarte oczy.
-Cudownie… - warknęłam patrząc z niechęcią na biało-niebieską kupkę futra.

<Kezuko?>

Nowy członek!

Falvie - tropiciel